Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

37 lat temu

Zniesiono stan wojenny, wprowadzony w Polsce 13 grudnia 1981 roku trwający do 31 grudnia 1982  r. , zawieszony dopiero 1983 r. zaś praktycznie zniesiony 22 lipca 1983 r.  Podczas trzyletniego stanu nadzwyczajnego internowano aż 10131 członków „Solidarności”, doszło do wielu strajków, podczas których wiele osób zostało rannych, a około 100 straciło życie. Tamten haniebny stan politycznej pandemii miał także dramatyczne reperkusje w kulturze, szczególnie w teatrze... W 1984 r., po zakończeniu stanu wojennego, prof. Kazimierz Braun - jeden z najwybitniejszych twórców teatru polskiego, wyrzucony z kraju i skazany na artystyczną banicję,  wystawił we Wrocławiu adaptację Dżumy Camusa. Spektakl był obrazem totalitarnego zła, atakującego wspólnotę Oranu. Analogia była wówczas dla wszystkich czytelna. Któż by jednak się spodziewał, że po blisko 40 latach, w demokratycznym państwie, staniemy wobec pokusy analogii identycznej.

Analogie pomiędzy systemem totalitarnym, który Albert Camus zdiagnozował w swej powieści jako uniwersalną zarazę, sytuacją w Polsce stanu wojennego, oraz obecnym czasem „pandemii” są uderzające. Pragnę je nieco rozwinąć. Najpierw jednak ważne uściślenie. Moje przedstawienie Dżumy zrealizowane we wrocławskim Teatrze Współczesnym miało premierę nie w 1984 r. lecz w 1983 r. To duża różnica. Dżuma była przygotowywana gdy stan wojenny trwał, a grana była gdy był „zawieszony” (od 31 grudnia 1982). Stan wojenny został „zniesiony” dopiero 22 lipca 1983 r., po czym władze zaczęły wprowadzać tzw. „normalizację” (i tu nasuwa się analogia z „nową normalnością” zapowiadaną teraz). Choć stan wojenny ostatecznie formalnie zniesiono, to wszystkie jego przepisy pozostały, rządzący zdążyli przerobić dekret o stanie wojennym i wydawane w ślad za nim zarządzenia w ogólnie obowiązujące ustawy i prawa. W świadomości ludzi oraz w całej praktyce życia społecznego stan wojenny, a raczej stan wojny z narodem, trwał praktycznie aż do 1989 r. W 1983 r. to niby zniesienie stanu wojennego odczuwaliśmy wszyscy po prostu jako jedno wielkie kłamstwo i kolejną manipulację komunistów. Rany były świeże. W 1984 r. rany już się nieco zagoiły, już trwała „normalizacja”, ale równocześnie władze nadał przykręcały śrubę i kontynuowały represje. To właśnie w 1984 r. zostałem wyrzucony ze stanowiska dyrektora wrocławskiego Teatru Współczesnego. Zresztą, między innymi właśnie z powodu grania w tym teatrze, od przeszło roku, Dżumy.

Wróćmy więc do tego przedstawienia. Pomysł jego realizacji zrodził się już w zimie 1982 r., jako bezpośrednia odpowiedź moja i mego teatru na wprowadzenie w Polsce stanu wojennego. Adaptację powieści Camusa pisałem w lecie 1982 r. Próby rozpoczęły się na jesieni tegoż roku, kontynuowane były w 1983 r. Premiera odbyła się 6 maja 1983 r. po dramatycznych starciach z cenzurą. Bowiem najpierw przedstawienie zostało w ogóle zakazane, a potem wywalczyłem jednak jego granie, choć w formie okrojonej.

Dżuma była grana przy stale przepełnionej sali Teatru Współczesnego. Odniosła ogromny sukces na festiwalach w Berlinie Zachodnim na jesieni 1983 r. i w Amsterdamie na wiosnę 1984 r. Już zaplanowany był udział w kolejnym światowym festiwalu – BITEF w Belgradzie na jesieni 1984 r.; już zorganizowane było tournée po Grecji i Jugosławii; w grudniu 1984 r. mieliśmy zakontraktowane dwa tygodnie występów w The Marymaid Theatre w Londynie; następnie, na wiosnę 1985 r., mieliśmy odbyć dwumiesięczne torunée po Stanach Zjednoczonych. Ale te plany nie doszły do skutku bowiem dyrektor teatru (ja) został 5 lipca 1984 r. wyrzucony z Teatru Współczesnego. Cały teatr został zdewastowany. W proteście przeciw wyrzuceniu dyrektora wielu członków zespołu złożyło wymówienia: Kierownik literacki Andrzej Falkiewicz, Kierownik muzyczny Zbigniew Karnecki, Kierownik techniczny Krzysztof Tenerowicz, czołowi aktorzy, pracownicy techniczni i administracyjni. Dżuma, oczywiście, zeszła z afisza.

Dlaczego Dżuma wzbudzała wtedy (w 1983, w 1984 r.) tak wielkie zainteresowanie? Dlaczego wrocławscy widzowie identyfikowali się tak silnie i boleśnie z rozgrywaną w teatrze akcją? Dlaczego impresariowie i dyrektorzy międzynarodowych festiwali teatralnych ubiegali się o sprowadzanie tego przedstawienia? Dlaczego władze komunistyczne zareagowały na nie taką wściekłością, takimi represjami?

Bowiem Dżuma metaforycznie diagnozowała to, co stało się w Polsce 13 grudnia 1981 r. i to, co działo się potem.  „To dżuma” – mówiła jedna z postaci. Polacy odnajdowali w tym przedstawieniu siebie, swoje przeżycia, swoją sytuację, swój los. A za granicą wydarzenia rozgrywające się w Polsce – Solidarność i stan wojenny – wzbudzały ogromne zainteresowanie, stały w centrum zainteresowania światowej opinii publicznej, mediów, elit politycznych.

Albert Camus pisząc Dżumę zaraz po II wojnie światowej (powieść została opublikowana w 1947 r.) zdiagnozował to, co działo się we Francji w czasie wojny. Akcję usytuował w Oranie położonym w Algerii, która była wtedy francuską kolonią. Ale to cała Francja była w latach 1940-1944 poddana totalitarnym, wojennym rządom niemieckiego narodowego socjalizmu i przeżarta własną kolaboracją z najeźdźcą. (Opowiada o niej film Le chagrin et la pitié – Smutek i  litość Marcela Ophlüsa, 1969 – dostępny w Internecie). Wielu Francuzów szło na współpracę z Niemcami. Kwitło donosicielstwo. Działał czarny rynek. Rosły fortuny nielicznych i narastała bieda ludności. Znaleźli się jednak ci, którzy kontynuowali walkę o wolną Francję – za granicą (De Gaulle) i w kraju (La Résistance).

13 grudnia 1981 Polska została poddana – ponownie, po 16 miesiącach solidarnościowego powiewu wolności – brutalnemu, komunistycznemu reżimowi totalitarnemu junty partyjno-wojskowej Jaruzelskiego. Znaleźli się i u nas kolaboranci. Wielu, chcąc nie chcąc, poddawało się zarządzeniom. Ale, ogólnie, opór Polaków w latach 1980., w przeciwieństwie do Francuzów w latach 1940., był bardzo powszechny. Szczególnie silny był we Wrocławiu. Tu działała podziemna Solidarność Walcząca – Igor Janke napisał o niej książkę pt. „Twierdza Wrocław. Solidarność Walcząca – podziemna armia” (2014). Mam jej egzemplarz z dedykacją: „Panu Kazimierzowi z wdzięcznością za współpracę, Kornel Morawiecki, 30.XI.2015, Wrocław”. Tu aktywne były: tajne komórki oporu na wyższych uczelniach i w zakładach pracy, Arcybiskupi Komitet Charytatywny, Rada Społeczna i Rada Kultury przy Arcybiskupie Kardynale Henryku Gulbinowiczu; odbywały się przedstawienia teatru domowego – ściśle tajne, oraz przedstawienia teatru kościelnego – publiczne, ale niecenzurowane; prowadzono tajne wykłady; organizowano wystawy malarstwa w kościołach; odbywały się Msze św. za Ojczyznę z płomiennymi kazaniami księdza Mirosława Drzewieckiego; ludzie spotykali się, trwali w oporze. Moja Dżuma była małą cegiełką „twierdzy Wrocław”.

Jak działa dżuma? Jak działa uniwersalna zaraza? Terroryzuje wszystkich. Kontroluje wszystkich. Stąd jest identyczna z totalitaryzmem. Zabija bez wyboru. A żywych czyni samotnymi, odsuwa od siebie, uniemożliwia kontakt międzyludzki. W powieści Camusa jest, a w moim przedstawieniu była, scena, w której Żona dozorcy siada sama do pustego stołu po tym jak jej mąż został zabity przez dżumę. Wtedy w Polsce wiele kobiet było tak właśnie samotnych – ich mężowie, ich bliscy byli zabijani, osadzani w więzieniach, zmuszani do emigracji, a inni się ukrywali. W czasie zarazy w powieści Camusa tworzono miejsca internowania – w czasie stanu wojennego w Polsce także tworzono miejsca internowania, a wiele z nich to były po prostu więzienia. Przedstawienia teatralne stały się niemożliwe, bo aktorzy kolejno umierali na dżumę – to u Camusa, a w Polsce, najpierw teatry były zamknięte dekretem junty, a potem surowo cenzurowane. Tak samo jak w camusowskim Oranie, w Polsce stanu wojennego zakazano zgromadzeń publicznych i podróży. I tu i tam po ulicach snuły się patrole zatrzymując ludzi z byle powodu (w Polsce lat 1980. np. z powodu niesienia dużego plecaka, bo w nim mogła by być bibuła; dziś z powodu braku maski/kagańca na twarzy).

Wprowadzono godzinę policyjną. Zamknięto granice. Uduszono produkcję i handel. Jednak, zarówno w powieści Camusa, jak w moim przedstawieniu o nią opartym, znajdowali się ci, którzy przeciwstawiali się dżumie, którzy walczyli z zarazą – lekarz i pielęgniarki, nauczyciel, kapłan.

Jak pisze autorka artykułu w „Do Rzeczy”, Dżuma grana w Teatrze Współczesnym była istotnie „obrazem totalitarnego zła.” To zło zostawało jednak pokonane. Bowiem ostatnim akordem przedstawienia był obraz nadziei: oto młoda robotnica niosąc miednicę pełną pieluszek, podchodziła do drutów kolczastych – w metaforze ogrodzony był nimi cały kraj, a w teatrze zamknięta była nimi scena – i rozwieszała na nich białe pieluszki do wysuszenia. Bo narodziło się nowe życie. Opowiadała widzom o wycofaniu się zarazy.

Co więcej, po zakończeniu akcji scenicznej, ta nadzieja przybierała formę niezwykłej manifestacji więzi między aktorami, którzy to przedstawienie zagrali i widzami, którzy na nie przyszli. Oto, gdy cały zespół aktorski wychodził, aby pokłonić się publiczności, stając w szeregu za – wspomnianymi już – drutami kolczastymi, widzowie wstawali i długo klaskali, ale jakoś po cichu, jakby nie chcieli dać donosicielom, którzy oczywiście obserwowali każdy spektakl, materiału do oskarżenia teatru o „organizowanie wystąpień antyrządowych”. Nie było oklasków skandowanych, czy wywoływania aktorów, co było częste gdy przedstawienie szczególnie się podobało. Oklaski się kończyły. Aktorzy wciąż stali za drutami i patrzyli na widzów. Także widzowie długo stali w ciszy patrząc na aktorów. I wtedy liczni widzowie podchodzili do sceny i wyciągali ręce do aktorów – przez te druty. Aktorzy podchodzili ku widzom. Dłonie spotykały się. Wspólnota aktorów i widzów. Nadzieja.

W roku 2020 „totalitarne zło” znów zaatakowało nas wszystkich. Tak jak w czasie dżumy są ci, którzy sprzyjają panowaniu zła, są też ci, którzy zdają się wręcz być jego heroldami. Ale są i ci, którzy z nim walczą, którzy mu się sprzeciwiają, którzy trwają w oporze.

Podsumujmy: Oto trzy czasy dżumy. Czas pierwszy – Francja lat 1940. poddana totalitarnemu, niemieckiemu narodowemu socjalizmowi i sama przeżarta kolaboracją, nie rezygnująca jednak z oporu. Czas drugi – Polska lat 1980. poddana totalitarnemu komunizmowi i stawiająca mu zdecydowany opór. Czas trzeci – Polska, Ameryka, Kanada, świat roku 2020, poddane totalitarnej „pandemii”. I, rzeczywiście, nasuwają się analogie pomiędzy tymi trzema czasami dżumy. Wręcz porażające.

Prof. Kazimierz Braun: Dżuma roku 2020 (www.pch24.pl)
 Artykuł ukazał się wcześniej w tygodniku „Do Rzeczy” z dnia 1 czerwca 2020 r.