Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

„Parafia wspólnotą uczniów Chrystusa”

Takie hasło, nawiązujące do aktualnie trwającego w diecezji V Synodu, towarzyszy tegorocznej 37 Pieszej Pielgrzymce Tarnowskiej, która odbywa się w dniach 17 - 25 sierpień. Na te dziewięciodniowe rekolekcje w drodze (w tym roku kaznodziejską posługę pełni ks. bp. S. Salaterski), podczas których do przejścia jest około 230 kilometrów (od 20 do 37 km. dziennie), wyruszyło około 10 tysięcy pielgrzymów. Tarnowskie pątnictwo swoją historią sięga 1982 roku. Każdego lata z Tarnowa na Jasną Górę dwiema różnymi trasami podąża niezliczona rzesza pielgrzymów. Są oni podzieleni na 25 grup, formowanych przy parafiach Diecezji Tarnowskiej. Od Krynicy i Krościenka, przez Nowy Sącz, Tarnów, po Mielec i Dębicę, wierni ziemi tarnowskiej łączą się w drodze do Matki Częstochowskiej. I choć dla wielu pobudki do wyruszenia na pielgrzymi szlak są różne, cel pozostaje niezmienny. To podjęcie osobistej próby pogłębienia swojej relacji z samym Jezusem poprzez – niejednokrotnie ciężką – wędrówkę przed Tron Matki Najświętszej – Królowej Polski. Tradycyjnie Pielgrzymkę rozpoczyna modlitewne spotkanie na placu przed katedrą (oblężona jest wówczas cała starówka), skąd po Mszy Św. następuje uroczyste rozesłanie grup pielgrzymkowych. W tym roku  Msza św. na pl. Katedralnym rozpoczęła się o 6.30. Przewodniczył jej bp Andrzej Jeż. - To bardzo ważne, żebyśmy uświadomili sobie, iż wędrujemy razem w Kościele, jako wspólnota uczniów, wspólnota wierzących – podkreślił biskup w homilii, którą wygłosił w czasie Mszy św. inaugurującej pielgrzymkę. – Nasza wspólnota jest szczególnym, wymownym obrazem naszej diecezji. Łączy nas trwanie w nauce apostołów, trwanie we wspólnocie Kościoła i trwanie z Chrystusem w łamaniu chleba . Bp. ordynariusz. zwrócił uwagę, że choć pielgrzymów na szlaku jest tak wielu, to nie są oni anonimowi. – Jesteśmy braćmi i siostrami. To bycie razem jest niezwykle istotne w byciu wspólnotą, ludzie bowiem najbardziej boją się wyobcowania, samotności, również wyobcowania w wierze.

Czytaj więcej...

Maryjne „Cuda nad Wisłą”

15 sierpnia to absolutnie wyjątkowa data. Poza Polakami takiej daty w kalendarzu nie ma nikt! To jednocześnie święto kościelne, maryjne, państwowe i wojskowe. 78 lat temu w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz został zabity franciszkanin, o. Maksymilian Maria Kolbe. W rocznicę tego wydarzenia, w środę 14 sierpnia, na placu apelowym przy bloku 11, w którym mieściło się obozowe więzienie i w którym zabito zakonnika, odprawiono uroczystą mszę świętą. Była to pierwsza w tym miejscu taka celebra. Nabożeństwu przewodniczył metropolita krakowski abp. Marek Jędraszewski. Wcześniej, duchowni, wśród nich m.in. arcybiskup Bambergu Ludwig Schick i biskup Jerzy Maculewicza OFM, administrator apostolski w Uzbekistanie, złożyli wiązanki kwiatów pod ścianą śmierci oraz modlili się w celi, w której śmiercią głodową zmarł św. Maksymilian Kolbe. Wydarzenie to było kulminacyjnym punktem dwudniowych obchodów (14 sobota i 15 niedziela), zorganizowanych przez cenionego dziennikarza śledczego, pisarza i poetę, autora m.in. „Wieży komunistów”, „Smaku wojny” oraz współautora książki „Tragarze śmierci” - Witolda Gadomskiego. To dwudniowe świętowanie wypełniły jeszcze występy artystyczne, projekcje filmowe (m.in. o Kliszach Pamięci prof. Mariana Kołodzieja i Auschwitz) oraz prelekcje (m.in.ks.prof.Tadeusza Guza), spotkania i gościna... W wydarzeniach tych m.in. wziął udział znany ze swej polskości Teatr Nie Teraz. Rozpoczął je w sobotę rano międzynarodowy,  wielotysięczny Marsz Życia Polaków i Polonii, który w ulewnym deszczu przeszedł z zespołu szkół salezjańskich w centrum Oświęcimia do obozu w Auschwitz, pod silną eskortą policji, z zakazem niesienia jakichkolwiek flag biało-czerwonych i wnoszenia na teren obozu czegokolwiek (torby, plecaki) oraz poddany ścisłej kontroli (bramki), co w sytuacji kilkutysięcznego tłumu pielgrzymów mocno zaburzyło liturgię na placu apelowym. Ciekawe, że tacy np. Żydzi mogą bez przeszkód eksponować tam swoje narodowe flagi i nikt nie poddaje ich uwłaczającej kontroli przy wejściu do Auschwitz...  

Czytaj więcej...

Błogosławiona przez Krzyż

Św. Teresa Benedykta od Krzyża – Edyta Stein.

Europa chce zapomnieć o swoich chrześcijańskich korzeniach. W powstałą pustkę wpełzły zdegenerowane wytwory ukąszonego grzechem umysłu ludzkiego. To nieuchronny efekt życia tak, „jakby Boga nie było”. Aby jednoznacznie sprzeciwiać się tym tendencjom trzeba odwagi, nierzadko takiej jaką odznaczała się św. Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein), której wspomnienie przypada 9 sierpnia. Droga kaźni siostry Benedykty wiodła przez internowanie w obozie w Westerbork, po Auschwitz-Birkenau – niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady, gdzie 9 sierpnia 1942 roku została zagazowana wraz z inną konwertytką z judaizmu, tercjarką dominikańską Lisamarią Meirowsky oraz bratem Wolfgangiem Rosenbaum OFM. Jej zwłoki zostały spalone w obozowym krematorium. Beatyfikacji Edyty Stein dokonał w Kolonii 1 maja 1987 r. św. Jan Paweł II, kanonizował ją zaś 11 października 1998 roku. Swoim listem apostolskim motu proprio z 1 października 1999 r. ogłosił ją - wraz ze św. Brygidą Szwedzką i św. Katarzyną ze Sieny - patronką Europy. Czym kończy się sytuacja, w której bałwochwalczy kult klasy lub rasy stawia się ponad uwielbienie Boga i Jego Prawa wiemy z historii aż za dobrze. W takim świecie, w którym nienawiść i pogarda zdawały się triumfować przyszło żyć Edycie Stein. Ta wybitna naukowiec i filozof wybrała jednak inną drogę…

Czytaj więcej...

Abdykacja Franciszka już wkrótce... ?

Gdy 13 marca 2013 r. stojący na balkonie papieskim kard. Bergoglio wypowiedział charakterystyczne „buongiorno”, świat zamarł… Jedni z zachwytu, inni z przerażenia. Pierwszy w historii papież z kontynentu południowo amerykańskiego przejął urząd świętego Piotra. Przez pierwsze dwa lata pontyfikatu dominująca większość społeczeństwa miała „ubogiego Franciszka” niemalże za papieża marzeń. Zwłaszcza gdy porównywano go z zakłamanym, wykreowanym przez mainstream wizerunkiem poprzednika. Przez pierwsze dwa lata oblicze papieża zdobiło niemalże wszystkie okładki poważnych i mniej poważnych czasopism. Nareszcie papież, który mówi ludzkim głosem, „papież ubogich”, „duszpasterz”… Niekończące się laudacje. Można było mówić o pewnym hurraoptymizmie wśród wiernych. Ale byli i tacy, którzy od początku wróżyli niebezpieczeństwo. Przyznam… ja do nich nie należałem. Po dwóch latach od wyboru „efekt Franciszka” prysł niczym sztucznie napompowana bańka mydlana. Do pieca dołożył Antonio Socci, który dowodzi, że wybór Bergolio na papieża był nielegalny (por. książka Non e Francesco). Czyżby świat zrozumiał, kim jest ubrany w populistyczne szaty biskup z Argentyny? Statystyki nie kłamią. Liczba wiernych na środowych audiencjach spadła w ciągu dwóch lat o niemal 68 proc. Podobnie na modlitwach „Anioł Pański” i innych spotkaniach. Odpływ wiernych od Franciszka jest widoczny gołym okiem. Czym katolikom podpadł duchowny z Buenos Aires? Czyżby i on, podobnie jak nuncjusz Migliore, szykował się do ewakuacji z Watykanu?

Czytaj więcej...