Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Tomasz A. Żak: Prawicowa linia Maginota

Niespodzianka, prawicowe medium pisze o kulturze! To doprawdy niebywałe na naszym rynku, bo media zwane prawicowymi czy też patriotycznymi w zasadzie kulturą jako taką się nie interesują. Odnotowuję to od lat. Najpierw z niejakim zdziwieniem i bólem, później nawet ze złością, a teraz to już chyba tylko z rezygnacją. Przyjrzyjmy się więc temu, co nazwałem niespodzianką.

Ale najpierw może jednak parę zdań wprowadzenia/wyjaśnienia. Zacznijmy od oczywistego zastrzeżenia, że mówienie dzisiaj o czymś, że jest lewicowe czy prawicowe, to dość umowna konwencja. Na pewno co nieco porządkuje ogląd świata, ale raczej na zasadach kontry do jakiejś tzw. drugiej strony, niż opisu rzeczywistości oddającego jednoznaczny sens użytego określenia. Po drugie znów będę pisał o kulturze, co do której natury XXI-wieczny homo ludens ma jeszcze mniejsze pojęcie aniżeli do wyżej wspomnianego podziału na prawą i lewą stronę. Rzecz bowiem w tym, że formalnie „kulturą” jest wszystko, co wiąże się z aktywnością ludzi, a próba wydzielenia z tego np. tzw. kultury wyższej, to obecnie klasyczna misja niemożliwa. Bowiem odkąd człowiek przestał myśleć (sapiens), a zaczął się bawić (ludens), to ową wyższą kulturę myli z rozrywką.
 
Jasne, że wciąż pojawiają się zachowania, działania i dzieła, które mają charakter wertykalny, a więc „ciągnący” ludzkość do góry, do nieba, a precyzyjniej mówiąc - do Nieba. Dzięki temu cywilizacja wciąż jakoś trwa w tej opętańczej karuzeli „nowoczesności” i nieustannego „rozwoju”. Tyle, że ta Kultura (pozwalam sobie tutaj użyć dużej litery), która znajduje swój wyraz w artystycznej kreacji, zupełnie nie leży w sferze zainteresowania polskiej prawicy. I tej, którą zwie się patriotyczną, i także tej narodowej. Tyle słowem wstępu.

Nic więc dziwnego, że moją uwagę przyciągnął tekst Arkadiusza Jakubczaka, opublikowany w kwietniu br. na portalu myślkonserwatywna.pl, a zatytułowany „Wojna o kulturę”. Sam portal jest klasycznym (nomen omen) przykładem takiego właśnie macoszego, jak to wyżej stwierdziłem, traktowania sfery kultury. I to nawet nie chodzi o to, że wśród tytułowych zakładek nie pojawia się tam dla tego tematu adekwatny „klawisz”, ale o to, że czytając to, co jest tam publikowane, można stwierdzić, że redaktorzy i współpracownicy tego medium swą wizję polskiej kultury opierają jedynie na kwerendzie bibliotecznej i archiwalnej (raz jeszcze dodam: podobnie jest i u innych).
 
Pan Arkadiusz już na wstępie sugeruje, że obecne opisywanie „wojen kulturowych” myli właściwą kulturę z politycznymi ideałami i polityką jako taką. Według niego „kultura to przede wszystkim odrębna i oryginalna, dla każdej wspólnoty, metoda życia zbiorowego”. Pomyślałem: niedobrze - gość jeszcze dobrze nie zaczął, a już sobie zaprzecza. Przecież polityka to jak najbardziej „metoda życia zbiorowego”. W kolejnym akapicie autor próbuje wyjaśnić swoje stanowisko, a przy okazji definiuje swój światopogląd, twierdząc, że „konserwatysta ceni kulturę i uważa ją za ważniejszą od polityki”, która „jest sferą zmienną, ​​a nie podstawową w ludzkiej egzystencji”… Postawiłem trzy kropki, bo dalszy wywód jest tak „zakręcony”, że aż niezrozumiały. A domykająca ten wątek próba podparcia się autorytetem Feliksa Konecznego „z sufitu wzięta” i  - jeżeli chodzi o temat współczesnej „wojny kulturowej” po prostu niepotrzebna. Dzisiaj nie chodzi bowiem o „pielęgnowanie” kultury tradycyjnej w kontrze do współczesności, ale o podbój tej współczesności tym, co może powstać dzisiaj. Pan Jakubczak słusznie przywołuje kwestie „świadomości i pamięci zakorzenionych w historii, tożsamości i symbolach”, jako sedno trwającej wojny o kulturę. Ale wyraźnie nie rozumie, że praca kulturowa nie może się kończyć na pielęgnowaniu skansenu; ona musi tworzyć współczesne katedry.

Użyłem powyżej metaforę „katedry” świadomie, bo i autor omawianego tekstu traktuje symbolikę świecką i religijną jako nierozerwalne dla polskiej tożsamości. To jest słuszne. Nie jest natomiast słusznym ograniczanie aktywności kulturowej konserwatyzmu li tylko do „obrony historii, tożsamości i mitologicznej symboliki ludzi, którzy stanowią rdzeń” tej bronionej kultury. Taka filozofia nie pozwala na kreację, która mogłaby powstać dzisiaj. Wojna z taktyką ograniczoną do obrony, to wojna już na starcie przegrana. Pozostaje wtedy tylko „umrzeć z honorem”, a co najwyżej można, odwołując się do tytułu książki prof. Jacka Bartyzela, „umierać, ale powoli”. Kreacja kulturowa, która daje siłę i podnosi na duchu, musi być żywa, żeby stanąć naprzeciwko wroga kulturowego i z nim wygrać. Musi być atrakcyjna, czyli zrozumiała dla współczesnego człowieka – posługująca się jego językiem i jego punktami odniesienia. Oczywiście to wszystko może i powinno być zbudowane na Tradycji narodowej i Tradycji Kościoła katolickiego.

Tutaj muszę raz jeszcze zacytować pana Jakubczaka: „Ci, którzy kpią ze sztuki, nauk humanistycznych i „czytania poezji przy świecach”, nie mają zielonego pojęcia na temat fenomenu kultury, jej rozwoju i śmierci. Nic dziwnego, że ci „konserwatyści” nieustannie przegrywają wojnę kulturową z lewakami”. Wygląda na to, że p. Jakubczak jakby czuje o co chodzi, ale zupełnie nie potrafi tego osadzić w praktyce swoich konserwatywnych działań czy nawet projekcji tych działań. Zapytałbym go, w ilu „czytaniach poezji przy świecach wziął udział”, o ilu takich „czytaniach” słyszał, ile takich „czytań” jego portal opisał i promował? No ile? I oczywiście, Państwo czytający te moje refleksje, dobrze wiedzą, że te „czytania przy świecach” to tylko symbol różnorodnych projektów twórczych, o które nam chodzi (panu Jakubczakowi jak najbardziej też), a które wciąż w Polsce powstają, które można odnaleźć.
 
Pan Arkadiusz w końcu zauważa to, co oczywiste, czyli fakt, że wojnę kulturową wygrywa lewica, bo ona „rozumie kulturę lepiej od większości konserwatystów. Lewica rozumie, że kultura jest zakorzeniona w pamięci i symbolice”. Panie Arkadiuszu, i wy wszyscy konserwatyści, to dlaczego nie wyciągacie z tego wniosków? Jakież to działa artystyczne w ostatnich czasach egzemplifikują skuteczność lewicy? Podpowiem: Nobel dla Tokarczuk, Oskar dla Pawlikowskiego, sława dla Teatru Powszechnego w Warszawie za „Klątwę”, International Opera Award dla Warlikowskiego… Co mamy naprzeciw, w kontrze? No co?!

 

W finale konserwatywny autor rozważań o „wojnie w kulturze” pisze, że „zadaniem konserwatysty jest ożywienie kultury”. Wow! Naprawdę tak napisał. No to „do roboty”. Może ktoś z tego środowiska zorganizuje jakiś „czytanie poezji przy świecach”, choćby dla mojego Teatru Nie Teraz. Czekam. A do muzeum odesłać się na pewno nie damy.
 
Tomasz A. Żak (www.pch24.pl )