Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

SEN O POSKROMIENIU ZŁOŚNICY

czyli o najnowszej premierze
w Tarnowskim Teatrze im. Ludwika Solskiego

Stary rok odszedł, nowy dopiero nadchodzi. Przybywa on zazwyczaj - konkluduje Katarzyna Cetera, z nowymi nadziejami i postanowieniami. Nadzieje te, w Tarnowskim Teatrze im. Ludwika Solskiego rozbudzone już we wrześniu ciekawą premierą KATÓW w reżyserii Marcina Hycnara, okołosylwestrową premierą POSKROMIENIA ZŁOŚNICY w reżyserii Anny Gryszkówny zostały jeszcze podsycone.

Przedstawienie ma swoje wady – jak każde przedsięwzięcie. Nietrudno je tu znaleźć. Fakt, że młoda aktorka reżyseruje od niedawna z pewnością jej zadania nie ułatwia: w spektaklu brakuje miejsca (i czasu) na reakcje publiczności – a są one burzliwe i dość żywiołowe. Scenografia, mająca przenieść akcję szekspirowskiego dzieła z szesnastowiecznej Padwy do Palermo z lat 60, widzianego oczami amerykańskich potomków Ojca Chrzestnego to też pomysł wykorzystany i wyeksploatowany w teatrze do granic możliwości: w londyńskiej adaptacji Romea i Julii czy w katowickiej wersji Poskromienia wyreżyserowanego przez Tadeusza Bradeckiego. W tej ostatniej na scenę wjeżdża co prawda włoski skuter – u nas dość bezpiecznie nad sceną króluje atrapa włoskiego fiata. Pozostałe elementy scenografii wyglądają mi po prostu na dość niebezpieczne dla aktorów – będzie dobrze, jeśli nikt z tych zaimprowizowanych i urwanych w połowie schodów nie spadnie i nie zrobi sobie krzywdy. Kostiumy nie przemawiają do mnie zupełnie: ni to eklektyzm, ni to artystyczna wizja scenografek, ni to kpina z polskiego „janusza elegancji” (Petruchio w skarpetach i klapkach).

 

Wszystkie mankamenty zdecydowanie nikną jednak w obliczu tej „nowej energii, którą wniosły do zespołu nowe „twarze” (ale pewnie także „dusze”): Fabian Kocięcki, Filip Kowalczyk, Stefan Krzysztofiak, czy występujący w spektaklu gościnnie, rewelacyjny Kamil Wodka. Na pierwszej linii walki o widza po raz kolejny pojawia się Tomasz Wiśniewski (Petruchio), który nie tylko świetnie sobie radzi i nadaje dodatkowy „sznyt” całemu przedsięwzięciu. Katarzyna Pośpiech, również nowy „nabytek” zespołu aktorskiego (w roli nieszczęsnej, poskromionej „złośnicy”) nie stara się mu nawet dorównać – a szkoda. Swoje walory odsłania dopiero w finałowym songu, który w adaptacji Anny Gryszkówny zastępuje wiernopoddańczy monolog Kasi – zupełnie do dzisiejszych czasów wojującego feminizmu nieprzystający. Świetna muzyka Andrzeja Perkmana dodaje temu przedstawieniu uroku i pieszczotliwie łechce widzów. Spektaklowi nie pomaga także „wykrzykiwanie” kwestii – ale tu też zaznaczyć warto, że aktorzy przez sto minut obywają się bez mikroportów i innych urządzeń nagłaśniających.

Tarnowska adaptacja POSKROMIENIA ZŁOŚNICY spodobała się publiczności – może nie na tyle, aby zgotować twórcom owacje na stojąco, ale nadzieje na przyszłość zostały potężnie rozbudzone. Za kilka dni rozpoczynają się próby do BALLADYNY w reżyserii Bożeny Suchockiej – premierę zapowiada się już za dwa miesiące, wtedy zapewne wszystkie nasze nadzieje zostaną zweryfikowane. Póki co, można powiedzieć, że powołanie na stanowisko dyrektora artystycznego Marcina Hycnara należało do zmian pozytywnych, pożądanych i koniecznych.

Katarzyna Cetera

Zdjęcia - Artur Gawle (Tarmowski Teatr)

d

William Shakespeare
POSKROMIENIE ZŁOŚNICY

(The Taming of the Shrew)

przekład: Stanisław Barańczak

reżyseria: Anna Gryszkówna
muzyka: Andrzej Perkman
scenografia, kostiumy, światło, wizualizacje:  Katarzyna Szczurowska,
Anna Skupień

inspicjent, sufler: Krystyna Fudyma

OBSADA:
Katarzyna – Katarzyna Pośpiech
Bianka – Monika Wenta
Petruchio – Tomasz Wiśniewski
Hortensjo – Fabian Kocięcki
Lucencjo – Filip Kowalczyk
Tranio – Kamil Urban
Gremio – Ireneusz Pastuszak
Wdowa – Kinga Piąty
Vincencjo – Jerzy Pal
Baptista Minola – Tomasz Piasecki
Grumio – Kamil Wodka (gościnnie)

Tarnowski Teatr im. Ludwika Solskiego
30 grudnia 2017