Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

PO SĄSIEDZKU: VANDA

czyli
CZESKA OPERA O POLCE, KTÓRA NIE CHCIAŁA NIEMCA

Przedstawienia operowe zaprezentowane podczas tegorocznej edycji festiwalu Opera Rara zamyka kolejne – po inaugurującym święto miłośników opery trzy tygodnie temu SIGISMONDO Gioacchino Rossiniego – podsumowuje tę oryginalną imprezę nasza specjalna wysłanniczka Katarzyna Cetera, ciekawe polonicum: VANDA - wielka, monumentalna opera Antonína Dvořáka w pięciu aktach miała swoją polską prapremierę w ubiegłą sobotę w Krakowie, w surowej przestrzeni Teatru Łaźnia Nowa. Akcja utworu dzieje się w przedchrześcijańskim Krakowie. Czeskie libretto napisali Václav Beneš-Šumavský i František Zákrejs na podstawie opowiadania inżyniera Juliana Surzyckiego. Polską wersję tego dzieła wyreżyserowała Karolina Sofulak – ta laureatka Europejskiego Konkursu Reżyserii Operowej zrealizowała w Polsce głośnego „Fausta” Gounoda (Teatr Wielki w Poznaniu), pracuje jednak głównie za granicą, m.in w Royal Opera House, English National Opera, Opera Holland Park czy Opéra National de Bordeaux. Z niełatwą i bogatą partyturą zmierzyła się Sinfonietta Cracovia oraz prowadzący orkiestrę Jurek Dybał.

Chyba każdy z nas zna legendę o Wandzie - tej królewnie Wandzie (w jednej z wersji była ona córką króla Kraka) „co nie chciała Niemca”. Tę właśnie historię obrali za punkt wyjścia libreciści opery Antonína Dvořáka. Niechęć w stosunkach polsko-germańskich ma u nich źródło w konflikcie religijnym. Królowa Wanda jest wierną wyznawczynią słowiańskich bogów i nie zgadza się na przyjęcie oświadczyn niemieckiego księcia, a wraz z nimi chrześcijaństwa, któremu lud jest nieprzychylny. Odmalowana zostaje jako dzielna przywódczyni, która rzuca się do Wisły, bo poprzysięgła wcześniej bóstwom, że poświęci życie w zamian za zwycięstwo nad wrogą armią. Reżyserii rzadko wystawianej opery czeskiego romantyka podejmie się – takie streszczenie operowego libretta mogliśmy przeczytać w festiwalowej zapowiedzi.

Postać nieustraszonej, sławnej urodą i mądrością pradawnej władczyni Polski, córki księcia Kraka, pojawiła po raz pierwszy się w „Kronice polskiej” Wincentego Kadłubka, który pisał: Tak dalece przewyższała wszystkich zarówno piękną postacią, jak powabem wdzięków, że sądziłbyś, iż natura obdarzając ją, nie hojna, lecz rozrzutna była. Albowiem i najrozważniejsi z roztropnych zdumiewali się nad jej radami, i najokrutniejsi spośród wrogów łagodnieli na jej widok. Jednak wersje jej biografii na przestrzeni dziejów znacznie ewoluowały - kolejni autorzy stworzyli kanoniczną wersję jej biografii, w której centralne miejsce zajęła samobójcza śmierć i tę wersję poznają nasze dzieci już w szkole podstawowej. Wanda – po tym, jak odrzuciła zaloty niemieckiego księcia, wygrała wypowiedzianą przez niego wojnę i w końcu otrzymała od pokonanych Niemców dowody wierności i hołd – wróciła do Krakowa, by złożyć bogom ofiarę z samej siebie w podzięce za chwalebne zwycięstwo. Jej ciało pochłaniają fale Wisły. Mamy też literackie wersje, w jednej z nich Wandę do Wisły wrzucają jej wierni wojowie – w celu przebłagania bogów.

Wśród poświęconych Wandzie dzieł przeznaczonych dla teatru operowego wymienia się kolejno: niezachowaną i zapewne nienapisaną w całości Wandę z librettem Ludwika Adama Dmuszewskiego i muzyką Karola Kurpińskiego z 1819 roku, „operę poważno-tragiczną w czterech aktach” z fantastycznym baletem i chórami ukrytymi, której istnienie ogranicza się do rękopiśmiennej kopii libretta pióra Gustawa Olizara, muzykę zaś miał stworzyć, (ale ostatecznie tego nie zrobił) Stanisław Moniuszko przed 1858. Pięcioaktowe dzieło Antonína Dvořáka z librettem Vaclava Beneša-Šumavský’ego i Františka Zakrejša okazało się jedynym w tej grupie ukończonym, wystawionym i nawet nagranym, acz cieszącym się więcej niż umiarkowanym powodzeniem wśród odbiorców – a w Polsce zupełnie nieznanym, podobnie jak wspomniane polskie przymiarki do realizacji.

Opera Antonína Dvořáka mówi o sprawach bardzo bolesnych, w wielu miejscach świata wciąż aktualnych. Konflikt między Wandą a niemieckim konkurentem do jej ręki w przedstawieniu Karoliny Sofulak zyskuje akcent wojny nieomal religijnej: prześladowanie ze względu na wiarę, nawracanie siłą itp. Mieszkańcy podwawelskiego grodu jako wyznawcy słowiańskich bogów stają naprzeciw Rodericha, który po scenie paraduje z różańcem na szyi.

Wanda przed bitwą obiecuje bogom swoje życie z zamian za wygraną. Nie ma więc mowy o jej sprawczości, powraca za to motyw tysiąca XIX-wiecznych oper, ze szczególnym uwzględnieniem twórczości Wagnera, czyli trup samopoświęcającej się kobiety jako najskuteczniejsza gwarancja przywrócenia porządku w świecie – czytamy w recenzji przedstawienia.

Dzieje samego dzieła są nader skomplikowane: Antonín Dvořák wystawił swoją operę w kwietniu 1876 roku. Pamiętamy, że polski nie ma wówczas na europejskiej mapie, Polacy wykrwawiają się po upadku kolejnego powstania. Przedstawienie nie odniosło wówczas większego sukcesu – zdjęto je z afisza zaledwie po czterech wykonaniach scenicznych. W 1880, po dokonaniu zmian (kompozytor przepisał na nowo całą uwerturę) w partyturze odbyły się cztery kolejne spektakle, choć w bardzo okrojonej wersji. Zaplanowane przedstawienia w Wiedniu czy Budapeszcie nie zostały zrealizowane.

W XX wieku opera była wykonywana trzykrotnie, ale przedstawienia powstały na podstawie jednej z okrojonych redakcji dzieła. W międzyczasie zaginął autograf partytury - prawdopodobnie trafił do Lipska w 1883 roku i został zniszczony podczas bombardowania alianckiego na początku grudnia 1943 r. Jeden z odpisów odnaleziono i zidentyfikowano dopiero w latach 80, zatem pierwsze współczesne wykonanie miało miejsce dopiero w 1989 roku w Ołomuńcu. 15 marca 2014 r. odbyła się niemiecka prapremiera VANDY w teatrze Osnabrück, wyreżyserował je Robert Lehmeier. Z wyjątkiem libretta wydrukowanego w czasie premiery wszystkie główne źródła opery były dostępne jedynie jako rękopisy.

Ze współczesnej perspektywy wymowa niektórych wątków VANDY wydawałaby się bardzo dyskusyjna. Mamy tu co prawda bohaterkę z krwi i kości, prawdziwą kobietę czynu, ale pozostaje pytanie o sens jej ofiary, która w zasadzie kwestionuje jej militarne sukcesy. U kronikarzy jej samobójstwo było dziękczynieniem za zwycięstwo. W reżyserskiej interpretacji Karoliny Sofulak mamy tu jednak dramat uczuć, z którym przyszło się zmierzyć znakomitym artystom: Piotr Buszewski (Slavoj) i Sebastian Szumski (Roderich) pokonali premierowa publiczność talentem i siłą emocji, a fenomenalna (także aktorsko) Słowaczka Adriana Kučerová, przedstawiła nam Vandę jako bohaterkę, która poświęci miłość dla dobra ojczyzny.

Muzykę w VANDZIE określa się jako nierówną, ale uwertura oraz niektóre fragmenty solowe i chóralne mają charakter heroiczny i mają za zadanie podkreślić patriotyzm i heroiczność czynów. Czeski kompozytor, przedstawiciel romantyzmu w muzyce inspiruje się w swojej twórczości elementy ludowe – zazwyczaj czeskie i morawskie, ale w przypadku VANDY dochodzą również do głosy polskie motywy muzyczne.

Podobno wszystkie bilety na ten spektakl są już wyprzedane – ale próbujcie. Warto. To naprawdę lepsza „opera narodowa” niż Straszny Dwór.

Katarzyna Cetera

Zdjęcia - oganizatorzy

Antonín Dvořák
VANDA

Libretto Vaclava Beneša-Šumavský’ego i Františka Zakrejša

reżyseria: Karolina Sofulak
scenografia i światła: George Johnson-Leigh
choreografia: Katarzyna Zielonka i Jarosław Staniek
kostiumy: Karolina Sofulak i George Johnson-Leigh
asystenci reżyserki: Szymon Komarnicki, Darek Meclik

Obsada:
Vanda: Adriana Kučerová
Bożena: Magdalena Wachowska
Homena: Matylda Staśto-Kotuła
Slavoj: Piotr Buszewski
Lumir: Łukasz Klimczak
Roderich: Sebastian Szumski
Velkoknez: Michał Dembiński
Poseł: Jakub Pawlik
taniec: Katarzyna Gocał, Karol Pruciak

Chór Polskiego Radia
orkiestra: Sinfonietta Cracovia
dyrygent: Jurek Dybał
asystenci dyrygenta: Mieczysław Unger, Jan Stańczyk

Premiera odbyła się podczas festiwali OPERA RARA 8 lutego 2020 w Krakowie