
Obecnie programowo rugowani z polskiej historii i pamięci.
Obchodzone dzisiaj 1 marca, już po raz 12. Święto, to hołd dla żołnierzy, dla jednych wyklętych – dla drugich świętych. Definiowanych tak, w zależności od aktualnej koniunktory (czytaj: poprawności) politycznej, a prawda jest tylko jedna. Pojęcie „Żołnierze Wyklęci” mówi o komunistycznej represji – anatemie zbiorowej niepamięci rzuconej na tych, co stawili zbrojny opór „władzy ludowej”. Termin „Żołnierze Niezłomni” opisuje postawę Bohaterów, ich stosunek do komunistycznego okupanta, z którym walczyli, czy w kraju, czy na emigracji. Wiele upłynęło czasu, nim 3 lutego 2011 roku Sejm uchwalił ustawę o ustanowieniu dnia 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Stało za tym dwóch wybitnych Polaków – Prezydent RP prof. Lech Kaczyński i Prezes Instytutu Pamięci Narodowej – dr Janusz Kurtyka (obaj zginęli w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem). I trochę, jak na ironię, zakrawa fakt, iż stosowny dokument w tej sprawie podpisał następca prof. L. Kaczyńskiego (PiS) – były marszałek Sejmu Bronisław Komorowski (PO), którego nikt na urząd Prezydenta RP nie wybrał, bo go tylko objął z urzędu …! Czyli walka dwóch plemion Polan trwa!

W kontekście tego, co wyżej przypomnijmy. Każdego kolejnego roku Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych przypada 1 marca. To data symboliczna – tego dnia w 1951 r. w więzieniu mokotowskim w Warszawie strzałem w tył głowy zostali zamordowani przez komunistów członkowie IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” – prezes WiN ppłk Łukasz Ciepliński (ps. „Pług”, „Ludwik”) i jego najbliżsi współpracownicy: Adam Lazarowicz, Mieczysław Kawalec, Józef Rzepka, Franciszek Błażej, Józef Batory i Karol Chmiel. Ich ciała komuniści zakopali w nieznanym miejscu. Stanowili oni kierownictwo ostatniej ogólnopolskiej organizacji kontynuującej od 1945 r. tradycję Armii Krajowej. Aresztowano ich w czasie od listopada 1947 do lutego 1948 r. Przeszli wyjątkowo brutalne śledztwo. Ich ciała komuniści zakopali w nieznanym miejscu.

„Powiedz – kiedy będzie tutaj prawdziwa Polska? To nie może być tak, żeby Polski nie było!
To jakaś intryga, nieporozumienie, zdrada! Mamy broń oddać, a później co? Koniec?”
Po tragedii smoleńskiej wielu Polaków na nowo odkryło głębie i siłę polskiej historii. Można wręcz mówić o „drugim obiegu” kultury, w którego współtworzenie zaangażowali się filmowcy, muzycy, pisarze, artyści. Ważne miejsce w tym nurcie zajmuje obecny w całej Polsce Teatr Nie Teraz. W 2011 r. odbyła się premiera „Ballady o Wołyniu”, a rok później w warszawskim więzieniu przy Rakowieckiej po raz pierwszy w Polsce wystawiono spektakl o żołnierzach wyklętych.
Tego samego roku TNT i spektakl „Wyklęci” został wyróżniony w prestiżowym rankingu miesięcznika „Teatr” w kategoriach: „Najlepszy teatr” i „Najlepsze przedstawienie teatru alternatywnego”. Od tamtego czasu swój głośny spektakl TNT wystawił już blisko 100 razy w całej Polsce.

Jak twierdzi dyrektor TNT i reżyser „Wyklętych” Tomasz A. Żak, obława na patriotów trwa, a hasło „Bóg – honor – ojczyzna” wciąż obowiązuje i zobowiązuje…
19 stycznia 1945 r. gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” w ostatnich słowach skierowanych do żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego (AK) zarządził: „Zwalniam was z przysięgi i rozwiązuję szeregi Armii Krajowej”. Ale nie zwolnił ich z pracy i działalności na rzecz całkowicie suwerennej i niepodległej Ojczyzny, ponieważ Armia Czerwona, jak zaznaczył, „mimo stwarzanych pozorów wolności – oznacza (…) zmianę jednej okupacji na drugą, prowadzoną pod przykrywką Tymczasowego Rządu Lubelskiego, bezwolnego narzędzia w rękach rosyjskich.”

Daję wam ostatni rozkaz. Dalszą swą pracę i działalność
prowadźcie w duchu odzyskania pełnej niepodległości
państwa polskiego i ochrony ludności polskiej przed zagładą.
Wobec nowego zniewolenia, jakie przyszło ze Wschodu, gen. Okulicki pozostawił żołnierzom wybór formy oporu, aby doprowadzić do „zwycięstwa słusznej Sprawy, tryumfu dobra nad złem, wolności nad niewolnictwem”.
Żołnierze Polskiego Państwa Podziemnego z czasów II wojny światowej zrozumieli to przesłanie. Widzieli, że narzuconej przez Sowietów władzy trzeba się jakoś przeciwstawić – moralnie, politycznie, a jeśli to możliwe – kontynuując walkę. Tak rozpoczęła się druga konspiracja Żołnierzy Niezłomnych, oparta na etosie Armii Krajowej.

Władza komunistyczna rozprawiała się bezwzględnie z antykomunistycznym powstaniem. Rozpoczęły się szykanowania żołnierzy niezłomnych, prześladowania, więzienia, tortury, pokazowe procesy, w których zapadały bardzo często wyroki śmierci. Rodziny nie znały zwykle miejsca, gdzie pochowano ich bliskich. W czasach „ludowej” Polski nie wolno było o nich mówić. Pohańbiono ich po śmierci, kiedy ich ciała grzebano pod osłoną nocy na obrzeżach cmentarzy albo na podwórkach ubeckich katowni. W tym samym czasie stawiano pomniki „wyzwolicielom” z Armii Czerwonej. Niezłomni zostali skazani przez komunistów na zapomnienie. Nie wystarczyła fizyczna likwidacja, komuniści niszczyli i wyszydzali pamięć o nich. Szykanowane były również ich rodziny. Po 1989 roku zabrakło dla nich miejsca w narodowym panteonie bohaterów. Dopiero w 2011 Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ustanowił Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Powojenna konspiracja niepodległościowa była – aż do powstania Solidarności – najliczniejszą formą zorganizowanego oporu społeczeństwa polskiego wobec narzuconej władzy. W roku największej aktywności zbrojnego podziemia, 1945, działało w nim bezpośrednio 150-200 tysięcy konspiratorów, zgrupowanych w oddziałach o bardzo różnej orientacji. Dwadzieścia tysięcy z nich walczyło w oddziałach partyzanckich. Kolejnych kilkaset tysięcy stanowili ludzie zapewniający partyzantom aprowizację, wywiad, schronienie i łączność. Doliczyć trzeba jeszcze około dwudziestu tysięcy uczniów z podziemnych organizacji młodzieżowych, sprzeciwiających się komunistom. Łącznie daje to grupę ponad pół miliona ludzi tworzących społeczność Żołnierzy Wyklętych. Ostatni „leśny” żołnierz ZWZ-AK, a później WiN – Józef Franczak „Laluś” zginął w walce w październiku 1963 roku.

Oficjalnie szacuje się, o czym wspominamy wyżej, że W latach 1944-1963 z bronią w ręku zginęło ponad 20 tys. żołnierzy wyklętych. Kilkanaście tysięcy nigdy nie powróciło z sowieckich łagrów na Syberii. W latach 1944-1955 komunistyczne sądy orzekły ponad 8 tys. wyroków śmierci, z których 4,5 tys. zostało wykonanych. Ponad 200 tys. polskich patriotów trafiło do więzień i obozów. Byli torturowani, więzieni, bici, poniżani, mordowani bez sądu albo w majestacie komunistycznego prawa kat wykonywał na nich wyrok śmierci. Główną katownią i najcięższym więzieniem reżimu komunistycznego PRL była Rakowiecka w Warszawie. To właśnie tutaj wykonano najwięcej wyroków śmierci, to tutaj byli osadzeni najwięksi wrogowie Polski Ludowej, a zarazem najwięksi bohaterowie walki z sowiecką i totalitarną władzą o wolną Ojczyznę.

„Trzeba wspomnieć wszystkich zamordowanych rękami także polskich instytucji i służb bezpieczeństwa, pozostających na usługach systemu przeniesionego ze Wschodu. Trzeba ich przynajmniej przypomnieć przed Bogiem i przed historią, ażeby nie zamazywać prawdy!”.
To jedno z najważniejszych świadectw historycznych Jana Pawła II. Zadziwiające, jak nieczęsto jest ono przywoływane. A przecież Ojciec Święty wzywał, by „nie zamazywać prawdy”.
Na podstawie materiałów Instytutu Pamięci Narodowej
Ryszard Zaprzałka