Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

ZEMSTA W ŚWIECIE KOBIET

czyli o tym,
JAK BIAŁOSTOCKA INSCENIZACJA PODBIŁA SERCA TARNOWSKICH WIDZÓW

Teatr Dramatyczny im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku dostał od tarnowskiej publiczności brawa jeszcze zanim aktorzy pojawili się na tarnowskiej scenie - pisze Katarzyna Cetera.  „Można filmować, można robić zdjęcia – nie zakładajcie tylko nogi na nogę” – usłyszeliśmy w zapowiedzi wygłoszonej przez Henryka Talara z głośników, z których zazwyczaj padają zakazy fotografowania i używania telefonów komórkowych. Tarnowska publiczność nie nadużywała tego przywileju, telefony na widowni nie rozdzwoniły się, flesze nie błyskały – często za to rozbrzmiewały rzęsiste brawa dla aktorów – a raczej aktorek.

Można w teatrze przedstawić sztuki Aleksandra Fredry w sposób niemożliwy do oglądania przez inteligentnych ludzi – jako szkolną ramotę, która skutecznie zniechęci zarówno młodzież, jak i dorosłych do sięgania po klasykę komedii. Można też Fredrę wystawić tak, by uczył, bawił i wnosił elementy awangardowe do tekstu, który liczy sobie przecież lat ze dwieście.

ZEMSTA w reżyserii Henryka Talara jest przedstawieniem na wskroś nowatorskim i współczesnym – może nawet rewolucyjnym. Dość powiedzieć, że „wielkie” role w spektaklu Henryk Talar powierzył kobietom. Było to chyba posunięcie bardzo ryzykowne, ale świetnie odwołuje się do tak popularnych dziś manifestacji feministycznych czy tęczowych marszów, odbywających się pod hasłami tolerancji i wolności. Cała widownia tarnowskiego teatru przypominała scenerię jednej z takich demonstracji. W przestrzeni teatru rozwieszono transparenty - cytaty pokazujące, jak recenzenci, m.in. współcześni Fredrze, odbierali jego komedię: Postacie w Zemście są nakreślone niedbale, od niechcenia, bez namysłu niestety albo Nie łatwo w tym splataniu kolejnych wersji się rozeznać czy też Brak patriotyzmu! czy też Opłakiwać katastrofę, a nie robić głupie komedyjki. Pod koniec spektaklu transparent ogłosi również sprzeciw wobec… krokodyli.


W głębi sceny widać zdjęcie pokazujące budynek białostockiego teatru z różnych ujęć – czyżby to miała być przyszłość teatru?
Piosenka „Oj kot, pani matko”, która wygrywana jest na gitarze… elektrycznej – a przecież wpada w ucho niczym melodia rockowej ballady (aranżacja Patryka Ołdziejewskiego). Fredrowskie postacie śpiewają ten utwór w finale – razem z publicznością.

W białostockiej ZEMŚCIE wszyscy jednak pięknie mówią klasycznym fredrowskim ośmiozgłoskowcem – którego w tarnowskiej wersji ŚLUBÓW PANIEŃSKICH wyraźnie brakowało. Kresowa Podstolina nie tylko „zaciąga”, ale także dba, by jak najpiękniej wymawiać przedniojęzykowe "ł" i wyraźnie (do sceny finałowej niemal) „zaciąga” po kresowemu.

Niezwykle finezyjnie podeszła do postaci Rejenta Milczka Krystyna Kasprowicz-Sokołowska. Po charakteryzacji i w złotym nakryciu głowy przypomina znakomitego aktora Igora Przegrodzkiego. Drobi kroczki jak Charlie Chaplin. A swym piskliwym głosem budzi uśmiech, ale i przerażenie. Idealnie oddaje osobowość postaci, u której pod maską pewnej figlarności kryje się mroczny despota. pisze o tej roli Jan Bończa-Szabłowski. To rzeczywiście doskonale dopracowana i śmiało zagrana postać.

Bohaterem każdej ZEMSTY jest jednak Papkin. Tu raczej bohaterką, która sprawuje rząd dusz nad publicznością. Papkin Arlety Godziszewskiej jest przewrotny i ma dystans do świata – ale też inaczej rozkłada akcenty – kiedy czyta swój testament imię swojego ojca (Jana, Jana, Jan mu było) ewidentnie stawia pytanie, ma wątpliwości – tego nie wymyśliłby chyba żaden mężczyzna. Postać ukrywa się pod kolejnymi warstwami fantazyjnych kostiumów, za różnymi sposobami mówienia, za gestem i słowem. Czasem nawet za przedstawicielem publiczności (dosłownie).
Danuta Bach, która na oczach widzów przekształca się w Cześnika Raptusiewicza zarówno temperamentem jak i sposobem grania bardzo przypomina Jana Świderskiego (którego głos pojawia się na początku przedstawienia) Na wskroś awangardowy jest Dyndalski (podkreślony niezwykłym kostiumem), w którego wcieliła się Ewa Palińska – ona z kolei stworzyła postać wiernego sługi – starego wiarusa w opozycji do Aleksandra Dzwonkowskiego (którego glos również na widowni rozbrzmiewa).
W tej kobiecej obsadzie białostockiej ZEMSTY jest jeden wyjątek: to Wacław, którego gra młody aktor Patryk Ołdziejewski. To też pewien znak czasu – o ile bowiem Papkina, Cześnika i Podstoliny można potraktować z przymrużeniem oka, o tyle uczucia Wacława i Klary w ten sposób potraktować nie można. Uczucie jest prawdziwe, a prawdziwa miłość jest zjawiskiem niesłychanie poważnym i – jednak – tworzy ją tradycyjny związek mężczyzny i kobiety.

Aleksander hrabia Fredro umiał publiczność rozbawić, a Henryk Talar namówić ją do zgody – pisze Jerzy Doroszkiewicz – i ma w tym dużo racji. Festiwalowa publiczność bawiła się świetnie, półtorej godziny minęło jak z bicza strzelił. Będę bardzo zawiedziona, jeśli spektakl Teatru Dramatycznego im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku zostanie pominięte w puli nagród.

Przed nami szósty dzień Talii – jeszcze dziś miniemy półmetek tarnowskiego maratonu festiwalowego. Na Scenie UNDERGROUND zobaczymy jeszcze jedną adaptację tekstu Aleksandra Fredry. Przedstawienie pt. PIERWSZA LEPSZA w reżyserii Marcina Zbyszyńskiego zaprezentuje nam grupa teatralna Potem-o-tem z Warszawy.
Do zobaczenia w teatrze!

 Tekst i zdjęcia -  Katarzyna Cetera

Aleksander Fredro
ZEMSTA

reżyseria - Henryk Talar
scenografia - Zuzanna Talar-Sulowska
kostiumy - Elżbieta Wysocka, Zuzanna Talar-Sulowska
muzyka - Patryk Ołdziejewski
ruch sceniczny - Anna Wytych-Wierzgacz

Obsada:
Danuta Bach – Cześnik Raptusiewicz
Arleta Godziszewska – Papkin
Krystyna Kacprowicz-Sokołowska – Rejent Milczek
Urszula Szmidt – Klara
Ewa Palińska – Dyndalski
Jolanta Skorochodzka – Podstolina
Patryk Ołdziejewski – Wacław

premiera 24 lutego 2018
Teatr Dramatyczny im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku

Spektakl bierze udział w IV edycji Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa”.