Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

PO SĄSIEDZKU: WSPÓLNOTA A JEDNOSTKA

czyli
FESTIWAL NOWEGO TEATRU
NA PÓŁMETKU

Szósta edycja Festiwalu Nowego Teatru AD 2019, rozpoczęła się w andrzejkowy wieczór i potrwa do najbliższego czwartku - sprawozdaje nasza specjalna wysłanniczka Katarzyna Cetera.  Postanowiłam się zatem pokusić już teraz na spisanie pewnych wrażeń i zarysowanie cząstkowej festiwalowej relacji, którą jestem winna moim czytelnikom. W nurcie głównym zobaczyliśmy dotychczas pięć (z siedmiu) świetnych spektakli. Uczestniczą one, oczywiście, w konkursie o nagrodę główną, ale walczą również o laur publiczności.

Przedstawienie „teatru, który się wtrąca” - czyli Teatru Powszechnego im. Zygmunta Hübnera – rozpoczęło to wielkie, trwające siedem dni święto teatru, które odbywa się właśnie teraz w Rzeszowie. JAK OCALIĆ ŚWIAT ANA MAŁEJ SCENIE zastanawiali się  na dużej scenie Teatru im. Wandy Siemaszkowej Anna Ilczuk, Mamadu Góo Bâ, Artiom Manuiłow i Andrzej Kłak – a wszystko to pod kierunkiem dyrektora Pawła Łysaka.

     

Pawłowi Łysakowi udało się wraz z ekipą stworzyć spektakl bardzo emocjonalnie intensywny, pełen humoru i dystansu, ale prowadzący do tragedii, w której nie ma katharsis, tylko pojawia się na horyzoncie apokalipsa – pisze w swojej recenzji Edwin Benedyk -  Tylko że ten horyzont nie dotyczy abstrakcyjnego końca dziejów, tylko bardzo osobistej perspektywy każdego z widzów. W ten oto sposób świadomość ekologiczna wkroczyła na deski polskiego teatru instytucjonalnego.

AKTORZY KOSZALIŃSCY CZYLI KOMEDIA PROWINCJONALNA to przedstawienie inspirowane słynnym filmem Agnieszki Holland z 1978 roku, do dziś jest uznawanym za jeden z najważniejszych obrazów nurtu kina moralnego niepokoju. Twórcy przedstawienia wykorzystują jednak własne doświadczenia, nie próbują adaptować scenariusza ani szukać na siłę współczesnych analogii. Historia aktorów, którzy na prowincji, pod okiem warszawskiego reżysera, próbują wystawić Wyzwolenie Wyspiańskiego, jest pretekstem do rozmowy o życiu aktora w Koszalinie w dzisiejszych czasach. W jednej z recenzji tego przedstawienia czytamy: To komedia, momentami dość gorzka, zbiorowy portret artystów, zmagających się z  frustracją, bylejakością, obojętnością i całą machiną teatralnych absurdów. Chałtury  i życie prywatne. Ciągle nowi reżyserzy i nowe nadzieje. To spektakl o dobrych i  złych doświadczeniach w pracy aktora z dala od stolicy, ale przede wszystkim, o  tym, co w tym zawodzie najważniejsze, o pasji, marzeniach, sensie życia i miłości  do teatru.

     

Marcin Wierzchowski dwukrotnie zdobywał nagrody na rzeszowskim festiwalu. Czyżby tym razem przyjechał po trzecią? Kto wie, kto wie… IDIOCI, przedstawienie z repertuaru Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi zaprezentowano nam w niedzielę. Produkcja jest oparta na słynnym filmie Larsa von Triera pod tym samym tytułem, jednak jego akcja przeniesiona został do współczesnej Łodzi. Bohaterom nadano też polskie imiona. Przedstawienie trzygodzinne, grane bez przerwy w specjalnie zaaranżowanych na terenie rzeszowskiego teatru przestrzeniach, stanowiło dla widzów trudne doświadczenie. Reżyser wykorzystał w nim nie tylko historię grupy ludzi, którzy nie mogą odnaleźć się w otaczającym ich świecie i poszukują czegoś co będzie bardziej prawdziwe, chcą zbliżyć się do istoty egzystencji, wyzwolić swojego prawdziwego człowieka (znaleźć „idiotę w sobie”) i pozwolić mu się rozwinąć. Spektakl wielowymiarowy, trudny w odbiorze, poruszył rzeszowskich widzów do łez.

     

MISTRZ I MAŁGORZATA – przedstawienie w reżyserii Cezarego Ibera – godnie reprezentowało podczas festiwalu dorobek Gospodarzy. Premiera tego spektaklu odbyła się w marcu bieżącego roku, i uświetniła 58. Międzynarodowy Dzień Teatru. Była to 555. premiera w historii Teatru im. Wandy Siemaszkowej. Realizacja Cezarego Ibera jest jedną z pierwszych (o ile nie pierwszą) adaptacji dzieła Michaiła Bułhakowa opartych na tłumaczeniu rodziny Przebindów, związanej z Krosnem. Były lalki (niestety nieczytelne z ostatnich rzędów widowni) był i Teatr Variété, był także nagi bal u Szatana, był także Jeszua w ogrodzie Piłata: Rzecz o dobru i złu, o miłosierdziu, o sprawach, o które i dziś pytamy. Był także Faust.

  

W kontekście czterech tak dobrych spektakli umieszczenie w konkursie białostockiego przedstawienia ŚMIERĆ W WENECJI CZYLI CZEGO NAJBARDZIEJ ŻAŁUJĄ UMIERAJĄCY w reżyserii Mikołaja Mikołajczyka wydaje mi się kompletnym nieporozumieniem. Sztuka nawiązuje do noweli Śmierć w Wenecji Tomasza Manna oraz filmu w  reżyserii Luchino Viscontiego – opowieści o starzejącym się utytułowanym literacie  Gustawie von Aschenbachu – czytamy w szumnej zapowiedzi spektaklu. - […]  Przedstawienie mówi o  naszej nieumiejętności pogodzenia się z tym, że  najpiękniejsze chwile już minęły, że został nam czas, który musimy uporządkować i  znaleźć najpiękniejsze fantazje o ostatnich chwilach naszego życia.

Podobnie rozczarowuje mnie zaprezentowany w Rzeszowie po raz pierwszy nurt nazwany OFF-Konteksty. POMPA FUNEBRIS była niemal zupełnie nieczytelnym dla odbiorcy przedstawieniem. Gdyby nie ciekawy na scenie Borys Jaźnicki i pamiętana w stolicy Podkarpacia Izabela Gwizdak (Alina w BALLADYNIE w reżyserii Radosława Rychcika) – spektaklu nie dałoby się oglądać w ogóle. WOJNA W NIEBIE Josepha Chaikina – spektakl Dominiki Feiglewicz w wykonaniu osób niesłyszących i niedosłyszących - wygrał tegoroczna edycję Konkursu na Najlepszy Spektakl Teatru Niezależnego The Best Off. Dla mnie, nieczytającej znaków migowych (a spektakl był „migany” i nie miał tłumaczenia na język zrozumiały dla słyszących) okazał się mniej czytelny niż ukraiński film PLEMIĘ. Wydaje mi się, że prezentację tego nurtu podczas festiwalu należy jeszcze dopracować.

Festiwal Nowego Teatru trwa, czytania performatywne w ramach Sceny Nowej Dramaturgii gromadzą tłumy widzów. Przedstawienia nurtu głównego wypełniają widownię rzeszowskiego teatru po brzegi. Rzeszów żyje festiwalem, który budzi zainteresowanie krytyków w całym kraju i zyskał swoje stałe miejsce w teatralnym kalendarzu i na teatralnej mapie Polski.

Przed nami jeszcze dwa ciekawie zapowiadające się spektakle nurtu głównego, czytania performatywne i debata naukowa, będąca niegdyś podstawą do refleksji na temat kondycji teatru w Polsce. Ten „naukowy”, teatrologiczny nurt w Rzeszowie – po śmierci dyrektor programowej, Joanny Puzyny-Chojki – został chyba niepotrzebnie mocno ograniczony. A wielka szkoda.

Rzeszów, oczywiście  nieustannie zaprasza również tarnowian – w tym mieście wszystkie mosty są dla nas otwarte.

Katarzyna Cetera

Zdjęcia - www.fnt-rzeszow.pl