Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

27 marca 60 lat temu…


To symboliczna data, bowiem dziś 27 marca 2021 r. w święto ludzi sceny zamknięto teatry!

Bo po to jest teatr, aby zmieniać świat, zmieniać na lepszy, Boży po prostu. (T.A.Żak)

Tego dnia ustanowiono Międzynarodowy Dzień Teatru. Jego inicjatorem był w 1961 roku Międzynarodowy Instytut Teatralny (ITI - UNESCO). Święto powstało dla upamiętnienia inauguracji w Paryżu w 1957 roku Teatru Narodów – festiwalu, na którym spotkały się zespoły z obu stron „żelaznej kurtyny”. Od tego czasu Dzień Teatru jest obchodzony co roku przez ponad sto narodowych ośrodków ITI na całym świecie, także przez jego polskie przedstawicielstwo. Uświetniają go uroczyste premiery (bywało tak niegdyś w tarnowskich teatrach), spektakle, spotkania z twórcami czy zwiedzanie teatrów od zaplecza oraz inne około teatralne wydarzenia. Tak działo się jeszcze nie dawno aliści polityczno-epidemiologiczne okoliczności sprawiają, że te teatralne Dionizje odbywają się w tym roku jeno onlajnowo. Z okazji tego globalnego świętowania co roku publikowane jest orędzie wybitnego człowieka teatru adresowane do całego „teatralnego świata”. Autorem tegorocznego orędzia jest Helen Mirren Brytyjska aktorka teatralna, telewizyjna i filmowa.

To jest wyjątkowo trudny czas dla żywego teatru i wielu artystów, technicznych, teatralnych rzemieślników i rzemieślniczek. Ich wspólna profesja z założenia utkana jest z delikatnej tkanki. Być może właśnie ta od dawna utrwalona kruchość pozwala im teraz przetrwać tę pandemię przytomnie i z odwagą. Ich wyobraźnia przestawiła się w tych nowych okolicznościach na twórcze, dające śmiech i poruszenie nowe sposoby komunikacji, w dużej mierze dzięki możliwościom Internetu. Od zawsze ludzie opowiadają sobie historie. Piękna kultura teatru przetrwa tak długo, jak długo my przetrwamy na Ziemi. Silna potrzeba tworzenia u autorów, scenografów, tancerzy, śpiewaków, aktorów, muzyków, reżyserów nigdy nie zostanie zaduszona, a w bardzo niedługiej przyszłości zakwitnie od nowa z nową energią i nowym pojęciem naszego wspólnego świata.
Nie mogę się doczekać
. (Przekład Pawła Paszty)

O krok dalej idzie w swoim orędziu w Polonii Christiana znany reżyser i publicysta,  twórca i dyrektor Teatru Nie Teraz - Tomasz A. Żak, którego trupa jeszcze nie tak dawno miała tarnowski adres - "Pomyślałem, że jest już tak źle z polską kulturą, z polskim teatrem, że może warto poważnie zażartować w ten czas pisania zwyczajowych orędzi na Międzynarodowy Dzień Teatru. Od lat karmią ludzi marksistowskim sianem, więc może teraz dajmy coś od „nacjonalisty” i „ultrakatolika”, a w ogóle od „białego człowieka”. Aha – jak to się mawia – wszelkie podobieństwo do ludzi, zdarzeń i tekstów jest oczywiście tylko przypadkowe."
 

Mistrzów albo nam wybili międzynarodowi socjaliści z Moskwy, albo ci narodowi z Berlina. A jak nie wybili, to zmusili do emigracji. Ci, którzy przetrwali są skutecznie marginalizowani, ośmieszani i niszczeni. Nawet wtedy, gdy ich dorobek twórczy ma charakter wręcz podręcznikowy i dosłownie cały świat teatralny studiuje ich książki. Tacy ludzie jak przykładowo Kazimierz Braun czy Bohdan Urbankowski nie reprodukują klisz i konwencji narzuconych przez anytykulturę. Oni wciąż i z uporem prawdziwych rycerzy nie pozwalają zasypać źródeł prawdy, dobra i piękna. Praca tych artystów i wielu, wielu im podobnych nie ma dzisiaj wstępu do sal teatralnych okupowanych przez kulturowych marksistów.

W ten sposób, jak pod zaborami, jak za okupacji, polska kultura stała się undergroundowa, a niezmierzone zastępy ludzi wykluczono z możliwości uczestnictwa w kulturze wyższej. Dominuje rozrywka i to na najniższym poziomie. Nawet sceny o statusie narodowych preferują ofertę tak odległą od klasyki, którą z definicji powinny preferować, że ich repertuar przypomina raczej „tańce na rurze”. Bezmyślne naśladownictwo zgangrenowanego moralnie Zachodu stało się programem tych, którzy wyparli się rodzimej tradycji. I jak to klasyczni neofici, starają się być w tym, co najgorsze lepsi (czytaj: gorsi) od jakiegoś tam Paryża, Berlina czy Nowego Jorku. 

Pozostaje nam jeszcze literatura. Nie wszystko umarło z Herbertem. Urodzili się nowi, którzy są „teraz Miasto”. Tworzą tak wspaniali Polacy jak Wojciech Wencel, Lusia Ogińska, Wiesław Helak czy Wacław Holewiński. Dobrych mamy przewodników w poezji, prozie, ale i w dramacie. Kiedy dziś myślę o coraz bardziej aktualnym przesłaniu objawień fatimskich, to przychodzą mi na myśl profetyczni pisarze, którzy już dziesiątki lat temu proroczo, ale i precyzyjnie opisali upadek europejskiej cywilizacji; upadek, który pogrąża nas w mroku totalitaryzmu, o jakim nawet nie śniło się Leninom, Stalinom albo i studentowi Sorbony, Pol Potowi. Mam na myśli prozaików i eseistów, takich jak: George Orwell, Jean Raspail, Oriana Fallaci czy Malachi Martin. Do grona tych literackich proroków można by również dzisiaj dołączyć Michela Houellbecqu.

To wszechogarniające poczucie nadchodzącego końca świata, ale w rozumieniu nie planety, ale odwiecznych relacji międzyludzkich, tego porządku Europy wpisanego od dwóch tysięcy lat w zbawczą rolę Krzyża Chrystusowego, jest dojmujące w dziełach przywołanych twórców. Takim zresztą jest również w przedstawieniu Teatru Nie Teraz pod tytułem – nomen omen – „Koniec świata”. Przedstawieniu, które przemilczano jak wiele dzieł reprezentujących tak zwaną prawą stronę mocy.  

Prym w tym zakłamywaniu rzeczywistości wiodą te pozornie wszędobylskie media. Ich kultury opisywanie to cyniczna wybiórczość i planowa indoktrynacji. Funkcjonariusze tego globalnego Mordoru opisują więc to, co wcześniej zainspirowali ich protektorzy niemal już na wszystkich teatralnych scenach, które zdobyto w efekcie wiadomego „marszu na instytucje”.   Normalny człowiek jest tym przerażony, czyje się też osaczony. Jeszcze nie ma przymusu chodzenia do teatru, ale w przypadku młodzieży szkolnej już niekoniecznie. Pozostaje kulturowa emigracja wewnętrzna. Wciąż nie musimy mieć w domu telewizora i wciąż możemy kliknięciem myszki dokonywać wyboru, choć to coraz trudniejsze. Ale miejmy świadomość, że im dłużej trwa to życie w getcie, tym trudniej dojrzeć to, co jest za bramą, za murem.

A właśnie wobec tego powinien istnieć teatr. To, co osłania „poprawność polityczna” teatr powinien opisywać, i to po to, aby to zmienić. Bo po to jest teatr, aby zmieniać świat, zmieniać na lepszy, Boży po prostu.

Siedziba Teatru Nie Teraz

Niechaj więc teatr będzie dla nas przestrzenią spotkania i wolności słowa. Nawet, jeżeli będziemy zmuszeni robić to w ukryciu, to pamiętajmy, że teatr zawsze jest po stronie tych, którym odebrano głos, których wykluczono. Nie udawajmy, że nie widzimy i nie słyszymy, że najbardziej prześladowaną społecznością na świecie są dzisiaj chrześcijanie. Teatr nie rodzi się z komfortu, ale z prawdy. Szukając radykalizmu w sztuce, miejmy świadomość, że dzisiaj prawdziwie radykalna jest wiara w Boga w Trójcy Jedynego. Nie ma kompromisów w sprawach fundamentalnych wartości. Dostaliśmy od Boga dar największej możliwej wolności – wolną wolę. Bądźmy wiec wolni w teatrze.

 Za: Tomasz A. Żak  www.pch24.pl