Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

ROZMOWY PRZY STOLE I NIE TYLKO

Czyli - „Śluby panieńskie” w Teatrze im. L. Solskiego

„(…) Mają wady mężczyźni, ma także płeć nasza.
Zatem szalą rozsądku ta strona przeważa,
Co swoje błędy karci, a cudze pobłaża.”

Źródło: „Śluby panieńskie” Autor: Aleksander Fredro

Miałam przyjemność obejrzeć - pisze tarnowska poetka Justyna Babiarz, przedpremierowy pokaz komedii - „Śluby panieńskieAleksandra Fredro w reżyserii Wojciecha Malajkata w sobotę, 15 września 2018 r., już na tydzień przed oficjalnym początkiem XXII Ogólnopolskiego Festiwalu Komedii Talia, gdzie będzie on przedstawieniem konkursowym. Swoje rozważania rozpoczęłam od mojego ulubionego cytatu z tej sztuki i to dzięki niemu właśnie wiem z całą pewnością, że pisząc ją Aleksander Fredro, uśmiechając się zarazem do każdego z osobna, nie pobłażał jednak nikomu. Natomiast w związku z tym, że „Śluby panieńskie” stanowią literacką klasykę, w dodatku rodzimą, autor komedii uśmiecha się do nas w dalszym ciągu w równie łatwy do odczytania sposób jak dawniej. Czyni to tym razem w inscenizacji wyreżyserowanej przez znakomitego artystę - Wojciecha Malajkata.

Przed premierą

Należy podkreślić, że reżyser bardzo wiernie oddał ducha epoki i uniwersalny zamysł pisarza. Szczerze docenia to publiczność, która na sobotni spektakl, jeszcze przed jego premierą, udaje się wprost tłumnie, zapełniając salę po brzegi i nie szczędząc artystom owacji na stojąco.

Innowacyjny epilog

Nieco innowacji niesie ze sobą za to filmowy, ukazujący dalsze szczęśliwe losy bohaterów, epilog przedstawienia. - Interesujące, pełne sielskich widoków, materiały, których autorem jest Maciej Rybski i w których razem z zespołem aktorskim sztuki wystąpił również znamienity Wojciech Malajkat oraz wcielający się w rolę malutkiego potomka Klary i Albina - Jakub Hycnar.

 

„Śluby” poznane od kuchni

Cała akcja lekkiej, przepełnionej humorem inscenizacji rozgrywa się bowiem… w kuchni. Natomiast ciepły, domowy wystrój tego scenicznego pomieszczenia kojarzy mi się z wielobarwną, polską jesienią.
Twórcą tej klimatycznej, klasycznej i zarazem uniwersalnej scenografii oraz utrzymanych w takiej samej, „ponadczasowej” konwencji kostiumów jest Wojciech Stefaniak.
Ważne dialogi bohaterów „Ślubów panieńskich” toczą się z kolei częstokroć przy kuchennym stole, jak na rozmowy w prawdziwej rodzinie przystało, co właśnie stanowi prawdopodobnie najbardziej oryginalny element tego klasycznego, znanego odbiorcom zwykle od lat, a wyreżyserowanego na nowo przez Wojciecha Malajkata, przekazu.

 

Kultowe postaci

Obsada aktorska jest świetnie dobrana do przedstawianych postaci. Dzięki temu mamy okazję z zainteresowaniem obejrzeć:
żywiołową, graną przez pełną energii Katarzynę Pośpiech - Klarę,
śmiałego Gustawa, w którego rolę wcielił się wyrazisty Filip Kowalczyk,
słodką, prezentowaną przez delikatną Ewę Jakubowicz - Anielę,
dobrotliwego, granego przez sympatycznego Aleksandra Fiałka - Albina,
statecznego Radosta, w którego postać wcielił się obdarzony talentem do grania ról komediowych - Ireneusz Pastuszak,
tajemniczą, prezentowaną przez wytworną Dominikę Markuszewską - Panią Dobrójską
oraz zabawnego Jana, w którego rolę wcielił się ekspresyjny Tomasz Wiśniewski.

 

Dynamika

Rozmowy barwnych bohaterów tętnią poza tym dynamiką, która kryje się wbrew pozorom zarówno w ekstrawertycznych, jak również w introwertycznych postaciach. Kochają się one i przyjaźnią, drażnią i złoszczą. Żyją pełnią życia, pełnią obaw oraz pełnią swoich tęsknot i ambicji. Wojownicze natury stykają się ze spokojnymi. Emocje zdecydowanie nie pozostają więc na wodzy, a utarty schemat działania bohaterów prowadzi do znanych życiowych „wyników”.

Intryga

Cóż więcej może się wydarzyć? Biegające bowiem w białych, symbolizujących niewinność i bardzo dziewczęcych sukniach, panny powtarzają ambitne w swoim celu, przekreślające zamążpójście śluby i postanawiają być samowystarczalne. Bardzo eleganccy i noszący się gustownie kawalerowie natomiast próbują zawiązać stałą, męską komitywę w obliczu walki o niewieście serca. Wszystkie postaci podążają z kolei przez życie powszechnie już znanymi ścieżkami, czas płynie leniwie, jak to na sielskiej wsi i dzięki temu wydaje się, że chyba już nic więcej oprócz zmian pór roku i standardowo towarzyszących  im wydarzeń nie może w takiej rzeczywistości się rozegrać.

Finał

Na całe szczęście pozory jednak mylą i finalnie okazuje się być zupełnie inaczej; lepiej, mądrzej, sensowniej, a przede wszystkim - wzruszająco. Natomiast całość tych zmian rodzi u swojego zarania mocniejsze bicie serca, a także pozwalająca zmienić przewidywalną akcję męska intryga. Do szczęścia dzieli bowiem młodych, zakochanych kawalerów i urokliwe, pełne wrażliwości panny na wydaniu tylko jeden, ale za to istotny, przysłowiowy krok.

Talia

Natomiast nas widzów dzieli on od rozpoczęcia Festiwalu Talia, dlatego bardzo zachęcam do poznawania konkursowych inscenizacji. Myślę, że są one przedstawieniami, spośród których każdy odbiorca znajdzie coś dla siebie. - Od wielbicieli klasyki począwszy po osoby, które preferują sztukę współczesną; od młodzieży po osoby dojrzałe.

Autor: Justyna Babiarz

Zdjęcia - Paweł Topolski (www.tarnow.pl)