Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

„Dzienniki gwiazdowe” – sen szalony jak rzeczywistość

„Proszę nie wchodzić bez pukania (…) nie szarpać, nie krzyczeć, nie budzić… Nie odpowiadam na pytania…” – to przewodni motyw muzyczny najnowszego spektaklu  Teatru Groteska w Krakowie pt. Dzienniki Gwiazdowe.. Ja w kosmosie ludzkości, jej spraw, grzechów i grzeszków, banału, kompromitacji i odwiecznego pytania: kim jestem? Jak pisze nasza nowa współpracowniczka - witamy na pokładzie - Ewa Tomasik-Adamczak, aktorka Teatru Nie Teraz, spektakl mądry, ironia skłaniająca do przemyśleń, nieprzechodząca w pusty sarkazm czy prześmiewnictwo, o wartkiej akcji i wspaniałych efektach świetlnych oraz akustycznych – to niewątpliwie zasługa reżysera, Adolfa Weltscheka oraz pracy całej ekipy: aktorów po mistrzowsku wcielających się w liczne postaci oraz pracowników technicznych. Wyjątkowo przyjemnie znosić taki „ciężar istnienia”.

 

Pozornie podróż przez zawiłości przestrzeni międzyplanetarnych, tak naprawdę odyseja wiodąca przez obszary ludzkiej egzystencji – i tej prywatnej, i zbiorowej. A więc będziemy świadkami krótkich rozmów z ojcem, stryjkiem, ciotką, samym sobą… Ale przede wszystkim zobaczymy sytuacje będące ilustracją dziania się w ludzkim stadzie. Obraz ustroju totalitarnego pokazanego w fantastycznonaukowej stylistyce Lema jako wizja buntu maszyn. Buntu na miarę orwellowskiego „Roku 1984”, który zjada swój własny ogon, gdyż jego promotor – Kalkulator – stoi nie tylko na czele nowej władzy, ale też… opozycji, gdyż cierpi na polityczne rozdwojenie jaźni. Dalej mamy problem pochodzenia świata i wszechświata, który okazuje się być przypadkowym tworem pijanych obywateli pozaziemskiej cywilizacji, tudzież eksperymentów ulepszania natury ludzkiej przez powszechną chlorofizację ludzi. A więc kolejne odwieczne pytanie: skąd się wziąłem i dokąd zmierzam? ubrane w komizm i groteskę.

Pojawia się też temat polskości. To Polak – Alojzy Kupa – rości sobie pretensje do miana stwórcy świata. Towarzyszą mu koledzy – naukowcy: Niemiec i pół Anglik – postaci będące pastiszem nowomodnych trendów światopoglądowych i powierzchownego traktowania rzeczywistości. Na uwagę zasługują kostiumy – Alojzego Kupę widzimy w kaftanie bezpieczeństwa, a pozostałych panów – w gorsecie i szlafroczku, co świetnie oddaje degrengoladę moralną, rozmemłanie elit oraz zabawę w zamianę ról społecznych.

Znajdziemy i motyw kafkowski. Najpierw przesłuchiwany jest sam główny bohater – Ijon Tichy, następnie – Ijon jako przedstawiciel ludzkości. I oto pojawia się kolejna filozoficzna odwieczna zagadka – rozważania o kondycji ludzkiej. Kim jest człowiek? Pożeraczem innych stworzeń. Zwyrodnialcem w typie Kuby Rozpruwacza i markiza de Sade. Toczącym wojny. Walczącym o dominację. Podległym prawu grawitacji, a mimo to roszczącym sobie prawo do tworzenia i obalania instancji Boga. Tak właśnie czyni Zakon Destrukcjanów, stawiając na ołtarzu człowieka. Ludzkość wybrała – jak przodkowie stawiający wieżę Babel – swoją własną doskonałość, gdyż Bóg jest przecież producentem, a producent nie wymaga uwielbienia od swoich produktów… Jakie piękne nawiązanie do ideologii oświeceniowych deistów.

Filozofia przesycająca zbiór opowiadań Lema ubrana w piękną teatralną opowieść. Wspaniała (jak piszą w recenzjach – ascetyczna) scenografia – ani za dużo, ani za mało. Multimedia konkretnie wynikłe z charakteru sceny – słynna sentencja Gorkiego „Człowiek to brzmi dumnie” tu odarta z dumy: „Człowiek – jak to brzmi?...” spuentowane kpiącym śmiechem obywateli wszechświata… Rekwizyty i kostiumy w każdej scenie grają, nie ma tu przesytu, wszystko ma swój cel – buduje symboliczno – oniryczną wizję świata wewnątrz głowy głównego bohatera. „Głowa to myśli poczekalnia…” – ta myśl sprawdza się zarówno w sposobie prowadzenia narracji, jak i plastyce spektaklu. Na uwagę zasługuje świetnie skomponowana choreografia, szczególnie scen zbiorowych. Profesjonalizm zarówno choreografa (Jacek Owczarek i Karol Miękina), jak i aktorów.

I wreszcie przewodnie dzieło muzyczne – wykonane przez Marka Piekarczyka, legendę polskiego rocka, w teledysku promującym spektakl, a w czasie spektaklu z powodzeniem przez odtwórcę głównej roli – Wojciecha Czarnotę – „Ciężar istnienia”, klimatyczne, o pięknym kolorycie muzycznym i emocjonalnym, głębokim tekście – owocna praca Małgorzaty Zwolińskiej i Piotra Klimka.
 
  Tekst  - Ewa Tomasik-Adamczak  (zdjęcia - Teatr Groteska w Krakowie)

https://www.youtube.com/watch?v=cliSlvG8ODM