Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Kogo obchodzi kultura?

Do teatru chodzi garstka – nie więcej niż pięć procent – społeczeństwa. Twórcy i widzowie nie blokują ministerstw ani ulic w centrum Warszawy, nie palą opon na ulicach. Protesty, które podejmują ludzie kultury (ci „kulturalni”, ale także i ci, którzy będą bardziej zdesperowani niż powściągliwi), nie budzą ogólnokrajowych emocji. To twórcy – nie górnicy, rolnicy czy pielęgniarki. Co da nagłośnienie ich protestów? O wiele bardziej skuteczne medialnie będzie wyśmianie jednego – mniej czy bardziej fortunnego – gestu prezydenta kraju czy tzw. gównoburza (excusez le mot), którą da się wzbudzić wokół jedno- czy dwuzdaniowej wypowiedzi któregoś z ministrów. Protesty ludzi kulturalnych nie obchodzą większości i żyją krótko - pisze Katarzyna Cetera.

Kto pamięta, o co chodziło w awanturze wokół GOLGOTA PICNIC? A dlaczego Szczepkowska pokazała to, co pokazała – i komu? Kto pamięta, dlaczego Agnieszka Glińska odeszła z Teatru Studio wraz z częścią zespołu artystycznego? O Teatrze Polskim we Wrocławiu usłyszymy jeszcze od czasu do czasu, ale sprawa jest dość świeża i okresowo nagłaśniana pod pretekstem kolejnych prób odwołania nowej dyrekcji. Jeszcze czasem – a już coraz ciszej – wypowiedzą się byli aktorzy Polskiego, obecnie pracujący na innych scenach lub w tak zwanym podziemiu – ale ten rozgłos jest raczej efektem paraliżu organizacyjnego nowej dyrekcji. Łapczywie chwytają je media społecznościowe i plotkarskie – ale też na krótko. Za chwilę przestaniemy pamiętać, o co tu chodzi i zamiast zastanawiać się, kto w tym sporze ma rację i od czego się zaczęło, zaczniemy po prostu tęsknić do Dobrej Sztuki – bez podtekstów światopoglądowych. Siłą rzeczy zaakceptujemy każdego, kto będzie zdolny pokierować Polskim w jakikolwiek sposób.

Nie jesteśmy medialni. Nikt się o nas nie upomni. My – widzowie – zamkniemy się cichutko w domach ze słuchawkami na uszach, a Oni – Artyści – będą się przekwalifikowywać na kierowców Ubera, agentów nieruchomości czy animatorów zabaw dziecięcych. Żeby „jakoś” żyć. Żeby związać koniec z końcem. Poza środowiskiem teatralnym i częścią badaczy, którzy rzadko mają okazję wypowiadać się w tej kwestii otwarcie. Protesty środowiska nie obchodzą większości. A to przecież od artystów – a nie od polityków – zależał kiedyś rząd dusz. Naszych dusz.

Powoli przyzwyczajamy się do myśli, że Jan Klata nie poprowadzi już Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie. Kraków nie protestował jednak na ulicach miasta, tylko masowo kupował bilety na spektakle repertuarowe „bo to nie wiadomo, co będzie”. Skutek był taki, że WESELE w reżyserii Jana Klaty grane było dwa razy dziennie przy pełnej widowni – i oczywiście nagradzane owacjami na stojąco. Nie bardzo jednak pamiętamy, że w atmosferze podobnego skandalu Jan Klata obejmował stanowisko dyrektora Starego w roku 2013. Coś jednak każe nam nie pamiętać, z jakiego powodu Anna Polony i Jerzy Trela odeszli z tego teatru po pięćdziesięciu latach pracy. Zapomnieliśmy też o tym, że gwizdy i okrzyki „hańba i wstyd” przerwały spektakl DO DAMASZKU w reżyserii Jana Klaty. Protestujący oskarżali dyrektora, a zarazem reżysera spektaklu, że obraża moralność i sprzeniewierza się tradycji Narodowego Starego Teatru. /www.tvn24.pl/.

Tandem Marek Mikos i Marek Gieleta nie spotkał się z otwartą krytyką środowiska teatralnego, bojkotu nowej dyrekcji – tego, który znamy bardzo dobrze z Wrocławia w odniesieniu do Cezarego Morawskiego, w Krakowie chyba nie będzie. Silniejsze przez pewien czas będą prowokacje obyczajowe – we Wrocławiu nieliczni tylko mieli zaszczyt obejrzeć ŚMIERĆ I DZIEWCZYNĘ w reżyserii Eweliny Marciniak. Spektakl zagrany był zaledwie kilkakrotnie, ale jego premiera w 2015 roku odbyła się w atmosferze skandalu: oto zaproszeni aktorzy zaprezentują „seks na scenie”. W związku z tym należało ustawić krucjaty różańcowe i ataki modlitewne przed Teatrem Polskim.

Goran Injac, dramaturg „KLĄTWY” i Oliver Frljić – reżyser spektaklu przyznają: Spodziewaliśmy się sporów, bo przecież ten spektakl powstał także po to, by zainicjować pewną debatę społeczną w Polsce, kraju, w którym teatr tradycyjnie ma taką moc. Teatr Powszechny w Warszawie z oblężeniem radzi sobie świetnie, spektakl jest biletowany i grany. Burza mija – także dzięki powściągliwemu stanowisku dyrekcji i pracowników teatru. Nowa się zaczyna właśnie w Poznaniu przy okazji Malty, której kuratorami mieli być obaj bałkańscy twórcy. Festiwal nie dostanie złamanego grosza dotacji z ministerstwa – a jednak festiwal się odbywa. Pamiętamy, z jakim hukiem i w atmosferze jak wielkiego skandalu Frljić opuszczał Kraków? NIEBOSKA KOMEDIA. SZCZĄTKI – sztuka na motywach dramatu Krasińskiego w jego reżyserii miała przedstawiać problem polskiego antysemityzmu, ale do premiery sztuki nie doszło. Zamiast niej Stary z sukcesami prezentuje świetne widowisko duetu Demirski/Strzępka oparty na dramacie Zygmunta Krasińskiego. NIE-BOSKA KOMEDIA. WSZYSTKO POWIEM BOGU! Dzieło odnosi wiele sukcesów – a bez hucpy się obeszło. Da się!

Postanowiłam nie wypowiadać się na temat spektakli, których nie widziałam. Bilet na ŚMIERĆ I DZIEWCZYNĘ rezerwowałam kilkakrotnie – w ostatniej chwili spektakl odwoływano „z powodu choroby aktora”. KLĄTWY nie widziałam – ale też do Warszawy się nie wybieram w najbliższym czasie – a sam spektakl w nasze strony raczej nieprędko zawita. Podobnie jak MALOWANY PTAK Mai Kleczewskiej. W międzyczasie umknie nam świetne przedstawienie Małgorzaty Warsickiej SZKLANE PACIORKI. GRA. ROZPOZNANIE – pod takim tytułem znajdziemy to dzieło w repertuarze Teatru im. Juliusza Słowackiego na scenie MOS. Jest to bodaj pierwsza w Polsce próba scenicznej adaptacji GRY SZKLANYCH PACIORKÓW – znakomitej, a chyba zupełnie zapomnianej powieści Hermanna Hesse. Ale premiera odbyła się pod koniec kwietnia, już w początkach maja – w przeddzień premiery WESELA – rozpoczęła się „awantura o Klatę”. I wskutek takich okoliczności cudowny spektakl – genialnie zaprezentowany i skomponowany – nam umknie, zniknie z pamięci.

Poza środowiskiem teatralnym i częścią badaczy, którzy rzadko mają okazję wypowiadać się w tej kwestii otwarcie, protesty środowiska nikogo nie obchodza. Bo jeśli nie chodzi o Sztukę – o jej sens, o cel, o widza, o rząd dusz – to  naprawdę wszelkie dyskusje nie mają sensu. Kogo będzie wówczas obchodziło, czy jeden minister powołał dyrektora Klatę i stanął za nim murem (Zdrojewski) wbrew protestom części środowiska artystycznego i w obliczu braku sprzeciwu innej części tegoż środowiska czy inny minister (Gliński) analogicznie powołał Cezarego Morawskiego – z tą różnicą, że protesty pierwszej części są głośniejsze, a milczenie drugiej – bardziej ciche.

Mnie obchodzi. Dlatego wolę opowiadać Państwu o WESELU Klaty i SZKLANYCH PACIORKACH Warsickiej, a nie o decyzjach politycznych i pozaartystycznych działaniach. Wśród szumu medialnego zapominamy nie tylko o tym, w jakich okolicznościach Teatr Żydowski stracił dach nad głową, a także warszawski Teatr TrzyRzecze zakończył działalność, bo nie radzi sobie z biurokracją. Jan Klata zapowiada, że w Krakowie nie będzie już pracował, że wraca do Warszawy. Dla niego teatr na dyrektorowaniu się nie kończy – to tylko etap w podróży. Bardzo się cieszę – i podobnego optymizmu pod koniec artystycznego sezonu także Państwu życzę.

Katarzyna Cetera