Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Andrzej Rausz nie żyje...

Pierwszy poinformował o tym na facebooku Marek Kepiński, obecnie aktor rzeszowskiego teatru - Z żalem zawiadamiam,że dziś we środę 24 maja 2017 rano o godzinie 9 zmarł mój kolega i przyjaciel Andrzej Rausz,długoletni aktor teatru im.L.Solskiego w Tarnowie. Miał 80 lat i od 23 lat był na emeryturze. Ten wybitny aktor - lalkarz i reżyser teatralny swój najlepszy zawodowo czas /lata 1981 - 1995/ przeżył w tarnowskim teatrze za pamiętnej dyrekcji Ryszarda Smożewskiego. Wcześniej pracował w Krakowie /teatry: "38" i "Groteska"/, Wrocławiu i Legnicy.  W Teatrze im. Ludwika Solskiego zadebiutował w spektaklu „Tragiczna historia Hamleta księcia Danii” w reżyserii Ryszarda Smożewskiego. W kolejnych latach tarnowska publiczność mogła oglądać go m.in. w „Czarownicach z Salem”, „Żołnierzu królowej Madagaskaru”, „Warszawiance”, „Lekcji” i pamiętanych do dzisiaj "Notatkach z podziemia", granych w piwnicach NOT na Rynku, w których stworzył prawdziwą kreację. Andrzej Rausz często pojawiał się także na ekranie, po raz pierwszy w roku 1961 w filmie „Ogniomistrz Kaleń”. Wystąpił m.in. w filmach: „Urząd”, „Olimpiada 40”, "Zazdrość i medycyna" oraz „Życie za życie. Maksymilian Kolbe”. W swojej  35 - letniej karierze zagrał 150 ról teatralnych i wystąpił w przeszło 20 filmach. Przez cały ten czas, a było to prawie 14 lat, blisko wspólpracowaliśmy - On na scenie, ja w kulisach... Wiele razem dróg przebyliśmy objeżdżając z Solskim Polskę wzdłuż i wszerz... Ileż to nocy przegadaliśmy w hotelowych barach i teatralnych bufetach... Andrzej był artystą totalnym, charyzmatycznym... niepokornym - tak na scenie, jak i w życiu prywatnym... Dzisiaj, przywołuję w postojach pamięci nasze ostatnie spotkanie sprzed paru lat, kiedy wraz z żoną Elżbietą, korepetytorem muzycznym teatru, szedłeś na jeden ze swoich ostatnich spacerów. Andrzej od jakiegoś czasu nie wychodził  już z domu, żył "w ukryciu" cierpliwie, a raczej niecierpliwie znosząc swój los naznaczony chorobą - niedoceniony i zapomniany, także przez swój teatr... .

Pogrzeb Andrzeja Rausza odbędzie się w piątek 26 maja na Starym Cmentarzu w Tarnowie.
Żegnaj Stary Druhu! Coraz nas mniej... . Ryszard Zaprzałka.

Czytaj więcej...

Nasz Sejmol czyli...

Przemek Sejmicki w najnowszej premierze Teatru Polskiego we Wrocławiu

Owacją na stojąco przyjęła publiczność premierowa przedstawienie Teatru Polskiego "Biedermann i podpalacze" (19 maja br.) w inscenizacji niemieckiej reżyser Silke Johanny Fischer. Premiera w Polskim była, jak zawsze, dużym wydarzeniem towarzyskim we Wrocławiu. Przybyli aktorzy, reżyserzy, fotograficy, artyści plastycy, profesorzy, adwokaci, lekarze - z Polski i Niemiec. Spektakl komplementowali też pracownicy teatru /!/, którzy mieli okazję obejrzeć go dzień wcześniej podczas przedpremierowego pokazu. - Doskonała scenografia, zaskakujące kostiumy, konsekwentnie poprowadzona muzyka. Wstrząsający przekaz o świecie współczesnym - komentowano. Cezary Morawski, dyrektor Polskiego /to już siódma jego premiera w tym sezonie./, dziękując tuż po premierze podczas bankietu aktorom i obsłudze technicznej teatru, podkreślił, że "Biedermann i podpalacze" to duże wyzwanie realizatorskie, któremu w pełni sprostali zarówno niemieccy jak i polscy realizatorzy - Bardzo za to dziękuję - powiedział. Szczególne słowa podziękowania skierował do dr. Tadeusza Samborskiego, członka zarządu województwa dolnośląskiego odpowiedzialnego za sprawy kultury, nauki i sprawy społeczne. - Pan marszałek jest wielkim przyjacielem naszego teatru, wspiera nas we wszelkich działaniach, mamy nadzieję na dalszą owocną współpracę. - Tak będzie - potwierdził krótko marszałek Samborski. Poniżej popremierowe refleksje dyrektora Teatru Nie Teraz, z którym stałą wspólpracą związany jest Przemysław Sejmicki - Tomasza A. Żaka, znanego w całej Polsce tarnowskiego reżysera i publicysty.

Czytaj więcej...

O TARNOWSKIEJ IKEBANIE

IKEBANA nie wchodziła w plany repertuarowe Teatru im. Ludwika Solskiego w Tarnowie - sprawozdaje Katarzyna Cetera.  Nie pasuje do tendencji, które na naszej scenie są od kilku lat konsekwentnie realizowane. Nie pasuje po pierwsze dlatego, że jest to spektakl dobry, nawet bardzo dobry. Boję się jeszcze powiedzieć, że wybitny, choć wiele na to wskazuje. Powiedzieć o monodramie granym na małej scenie, że jest wybitny to umieścić go na tej samej półce co DZIADY Swinarskiego czy BALLADYNĘ Hanuszkiewicza – a przecież IKEBANA to spektakl inny. Scenariusz jest „nasz”, tarnowski - to też ewenement. Historia, o której opowiada bohaterka jest autentyczna, działa się u nas, na ulicach, w zwykłym mieszkaniu na tarnowskim blokowisku – i nie tak dawno przecież. Trzeci czynnik świadczący o klasie tego wydarzenia to muzyka wykorzystana w spektaklu – utwory zespołu Hey. Zdarzało się, że dla naszego teatru komponowali znani artyści, na przykład Stanisław Radwan. Tym razem twórcy posłużyli się muzycznym gotowcem – ale za to bardzo znanym. I był to strzał w dziesiątkę.

Czytaj więcej...

Teatr - miłość - śmierć

Właśnie mija szósta rocznica śmierci Edwarda Żentary -  aktora teatralnego, filmowego oraz reżysera, który od lipca 2008 do 25 maja 2011 roku był dyrektorem naczelnym i artystycznym Tarnowskiego Teatru. Z tej okazji co roku przygotowywany jest specjalny koncert in memoriam Edwarda Żaentary. I tak, w piątek 12 maja w budynku przy ulicy A. Mickiewicza zaplanowano wyjątkowy koncert z udziałem Kwartetu ProForma i Kazika Staszewskiego, który zaśpiewa utwory ojca oraz swoje, rzadko bądź nigdy nie wykonywane na żywo - rekomenduje imprezę dyrektor naczelny Solskiego Rafał Balawejder. Szkoda tylko, że aby w ten sposób uczcić pamięć dyrektora Żentary trzeba z własnej kieszeni wyłożyć aż 75 złotych! A beneficjent tego wydarzenia, kiedy wygrał konkurs na to stanowisko dyrektora tarnowskiego teatru  zapowiadał zauważalne w Polsce premiery i wypełnienie teatru publicznością, oraz ograniczenie występów impresaryjnych…. Jego dyrekcja przypadła na trudny czas generalnego remontu teatru i właściwie dopiero po jego zakończeniu mógłby w pełni zrealizować swoją wizję „teatru ogromnego”.  Ale nie zdążył… schorowany i zaszczuty, osamotniony i w jakimś sensie przegrany w Tarnowie… odszedł za wcześnie, w pełni sił twórczych.

Czytaj więcej...