Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Non possumus!

Kardynale Wyszyński larum grają a Ty milczysz, z grobu nie wstajesz!
Jak bardzo brakuje teraz Prymasa Tysiąclecia...

Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie niezgodności aborcyjnej przesłanki eugenicznej z polską Ustawą zasadniczą wywołało furię środowisk lewicowo-liberalnych. Na naszych oczach histeria oparta na kłamstwach przeradza się w rewolucję o bolszewickich konotacjach. Niestety jak dotąd władza nie podjęła stanowczej próby przywrócenia w kraju porządku.  W ostatnich dniach w wielu kościołach próbowano wtargnąć do świątyni, jak to miało miejsce w kościele św. Krzyża w Warszawie. W niektórych miejscach, jak w Poznaniu, lewactwo wdarło się do katedry i zakłócało modlitwę. Brutalnie atakowani są księża i zakonnice. Media społecznościowe obiegły również zdjęcia z wielu miejsc całego kraju, gdzie kościoły zostały zdewastowane poprzez wulgarne malunki, obrzucenie farbą. Brak reakcji organów ścigania na te haniebne czyny utwierdzi aktywistów lewactwa w bezkarności i zachęci do kolejnych posunięć. Chrześcijanie doświadczyli już profanacji, fizycznych ataków. Brak reakcji sprawia, że kwestią czasu będzie palenie świątyń czy uszczerbki na zdrowiu i życiu katolików. Czas to zmienić! Chciałoby się powiedzieć: oby nie było za późno. Ale logika i rozum podpowiadają mi - pisze na portalu deon.pl Piotr Żyłka, że już dawno przekroczyliśmy granicę "za późno"- granicę ostatniej szansy. Czas otworzyć oczy!

Jedyna nadzieja, którą teraz widzę jest w Ewangelii. Ale to nie jest już nadzieja na ratowanie tego, co było. Tu nie ma co ratować. Nie ma czego bronić. Trzeba pokornie wrócić do korzeni, do źródła i budować wszystko od nowa.
Ojcze, pomóż nam. Widzisz, jak bardzo zniszczyliśmy Twój dom. Tak, powierzyłeś go nam, a my go zniszczyliśmy. Odeszliśmy od Twojego Słowa tak daleko, że już może nawet go w ogóle nie słyszymy. Przyjdź i obudź nas. Przyjdź i daj siłę budować wszystko od nowa. Bez Ciebie nie damy rady.

Kościół w Polsce już od dawna jest mniejszością. W młodym pokoleniu autorytetu nie ma prawie w ogóle. Nie mówiąc już o zdolności do inspirowania i zarażania miłością do Ewangelii. Jedyna nadzieja, którą teraz widzę jest w Ewangelii. Ale to nie jest już nadzieja na ratowanie tego, co było. Tu nie ma co ratować.



Włączyłem na chwilę Onet. W głównym oknie transmisja protestów spod warszawskiej kurii. I tłumy, głównie młodych ludzi, skandujących: "Wypierdalać, wypierdalać".

Serce zabolało bardzo mocno.

Pierwsza myśl: jest bardzo źle. Rewolucja oparta na takich hasłach i z tak przerażająco intensywnym i negatywnym ładunkiem emocjonalnym do niczego dobrego nas nie zaprowadzi. Oby nie skończyło się tragicznie.
Przejrzałem media społecznościowe i zobaczyłem kolejne doniesienia o protestach w kościołach i pod kościołami. Plakaty na i w kościołach. Kolejny raz ból.

I przyszła kolejna myśl: ale przecież to nie Kościół tylko ludzie związani z obecną ekipą rządową podjęli decyzję, która uruchomiła tę falę protestów. Skąd w takim razie tak mocna fala uderzeniowa w stronę Kościoła?


I tu przyszła najsmutniejsza myśl. To prawda, że tej decyzji Kościół formalnie nie podjął, ale wiele lat zaniedbań ze strony Kościoła, bratanie się biskupów i innych kościelnych przełożonych z obecną władzą, wchodzenie z nią w układy - bardziej i mniej jawne, robienie z nią interesów finansowych, zgoda i tchórzliwy brak reagowania na instrumentalne wykorzystywanie "wartości chrześcijańskich" przez polityków, brak reakcji na kolejne skandale i patologie, brak kultury dialogu i współpracy ze świeckimi ze strony większości hierarchii i duchownych, oderwanie od rzeczywistości zwykłego człowieka, sposób nauczania urągający ludzkiej inteligencji, poczucie wyższości części duchowieństwa, zgoda na działanie pod "flagami kościelnymi" przeróżnych fundamentalistów, nacjonalistów, rasistów, brak elementarnej pogłębionej formacji duchowej, niedopuszczalne i patologiczne zachowania przełożonych względem ludzi, którym powinni służyć... długo by jeszcze można wymieniać - to wszystko przynosi dziś takie właśnie konsekwencje.

Wiem o czym mówię, bo sam pracując w mediach katolickich od ponad 10 lat z bliska, ze zniesmaczeniem i coraz większym rozgoryczeniem, obserwowałem i obserwuję wiele z tych zachowań, które z Ewangelią nie mają nic wspólnego.
Nie raz też doświadczałem prób pogwałcenia ludzkiej i dziennikarskiej wolności, prób uciszania, kiedy w DEON.pl zajmowaliśmy się tzw. "niewygodnymi dla Kościoła i biskupów" tematami.

I tak, z porażająco smutną konsekwencją, bez zdolności do potrzebnej autorefleksji i konfrontacji z rzeczywistością, upadał i dalej upada autorytet Kościoła w Polsce.

I to jest najgorsze, że to jest wina samego Kościoła. To co dziś widzimy, to bardzo smutne zderzenie z rzeczywistością. A chyba jeszcze smutniejsze jest to, że duża część hierarchii i katolików pewnie dalej będzie sobie tłumaczyć wszystko jakimiś zewnętrznymi spiskami i diabelskimi atakami. Na ile im jeszcze tego paliwa wystarczy? Na 5, może 10 lat? I po co? Żeby za chwilę obudzić się i zobaczyć, że kościoły są puste? I wtedy drapać się po głowie i zastanawiać się, gdzie został popełniony błąd?

Kościół w Polsce już od dawna jest mniejszością. W młodym pokoleniu autorytetu nie ma prawie w ogóle. Nie mówiąc już o zdolności do inspirowania i zarażania miłością do Ewangelii.
Czas otworzyć oczy.

Za: Piotr Żyłka www.deon.pl

W DEON.pl pracuje od samego początku istnienia portalu. Od kilku lat pełni funkcję redaktora naczelnego. Współautor "Życia na pełnej petardzie". Od dzieciństwa związany ze wspólnotą Taizé, absolwent duszpasterstwa akademickiego BECZKA. Jego najnowsza książka to "Bóg, Cisza. Prostota". Jeden z inicjatorów ruchu społecznego Zupa na Plantach.