Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Krzyż na górze

czyli na szlaku z Teatrem Nie Teraz

Miesiące letniej kanikuły dają szansę zobaczenia swojego kraju inaczej – można by rzec – wakacyjnie, co nie oznacza, że „na luzie” - pisze znany i ceniony publicysta i reżyser Tomasz A. Żak, twórca i dyektor Teatru Nie Teraz. Jedziemy, na przykład, w góry, a tam dopada nas jakże poważna teza, że Polacy mają problem z krzyżami. Rzekomy polski problem z krzyżem to od lat powielany schemat wrogów naszej Ojczyzny, dla których nie do zniesienia jest narodowe ukorzenienie polskości w chrześcijaństwie. Deprecjonowanie znaku krzyża ma wiele odsłon, nawet tak zaskakującą, jak atakowanie krucyfiksów stojących na szczytach gór. Ale przecież ktoś je tam stawia, ktoś pod nimi klęka, ktoś tam się modli, z czego jasno wynika, że Polacy adorują krzyż.

Bodaj najgłośniejszym w ostatnich latach przykładem nienawiści wobec najważniejszego znaku wiary katolickiej były potępieńcze wrzaski, aby usunąć krzyż z Giewontu, po tragicznej w skutkach sierpniowej burzy w roku 2019.

Bo ten krzyż zabija! – tak śmiercią ofiar piorunów nieodrodne dzieci bolszewickiej rewolucji próbowały wtedy obciążyć metalową konstrukcję krzyża, choć fakty na to nie wskazywały. No, ale była chwytliwa medialnie okazja, i to dużo łatwiejsza do populistycznego rozegrania niż argumenty, że taki czy inny krzyż umieszczony w przestrzeni publicznej obraża uczucia niewierzących.

Z drugiej strony, mamy determinację ludzi wierzących w Boga, którzy niejeden raz dawali dowody swej wiary poprzez eksponowanie czy też obronę krzyża. Począwszy od maleńkiego osobistego krzyżyka przypiętego do łańcuszka na szyi aż po bitwy z milicją (vide: historia krzyża postawionego w Nowej Hucie na miejscu zaplanowanej budowy kościoła, słynnej Arki Pana). Czas Peerelu to niezliczona ilość takich mniejszych czy większych batalii, w których krzyż występuje jako signum ludzi sprzeciwiających się reżimowi komunistycznemu. Nawet wielkopostne Drogi Krzyżowe tamtych czasów miały w sobie nie tylko wartość stricte duchową, ale i tę niezwykle metaforyczną i opozycyjną w stosunku do totalitarnego państwa. Każdy z pomników upamiętniających tak zwane zrywy robotnicze czy inne masowe akty oporu wobec narzuconej nam z Moskwy władzy wyprowadza swój wyraz artystyczny właśnie ze znaku krzyża.

Oczywiście, taka wizytówka cywilizacji białego człowieka nie pojawiła się dopiero w XX stuleciu. To tradycja sięgająca pierwszych wieków chrześcijaństwa. I – co ważne – krzyże symbolizujące naszą wiarę stawia się nie tylko po to, by upamiętniać chwile nieszczęsne. Znacznie więcej jest tych, które dają wyraz radości z odniesionych zwycięstw czy też są po prostu wyrazem chwały Bożej. Czyż nie taka motywacja towarzyszy ludziom, którzy stawiają krzyż na rozstajach dróg oraz w miejscach z daleka widocznych, szczególnie w górach?

W przypadku gór najczęściej wybiera się miejsca eksponowane, skaliste i przepaściste jednocześnie – wtedy ekspozycję krzyża dodatkowo dowartościowuje pejzaż. Trzeba pamiętać, że montaż krzyży w takich miejscach zawsze bywał dużym wyzwaniem inżynierskim i organizacyjnym, szczególnie gdy trzeba było to wykonać bez pomocy współczesnych środków techniki (na przykład helikoptera). Bywały też przeszkody innego rodzaju, choćby obstrukcja ze strony władzy, czy to masońskiej, jak na przykład we Francji, czy komunistycznej, jak u nas w Polsce.

Z krzyżem na połoniny

Bieszczady to góry wyjątkowe – historycznie i topograficznie, ale również duchowo. Ta ich część, która ostała się po drugiej wojnie światowej w granicach Polski, przynależy do archidiecezji przemyskiej.

W roku 1976 przypadło sześćsetlecie powstania archidiecezji, co w sposób spektakularny, a jednocześnie wpisujący się w pejzaż tamtego regionu postanowił uczcić proboszcz parafii w Cisnej, ksiądz Antoni Kołodziej. Pomysł postawienia krzyża na szczycie dominującej nad doliną Wetlinki i flankującej od zachodu Połoninę Wetlińską góry Wysoka (lepiej znanej pod potoczną nazwą Smerek) nie tylko nie mógł liczyć na wsparcie ze strony władzy, ale w ogóle nie miał szans na formalną zgodę. Postanowiono więc zrobić to w tajemnicy. Swoją drogą nie było to pierwsze takie „obywatelskie nieposłuszeństwo” w tych okolicach, kiedy wiarę postawiono ponad komunistyczne zakazy. Rok wcześniej we wsi Nowosiółki Dydyńskie koło Baligrodu ludzie na osłaniającym ich działania polu kukurydzy zbudowali kościół w jedną noc (składając przygotowane wcześniej części). Zrobili to tak dobrze, że śledząca ich milicja i agenci SB nie zdołali temu przeszkodzić.

Krzyż, który miał stanąć na Smereku powstawał przez długie tygodnie. Jego metalowe elementy tworzył Piotr Szarek z Dołżycy. Sam montaż zaplanowano sprytnie w paskudny czas listopadowy, kiedy nawet przysłowiowego psa nie godzi się wygonić z domu. W ciągu dwóch nocy kilka osób wniosło na Smerek pięć części krzyża, wszystkie potrzebne narzędzia i dodatki oraz wbetonowało krzyż w wybranym miejscu. Oprócz inicjatora, księdza Kołodzieja i głównego wykonawcy Piotra Szarka, w akcji udział wzięli: Bronisław Moskot z Wetliny, Stanisław Kucharczyk z Dołżycy, Władysław Feńczyk z Cisnej, Józef Fiejdasz z Domoradza i Krystyna Dul, wówczas świecka katechetka w Cisnej. Krzyż stanął i żadna władza nie poważyła się podnieść na niego ręki.

We wrześniu ubiegłego roku ten mocno już uszkodzony przez czas krucyfiks wymieniono na nowy, czemu patronował ojciec Amadeusz Irzyk, proboszcz parafii w Wetlinie. Nowy krzyż ufundowano z okazji stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości, a fundatorami byli parafianie z Wetliny i gminy Cisna, a także Bieszczadzki Park Narodowy, Nadleśnictwo Cisna oraz indywidualni donatorzy z całej Polski. Dokładnie 17 października metropolita przemyski, arcybiskup Adam Szal poświęcił nowy krzyż. Tym razem nikt się nie musiał ukrywać. A „stary” krzyż, po renowacji postawiono przy drodze we wsi Smerek – tak, by „widział” on swego następcę na połoninie.

Znak tożsamości

W każdym górskim rejonie naszego kraju, często na najwyższych wzniesieniach, stoją krzyże. W Tatrach to oczywiście ten na Giewoncie, ale nie mniej ciekawy drewniany krzyż jest na granicznym od zachodu Grzesiu (po słowacku Lúčna). Nasze najwyższe góry pięknie widać spod krzyża na szczycie położonego w Beskidzie Żywieckim Pilska. Gorce mają swój najsłynniejszy krzyż (zwany papieskim) na Lubaniu, a Beskid Wyspowy na Mogielicy. Jednym z najstarszych krzyży w polskich górach jest ten z Beskidu Sądeckiego, postawiony w roku 1857 na wznoszącej się nad Krynicą górze, która swą nazwę (Krzyżowa) właśnie od tego krzyża wzięła. W Beskidzie Niskim znany od dawna dwudziestometrowy drewniany krzyż stoi na zalesionym i bardzo stromym Chełmie nad Grybowem. No i Bieszczady, gdzie trzy krzyże stoją na najwyższych połoninach: na Tarnicy, na nieodległym Haliczu oraz opisany powyżej na Smereku.

Warto do tego wybranego grona dołączyć jeszcze jedno miejsce. Chodzi o nasze najstarsze geologicznie pasmo górskie, czyli Łysogóry, gdzie na legendarnej Łysej Górze nad Nową Słupią już w XI wieku powstało benedyktyńskie opactwo i klasztor (skądinąd pierwsze polskie sanktuarium), w którym przechowywane są relikwie – uwaga – drzewa Krzyża Świętego.

Dla wędrującego po górach krzyż postawiony na szczycie oznacza cel wędrówki niejako dosłownie, a dla katolika jest jednocześnie metaforą końca, który daje nowe życie. Te konteksty szczęśliwie nie są obce kolejnym wchodzącym w życie i w góry pokoleniom. Z niejaką radością odkryłem niedawno inicjatywę młodego przewodnika górskiego, Łukasza Kornatka, który w roku 2019 skutecznie zainicjował powstanie nowej odznaki turystycznej: Krzyż na górskim szlaku. Celem odznaki jest oczywiście popularyzacja turystyki i krajoznawstwa, ale w sposób szczególny, czyli poprzez „zaliczanie” tych górskich szczytów, na których znajdują się krzyże.

Odznaka, podzielona na stopnie i grupy wiekowe (także dla najmłodszych) obejmuje obecnie czterdzieści siedem gór. Ale miejsc z krzyżami, które możemy znaleźć w polskich górach jest znacznie więcej i każdy ma swą niebanalną, polską historię. Bo krzyż w górach to tylko pejzażowy znak tego, co winniśmy nosić w sercach. Ale jakże ważny i potrzebny znak naszej tożsamości.

Tomasz A. Żak (www.pch24.pl)