Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Kirkor w mundurze Pawlaka

czyli Balladyna po tarnowsku.

W tym roku po raz 57. obchodzimy, jak zawsze 27 marca, Międzynarodowy Dzień Teatru. Święto to zostało ustanowione z inicjatywy Międzynarodowego Instytutu Teatralnego (ITI) w roku 1961 dla upamiętnienia inauguracji w Paryżu w 1957 roku Teatru Narodów – festiwalu, na którym spotkały się zespoły z obu stron „żelaznej kurtyny”. Od tego czasu Dzień Teatru jest obchodzony co roku przez ponad sto narodowych ośrodków ITI na całym świecie. Tradycją są organizowane w wielu teatrach uroczyste premiery, w tym roku także w naszym, któremu patronuje L. Solski. A dano z tej okazji w niedzielę 25 marca "Balladynę" Juliusza Słowackiego - rzecz w robocie teatralnej arcytrudną i arcyważną z racji historyczno-politycznych asocjacji oraz współczesnych konotacji. I tu od razu trzeba powiedzieć, że tarnowski teatr pod dyrekcją M. Hycnara poradził sobie z tym bardzo dobrze. To jedna z najlepszych premier ostatnich lat, godnie czcząca święto ludzi sceny. Duża w tym zasługa reżyserii Bożeny Suchockiej, która świetnie poprowadziła aktorów i sprawiła, że spektakl rozgrywany na kilku planach, z ciekawymi efektami audiowizualnymi, ma dobre tempo i pomimo, że trwa ponad dwie i pół godziny nie nudzi, pobudzając do refleksji nad naszą współczesnością, chociaż od jej napisania minęło 184 lata. Do sukcesu przedstawienie walnie przyczyniła się także znakomita scenografia Jana Kozikowskiego z zespołem, utrzymana w konwencji teatru greckiego i kostiumy (brawa za kostium Goplany), z jednym wyjątkiem. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni dlaczego Kirkor nosi, jako żywo, galowy mundur strażaka z OSP! Całość spaja i podkreśla bardzo klimatyczna muzyka Barbary Derlak z zespołem (szkoda, że zapomniano odnotować ich nazwiska w programie). No i aktorzy! Cały piętnastoosobowy zespół "Balladyny" należałoby wymienić i docenić, bowiem stworzyli prawdziwy zespół, co niestety nie jest regułą w polskich teatrach. Aliści nie można nie wymienić Balladyny - Matyldy Baczyńskiej, potwierdzającej, że jest niekwestionowaną królową tarnowskiej sceny (szkoda, że za bardzo zaufała kostiumologom); Goplany - Dominiki Markuszewskiej, porywającej i świetnie dysponowanej warsztatowo; Ewy Sąsiadek - matki, subtelnej i wzruszającej. Z panów, zaskakująco dobry (nie tylko ze względu na kostium) okazał się Kirkor - Fabiana Kocięckiego, konsekwentny w prowadzeniu roli i odpowiedzialnie partnerujący innym; oraz Grabiec - Tomasza Wiśniewskiego, żywiołowy i witalny, brawurowo prowadzący rolę. Wszystkie postaci wyraziste i wewnętrznie spójne, rozedrgane i zdyscyplinowane. I jeszcze pięknie prowadząca rolę Alina - Marta Dylewska i świetnie wyglądający w swoim kostiumie Pustelnik - Ireneusz Pastuszak (tylko ta wódka, którą się raczy). I jeszcze chór grecki...i światła. Z racji świątecznych okoliczności, przed spektaklem odczytano specjalne orędzie Marii Kleczewskiej, zaś po jego zakończeniu wręczono nagrody i, jak każe tradycja, bankietowano...   

Dzień Teatru ustanowiono podczas 9. światowego kongresu Międzynarodowego Instytutu Teatralnego (Inteużrnational Theatre Institute - ITI) w Helsinkach(działającego pod auspicjami UNESCO). Jego ustanowienie zaproponował Arvi Kivimaa, prezydent Fińskiego Instytutu ITI. Obchody Światowych Dni Teatru mają na celu realizacje statutowych zobowiązań ITI. W statucie czytamy m.in.: ITI powstało w celu promocji i międzynarodowej wymiany informacji na temat teatru, pobudzenia kreacji i zwiększenia współpracy ludzi teatru; uświadomienia opinii publicznej wagi sztuki i artystycznej kreacji w życiu codziennym, w celu wzmocnienia przyjaźni i więzi międzyludzkich . 27 marca, co roku, rozsyłana jest wiadomość, tłumaczona na ponad 20 języków, od wybitnego człowieka teatru zawierająca jego przemyślenia na temat teatru i światowej harmonii. Pierwszą taką wiadomość wysłał w 1962 roku Jean Cocteau. Tego dnia odbywają się specjalne spotkania, sympozja, przedstawienia teatralne itp. poświęcone znaczeniu i problemom teatru.  Od 2007 roku z okazji tego święta Polski Zarząd Międzynarodowego Instytutu Teatralnego przyznaje rokrocznie nagrody im. Stanisława Ignacego Witkiewicza.

 

W Tarnowskim Teatrze nagrodzono z tej okazji m.in. aktorów: Katarzynę Pośpiech - za brawurowe, efektowne i energetyczne role Małej Mi w "Lecie Muminków" i Katarzyny w "Poskromieniu złośnicy", Monikę Wentę - za rzadką sztukę budowania prawdziwych relacji z młodymi widzami,

 

Fabiana Kocięckiego - za imponujące umiejętności warsztatowe zaprezentowane w rolach Hortensja w "Poskromieniu złośnicy" i "Kirkora" w Balladynie" oraz Ireneusza Pastuszaka - za refleksyjny spokój na scenie i umiejętne budowanie napięcia ciszą sceniczną. Specjalnie uhonorowano główną księgową teatru Elżbietę Popadiak, obchodząca w tym roku jubileusz 45-lecia pracy zawodowej.   

 

Balladyna – tytuł tragedii w pięciu aktach, napisanej przez Juliusza Słowackiego w Genewie w 1834 roku, a wydanej w Paryżu w roku 1839 (w epoce romantyzmu). Wykonana na scenie po raz pierwszy w 1862. Autor poświęcił swój utwór Zygmuntowi Krasińskiemu, „autorowi Irydiona”. Balladyna to również imię głównej bohaterki wspomnianego utworu. Utwór Słowackiego to opowieść o żądzy władzy i o dorastaniu do roli zbrodniarza. Nie przypadkiem też imię głównej bohaterki nawiązuje do ballady, w której zazwyczaj pojawiają się motywy fantastyczne i elementy wierzeń ludowych.

"Dramat Słowackiego traktuję jako sztukę nieprzemijającą, ponadczasową" - rozmowa z Bożeną Suchocką

Balladyna to kobieta silna, która za wszelką cenę dąży do osiągnięcia celu. Jakimi środkami na scenie zostanie pokazana ta siła bohaterki?

Uważam, iż to, czy Balladyna jest silną kobietą czy nie, jest jedynie kwestią interpretacji. Zdolność popełnienia zbrodni nie musi być związana z siłą charakteru, może wynikać z braku empatii, refleksji, wyobraźni, czy też czysto patologicznych zmian. Wydaje mi się, że w naszym spektaklu siłę sensu stricto zastępuje prozaiczna zaciekłość i furia, choć wierzę, że niektórzy odbiorcy ujrzą w tych emocjach właśnie odwagę, a nawet hart ducha.

Balladyna to przede wszystkim znana lektura szkolna. Jak chce pani uciec od schematyczności tej opowieści?

Przyznam szczerze, że pozycja dramatu Balladyna jako lektury szkolnej nie miała większego znaczenia w tworzeniu spektaklu. Realizowałam przede wszystkim swoje widzenie tego tematu, a ta wizja nie jest podporządkowana żadnym modom i schematom.

 

Co jako kobieta chce pani przekazać widzom reżyserując dramat Słowackiego?

Dramat Słowackiego traktuję jako sztukę nieprzemijającą, ponadczasową. Prawdopodobnie współczesnych Słowackiemu Balladyna zaskakiwała swoim okrucieństwem, zdeterminowaniem i odważną wizją odbiegającą od ustalonego wizerunku kobiety. Kobieta raczej dawała życie niż je odbierała. Świat się zmienił – zabójczyni-kobieta nie jest kimś wyjątkowym. Kroniki kryminalne są pełne strasznych historii z kobietami w roli głównej. Ale sprawa nie tyczy jedynie kobiety samej w sobie – w tym dramacie chodzi też o nieokiełznane pragnienie władzy. Pragnienie zdolne odebrać rozum i przyzwoitość. Jest w tym dramacie również temat odpowiedzialności. Odpowiedzialności w każdym aspekcie tego słowa: odpowiedzialności za siebie, za swoje czyny, za najbliższych a nawet za całą społeczność, w której żyjemy.

 

Czy kostiumy i muzyka w spektaklu będą jakoś szczególnie się wyróżniać?

Można tak powiedzieć. Zarówno muzyka, jak i kostiumy podporządkowane są pewnej idei. Akcja „Balladyny” chociaż rozgrywa się podczas nocy sobótkowej nie jest cofnięta w czasie. Nazwy Kupalnocka, czy Noc Świętego Jana brzmią dzisiaj archaicznie, ale przez wiele społeczności są kultywowane. Mamy do czynienia z grupą ludzi, którzy dla podtrzymania tradycji, dla zabawy wybierają się wieczorem nad jezioro, żeby spędzić ze sobą kilka chwil, pośpiewać, powróżyć, czy też puścić się w pogoń za miłością i zwiastującym fortunę i szczęście kwiatem paproci. Ta noc przynosi tytułowej bohaterce wiele niespodzianek.

Z jakimi trudnościami musiała się pani zmierzyć jako reżyser tej sztuki?

Podstawową kwestią jest wiersz. Rządzi się on swoimi prawami. Trudno jest dokonywać zmian bez szkody dla rymu i rytmu. Percepcja współczesnego widza jest specyficzna – modne setki lat temu monologi na stronie straciły rację bytu. Mają oczywiście swój urok i siłę, ale bardziej w lekturze niż na deskach sceny.

Z Bożeną Suchocką, reżyserką spektaklu "Balladyna" rozmawiała Weronika Nowak.     

   
 
Orędzia z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru 2018

W północnej Libii, pół mili od wybrzeża Cyrenajki, znajduje się ogromna skalna grota. 80 metrów szerokości i 20 wysokości. W lokalnym dialekcie nazywa się ona Hauh Fteah. W 1951 roku analiza datowania radiowęglowego wykazała nieprzerwany pobyt człowieka na tym terenie od co najmniej 100 000 lat. Wśród znalezionych tam artefaktów był fet z kości datowany na 40 do 70 000 lat temu. Kiedy to usłyszałem będąc chłopcem, zapytałem ojca: „To oni znali muzykę?” Uśmiechnął się do mnie. „Tak jak wszystkie ludzkie wspólnoty.”

Ojciec był urodzonym w Stanach Zjednoczonych historykiem, który zajmował się pradziejami i pierwszą osobą, która odkopała Hauh Fteah w Cyrenajce.

Jestem zaszczycony i bardzo szczęśliwy, że mogę reprezentować Europę podczas tegorocznego Międzynarodowego Dnia Teatru.

W 1963 roku mój poprzednik, wspaniały Arthur Miller, powiedział, że wojna nuklearna zagraża całemu światu: „Pisząc w czasach, kiedy dyplomacja i polityka mają tak straszliwie krótkie i słabe ręce, należy pamiętać o delikatnym, ale często długofalowym wpływie sztuki, której obowiązkiem jest dźwiganie ciężaru integracji wspólnoty ludzkiej.”

Słowo „dramat” wywodzi się z greckiego dran oznaczającego „robić”, a słowo „teatr” pochodzi od greckiego theatron oznaczającego dosłownie „miejsce do patrzenia”. Miejsca, gdzie nie tylko patrzymy, ale także widzimy, otrzymujemy, rozumiemy. 2400 lat temu Poliklet Młodszy zaprojektował wielki teatr w Epidauros, mieszczący 14 000 osób; teatr na wolnym powietrzu, którego cudowna akustyka zadziwia do dziś. Zapaloną na środku sceny zapałkę może usłyszeć każdy z widzów siedzący na jednym z 14 000 miejsc. Jak to bywało w greckich teatrach, patrząc na aktorów, patrzyło się także na krajobraz za nimi. Nie tylko pozwalało to na jednoczesne gromadzenie kilku miejsc, społeczności, teatru i świata przyrody, ale także umożliwiało spotkanie różnych czasów. Gdy przedstawienie przywoływało mity z przeszłości w czasach teraźniejszych – spoglądając w stronę sceny, widziało się własną, ostateczną przyszłość. Przyrodę.

Jedna z najbardziej olśniewających cech zrekonstruowanego szekspirowskiego Globe Theatre dotyczy tego co się widzi. Tą olśniewającą cechą jest światło. Zarówno scena, jak i audytorium są równomiernie oświetlone. Aktorzy i publiczność widzą siebie nawzajem. Zawsze. Gdziekolwiek nie spojrzysz, są tam ludzie. I jedną z tego konsekwencji jest przypominanie sobie, że wielkie monologi, monologi Hamleta czy Makbeta, były nie tylko prywatnymi medytacjami, ale publicznymi debatami.

Żyjemy w czasach, w których trudno jest widzieć klarownie. Otacza nas więcej fikcji niż w jakimkolwiek innym momencie dziejów. Każdy „fakt" może zostać zakwestionowany, każda pogłoska może postawić nas na baczność i rościć sobie prawo do bycia „prawdą”. Jedna fikcja w szczególności otacza nas nieustannie. Ta, która chce nas odizolować. Od prawdy. I od siebie nawzajem. Ta, która twierdzi, że jesteśmy rozdzieleni. Narody od ludzkości. Kobiety od mężczyzn. Istoty ludzkie od natury.

Ale właśnie ponieważ żyjemy w czasach podziału i rozłamu, żyjemy również w czasach ogromnego ruchu. Bardziej, niż w jakimkolwiek innym momencie w historii, ludzie są w ruchu; często uciekając; chodząc, pływając gdy zachodzi taka potrzeba, migrując; na całym świecie. A to dopiero początek. Odpowiedź na ten ruch, jak wszyscy wiemy, polegała na uszczelnieniu granic. Budowaniu ścian. Wykluczaniu. Izolacji. Żyjemy w tyrańskim porządku świata, gdzie obojętność jest walutą, a nadzieja przemytniczym balastem. A częścią tej tyranii jest kontrolowanie nie tylko przestrzeni, ale także czasu. Czas, w którym żyjemy unika teraźniejszości. Koncentruje się na niedawnej przeszłości i bliskiej przyszłości. Nie mam tego. Kupię to.

Teraz, kiedy już to kupiłem, potrzebuję następnej... rzeczy. Daleka przeszłość zostaje zatarta. Przyszłość nie ma konsekwencji.

Wiele osób twierdzi, że teatr nie będzie w stanie tego zmienić. Ale teatr nie przeminie. Ponieważ teatr jest miejscem – mam ochotę powiedzieć schronieniem – gdzie ludzie gromadzą się i natychmiast tworzą wspólnotę. Tak jak robiliśmy to zawsze. Wszystkie teatry są wielkości pierwszych wspólnot ludzkich liczących od 50 do 14 000 osób. Od koczowniczej karawany – do jednej trzeciej mieszkańców starożytnych Aten.

Ale, ponieważ teatr istnieje wyłącznie w teraźniejszości, rzuca on także wyzwanie temu katastroficznemu spojrzeniu na czas. Chwila obecna jest zawsze myślą przewodnią teatru. Jej znaczenie budowane jest w akcie zbiorowym między aktorem a publicznością. Nie tylko tutaj, ale teraz. Tu i teraz. Bez wykonania aktora publiczność nie uwierzyłaby. Bez tej wiary spektakl nie byłby spektaklem. Śmiejemy się w tej samej chwili. Jesteśmy poruszeni w tej samej chwili. Zapiera nam dech ze zdziwienia w tej samej samej chwili. Milczymy wstrząśnięci w tej samej chwili. I w tej samej chwili poprzez dramat odkrywamy najgłębszą prawdę: granica naszej własnej świadomości, którą uważaliśmy za najbardziej prywatny z podziałów pomiędzy nami, również nie istnieje. Dzielimy świadomość.

Nie powstrzymają nas. Powrócimy każdej nocy. Każdej nocy aktorzy i publiczność ponownie się zgromadzą i ponownie zostanie wystawiony ten sam dramat. Pisarz John Berger powiedział: „Głęboko w naturze teatru leży poczucie rytualnego powrotu". Teatr zawsze więc był formą sztuki wywłaszczonych, którymi – z powodu obecnego demontażu świata – wszyscy jesteśmy. Wszędzie tam, gdzie są aktorzy i publiczność, będą wystawiane historie, których nie można opowiedzieć nigdzie indziej: czy to w teatrach operowych lub teatrach naszych wielkich miast, czy też w obozach dla migrantów i uchodźców w północnej Libii czy na całym świecie. Zawsze będziemy tworzyć wspólnotę w tym ponownym wystawianiu sztuki.

Gdybyśmy byli w Epidauros, moglibyśmy spojrzeć w górę i zobaczyć krajobraz. Zrozumielibyśmy, że nieustannie jesteśmy częścią świata przyrody i nie możemy przed nim uciec, tak, jak nie możemy uciec z naszej planety. Gdybyśmy byli w Globe Theatre, zobaczylibyśmy, jak pozornie prywatne pytania zadawane są tak naprawdę nam wszystkim. Gdybyśmy trzymali w ręku fet z Cyrenajki sprzed 40 000 lat, zrozumielibyśmy, że przeszłość i teraźniejszość są niepodzielne, a łańcuch ludzkiej wspólnoty nigdy nie zostanie złamany przez tyranów i demagogów.

Z języka angielskiego przełożyła Aleksandra Ekert

Simon McBurney, Wielka Brytania Aktor, pisarz, reżyser teatralny, współzałożyciel Théâtre de Complicité

Dzisiaj obchodzimy święto teatru. Nasze święto. Święto wspólnoty, do której należymy, i którą współtworzymy. Twórcy i widzowie odgrywają w nim najważniejsze rolę. I to jest naszą siłą, wielką społeczną siłą polskiego teatru. Dlatego mówię nam: oburzajmy się! Oburzajmy się, jak pisał przed śmiercią Stefan Hessel, na niesprawiedliwość, bo gniew na nią musi być niewzruszony.

Życzę nam, byśmy mieli odwagę protestować przeciwko pogardzie i utracie pamięci, przeciwko fałszowi i obłudzie, przeciwko hipokryzji i świętemu spokojowi, byśmy mieli odwagę naruszenia tabu, byśmy rozbijali stereotypy i obnażali intelektualne lenistwo, byśmy umieli podważać własne przyzwyczajenia i byśmy nigdy nie stawiali pomników sami sobie.

 

Niech teatr będzie dla nas przestrzenią spotkania, zaufania, wolnego myślenia, i wolności słowa. Niech teatr zawsze stoi po stronie tych, którym odebrano głos, których zdradzono, którym odmawia się współczucia, których wyklucza się ze wspólnoty. Niech teatr zawsze stoi po stronie empatii. Nie pozostawajmy w letargu. Nie przestawajmy myśleć krytycznie. Nie udawajmy, że nie widzimy, nie czujemy i nie słyszymy. Miejmy odwagę podejmowania ryzyka.

Teatr nie rodzi się z komfortu, ale z dyskomfortu. Nie bądźmy apatyczni, ani pyszni. I nie przestawajmy pytać samych siebie: Co jest dzisiaj prawdziwie radykalne? Kiedy radykalność staje się towarem? Kiedy bunt jest wystawiany na sprzedaż? Nie handlujmy, nie negocjujmy, nie targujmy się. Nie szukajmy kompromisów w sprawach fundamentalnych wartości. Niech nasz teatr będzie kolebką nowych myśli i idei. Bądźmy wolni i odważni – tego nam życzę.

Maja Kleczewska

POLSKI OŚRODEK MIĘDZYNARODOWEGO INSTYTUTU TEATRALNEGO

Na podstawie materiałów teatru im. L. Solskiego w Tarnowie – Ryszard Zaprzałka
Zdjęcia - Artur Gawle i Paweł Topolski (www.teatr.tarnow.pl oraz www.tarnow.pl)