Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Bez świętości nie ma niepodległości

I odwrotnie, szczególnie w kontekście danej wczoraj, w przeddzień Święta Niepodległości, najnowszej premiery tarnowskiego teatru im. L. Solskiego pt. "Warto było". Warto było to obejrzeć, ale wyłącznie po to, żeby przekonać się, jak bardzo trzeba nienawidzić swojego kraju, jego tradycji i historii, tego całego dziedzictwa wieków, o którego zachowanie tak przejmująco prosił nasz wielki rodak, święty Jan Paweł II - aby wystawić takie obrazoburcze, anty patriotyczne dzieło. Aby w taki prostacki, bez jakiejkolwiek wartości artystycznej, sposób szydzić z podstawowych wartości, stanowiących genom polskości. Czego wymowną kwintesencją jest Polak-menel zbierający puszki i parodia hymnu w wykonie czołowej artystki Solskiego. I bezczelnie wpisać to wszystko w oficjalne uroczyste obchody Narodowego Święta Niepodległości. – W tej sztuce odnosimy się do tego, że w naszej kulturze świętowanie jest mocno nadużywane – mówi reżyser spektaklu, którego nazwisko miłosiernie pomińmy. – Nadużycie wynika często z niewiedzy o tym, co się świętuje i z czego to wszystko, co się dzieje wynika. "Sztuka" wcześniej pokazywana w Warszawie gdzie, jak wieść gminna niesie, poniosła spektakularną klęskę, w Tarnowie okazała się kompletną klapą. Przed wojną domagano by się zwrotu kasy, teraz pewnie jej teatrowi dosypią... . Wszak wiadomo kto rządzi teatrami w Polsce.  Zawsze, gdy płomień wiary w Polsce palił się intensywnie - trafnie konstatuje na łamach Polonia Christiana Michał Wałach, nasza Ojczyzna święciła sukcesy. Natomiast wtedy, gdy płomień wiary w Polsce przygasał, kraj miał kłopoty i chylił się ku upadkowi. Czy to możliwe, by był to wyłącznie zbieg okoliczności?

Czytaj więcej...

Zaduszki

Czas zadumy nad kruchością życia. Dla wierzących czas modlitwy za dusze gdzieś tam obecne. Pochylamy się nad grobami bliskich i tych którym nie ma kto zapalić znicza. Wielkie, maleńkie, stare i nowe, komunalne, wyznaniowe, wojskowe, polskie, łemkowskie, ukraińskie, austriackie, radzieckie, choleryczne. Nikt nie potrafi zliczyć ile cmentarzy i cmentarzyków jest na polskiej ziemi. Mam nadzieję, że na każdym nawet tym najbardziej zapomnianym zabłyśnie w Dzień Święta Zmarłych choćby jedno światełko. Wiara w powrót dusz na ziemię zrodziła szereg wierzeń i zwyczajów, których celem było przyjęcie i ugoszczenie zmarłych przodków odwiedzających swoje domostwa i groby w dniu Zaduszek. Pomimo tego, że święto to wprowadził Święty Odilon już w 998 r. a Papież Sylwester II ostatecznie zatwierdził w roku 999 to w Polsce pojawiło się ono dopiero na przełomie XIV/XV w.

Czytaj więcej...

Święci są listem z nieba

A właściwie jedynie białą kartką tego listu, bo treść nie jest od nich, ale od Boga. Cała sztuka świętości to tak żyć, żeby nas było jak najmniej, a jak najwięcej, żeby było Boga.  Święci to nie upiory. Orszaki, bale świętych, modlitewne czuwania – w całej Polsce wyrastają kolejne inicjatywy stanowiące odpowiedź Chrześcijan na panoszący się po świecie kult śmierci. Zamiast wampirzych zębów – krzyżyk na piersi albo korona na głowie. Coraz częściej alternatywą dla amerykańskiego Halloween stają się Bale i Korowody Świętych. Nie inaczej jest w mieście i regionie tarnowskim, gdzie wiele parafii, szkół i przedszkoli organizuje spotkania dla najmłodszych, podczas których dzieci mogą przebrać się za wybranego świętego, poznając jego historię i poszukując odpowiednich atrybutów. W uroczystość Wszystkich Świętych warto przypominać o tajemnicy ziemskiego życia, jaką przekazują nam swoim przykładem święci. Szczególnie, że znany z Halloween cukierek i psikus, to nie radosna i niewinna zabawa, jak nam się wmawia, ale wstęp do niebezpiecznej w skutkach formy okultyzmu. Tak więc: Święci czy demony? Miłość czy strach? Relikwie czy dynia? Wybór należy do Ciebie!

Czytaj więcej...

Czterdzieści lat minęło...

gdy decyzją konklawe na Stolicę Piotrową powołany został kardynał „z dalekiego kraju”... Wtedy świat był w szoku, popłoch w Warszawie, radość w Polsce. Jakże wiele od tego czasu wydarzyło się...

Tłumy zebrane przed watykańską bazyliką wpatrywały się w niepozorną metalową rurę wystającą z dachu kaplicy. Jedni przychodzili, wciąż z nadzieją, inni – zniecierpliwieni odchodzili. Siedem razy z piersi wiernych wyrywał się jęk zawodu, kiedy z komina unosił się czarny dym oznaczający, że głosowanie nie zostało rozstrzygnięte. Już zmierzchało, gdy nagle plac Świętego Piotra ożył, rozległy się gromkie oklaski, okrzyki radości i wiwaty. Z komina snuł się biały dym. Była godzina 18.18, 16 października 1978 roku. O godzinie 18.44 na balkonie, z którego rozpościerał się widok na szybko gęstniejący na placu tłum, pojawił się kardynał Pericle Felici. To jemu przyszło ogłosić ważną nowinę. – Annutio vobis gaudium magnum: habemus papam – zwrócił się do wiernych po łacinie. – Zwiastuję wam wielką radość – mamy papieża. (...) Karol, Świętego Rzymskiego Kościoła kardynał, Wojtyła, który przyjął imię: Jan Paweł II – powiedział. – Co? – krzyknął do słuchawki Edward Gierek, kiedy odebrał telefon od Stanisława Kani, członka Biura Politycznego PZPR. Pierwszy sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej leżał w domu złożony atakiem bólu kręgosłupa, ale to, co usłyszał, w jednej chwili postawiło go na nogi. – Wojtyła został papieżem – powtórzył Kania. – O rany boskie – jęknął Gierek. "Towarzysze, mamy problem" – rozpoczął Edward Gierek zwołane dzień poźniej, 17 października 1978 roku posiedzenie Biura Politycznego PZPR. Tak naprawdę to nie był jedyny problem, a początek całej lawiny, przed jaką musiały stanąć władze komunistycznej Polski. W tamten pamiętny wieczór, 40. lat temu, Polacy się zatrzymali. Nie tylko w Wadowicach, Krakowie i Warszawie, ale w całej Polsce i na całym świecie. Także w Tarnowie - wiele osób doskonale pamięta tamten czas, tamte uczucia i emocje. Ile w nas z tego zostało? - Kampania „Karol Wojtyła. Twój kandydat w codziennych wyborach” przechodzi do przeszłości, podobnie jak pokolenie JP2, podobnie jak słynne kremówki…  Ale wielki program, Świętego Jana Pawła II pozostaje i w dalszym ciągu obowiązuje. Tak naprawdę bardzo niewiele z niego zrealizowaliśmy. Odnowa moralna. Więcej być niż mieć. Pamięć o naszych korzeniach. Tożsamość. Solidarność. Toska o rodzinę, o najsłabszych, o to, żeby w Polsce było miejsce dla wszystkich…  Niestety, także my, Tarnowianie, jakby o tym zapomnieliśmy... . 

Czytaj więcej...