Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Tomasz A. Żak: Teatr faktu kontra naukowa fikcja

Są tematy, za którymi w teatrze „się chodzi”. Szukamy znaków czasu i sposobów opowiedzenia o rzeczywistości, o sobie samych. Dla wielu z nas bywa zaskoczeniem, że najtrafniejsze odpowiedzi znajdujemy w tekstach, obrazach czy dramatach, powstałych kilkadziesiąt, czy kilkaset lat temu albo wręcz w starożytnej Grecji. Ale bywa i tak, że to tematy nas odnajdują: łapią za ramię na ulicy, krzyczą telewizyjnymi obrazami, internetowymi memami i stukają nocą do okien, nie dają spać. I wtedy tym bardziej jesteśmy zaskoczeni, że to dopadające nas „dzisiaj i teraz”, najlepiej tłumaczy „wczoraj i kiedyś”. Ci, którzy odbyli podróż do Ziemi Świętej wiedzą najlepiej, że aby zrozumieć każdy z holocaustów, które „ludzie zgotowali ludziom”, trzeba przejść najpierw jerozolimską Via Dolorosa.

Ukazał się właśnie marcowy numer „Biuletynu IPN” (3/2021) poświęcony w dużej mierze powojennej walce nowych okupantów Polski z antykomunistycznym podziemiem. Instytut Pamięci Narodowej dołączył do tego numeru płytę ze specjalnie na tę okazję przygotowaną filmową wersją spektaklu Teatru Nie Teraz (TNT)  „Dzień gniewu”. Stąd też moje refleksje na wstępie. Bo faktycznie, to przedstawienie powstawało właśnie w taki sposób: najpierw coś skrobało nocą pod podłogą, a w 2011 roku zaczęło już walić pięściami w drzwi. Narastający gniew - efekt terroru poprawności politycznej, która rujnuje prawdę historyczną, ale również efekt uświadomienia sobie konsekwencji coraz częstszego upubliczniania haniebnych przesłań na temat „polskich obozów koncentracyjnych” oraz „wyssanego z mlekiem matki polskiego antysemityzmu”, dodatkowo podobno szczególnie uwarunkowanego chrześcijaństwem - wszystko to doprowadziło mnie do otwarcia książki z dramatami Romana Brandstaettera, a zespół mojego Teatru do podjęcia wyzwania realizacji jednego z tych dramatów i to o wyjątkowo w tym kontekście adekwatnym tytule: „Dzień gniewu”.

Decydującym kopnięciem w drzwi naszego domu była książka „Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942 – 1945. Studium dziejów pewnego powiatu” autorstwa Jana Grabowskiego. (Czytający na pewno kojarzą to nazwisko, a szczególnie w połączeniu z nazwiskiem Barbary Engelking oraz książki „Dalej jest noc” wydanej przez te osoby, której przekaz jest – eufemistycznie to ujmując – daleki od wiarygodności, co zresztą stwierdził sąd.) A wracając do wydawnictwa „Judenjagd...”, to ilość przekłamań, przemilczeń i po prostu złej woli, jaką charakteryzowało się tamto „dzieło”, jest porażająca, co zostało wielokrotnie wytknięte i wypunktowane. Wówczas, tę dekadę temu, chyba najprecyzyjniej w recenzji prof. Bogdana Musiała w dzienniku „Rzeczpospolita” z 5-6 marca 2011 r. pod tytułem „Judenjagd”, czyli naukowy regres”.

A jako że sprawa dotyczyła miasteczka nieodległego od Tarnowa, gdzie wówczas TNT miał swą siedzibę, to w efekcie premierę naszego, powstałego  2012 roku przedstawienia, zrealizowaliśmy właśnie tam – w Dąbrowie Tarnowskiej.

Praca nad tekstem urodzonego w Tarnowie Żyda, polskiego patrioty i katolika, znawcy Biblii, pisarza i człowieka teatru, zderzyła nas z wyjątkową wiedzą o czasach „drugiej Apokalipsy”  i z wyjątkową tejże wiedzy dramaturgiczną metaforą. Uświadomiła nam również prawdę zapoznaną (pewnie dlatego, iż nie pasuje do programowej dzisiaj „radochy” ze wszystkiego, czyli z niczego) – prawdę o tym, że ten, kto nie jest z Chrystusem, jest z szatanem. Można by to też spuentować znanym stwierdzeniem, że „wiara czyni cuda” i dodać – odwołując się właśnie do „Dnia gniewu”: wiara, ale w Chrystusa cierpiącego, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego.

Od lat charakterystycznym dla Teatru Nie Teraz jest lokalizowanie swoich spektakli  w miejscach, które są adekwatne – nazwijmy to: energetycznie - dla tematyki kolejnych inscenizacji i ich struktury duchowej. Taki „genius loci” odnaleźliśmy latem 2013 r. w byłej synagodze zrekonstruowanej przez lokalny samorząd. Dąbrowa Tarnowska, małe małopolskie miasteczko, była jednym z wielu w II Rzeczypospolitej, gdzie liczba ludności żydowskiej stanowiła większość mieszkańców (ok. 2500 osób w 1939 r.). Od połowy 1942 roku okupanci niemieccy zaczęli mordować mieszkańców tamtejszego getta, do którego zwieziono też Żydów z całego powiatu. Ten holocaust przeżyło ok. 150 osób ukrytych przez Polaków w ponad 30 miejscach w powiecie. Za tę pomoc zapłaciły życiem 62 osoby.

Instytut Pamięci Jad Waszem przyznał kilkunastu osobom z powiatu dąbrowskiego tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Są to: Anna i Stanisław Jaje ze Szczucina, którzy uratowali Shiyera Mutzenmachera Mansona; rodzeństwo Zofia Pagos i Stanisław Pagos z Gruszowa ukrywali przez dwa lata rodzinę Weichtów, uciekinierów z dąbrowskiego getta; Lucylla Chmura i Wojciech Kowalski, narzeczeństwo z Dąbrowy Tarnowskiej (po wojnie małżeństwo) uratowali Henryka Marguliesa i jego matkę Idę; Genowefa Kiwior z d. Cholewa i Józef Kiwior z Adamierza ukrywali dwójkę uciekinierów z  getta w Tarnowie - Celinę Holzer i Heśka Bucha;   Anna Błoch z Radwana ukrywała Sabinę Solomon i pomagała jej rodzinie; rodzeństwo Piotr Heleniak i Anna Heleniak-Kaczmarczyk z Ujścia Jezuickiego ukrywali Dawida Rottensteina i Leona Kalba; Maria i Stanisław Kaczówkowie z Kanny ukrywali Izaaka i Etkę Schermann; Józefa i Ignacy Kostka z Żabna ukryli i pomogli wyjechać na roboty Miriam Piholc; Marta i Władysław Miazgowiczowie  z Żabna uratowali siostry Reginę Mentlik i Helenę Hollander; Feliks Świerczek z Gorzyc uratował Krystala Fajgę;  rodzeństwo Wiktor Wójcik i Emilia Wójcik-Kulaga z Dąbrowy Tarnowskiej ukrywali Melanię Weisenberg i Helenę Ascheim; Ewa Zając  ze Skrzynki ukrywała wielu Żydów (byli to: Estera Geltz, Mosze Keh, jego ojciec i dwie siostry, Chaskiel Gruszów, Manek i Sara Khel, Abraham i Sara Salomon, Samuel Weiser, Herman Wesiser, Mozes i Basia Wolfowicz). Pomagała również Jochanowi Amsterdamowi oraz braciom Wiktorowi i Abrahamowi Wajtom.

Te wszystkie informacje, ta wiedza dotycząca spraw niejako stycznych z tematyką naszego spektaklu, była dla nas bardzo istotne. Pracując nad „Dniem gniewu”, tak jak i nad innym dziełami odwołującymi się do historii naszego kraju, zawsze dokonujemy swoistej kwerendy nie tylko artystycznej ale i naukowej. Tworzenie owego specyficznego metaforycznego „teatru faktu” nie było by bez takiego zaangażowania możliwe. Nie było by też wiarygodne. Móc opowiadać historię naszej Ojczyzny poprzez sztukę, to dzisiaj nie tylko wielkie wyzwanie, ale też obowiązek artystów, bo sztuka tak rozumiana jest też oczywistą edukacją. Potrzeba takich emocji – estetycznych oraz patriotycznych, jakie niesie ze sobą sztuka teatru, jest ogromna, czego TNT od lat doświadcza podróżując po Polsce ze swoimi spektaklami. Prawda o nas samych, o naszych dziejach, narodzie, prawda, której tak brakuje, jest nie tylko nieobecna w tzw. kulturalnym mainstreamie, ale wręcz relegowana z bardzo wielu utrzymywanych za pieniądze podatników instytucji kultury, czego  dowodem jest m.in. niemożność przez lata całe normalnej obecności na rynku sztuki naszej inscenizacji dramatu Brandstaettera. A przecież recepcja tego przedstawienie powinna jednoznacznie zachęcać do wspierania jego prezentacji.

Zacytujmy tutaj fragmenty dwóch recenzji teatralnych:

Przejmujące w swej głębokiej wymowie, piękne przedstawienie Teatru Nie Teraz z Tarnowa to wydarzenie artystyczne. I nie tylko artystyczne. Ten spektakl o wielkich walorach etyczno-moralnych, tak zresztą, jak i pozostałe przedstawienia Teatru Nie Teraz, sięga do historii i poprzez sztukę opowiada dzieje naszej Ojczyzny. Czyni to wbrew panującemu obecnie terrorowi poprawności politycznej, która fałszuje i niszczy naszą historię.

…) Finałowa scena, kiedy oficer gestapo Walter Born (doskonały w tej roli Maciej Małysa), ironizując, zakłada Żydowi na głowę zwinięty drut, jako koronę cierniową, po czym narzuca mu na ramiona czerwoną materię, a do ręki daje szpicrutę, którą zazwyczaj okłada swoich „niewolników”, Polaków i Żydów – jest wstrząsająca. (…)

Tymczasem Born (…) szlocha, przewartościowuje swoje życie. (…) przed Żydem, którego przed chwilą poniewierał, doświadcza łaski nawrócenia. Daruje Blattowi życie i odchodzi. (…) A Żyd, Emanuel Blatt? Pewny, że umrze, nie może pojąć, jak to się stało, że ocalał. Za jego plecami jest krzyż Chrystusowy, Blatt odwraca się, obejmuje krzyż i szlochając, woła: Adonai, Adonai…

Wyznam szczerze, iż chyba nigdy dotąd nie widziałam w teatrze tak subtelnie podanej, a zarazem wstrząsająco głębokiej i tak bardzo wiarygodnie zagranej sceny nawrócenia. Kata i ofiary. (…)

To doskonale pomyślane i wyreżyserowane przedstawienie jest wspaniale i w pełni prawdziwie zagrane przez wszystkich aktorów. (…) Wszystko to rozgrywa się w znakomitej oprawie scenograficznej i ze świetną muzyką.

(…) Z przedstawienia Tomasza A. Żaka emanuje siła wiary w Kościół Chrystusowy. Ten spektakl to także protest przeciwko pomawianiu nas, Polaków, o antysemityzm i przerzucaniu winy z Niemców na Polaków, choćby przez haniebne używanie na świecie sformułowania typu „polskie obozy koncentracyjne”.

Temida Stamkiewicz-Podhorecka, Nawrócenie kata i ofiary

 

Nasz Dziennik, 7-8 czerwca 2014, Nr 131 (4973)

(…)  I scena pośrodku krzyża. Scena przemiany, katharsis. Naprzeciw siebie twarzą w twarz Blatt i Born, z boku przyglądający się Przeor. W tle chór, pełniący bardzo istotną rolę oprawy liturgicznej. Przeor w roli duchowego przewodnika (przez przykład swoich heroicznych cnót) i Żyda Blatta i nazisty Borna ma niesłychanie trudne aktorsko zadanie. Potwierdza to stwierdzenie Jacques’a Maritain’a, że „chrystianizm nie ułatwia sztuki”. Również, a może zwłaszcza reżyserskiej. Uznanie dla Reżysera, bowiem jest to misterium i nie jest; jest to spektakl, a jednak misterium. (…)

W tej sztuce, jak zauważyłem, nie ma przypadków, a gdy się jakiś pojawia, zmienia się w swe przeznaczenie. Odnajduje się w syntezie, jak teza i antyteza, jak w tym dziwnym dramacie – oksymoronie… Oto synagogalne misterium, zagrane w małym prowincjonalnym mieście, stało się nieproporcjonalnie wielkim i niezwykłym wydarzeniem kulturalnym i artystycznym.

Jan Maniak, Synagogalne misterium Teatru Nie Teraz.

Miasto i Ludzie – Tygodnik, Nr 34, 27 września 2013

Realizacja filmowa przedstawienia TNT „Dzień gniewu”, przygotowana dla IPN, to nie była prosta rejestracja spektaklu, ale swoisty „teatr telewizji” przygotowany wedle specjalnego scenariusza. Nagranie nie powstało w profesjonalnym studio telewizyjnym, z całym adekwatnym dla takiego miejsca zapleczem technicznym, ale w naszym Ośrodku Praktyk Artystycznych DOM LUDOWY w Maszkienicach. Staraliśmy się maksymalnie oddać poetykę spektaklu, której cechą istotną jest kontakt aktorów z widzem. Nietypowe przestrzeń sceny, której topografia opiera się na skrzyżowanych podestach, wpisana została w widownię, co powoduje, że widzowie są częścią scenicznego „dziania się”, a postaci sceniczne zdają się być kimś z widzów. Dlatego w naszej realizacji sceny o charakterze studyjnym sąsiadują ze scenami utrwalonymi przy obecności widowni, która pełni tutaj – posługując się językiem filmu - rolę zbiorowej grupy statystów.

Z jednej strony gorzką refleksją jest to, iż tamten gniew sprzed prawie dekady wciąż jest podsycany przez złą wolę złych ludzi, a tym samym „Dzień gniewu” TNT wciąż jest boleśnie aktualny i potrzebny. I tutaj pojawia się wielka radość z faktu, że możemy dotrzeć z tym przedstawieniem do ludzi dzięki jego filmowej wersji. Marginalizowanie takiego artystycznego przekazu przez dominujące ośrodku kultury w kraju zostało niejako przełamane i to – co paradoksalne -  dzięki tzw. „obostrzeniom sanitarnym” w efekcie których „zamknięto” kulturę. Zanim powrócimy do normalnego, żywego kontaktu ze sobą poprzez przekaz artystyczny, mam nadzieję, że filmowy „Dzień gniewu” Teatru Nie Teraz sprosta tym wszystkim wyzwaniom, jakie stawiają dzisiejsze czasy przed sztuką, przed teatrem w szczególności. Szczególnie to jest ważne, gdy chcemy opowiedzieć o tym – jak ja to nazywam – „trójkącie bermudzkim” relacji pomiędzy Niemcami, Żydami i Polakami. Jestem przekonany, że opowieść Żyda Brandstaettera daje nam wszystkim szansę nie tylko na świadomą podróż w tym „trójkącie”, ale może nas uczynić po prostu lepszymi ludźmi.

Tomasz Antoni Żak /www.pch24.pl/