Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

O TARNOWSKIEJ IKEBANIE

IKEBANA nie wchodziła w plany repertuarowe Teatru im. Ludwika Solskiego w Tarnowie - sprawozdaje Katarzyna Cetera.  Nie pasuje do tendencji, które na naszej scenie są od kilku lat konsekwentnie realizowane. Nie pasuje po pierwsze dlatego, że jest to spektakl dobry, nawet bardzo dobry. Boję się jeszcze powiedzieć, że wybitny, choć wiele na to wskazuje. Powiedzieć o monodramie granym na małej scenie, że jest wybitny to umieścić go na tej samej półce co DZIADY Swinarskiego czy BALLADYNĘ Hanuszkiewicza – a przecież IKEBANA to spektakl inny. Scenariusz jest „nasz”, tarnowski - to też ewenement. Historia, o której opowiada bohaterka jest autentyczna, działa się u nas, na ulicach, w zwykłym mieszkaniu na tarnowskim blokowisku – i nie tak dawno przecież. Trzeci czynnik świadczący o klasie tego wydarzenia to muzyka wykorzystana w spektaklu – utwory zespołu Hey. Zdarzało się, że dla naszego teatru komponowali znani artyści, na przykład Stanisław Radwan. Tym razem twórcy posłużyli się muzycznym gotowcem – ale za to bardzo znanym. I był to strzał w dziesiątkę.

Trudno się nie zgodzić z opinią, że dawno nie mieliśmy okazji zobaczyć tak dobrego spektaklu. Od czasu KONSTELACJI w zasadzie nie mamy się czym pochwalić – oczywiście nie licząc chlubnych wyjątków w rodzaju KRÓLA. W tarnowskim teatrze wystawia się obecnie raczej klasykę (dla szkół) ubraną w kostium nowoczesności (MAKBET, SKĄPIEC czy ostatnio nawet HAMLET). Bywa, że usiłuje się tarnowskiemu widzowi narzucić tematykę i estetykę, o której przeciętny teatralny bywalec nie ma pojęcia, której nie przyjmuje do wiadomości. Trafiają się usiłowania, które gdzie indziej świetnie się przyjmują – a u nas nie. W Tarnowie eksperymenty żyją krótko: mieliśmy spektakl na podstawie dramatu Koltèsa, o którym większość tarnowskich polonistek – z całym szacunkiem – nie słyszała, jak więc miała przygotować młodzież do odbioru sztuki dobrze zagranej, a kiepsko umotywowanej? Sama łapałam się na tym, że tematyka, którą porusza, była mi emocjonalnie obojętna. No, ale ten sam Koltès w wykonaniu Teatru im. S. Żeromskiego w Kielcach – obrazoburczy i wyzywający – nie dość, że wzrusza, to jeszcze porywa. Da się. Ale da się w Kielcach – u nas nie.

O tej historii opowiedzianej poprzez tekst IKEBANY słyszałam jeszcze podczas prac nad realizacją FABRYKI – debiutu autorskiego Marcina Skóry, wówczas czynnego policjanta, podinspektora, ówczesnego naczelnika Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie. Andrzej Plęs zapowiadając prapremierę tego spektaklu osiem lat temu pisał: Skóra od zawsze duchem mieszkał w teatrze. Gdyby nie teatr, parę razy wyrzuciliby go dyscyplinarnie z technikum gastronomicznego. W technikum założył kółko teatralne i w kółku dawał upust emocjom. Szkołę skończył (bez dyscyplinarki), pasja teatralna mu nie minęła. Marcin przyznaje, że gdyby dziś miał pisać scenariusz FABRYKI, wyglądałby on zapewne zupełnie inaczej. Bohdan Graczyk podczas konferencji prasowej poświęconej monodramowi w wykonaniu Matyldy Baczyńskiej podkreślił, że Marcin musiał napisać ten tekst: W nim są problemy, które nie zostały rozwiązane w taki sposób, w jaki autor chciał, w jaki powinien. Tekst jest wyrzucony z autora, zwłaszcza w tej pierwotnej wersji, która jest świetnym materiałem do lepienia różnych historii.

Marcin potwierdza, że do opowiedzenia historii Ewy Złej Nowickiej – której pierwowzorem jest autentyczna seryjna morderczyni, „dusicielka dzieci” uznana przez opinię publiczną za potwora i skazaną na karę dożywotniego więzienia – kilka lat dojrzewał: rozwijał się, budował warsztat, zdobywał doświadczenie. Współpracował z Marcinem Wroną i Katarzyną Bondą, pisał, tworzył i współtworzył scenariusze. Katarzyna Bonda w 2012 roku opublikowała powieść kryminalną pt. FLORYSTKA, w której wykorzystała motywy tej historii. Niespodziewana śmierć Marcina Wrony przerwała prace nad filmem fabularnym bazującym na tej opowieści, miał mieć tytuł MORD.

Marcin Skóra rozpoczął rozmowy w październiku ubiegłego roku. Dyrektor Rafał Balawejder nie od razu się zgodził – dopiero gdy Matylda Baczyńska przyjęła propozycję autora, prace nad realizacją spektaklu rozpoczęły się na dobre. Tekst był już prawie gotowy, ale ostateczny kształt miał dopiero zyskać. Początkowo nosił tytuł „Mówią, że jestem zła” i miał być scenariuszem… filmowym.

IKEBANA odziedziczyła po artystycznym debiucie Marcina także nazwisko jednego z bohaterów – Sakłaka, policjanta, w pewnym sensie alter ego autora: Jest to zabieg od początku do końca świadomy i zamierzony – potwierdza dramaturg, aktualnie przedsiębiorca. Pożegnał się z resortem kilka lat temu – odszedł na emeryturę. Realizuje swoje podróżnicze i artystyczne pasje, ale prowadzi także szeroką działalność charytatywną – o której rzadko i niechętnie mówi.

Historia, którą Marcin Skóra opowiada w IKEBANIE siedziała w głowie Marcina od dawna, mimo że minęło kilkanaście lat. Ona musiała się napisać. Musiała zostać przeżyta. Marcin – nawet dziś – mówi: – W tej sprawie zawiedliśmy wszyscy: zawiodłem ja, policja i wymiar sprawiedliwości. Gdybyśmy funkcjonowali inaczej, to być może do dwóch morderstw by nie doszło.

Matylda Baczyńska przyjęła propozycję zagrania seryjnej morderczyni nie bez zastrzeżeń. W postaci, którą skonstruowała, pokazała nam nie tyle drugie oblicze bohaterki, co sprawiła, że zdołaliśmy zobaczyć w niej człowieka – z wachlarzem jego wątpliwości i słabości. To ona znalazła reżysera – Dariusza Starczewskiego, który wraz z Bogdanem Graczykiem nadał IKEBANIE ostateczną formę. Japońska sztuka układania kwiatów została wybrana na tytuł sztuki, ponieważ mocno wiąże się z treścią spektaklu: Kwiat po ścięciu umiera. To jest tylko kwestia czasu, kiedy umrze. Jeszcze długo pięknie wygląda, jak się nim człowiek zajmuje i go pielęgnuje, ale jego śmierć jest nieuchronna. W naszej historii staramy się zbudować pewien kontekst jeszcze mocniejszego związania ikebany z naszą bohaterką (…), ale to, w jaki sposób się łączy, mamy nadzieję, widz sam zobaczy na spektaklu – powiedział Dariusz Starczewski w cytowanym przez e-teatr.pl anonimowym artykule.

 

Dawno nie mieliśmy w Tarnowie aktorki tej klasy co Matylda Baczyńska. Parafrazując pewnego dyrektora teatru: trzeba by raczej długo szukać roli, której nie zagra, niż tej, w której byśmy ją chętnie widzieli. Zupełnie nie dziwi mnie radość Marcina Skóry, który pisząc scenariusz myślał o Matyldzie Baczyńskiej jako o odtwórczyni głównej roli. Sama zaczęłam doceniać jej możliwości twórcze dopiero przy okazji BLACKBIRDA – cały spektakl robił (i nadal robi) na mnie ogromne wrażenie, choć nie zawsze wyzwala we mnie emocje, których w nim szukam. Sprawność aktorską Matyldy docenić można w jej pierwszym monodramie. Zaledwie dwa lata temu powstał KRÓL – wyreżyserowany przez Małgorzatę Warsicką – za tę rolę Matylda otrzymała wyróżnienie aktorskie w Konkursie na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa” w 2015 roku. Jacek Sieradzki jednoznacznie zachwycał się tą kreacją:
W ustach młodej, ślicznej dziewczyny krwawe oktawy z „Króla Ducha” Słowackiego zdają się całkowicie nie na miejscu. Ale może przez ten intrygujący kontrast są lepiej zrozumiałe? W piwnicy pod sceną tarnowskiego Teatru im. Solskiego aktorka, nie tracąc sensu (nie melodii, tylko sensu!) mówionych wersów, wspaniale łowi z nami, słuchaczami, kontakt. Jest czasem kokieteryjna, czasem wyzywająca, sarkastyczna, gorzka – opowieść nabiera żaru bądź chłodnieje w poetyckiej retoryce. A wszystko brzmi wśród przedziwnych quasi-harf z metalu, których dźwiękami aktorka podbija monolog. Chapeau bas dla niej i dla teatru za szalone przedsięwzięcie, które nie miało prawa się udać, a udało się przecież znakomicie. /23 Subiektywny spis aktorów teatralnych Jacka Sieradzkiego 2015/

 

W rozmowie z Jolantą Drużyńską na antenie Radia Kraków w 2016 roku Matylda Baczyńska przyznała, że fascynują ją role mocnych kobiet. Aktorka posiadła także umiejętność koncentracji uwagi publiczności: w trakcie stuminutowej IKEBANY, spektaklu zbudowanego z sekwencji, zawierającego opowieść ułożoną niechronologicznie – bo nie następstwo czasowe jest tu najważniejsze, a emocje – publiczność nie ma czasu się nudzić. Ba! Nie ma czasu ochłonąć od intensywności wrażeń. Teksty Kasi Nosowskiej i muzyka zespołu HEY wykorzystana w spektaklu jeszcze tę intensywność potęgują:

Dwóch rosłych Aniołów
Wyprasza mnie z nieba...
Mówią, że miejsca
dla niecierpliwych w niebie nie ma...

  /Hey, Dolly/

Historię o złej kobiecie, która umiała układać kwiaty, a nie umiała ułożyć sobie życia ogląda się dobrze, z uwagą, choć niekoniecznie jak tani kryminał. Owszem, jest to opowieść fabularna, ale pozbawiona łatwych chwytów. Jolanta Drużyńska twierdzi: Tarnowska „Ikebana” to mroczna sztuka o śmierci, szaleństwie, o braku prawdziwej miłości, ale też o miłości zaborczej, bezwzględnej, która staje się siłą napędową zła (…). To intrygująca, niejednoznaczna historia, dobrze reżysersko wyważona, w atrakcyjnym aktorskim wykonaniu.

Dla Matyldy Baczyńskiej dodatkową inspiracją stała się oprawa muzyczna w wykonaniu zespołu Hey, zwłaszcza utwór, który wybrzmiewa w finale monodramu: Piękna pani z czółenkiem – utwór pochodzący z piątej płyty zespołu, wydanej w 1999 roku. Jest to jedyna kompozycja Jacka Chrzanowskiego znajdująca się na tej płycie: Świetna muzyka do jednej z najpiękniejszych ballad zespołu HEY ever!!! Tekst jest świetny, opowieść płynie dość powoli, ale po [trzeciej] minucie dostaje rockowego kopa! Geniusz tego numeru jest przeogromny, aż żal, że tak mało osób go zna…[muzykawobiektywieisubiektywie.blog.pl].

Dwoistość postaci Ewy Złej Nowickiej to nie tylko współistniejące w niej umiłowanie piękna kompozycji kwiatowych i zdolność do popełnienia zbrodni. To także emocje – przechodzące od cichej spokojnej opowieści o dziecku czy matce do wściekłości, z którą wspomina nazwisko policjanta, Sylwestra Sakłaka. Tę dwoistość podkreśla dodatkowo wprowadzenie do opowieści mitycznej i eterycznej osoby Elwiry – o której możemy tylko podejrzewać, że tak naprawdę jest wytworem chorej wyobraźni bohaterki:

Za występki obu zapłacę – ja.
   /Hey, Piękna pani z czółenkiem/

Premiera tarnowskiej IKEBANY została zaprezentowana w przeddzień ogłoszenia werdyktu jury 31 edycji Tarnowskiej Nagrody Filmowej - jako wydarzenie towarzyszące. Spektakl poświęcony jest przez autora tragicznie zmarłemu dwa lata temu reżyserowi Marcinowi Wronie: To on mnie kształtował jako scenarzystę, tylko dzięki niemu potrafię to robić. Naprawdę prawie wszystko mu zawdzięczam – mówi Marcin Skóra. Mam nadzieję, że wydarzenia podobnej klasy będziemy mogli oglądać w Tarnowie częściej, że emerytowany policjant Skóra będzie kontynuował karierę artystyczną. Mam też nadzieję, że IKEBANĘ w wykonaniu Matyldy Baczyńskiej będziemy mogli oglądać na tarnowskiej scenie jeszcze przez wiele lat.

Katarzyna Cetera
(Materiał powstał na podstawie rozmów z Artystami i został opublikowany za zgodą Marcina Skóry oraz Matyldy Baczyńskiej).

Zdjęcia: Tarnowski Teatr (Paweł Topolski)

Marcin Skóra
IKEBANA

W roli Ewy Złej Nowickiej – Matylda Baczyńska
Reżyseria: Bohdan Graczyk, Dariusz Starczewski
Aranżacje i opracowanie dźwięku: Piotr Niedojadło
Inspicjent: Aleksandra Stach
 Muzyka: HEY
Scenografia i kostiumy: Justyna Bernadetta Banasiak

Prapremiera: 28 kwietnia 2017
Teatr im. L. Solskiego w Tarnowie

 ambassador yousef al otaiba