Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

TANGO

czyli Tarnowski Teatr im. Ludwika Solskiego zaprasza do tańca

Dramat Sławomira Mrożka liczy sobie ponad pół wieku - dywaguje Katarzyna Cetera. Tekst został opublikowany po raz pierwszy w 11. numerze „Dialogu” w roku 1964, a prapremiera odbyła się już rok później w Teatrze Polskim w Bydgoszczy (reż. Teresy Żukowskiej) – ale zaraz potem spektakl zaprezentowano w Warszawie (Erwin Axer) w Krakowie (Jerzy Jarocki) i w Belgradzie (Miroslav Belović). TANGO było pierwszą sztuką, którą Mrożek napisał po opuszczeniu kraju. Tekst jest już zatem wiekowy – a więc także jego adaptacje sceniczne będą „po przejściach”. Sztukę zdjęto ze scen polskich już w 1968 r. na skutek interwencji cenzury (Mrożek był łaskaw na łamach prasy zagranicznej wypowiedzieć się bowiem przeciwko interwencji zbrojnej wojsk sowieckich w Czechosłowacji), ale – niestety dla cenzorów - jego adaptacje cieszyły się sporą popularnością za granicą: spektakl Erwina Axera grany był w Düsseldorfie ponad dwieście razy, z sukcesem prezentowano TANGO również na Berlińskim Festiwalu Teatralnym i Festiwalu Teatralnym we Florencji. Furorę wywołało także w Nowym Jorku (przedstawienie w reżyserii Heinza Engelsa grano tam przez dwa lata) – nie mówiąc o Helsinkach, Genui, Hajfie i Londynie (Royal Shakespeare Company już w 1966 r). Popularność zagraniczna utrzymywała się również w latach 90. XX wieku; źródła głoszą, że w pierwszej połowie tamtej dekady prawa do wystawienia TANGA udzielono 24 teatrom poza Polską.

Czytaj więcej...

Nareszcie normalność…

czyli Tango po tarnowsku

… Wyszliśmy z założenia, że tekst i tak jest bardzo aktualny bo dotyczy procesów, które zachodzą zawsze. Jeżeli więc Mrożek wziął odpowiedzialność za słowo, to ja mogę wziąć za jego opracowanie. To świetnie napisany tekst. Nie ma sensu pisać go na nowo. – mówił podczas konferencji prasowej poprzedzającej tarnowską premierę „Tanga” jego reżyser Edward Wojtaszek. Napisana ponad pół wieku temu groteskowa tragikomedia "nie chce się zestarzeć" i z przenikliwością oraz poczuciem humoru opisuje także nasze czasy. Wciąż wiele może powiedzieć o współczesnej Polsce i procesach, jakie w niej zachodzą. Zawsze znajdzie się jakiś Artur, który za wszelką cenę próbuje przywrócić porządek zastanego świata i jakiś Edek, który czai się tuż za plecami tego pierwszego. Twórca tarnowskiego „Tanga”  zapewnia, że nie dostosowywał go do współczesnych czasów. – Zawsze da się uwspółcześnić, ale pytanie, czy warto? Już to samo powoduje, że z szacunkiem chylę czoło przed młodą ekipą realizatorów. I dobrze, że Edward Wojtaszek uznany reżyser i profesor Warszawskiej Akademii Teatralnej nie uległ presji teatralnych rewolucjonistów i stworzył dzieło udanie łączące tradycję z nowoczesnością. I chociaż na sobotniej premierze 11 maja nie było owacji na stojąco i pomimo że rzecz trwa ponad dwie godziny w powszechnej opinii jest to sukces, jakiego od dawna  w Solskim nie było. Walnie przyczynili się do tego świetnie dysponowani aktorzy, że wymienię tylko Filipa Kowalczyka – brawurowo kreującego rolę Artura, Tomasza Wiśniewskiego – znakomitego Edka, szczególnie w drugim akcie (42 lata temu rolę tę grał w Solskim Andrzej Grabowski), Mariusza Szaforza – Eugeniusza, który pomimo senioralnego wieku imponuje znakomitą formą. Gorzej z paniami, szczególnie zawodzi Matylda Baczyńska, zupełnie bez pomysłu na siebie. Wszystko rekompensuje finałowe tango w rewelacyjnym wykonaniu panów Szaforza i Wiśniewskiego. Brawo!      

Czytaj więcej...

W teatrze jak na wojnie 2

W Teatrze Polskim we Wrocławiu właśnie słychać dzwonek przed następnym aktem dramatu - diagnozuje tamtejszą sytuację w kolejnym  tekście reżyser Tomasz A. Żak, twórca Teatru Nie Teraz, ceniony publicysta,  odznaczony niedawno przez Prezydenta RP  Srebrnym Krzyżem Zasługi. Tam od lat, niemal modelowo, etos artystycznej służby Ojczyźnie wypala się niczym kwasem. Ludzie lubią historie w odcinkach. Serial to nic nowego w kulturze. Tak przecież powstawało wielkie dzieło Sienkiewicza pisane „ku pokrzepieniu serc” Polaków. Niestety, dzisiaj jest inaczej, o czym świadczy nawet nazewnictwo. Rozłożoną w czasie opowieść określa się słowem przywołującym niezbyt dobre skojarzenia – tasiemiec.  Jest i inne, chyba nawet brzydsze określenie – telenowela. I z taką właśnie „historią” mamy do czynienia we wrocławskim Teatrze Polskim. I bardzo trudno byłoby tam doszukiwać się jakiegoś „pokrzepienia serc”.

Czytaj więcej...

27 marca 58 lat temu…

Bo po to jest teatr, aby zmieniać świat, zmieniać na lepszy, Boży po prostu. (T.A.Żak)

Ustanowiono Międzynarodowy Dzień Teatru. Jego inicjatorem był w 1961 roku Międzynarodowy Instytut Teatralny (ITI - UNESCO). Święto powstało dla upamiętnienia inauguracji w Paryżu w 1957 roku Teatru Narodów – festiwalu, na którym spotkały się zespoły z obu stron „żelaznej kurtyny”. Od tego czasu Dzień Teatru jest obchodzony co roku przez ponad sto narodowych ośrodków ITI na całym świecie. Uświetniają go uroczyste premiery (bywało tak niegdyś w tarnowskim teatrze), spektakle, spotkania z twórcami czy zwiedzanie teatrów od zaplecza (tak będzie i u nas w Solskm) oraz inne około teatralne wydarzenia, np. w BWA w Tarnowie, gdzie 27 marca o godz. 17 odbędzie się promocja albumu „Teatr lalek Jerzego Koleckiego”. Z okazji tego globalnego świętowania co roku publikowane jest orędzie wybitnego człowieka teatru adresowane do całego „teatralnego świata”. Autorem tegorocznego orędzia jest kubański reżyser Carlos Celdran - "Pod scenicznymi reflektorami jest prawda i odzwierciedla się najgłębsza, najbardziej osobista część nas samych". Zaś wrocławska artystka, obecnie mieszkająca w Andaluzji, Antonina Grzegorzewska pisze w swoim orędziu w Dzienniku Teatralnym tak: - "Śmierć łaciny otworzyła drogę kolejnym upadkom. Atrament zasechł. Śpiew kastratów zamilkł. Kartografia dobiegła kresu – nie ma już białych plam. Alchemia poległa. Sztuka pisania listów zasila poczet martwych dziedzin. Teatr jest następny. Odkąd stał się pierwszym przemądrzałym - umiera. Jego ciało godnie złożą do grobu, w którym spoczywają bachanalia, misteria i miniony świat żywych obrazów. Ludzie z nim związani nie są jeszcze gotowi do pogrzebowych uroczystości. Bronią atrybutów starego panteonu. Są lobbystami swej dziedziny. Jesteśmy świadkami nieuświadomionej reinkarnacji. Serce teatru bije, lecz nie na scenie..." O krok dalej idzie w swoim orędziu w Polonii Christiana znany reżyser i publicysta, dyrektor i twórca Teatru Nie Teraz - Tomasz A. Żak - "Pomyślałem, że jest już tak źle z polską kulturą, z polskim teatrem, że może warto poważnie zażartować w ten czas pisania zwyczajowych orędzi na Międzynarodowy Dzień Teatru. Od lat karmią ludzi marksistowskim sianem, więc może teraz dajmy coś od „nacjonalisty” i „ultrakatolika”, a w ogóle od „białego człowieka”. Aha – jak to się mawia – wszelkie podobieństwo do ludzi, zdarzeń i tekstów jest oczywiście tylko przypadkowe."

Czytaj więcej...