Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Teatr - Miłość - Śmierć

Dzisiaj, w poniedziałek 25 maja 2020 roku przypada dziewiąta rocznica tragicznej śmierci Edwarda Żentary, który przez niespełna trzy lata - od 4 lipca 2008 do maja 2011 roku – pełnił funkcję dyrektora naczelnego i artystycznego Teatru im. Ludwika Solskiego w Tarnowie. Wyreżyserował tu „Zbrodnię i karę”, „Rozmowy z katem” oraz „Przyjazne dusze”. Niestety, w tym roku z powodu, także kulturalnej pandemii nie mógł się odbyć w realu tradycyjny już koncert  in memoriam Edwarda Żentary (w tym roku miała wystapić Anna Maria Jopek), stąd od dzisiaj jeno w internecie obejrzeć można nagranie spektaklu „Zbrodnia i kara” Fiodora Dostojewskiego, którego premiera miała miejsce 20 września 2008 roku. Edward Żentara nie tyko wyreżyserował to przedstawienie, ale i zagrał w nim rolę Porfirego. Link do nagrania dostępny jest pod adresem: https://youtu.be/58jx9m02qvQ. Reżyserując "Zbrodnię i karę" w tarnowskim teatrze skupiam się przede wszystkim na losach Raskolnikowa, Sonii i Porfirego. Ten główny wątek powieści jest dla mnie najbardziej istotny i on też zawiera najważniejsze idee utworu. Mnie osobiście zafascynowała w tej powieści przemiana wewnętrzna bohatera, jego skomplikowana osobowość, wiara w odrodzenie duszy człowieka skażonej popełnieniem podwójnego morderstwa. Skupienie się na głównym wątku powieści daje mi możliwość ukazania całej złożoności ludzkiej duszy, daje też możliwość nadziei i wiary w dobro natury ludzkiej. Nic jeszcze wtedy nie zapowiadało dramatu, jaki rozegrał się trzy lata później nocą z 25 na 26 maja 2011 r.w mieszkaniu służbowym przy ulicy Lwowskiej w Tarnowie...

Kiedy wygrał konkurs na stanowisko dyrektora tarnowskiego teatru  zapowiadał zauważalne w Polsce premiery i wypełnienie teatru publicznością, oraz ograniczenie występów impresaryjnych… . Jego dyrekcja przypadła na trudny czas generalnego remontu teatru i właściwie dopiero po jego zakończeniu mógłby w pełni zrealizować swoją wizję „teatru ogromnego” .  Ale nie zdążył… schorowany i zaszczuty, osamotniony i w jakimś sensie przegrany w Tarnowie… odszedł za wcześnie, w pełni sił twórczych.

EDWARD ŻENTARA -  dramat w trzech aktach z tragicznym finałem
 
Tej nocy w Tarnowie wiał straszny wiatr. Mieszkańcy bloku przy ul. Lwowskiej mieli problemy z zaśnięciem. Fruwające kawałki foli i uderzające o siebie części rusztowania, które zostawili remontujący elewację robotnicy, powodowały dziwny niepokój. Jedna z lokatorek obudziła się w środku nocy. Pomyślała, że w taki czas może stać się naprawdę coś złego. Do Edwarda Żentary, który dzień wcześniej zamknął się w służbowym mieszkaniu, te przerażające dźwięki także musiały dochodzić. A może już ich nie słyszał, kiedy drżącą ręką sięgał po butelkę wódki? Może zażyte wcześniej antydepresyjne leki sprawiły, że w jego głowie kłębiło się coś zupełnie innego. Może jakiś głos w tym momencie kazał mu sięgnąć po kartkę i napisać ostatnie słowa, których nikt później nie mógł rozszyfrować? Możemy się tylko domyślać, co działo się z wybitnym aktorem, dyrektorem Teatru im. Ludwika Solskiego w nocy z 25 na 26 maja 2011 roku.
Wiemy tylko, że następnego dnia rano zaniepokojony nieobecnością szefa Rafał Balawejder wysłał po niego kierownika technicznego tarnowskiej sceny. Obraz, jaki zobaczył Jerzy Przystupa, wchodząc do mieszkania, był tak makabryczny, że mężczyzna nie jest w stanie do dziś o nim opowiadać. Szczegóły znamy jedynie z protokołu śledztwa.

Edward Zentara samobójstwo popełnił w pokoju. Tam przeciął sobie żyły podudzi. Mimo to udało mu się wstać i przejść do łazienki. Aktor został znaleziony w wannie niczym Marat ze słynnego obrazu Davida.
- To dziwny sposób popełniania samobójstwa. W mojej karierze nie spotkałam się z takim przypadkiem. Z reguły ludzie przecinają sobie żyły w nadgarstkach albo na szyi. Przecięcie żył odpiszczelowych jest niezwykle bolesne, bo równocześnie dochodzi do uszkodzenia ścięgien - tłumaczy Elżbieta Potoczek-Bara z tarnowskiej prokuratury.
Śledztwo umorzono z powodu niewykrycia udziału osób trzecich w śmierci Edwarda Żentary. Jednak rok po odejściu aktora, ludzie wciąż zastanawiają się, dlaczego doszło do tak desperackiego czynu, co sprawiło, że popularny artysta, znany nie tylko ze znakomitych filmowych kreacji w "Siekierezadzie" czy "Karate po polsku", ale też z seriali, takich jak "Ekstradycja", "M jak miłość" czy "Na dobre i na złe", targnął się na swoje życie.
Znajomi i współpracownicy z ostatniego okresu życia Żentary dość zgodnie twierdzą, że tych przyczyn było kilka, choć najważniejszą z nich był toksyczny związek z młodą aktorką.
Ale zacznijmy od początku.

Akt I
Dyrektor i zbuntowani aktorzy

Jest rok 2008. Edward Żentara zostaje dyrektorem Teatru im. Ludwika Solskiego w Tarnowie. To nie pierwsza jego dyrekcja. Wcześniej był dyrektorem artystycznym Grudziądzkich Sezonów Teatralnych i Bałtyckiego Teatru Dramatycznego w Koszalinie. Sukcesów większych tam nie odniósł, ale zasmakował w prowadzeniu sceny. Wielokrotnie startował w konkursach, jak żartowano w środowisku, wsiadał do autobusu pełnego kandydatów na dyrektorów i objeżdżał nim teatralną Polskę. Czy ciągnął go do tego głód władzy? Potrzeba sterowania ludźmi?
 
- To chyba nie tylko o to chodziło. Jemu zależało przede wszystkim na podejmowaniu repertuarowych decyzji. Z kierowaniem zespołem miał problemy. Był za dobrym człowiekiem, za wrażliwym. A dyrektor musi umieć postawić na swoim, no i czasami kogoś zwolnić - mówi Rafał Balawejder, dziś dyrektor naczelny tarnowskiego teatru, wówczas zastępca Żentary i jego najbliższy współpracownik.
- Gdy przychodzi do teatru nowy dyrektor, zespół chce się z nim spoufalić. I tak też było w przypadku Edka. Przyjęliśmy go z otwartymi ramionami, wspólne bankiety, załatwianie roli przy wódeczce. A ponieważ był wyjątkowo miłym, ciepłym człowiekiem, wszyscy go polubili - opowiada wieloletni aktor "Solskiego" Mariusz Szaforz.
 
Przyjemnie przestało być, kiedy Żentara zaczął sprowadzać do Tarnowa swoje stare spektakle, które wielokrotnie grał na scenie przy ul. Kanoniczej w Krakowie i w wielu innych miejscach.
Było to uzasadnione faktem, że budynek teatru właśnie poszedł do remontu. Artyści musieli przenieść się do Pałacu Młodzieży, gdzie była mała scenka, na której można było grać jedynie małoobsadowe przedstawienia.
Więc grano "Zbrodnię i karę", w której występował Żentara, "Antygonę w Nowym Jorku", w której występował Żentara, czy "Rozmowy z katem", w których występował Żentara.
Na scenie można było najczęściej obok dyrektora zobaczyć Tomasza Piaseckiego, którego ściągnął z Krakowa do Tarnowa. To przekładało się na chudsze portfele zatrudnionych w teatrze aktorów, którzy, nie grając, niewiele zarabiali.
 
Bunt wisiał w powietrzu, acz szalę przeważyło coś zupełnie innego. - Głównym powodem naszego sprzeciwu była Ewelina* - twierdzi Robert Żurek, który podpisał list protestacyjny skierowany do prezydenta miasta. Grupa aktorów wypunktowała w nim przyczyny kryzysu w teatrze. Ewelina była w tym czasie życiową partnerką Edwarda Żentary. Choć nie miała wykształcenia aktorskiego (skończyła kurs przygotowawczy na studia), to została zatrudniona na pełnym etacie. Pierwszym przedstawieniem, w jakim się pojawiła, było "Betlejem Polskie". Lecz nie dotrwała do premiery, bo nagle zniknęła.
- Edek tłumaczył, że wyjechała opiekować się dzieckiem, które zachorowało. Ale to nie był jedyny raz, kiedy zawalała próby. Później potrafiła nie przychodzić na spektakle - do dziś denerwuje się Mariusz Szaforz.
Trzeba wiedzieć, że ma powody do zdenerwowania, bo w teatrze, jak w niewielu innych miejscach, obowiązują niepisanę zasady, których przestrzeganie jest świętością. A pierwsza z nich brzmi tak - Jeżeli aktora nie ma na przedstawieniu, to znaczy, że umarł.
 
Ewelina potrafiła bez podania przyczyny nie przyjść na wieczorny spektakl "Zbrodni i kary", więc dochodziło do tego, że inspicjentka czytała za nią rolę Soni. Kiedy nie pojawiała się na przedstawieniu "mady-baby. edu", to po prostu widzowie odchodzili z kwitkami od kasy lub zwracano im pieniądze za bilety.
- Edek przymykał na to oczy. Nie dopuszczał do siebie krytyki jej osoby. Posuwał się do gróźb wobec tych, którzy mieli z nią konflikt - mówi Robert Żurek, którego Żentara zwolnił z teatru po tym, jak na łamach "Gazety Krakowskiej" opowiedział, co dzieje się w teatrze.

Akt II
On i ta kobieta

Niewysoka, szczupła brunetka, z wybielonymi zębami, z których podśmiewali się koledzy w teatrze. - Popatrz, jakie ona ma piękne zęby - zachwycał się dziewczyną Edward Żentara, kiedy spotykał znajomą aktorkę. - Wiesz, ja chyba zwariowałem - dodawał - ale ona mnie cały czas zaskakuje. Wyobraź sobie, że wracam wczoraj do domu. I co widzę? Cały pokój usłany płatkami kwiatów, a ona każe mi usiąść na sofie i obsypuje mnie różami. Ja czuję się jak król - opowiadał koleżance, która dziś chce pozostać anonimowa.
 
Żentara, kiedy poznał Ewelinę, był po pięćdziesiątce. Ona kilka lat wcześniej obchodziła dwudzieste urodziny. On miał żonę i syna, ale zakochał się miłością absolutnie wariacką.
Kiedy tylko dostał scenę w Tarnowie, ściągnął dziewczynę do siebie. Zamieszkali w służbowym mieszkaniu, tzw. dyrektorskim, w bloku przy ul. Lwowskiej. Do teatru przychodzili razem i wychodzili trzymając się za ręce. Jednak wbrew pozorom, nie była to sielanka.
Trafiły na siebie dwie niezbyt emocjonalnie stabilne osobowości, które - jak twierdzą obserwatorzy - wyniszczały się wzajemnie.
- On w złym momencie spotkał nieodpowiednią osobę. To był toksyczny związek. Szybko obrosła w piórka i wydawało jej się, że jest w teatrze nietykalna - mówi Rafał Balawejder.
 
- On coraz bardziej pogrążał się w depresji. Potrafiła wchodzić do jego gabinetu z tak hiobowymi wieściami, które podobno usłyszała w garderobie, że on się załamywał. Występowaliśmy razem w spektaklu "Przyjazne dusze". Ona grała tam Anioła, ale Edek nie potrafił jej wyreżyserować. Byłem jego asystentem, więc poprosił mnie, żebym poprowadził próby, podczas których pracowaliśmy nad scenami z jej udziałem. Zrobiłem to, bo ona była całkiem niezłą aktorką, a on się po prostu jej bał. Nie potrafił się jej nawet przeciwstawić wtedy, kiedy wymyśliła sobie, że nie będzie grać w kostiumie przygotowanym dla niej przez scenografa. Wychodziła na scenę w swoim prywatnym ubraniu, którym była przykrótka spódniczka-wspomina Mariusz Szaforz, dodając, że 40 lat jest w teatrze, ale takiego skandalu, jaki Ewelina zrobiła w spektaklu "mady-baby.edu" to w życiu nie widział.

Podczas przedstawienia aktorka, oczywiście bez konsultacji z kimkolwiek, zaczęła się rozbierać. No i naga została do końca, budząc tym może i aplauz części widowni, ale przede wszystkim sprzeciw twórców spektaklu.
- Zadzwonili do mnie aktorzy, mówiąc, że Ewelina się rozbiera na scenie - opowiada Krzysztof Prus reżyser przedstawienia.
- Skontaktowałem się więc z Edkiem, prosząc, żeby jakoś zareagował. Okazało się, że on siedział na widowni, a ona robiła to dla niego. Taka romantyczna historia. Porozmawiałem z Edkiem i stanęło na tym, że on dopilnuje, żeby było wszystko w porządku. Tylko, że za parę dni dostałem znowu telefon, że sytuacja się powtarza. Wsiadłem więc w Gliwicach do pociągu i udałem się do Tarnowa z misją nałożenia Ewelinie majtek. Nagość jest oczywiście w teatrze kostiumem, ale - delikatnie mówiąc - nie pasowała do tego przedstawienia. A to dlatego, że opowiada ono o ludziach, którzy pracują w branży pornograficznej. Z tego powodu mają już nagości tak serdecznie dosyć, że nie chce się im nawet rozbierać. Kiedy przyjechałem ostatecznie załatwić tę sprawę, okazało się, że aktorka nie przyszła na spektakl. "mady-baby.edu" zostało odwołane.
Kiedy Ewelina nie miała humoru, to nie pojawiała się w pracy. Znikała też z domu, co sprawiało, że Edward Żentara wpadał w histerię. - Potrafił zadzwonić do mnie w środku nocy i powiedzieć, że ona go zdradza - przypomina sobie znajoma aktorka.
Żentara bardzo cierpiał także z powodu rozwodu z żoną, z którą rozstał się wtedy po wielu latach małżeństwa. Rafał Balawejder dodaje, że odkąd jego przełożony zamieszkał z Eweliną, raczej się z nikim nie spotykał, nikogo do siebie nie zapraszał.

Akt III
Wódka za wódką

Alkohol był w życiu Żentary od dawna. Przed laty był kimś w rodzaju dzisiejszego celebryty. Do dobrego tonu należało zaprosić go na wódkę. Ale w Tarnowie nie widywano go pijanego, przynajmniej podczas oficjalnych sytuacji.
- W teatrze był zawsze correct, dobrze ubrany - mówi jego zastępca.
- Ktoś, kto go nie znał, nigdy by nie pomyślał, że ma taki problem. W knajpie zamawiał symboliczną lampkę koniaku albo małe piwo. Ewelina piła więcej. Pamiętam, że kiedyś wychodzili już, gdy ona zobaczyła w barze butelkę absyntu. Zaczęła wykrzykiwać: "Edziu, wyciągaj kartę, kupujemy". Wzięłam ją na bok i zaczęłam tłumaczyć -"Dziecko, to jest bardzo drogie, jutro będziesz żałować, że tyle pieniędzy wydałaś. Idź lepiej do domu" - opowiada znajoma aktorka, a Mariusz Szaforz dodaje: Ewelina ciągnęła kasę od Edka. On się jej nie sprzeciwiał, ubierał ją jak lalkę. Alkohol też jej kupował. Widziano go niemal codziennie wieczorem, jak wraca do domu z butelkami.
 
To był powód niejednej awantury w mieszkaniu przy Lwowskiej. Sąsiadki aktora nieraz wzywały policyjny patrol, by uspokoić jego i Ewelinę.
Aktor wpadał w alkoholowe ciągi. Szedł wtedy na zwolnienie, siedział zamknięty w domu, pił i kłócił się z Eweliną. Jednak po interwencji policji, pukał do sąsiadów i przepraszał. Niebezpiecznie zaczęło być, kiedy stwierdzono u niego depresję . i zaczął mieszać alkohol z lekarstwami psychotropowymi.
- Pewnego dnia zobaczyłam go na klatce. Wyglądał jak cień człowieka. Zostały mu tylko te niesamowite niebieskie oczy
- opowiada sąsiadka Grażyna Nowak.
 
- Po Edka przyjechała rodzina. Zabrali go nad morze. Miał tam pójść na leczenie. Plan był taki, że ja zajmę się teatrem, a on będzie się leczył. To dawało mu szansę na to, że prezydent miasta przedłuży z nim kontrakt i będzie mógł zacząć sezon w wyremontowanym teatrze. Jednak on wrócił po tygodniu do Tarnowa - mówi Rafał Balawejder.

Epilog

Żentarze skończyło się właśnie zwolnienie. Pojawił się w teatrze w poniedziałek, ale nie wszedł jak zwykle do gabinetu Balawejdera. Poszedł na portiernię i poprosił o klucze do służbowego mieszkania.
Nie zdziwiło to nikogo, bo już wcześniej, gdy pokłócił się z Eweliną, nocował w lokalu przeznaczonym dla zapraszanych artystów. We wtorek do teatru zadzwoniła Ewelina, mówiąc, że Edward nie wrócił do domu. Zaczęła szukać go w knajpach. Rano wyjrzała przez okno. Pod sąsiednią klatką stał y wozy policji i pogotowia. Wybiegła na schody i przeczuwając, co się stało, zaczęła krzyczeć: "Dyrektor nie żyje!".
Kilka dni później Ewelina miała grać w "Tajemniczym ogrodzie". Nie pojawiła się. Została dyscyplinarnie zwolniona. W telefonie, którym posługiwała się w Tarnowie, słychać ciszę.
Cicho jest też w budynku przy Lwowskiej. Remont dawno się zakończył.
*Imię partnerki aktora zostało zmienione

Za: "Teatr miłość śmierć"
Magda Huzarska-Szumiec
Polska Gazeta Krakowska nr 103
04-05-2012

Ps. Zanim trafił do Tarnowa, Edward Żentara występował na deskach wielu teatrów w Polsce, m.in. Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie, Teatru Polskiego w Warszawie, Teatru Studio w Warszawie, Teatru Starego w Krakowie, Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, Teatru Polskiego w Szczecinie oraz Bałtyckiego Teatru Dramatycznego w Koszalinie. W tym ostatnim pełnił w latach 2004-2005 funkcję dyrektora artystycznego.

W 1986 roku uhonorowany został nagrodą Złotego Ekranu za role Piotra w „Karate po polsku” Wojciecha Wójcika i Janka Pradery w „Siekierezadzie” Witolda Leszczyńskiego. Szerszej publiczności dał się również poznać grając księdza Władysława Rybę w serialu „Trzy młyny” Jerzego Domaradzkiego. Te trzy role przyniosły mu, przyznawaną przez tygodnik „Film”, Nagrodę im. Zbyszka Cybulskiego w kategorii najlepszy polski aktor za rok 1986.

Przygotował Ryszard Zaprzałka