Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

PODSUMOWANIE SEZONU, CZYLI KAŻDY DOSTAŁ TO...

Zakończył się sezon teatralny, rok szkolny i wiosna. Mamy lato, wakacje i oczekujemy na kolejne teatralne wrażenia wraz z początkiem kolejnego sezonu. Ponieważ to głównie ze względu na oczekiwany sezon ogórkowy nastąpi kilkutygodniowa przerwa w relacjonowaniu dla Państwa wydarzeń kulturalnych, artystycznych – a przede wszystkim teatralnych – pokuszę się, pisze nasza stała teatralna recenzentka Katarzyna Cetera, o kolejne podsumowanie. Co warto było obejrzeć w tym sezonie? W Tarnowie zdecydowanie IKEBANĘ, ale ponieważ „wśród ślepców jednooki królem” (jak mawia znany tarnowski KODowiec, znany niegdyś matematyk Wiesław Węgrzyn), nie ekscytuję się tym faktem zanadto. Dobry spektakl, świetna rola – ale konkurencji w naszym mieście w zasadzie w tym sezonie produkcja ta nie miała.

W Rzeszowie – POGORZELISKO Wajdiego Muawada w reżyserii Cezarego Ibera – z niesamowitą Dagny Ciporą, fenomenalną Anną Demczuk i niesamowitym Robertem Żurkiem.

W Krakowie – poza hiperprodukcjami w rodzaju TRIUMFU WOLI czy WESELA – na pewno warto zobaczyć spektakl Małgorzaty Warsickiej i Karola Nepelskiego będący adaptacją monumentalnej powieści Hermanna Hesse: SZKLANE PACIORKI. GRA. ROZPOZNANIE. Łukasz Badula mówił o tym spektaklu jak o „oblężonej twierdzy intelektu”. Józefa Knechta – magistra ludi, mistrza gry, kreuje tu dwóch aktorów: Feliks Szajnert i Daniel Malchar. Karol Nepelski klucza do gry szklanych paciorków, szukał zatem w... Janie Sebastianie Bachu. Na warsztat poszło ostatnie dzieło mistrza – dzika, barbarzyńska, porównywana do kociej muzyki „Sztuka fugi” – czytamy w recenzji Łukasza Baduli. Kastalię, utopijną republikę z powieści Hermanna Hesse odnajdziemy również we współczesnym świecie. I – podobnie jak Józef Knecht – jeśli w tym świecie nie znajdziemy swojej własnej drogi, to zeń uciekniemy.

O Warszawie będzie trochę więcej, chociaż w tym sezonie rzadko byłam. Pisałam już o prowokacjach artystycznych czy pseudoartystycznych, które co jakiś czas wstrząsają naszymi sercami, emocjami lub – co gorsza – umysłami. I w ramach szoku mentalnego proponuję Państwu w przyszłym sezonie świetny spektakl w Teatrze Powszechnym: KAŻDY DOSTANIE TO W CO WIERZY – czarci performans, jak pisze o nim Paweł Soszyński na łamach „Dwutygodnika”. Dzieło, które powstało na podstawie tekstu Bułhakowa, do którego inspiracją było była powieść „Mistrz i Małgorzata”, stworzone został przez nagrodzony paszportem Polityki duet: Jolantę Janiczak i Wiktora Rubina. Jego siłą – jak podkreśla Witold Mrozek – jest nie tylko pomysł, ale przede wszystkim aktorzy składający się na trupę Wolanda: Klara Bielawka jako wampiryczna bufetowa Hela, Mateusz Łasowski – kot Behemot, Michał Czachor w roli szatańskiego szefa, wreszcie Jacek Beler, jego adiutant Korowiow. Wykonawcy nawiązują kontakt z widownią z nonszalanckim urokiem. Aktorzy Powszechnego improwizują dialogi jak rasowi stand-uperzy. Siadamy wygodnie przy okrągłym stole (no właśnie). Mamy w ręce urządzenia do głosowania. Głosujemy. Głosując odpowiadamy na pytania Heli (nie Helli): Czy możemy zacząć? Czy możemy sobie na 140 minut zaufać? Czy możemy porzucić wstyd? Czy ten świat jest rzeczywiście najlepszym z możliwych? Czy własność jest gwarantem pełnej, osobistej wolności? Czy możemy stanąć na skrawku ziemi, którym rządzi wyłącznie wolność? Siedzimy wygodnie, Hela częstuje nas papierosami, colą, piwem, alkoholem. Na chwilę zapominamy, że tak naprawdę jesteśmy w teatrze. I brniemy w kontrolowaną improwizację.

Woland króluje siedząc na tronie – czyli w wannie znajdującej się pośrodku sceny. Włada w ociekających wodą (wanna jest napełniona) majtkach – a czasem nawet bez majtek: wówczas król jest nagi. Kiedy kończy się sekwencja wanienna, następuje przeobrażenie Wolanda – era szlafrokowa. No, ale wtedy już Messer nie ma wiele do powiedzenia.

Na ekranach rozwieszonych dookoła sceny wyświetlane są zapisy wideo – sceny performatywne rejestrowane telefonem komórkowym albo kamerą GoPro. Każda z nich obnaża albo naszą małostkowość albo inny absurd. Po chwili dociera do nas, że nie jesteśmy w moskiewskim teatrze na początku XX wieku, tylko w Warszawie w drugiej dekadzie XXI. A tak naprawdę – po prostu w piekle. Woland, Behemot i Korowiow w towarzystwie niezrównanej Klary Bielawki – bawią się z nami w teatr interaktywny, manipulują, grają – i czynią to po mistrzowsku.

Prawdziwym piekłem teatr okazuje się jednak dla… aktorów. Dawid Rafalski (Mistrz) posługuje się własnym imieniem i nazwiskiem. Jest z krwi i kości. Jest aktorem w kryzysie twórczym i egzystencjalnym. I w kryzysie finansowym. Podchodzi więc do widzów i pyta: „Podoba ci się, jak gram?”. Albo: „Co mam zrobić, żeby ci się podobało”?, „Jak mam grać, żeby ci się podobało?”. Na koniec pada pytanie: „Czy Dawid Rafalski zasłużył na miano Mistrza”? Głosowaliśmy nawet w takiej sprawie i rzeczywiści przez chwilę jego los leżał dosłownie w naszych rękach.

KAŻDY DOSTANIE TO W CO WIERZY otrzymał podczas tegorocznej 52. edycji Przeglądu Teatru Małych Form „Kontrapunkt” Nagrodę Przewodniczącego Rady Miasta Szczecina. Jest to jedna z głównych nagród tego festiwalu.

Odważna, pomysłowa prowokacja artystyczna, którą Ewa Bąk porównuje nawet do sparringu, to jeden z najważniejszych dla mnie – ale również najlepszych – spektakli, które udało mi się obejrzeć w ubiegłym sezonie. W Warszawie.

Katarzyna Cetera

zdjęcia - strony internetowe teatrów: im.L.Solskiego w Tarnowie, im.W.Siemaszkowej w Rzeszowie, Słowackiego w Krakowie i Powszechnego w Warszawie.