Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

W teatrze jak na wojnie 2

W Teatrze Polskim we Wrocławiu właśnie słychać dzwonek przed następnym aktem dramatu - diagnozuje tamtejszą sytuację w kolejnym  tekście reżyser Tomasz A. Żak, twórca Teatru Nie Teraz, ceniony publicysta,  odznaczony niedawno przez Prezydenta RP  Srebrnym Krzyżem Zasługi. Tam od lat, niemal modelowo, etos artystycznej służby Ojczyźnie wypala się niczym kwasem. Ludzie lubią historie w odcinkach. Serial to nic nowego w kulturze. Tak przecież powstawało wielkie dzieło Sienkiewicza pisane „ku pokrzepieniu serc” Polaków. Niestety, dzisiaj jest inaczej, o czym świadczy nawet nazewnictwo. Rozłożoną w czasie opowieść określa się słowem przywołującym niezbyt dobre skojarzenia – tasiemiec.  Jest i inne, chyba nawet brzydsze określenie – telenowela. I z taką właśnie „historią” mamy do czynienia we wrocławskim Teatrze Polskim. I bardzo trudno byłoby tam doszukiwać się jakiegoś „pokrzepienia serc”.

Serial wybierania nowego dyrektora w tej wyjątkowo zmasakrowanej instytucji kultury trwa.  Decydenci z politycznej powyborczej układanki, rządzący Dolnośląskim Urzędem Marszałkowskim, powołali komisję konkursową, za nic sobie mając merytoryczne i formalne uwagi dotyczące jej składu. Mamy tam przedstawiciela stowarzyszenia, którego obecność w konkursach była już wielokrotnie oprotestowywana przez środowisko teatralne, co było wsparte adekwatnymi analizami prawnymi. Pomijając fakt niejakiej śmieszności organizacji grupującej byłych, obecnych i ew. przyszłych dyrektorów teatrów (jak za komuny: zawód – dyrektor), to mamy tutaj przede wszystkim sytuację dwuznaczną formalnie, bo owo Stowarzyszenie Dyrektorów ma w procedurze konkursowej możliwość promowania swojego członka. 

Do grona jurorów zarząd województwa pod przewodnictwem nowego-starego marszałka, Cezarego Przybylskiego, zaprosił aktorkę Elżbietę Czaplińską-Mrozek z wrocławskiego Wydziału Aktorskiego Akademii Sztuk Teatralnych. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie drobiazg – ta jurorka nie może być obiektywną, gdyż w Teatrze Polskim, o losach którego ma przecież decydować, jest zatrudniony jej syn Michał i „synowa” Agnieszka. Podobno tylko anioły są obiektywne, a jakoś trudno byłoby podejrzewać panią Czaplińską – Mrozek o taki status. A do tego jeszcze ten syn, Michał Mrozek, wszystkimi kończynami podpisuje się pod działaniami Inicjatywy Pracowniczej, owego mniejszościowego związku zawodowego, którego działania wielu określa mianem „piątej kolumny”.

Lokalne media wrocławskie, tak bardzo „nienawidzące” odwołanego dyrektora Morawskiego, nie mogą zrozumieć, dlaczego do konkursu na miejsce po nim nie stanął żaden z „wielkich artystów”, którzy oprotestowywali wszystko, co wydarzało się w Teatrze Polskim po rządach Mieszkowskiego. Myślę, że nie tylko dla żurnalistów jest to swoistym szokiem. Z szóstki kandydatów, o personaliach dalekich od oczekiwań tego towarzystwa, marszałkowska komisja konkursowa wybrała do drugiego etapu tylko trzy oferty. Fakt ten próbuje się doraźnie tłumaczyć np. tym, że „potencjalnych kandydatów odstraszył konflikt wewnętrzny, zrujnowany zespół i zniszczony repertuar”. Ale najbardziej kuriozalnym jest argument, że dobrych kandydatów nie ma, bo jest „niepewna sytuacja polityczna”. „Koń by się uśmiał” – można by rzec, bo właśnie ta „niepewna sytuacja” dała nadzieję tym wszystkim hunwejbinom na powrót czasów sprzed „pisowskiej dyktatury”.

Wyraźnie najbardziej zawiedziona jest dziennikarka „Gazety Wyborczej”, niejaka Piekarska, która przez ostatnie lata po stachanowsku produkowała teksty pod z góry założoną tezę jak wyżej. Dzisiaj pozostało jej niegrzeczne dyskredytowanie owej wybranej trójki, a szczególnie jedynego w tym gronie człowieka teatru, Adama Srokę, bo on nie pasuje do tego lewicowego wrocławskiego układu, a na dodatek reżyserował w Polskim w ostatnich trzech latach. Oprócz Sroki, który był już w przeszłości dyrektorem dwóch teatrów (w Radomiu i w Opolu), jest pani Justyna Kramorz ze Świętochłowic, dyrektorka tamtejszego Centrum Kultury Śląskiej i Igor Wójcik, dyrektor Ośrodka Kultury i Sztuki we Wrocławiu, który skądinąd mocno wspierał osławiony tzw. Teatr Polski w Podziemiu. 

Pani Kramorz i pan Wójcik  nie tyle reprezentują świat sztuki, co polityki. Ona jest działaczem samorządowym, a on politykiem Platformy Obywatelskiej, znanym choćby z tego, że w roku 2014 był szefem sztabu wyborczego Bogdana Zdrojewskiego w jego kampanii do Parlamentu Europejskiego. Nie bez znaczenia będzie dodać, że Ośrodek Kultury i Sztuki jest instytucją kultury podległą urzędowi marszałkowskiemu, który organizuje konkurs na stanowisko dyrektora Teatru Polskiego. I w tym kontekście zdecydowanie należy również dodać, że pan Igor tuż po ogłoszeniu, że przeszedł do drugiego etapu konkursu, w gronie wielu osób zachowywał się tak, jakby już dyrektorem został. Może te dyszkantem wykrzykiwane obietnice, że on zrobi porządek z „ludźmi Morawskiego”, były nie do końca trzeźwe, ale przecież wyszły z ust osoby publicznej, pretendującej do poważnego stanowiska w poważnej instytucji. Swoją drogą to ciekawe, dlaczego ktoś chce zmienić jedno dyrektorowanie na drugie u tego samego pracodawcy?

Wrocławski tasiemiec wciąż się wije, pasożytując na naszej chorobliwej słabości do zła. Wygląda na to, że w tym „spektaklu” podmiotowy dla teatru widz tak naprawdę się nie liczy. A jeszcze mniej obchodzą decydentów losy ludzi w takiej instytucji zatrudnionych – ich uczucia, przekonania, również kariery zawodowe. Teatr Polski we Wrocławiu pokazuje dowodnie, że te kilkanaście lat temu sztuka zastała zaprzęgnięta do wojny kulturowej, ideologicznej. Tak dzieje się w całej Polsce. Używa się kultury do światopoglądowego formatowania ludzi. Wydawało się po wyborach roku 2015 coś się w tej sprawie zmieni… Wygląda na to, że tylko się wydawało.

Czy ostatni odcinek wrocławskiego serialu nas dobije, czy może jednak pokrzepi i da nadzieję, że 1 września, czyli dzień, od którego ma rozpocząć pracę nowy szef Teatru Polskiego, że ten dzień nie będziemy musieli kojarzyć tylko z wojną i okupacją?

Tomasz A. Żak www.pch24.pl