Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Duszpasterz czy duszpastuch

czyli ...nie chcę uciekać stąd...

Jest źle - trzeba to jasno i bez owijania w bawełnę powiedzieć. I to tak źle, że jeszcze chyba nigdy - nie było. W końcu opublikowane niedawno przez CBOS wyniki sondażu dotyczącego opinii Polaków na temat działalności Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce (aż 47 proc. ankietowanych ocenia ją negatywnie) znikąd się nie wzięły. Co takiego się wydarzyło, że polski Kościół mierzy się z największym od lat (dekad?) kryzysem wizerunkowym, a zaufanie społeczne względem tej instytucji pikuje w tak szaleńczym tempie? Przyczyn tego stanu rzeczy jest co najmniej kilka. Nie ma wątpliwości, że najwięcej kamieni do obciążającego dziś Kościół wizerunku dorzucili sami hierarchowie. Wiadomo, ryba psuje się od głowy...

W tym, że ryba jest jednym z najpopularniejszych chrześcijańskich symboli kryje się pewna przewrotność - zwłaszcza gdy zestawimy ją ze starym polskim porzekadłem, że zwierzę to psuje się od głowy. Nie mam wątpliwości, że najwięcej kamieni do obciążającego dziś Kościół wizerunku dorzucili sami hierarchowie. Absolutny prym w dolewaniu oliwy do ognia trawiącego wspólnotę katolików w Polsce wiedzie abp Stanisław Dziwisz. I jest to sprawa tym boleśniejsza, że bardziej niż reportaż „Don Stanislao” autorstwa Marcina Gutowskiego, czy nawet watykański raport ws. ekskardynała Theodore’a McCrricka, krakowskiego duchownego kompromitują jego własne wypowiedzi (jak np. ta z wywiadu udzielonego Telewizji TRWAM tuż przed Bożym Narodzeniem, w którym biskup emeryt przekonuje, że „atak” na jego osobę jest równoznaczny z atakiem na Karola Wojtyłę oraz wielkodusznie „przebacza” niewdzięcznej ojczyźnie za jego służbę u boku papieża Polaka).

Jeśli dodać do tego skandaliczne, piętnujące środowisko osób (tak, osób, a nie „ideologii”) LGBT słowa obecnego metropolity krakowskiego o „tęczowej zarazie”, czy nie mniej gorszące, wystawne (a zarazem ignorujące większość sanitarnych standardów) urodziny Radia Maryja, gdzie Tadeusz Rydzyk najpierw w obecności rządzących polityków próbował bronić skompromitowanego biskupa Janiaka (sprawę nagłośnili Tomasz i Marek Sekielscy w reportażu pt. „Zabawa w chowanego”), a później zwlekał z przeprosinami, by w końcu wydać najwidoczniej wymuszone społeczną presją oświadczenie spod znaku „sorry not sorry”, to z rodzimej kato-bańki maluje nam się bardzo nieciekawa pocztówka: Mariaż Kościoła z państwem.

 

Termin „duszpastuch” powstał już jakiś czas temu. I dziś jest on, niestety, bardzo adekwatny do postawy niektórych duchownych. Tak, żyjemy w erze duszpastuchów, a nie duszpasterzy. I nie mam tu na myśli jedynie odciętego od kontaktu z szarą rzeczywistością „przeciętnego Kowalskiego” Episkopatu, ale przede wszystkim „zwykłych” parafialnych księży, którzy sprzeniewierzyli się swojemu powołaniu i zamiast zapachu owiec, czuć od nich ekskluzywną wodę kolońską (nie mam oczywiście nic do ładnych zapachów, mam nadzieję, że rozumiecie Państwo tę metaforę), niejednokrotnie podlaną sporą dawką protekcjonalności, buty i zwykłej arogancji.

W szczególnie trudnej sytuacji są mieszkańcy małych miasteczek i wsi, gdzie proboszcz lokalnej parafii często uchodzi za niepodważalny autorytet, a zwrócenie mu uwagi w jakiejkolwiek sprawie urasta do rangi ataku na Kościół jako taki i niesie za sobą ryzyko społecznego ostracyzmu. Tak było m.in. z pytaniami o plakaty informujące o inicjatywie „Zranieni w Kościele” (do czego zachęcał zresztą Prymas Polski Wojciech Polak). Sposób, w jaki niektórzy parafianie zostali potraktowana przez księży doprowadził do tego, że nierzadko omijają swoje parafie szerokim łukiem i jeżdżą na mszę na drugi koniec miasta albo uprawiają tzw. churching (już bez towarzyszącego poczucia winy - w końcu mamy wolny rynek i skoro część księży kreuje się ba biznesmenów w koloratkach, to oni jako wierni-konsumenci, mają prawo do wyboru miejsca, które duchowo ich ubogaca, zwłaszcza że stawką jest życie wieczne).

Kolejnym problemem, który podkopuje autorytet Kościoła od wewnątrz jest tzw. katolicyzm kulturowy (istniejący co prawda od zawsze, ale w trakcie pandemii wyraźniejszy niż zwykle) To właśnie on często skłania osoby nieżyjące na co dzień Ewangelią i nieinteresujące się wyzwaniami kościelnej wspólnoty do tego, by mimo wszystko utrzymywać z nią sztuczną więź — m.in. w postaci chrzcin, kościelnych ślubów, czy paradowania w Wielką Sobotę ze słynnym „jajeczkiem” w koszyku.

  

Jeszcze innym wyzwaniem, również będącego poniekąd pokłosiem kulturowego podejścia do wiary, jest postępująca radykalizacja niektórych środowisk: Żołnierze Chrystusa, Wojownicy Maryi, czy Rycerze Kolumba (swoją drogą zastanawiający jest fakt militaryzacji tych wspólnot, chociażby na poziomie języka) rosną w siłę i gromadzą w swoich szeregach mężczyzn przekonanych o swojej misji ratunkowo-obronnej względem Kościoła.

To, że takie środowiska kwitną w Polsce, i to za przyzwoleniem hierarchów (choć gwoli sprawiedliwości należy w tym miejscu oddać Episkopatowi zdystansowanie się od działań odpowiedzialnej m.in. za akcję „Różaniec do granic” Fundacji Solo Dios Basta — lepiej późno, niż wcale) świadczy nie tylko o podskórnej, być może nie do końca uświadomionej obawie kościelnych włodarzy przed naruszeniem status quo, ale także o kompletnej porażce w kwestii formacji mężczyzn.

W końcu - last but not least - tym, co szkodzi Kościołowi w Polsce jest skrajny patriarchalizm, który w równym stopniu co skostniały , opresyjny system sprawia, że Kościół to ostoja patriarchatu. Na szczęście także polskie katoliczki coraz odważniej zabierają głos - i chwała im za to!

Czy zmiana jest możliwa? Nieustannie wierzę, że tak. Dobrze oddają to m.in. Słowa słynna piosenka Jacka Kaczmarskiego i Przemysława Gintrowskiego, w której padają słowa o „głębokiej, naprawdę czarnej nocy” i ogniu trawiącym dom. Bo właśnie nie czym innym jak domem jest ciągle dla większości z nas Kościół. I tak jak podmiot liryczny w przywołanym utworze, ja również „nie chcę uciekać stąd”. Mam głęboką nadzieję, że nie trzeba będzie... .

Za: Magda Fijołek - Denon.pl