Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Mane, tekel, fares - 18 lat póżniej...

czyli bitwa na oświadczenia, a trąd w pałacach niszczy kościół.

Ks. Stanisław P. z diecezji tarnowskiej oskarżony jest o molestowanie nieletnich, którego miał dokonywać w czasie, kiedy tamtejszą diecezją kierował bp Skworc. W blogowym tekście opublikowanym w pierwszych dniach sierpnia ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski oskarżył abp. Skworca o zaniechanie powiadomienia Watykanu. Obowiązek taki istniał od 2001 roku, kiedy Jan Paweł II promulgował motu proprio Sacramentorum sanctitatis tutela. W odpowiedzi na stawiane zarzuty, kuria tarnowska wydała oświadczenie, w którym przedstawiła chronologię zdarzeń oraz działań podjętych w sprawie ks. Stanisława. Do sprawy odniósł się również rzecznik archidiecezji katowickiej, pisząc w oświadczeniu, że abp Wiktor Skworc wyraża ogromny żal i ubolewanie z powodu krzywdy wszystkich ofiar. “Nie można wykluczyć, iż bardzo krótki czas, jaki upłynął od promulgacji nowych przepisów, i brak doświadczeń w dziedzinie ich stosowania mogły wpłynąć na podjętą ocenę sprawy, czy wiarygodności oskarżeń”. Na razie trwa wymiana oświadczeń, zaangażowano nawet Watykan. Aliści to wszystko tylko słowa, słowa... papierologia w klasycznym wydaniu. Trudno o bardziej wyrazisty przykład grzechów zaniechania i zamiatania spraw pod dywan. A jeszcze nie opadł kurz po głośnej aferze pedofilskiej w tarnowskim seminarium, gdzie policja złapała i przekazała wymiarowi sprawiedliwości jednego z kleryków ostatniego roku, który przez lata studiów stworzył tam profesjonalna siatkę pedofilską. Do dziś, w tym jednym z największych seminariów duchownych w Polsce, nikomu, poza oskarżonym i skazanym diakonem, nie spadł włos z głowy, tak z rektorów, profesorów i ojców duchownych, jak i studentów - podobno nikt nic nie wiedział i nie widział. A wszak WSD podlega bezpośrednio ordynariuszowi diecezji bp. A. Jeżowi... Jak na razie, nikt z byłych i obecnych hierarchów tarnowskiego kościoła nie podał się do dymisji ani nie został odwołany. No, cóż - młyny kościelne mielą wolno... byle doczekać (przeczekać) do emerytury.    

 

Komunikat Kurii Diecezjalnej w Tarnowie w odniesieniu do sprawy ks. Stanisława P.

W nawiązaniu do tekstu opublikowanego w: Rozmyślania w blogu ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego z dnia 2 sierpnia 2020 r., który zawiera jednostronny i niesprawiedliwy osąd z pominięciem istotnych faktów, oświadczamy, że każde zawiadomienie dotyczące możliwości popełnienia przestępstwa molestowania seksualnego przez duchownego z osobą małoletnią (poniżej 18 roku życia) przyjmujemy z najwyższą starannością i troską o zapewnienie pomocy Pokrzywdzonemu. Ponieważ tego typu występki stanowią najcięższe przestępstwa i łączą z wielką krzywdą Pokrzywdzonego, dlatego nie można pozwolić sobie na stosowanie jakichkolwiek półśrodków. Aktualnie każdy przypadek jest skrupulatnie wyjaśniany, bezzwłocznie są także stosowane środki zaradcze mające skutecznie pozbawić podejrzanego możliwości kontaktu z dziećmi i młodzieżą. Nadto, mając na uwadze przepisy prawa kanonicznego i państwowego, po uwiarygodnieniu przestępstwa odpowiednio informujemy Kongregację Nauki Wiary i polskie organy ścigania (w przypadkach określonych przez prawo karne).
Natomiast odnosząc się do sprawy ks. Stanisława stwierdzamy, że dokonana przez nas analiza zarchiwizowanych danych ujawnia w tym przypadku niestety również niedociągnięcia i zaniechania. Musimy o tym otwarcie powiedzieć, gdyż jedyną słuszną drogą jest kierowanie się prawdą i troską o wiarygodność Kościoła. Dlatego też, zgodnie z zapowiedzią, przedstawiamy chronologię zdarzeń oraz działań podjętych w sprawie ks. Stanisława.

Pierwsze zawiadomienie do kurii diecezjalnej dotyczące ks. Stanisława miało miejsce w roku 2002 i zostało dokonane przez rodziców dzieci, które on katechizował. Zarzuty dotyczyły niewłaściwego zachowania księdza, który podczas lekcji religii miał dotykać uczniów w intymnych miejscach ciała.

W związku z dokonanym zgłoszeniem ówczesny biskup tarnowski Wiktor Skworc zlecił przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego. Przesłuchano świadków oraz dotyczącego księdza. Podejrzany nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, zaś pismem z dnia 6 listopada 2002 r. zwrócił się do Biskupa Tarnowskiego o zwolnienie z urzędu proboszcza. W dniu 9 listopada 2002 roku otrzymał zwolnienie oraz zgodę na urlop. W wystosowanym do niego piśmie Ordynariusz wezwał go również do prowadzenia życia godnego kapłana.
Z akt wynika, że po zakończonych przesłuchaniach (w roku 2002) sprawa nie była dalej kontynuowana.

W lipcu 2003 roku ks. Stanisław został skierowany do pracy na Ukrainie. Powrócił stamtąd do diecezji tarnowskiej w sierpniu 2008 roku. We wrześniu tegoż roku podjął posługę duszpasterską w Krynicy-Zdroju.

Z datą 8 stycznia 2010 roku zostało złożone do kurii diecezjalnej nowe zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez ks. Stanisława. Zawiadomienie zostało złożone w formie pisemnej na wyraźną sugestię ówczesnego Kanclerza kurii, który wcześniej kontaktował się już z Pokrzywdzonym. Jego historia została szeroko opisana w wymienionej wyżej publikacji ks. Isakowicza-Zaleskiego. Złożenie wspomnianego zawiadomienia zbiegło się z podróżami zagranicznymi ówczesnego Biskupa Tarnowskiego, który w styczniu składał wizytę najpierw w Niemczech, później w Rzymie, zaś w lutym, jako Przewodniczący Komisji ds. Misji KEP, odbywał podróż misyjną do Rwandy i Burundi. Były to wyjazdy służbowe. Po powrocie do diecezji zlecił przeprowadzenie dochodzenia wstępnego w zgłoszonej sprawie.

W dniu 19 lutego 2010 roku wezwano podejrzanego, zaś 3 marca 2010 roku odbyło się jego przesłuchanie. W wyniku uzyskanych informacji biskup tarnowski Wiktor Skworc dekretem z dnia 13 marca 2010 roku zawiesił ks. Stanisława w czynnościach kapłańskich. Między innymi została mu zawieszona jurysdykcja do udzielania sakramentu pokuty oraz głoszenia słowa Bożego, a także otrzymał zakaz jakiejkolwiek pracy z dziećmi i młodzieżą (ten zakaz nigdy nie został odwołany). Otrzymał też polecenie zamieszkania w Domu Księży Emerytów.

Po zebraniu i opracowaniu dokumentacji w omawianej sprawie (obejmującej także przesłuchanie Pokrzywdzonego i ekspertyzę psychologiczną dotyczącą osoby ks. Stanisława, która nie stwierdzała u niego tendencji o charakterze pedofilskim) akta zostały przekazane z datą 7 czerwca 2010 r. do watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary. Do dokumentacji w sprawie zgłoszonej w roku 2010 zostały także włączone dokumenty dotyczące wcześniejszego zgłoszenia (z roku 2002). Wszystko razem zostało przesłane do Stolicy Apostolskiej.

Pismem z dnia 21 maja 2011 r. Kongregacja Nauki Wiary poleciała przeprowadzenie procesu karno-administracyjnego.

Po zakończeniu procesu, w dniu 10 czerwca 2013 r. został wydany dekret skazujący, stwierdzający winę ks. Stanisława oraz nakładający na niego szereg kar (m.in.: 10-letni zakaz sprawowania sakramentów świętych i przepowiadania słowa Bożego – z wyjątkiem celebrowania Eucharystii w Domu Księży Emerytów; całkowity i bezterminowy zakaz katechizowania oraz pracy z dziećmi i młodzieżą; zakaz przyjmowania urzędów kościelnych; zobowiązanie do poddania się terapii).

Przeprowadzony proces, wydany dekret i nałożone kary na ks. Stanisława zostały zatwierdzone przez Kongregację Nauki Wiary w dniu 16 lipca 2013 r. Pokrzywdzony został osobiście poinformowany w dniu 5 listopada 2013 r. przez ówczesnego Kanclerza kurii o dekrecie skazującym w sprawie ks. Stanisława.

Pokrzywdzony mężczyzna w czerwcu 2010 roku w liście skierowanym do kurii diecezjalnej oświadczył, że sprawa o molestowanie przez ks. Stanisława została ostatecznie z nim uregulowana. Prosił także w tym liście, aby ks. Stanisław został przywrócony do czynności duszpasterskich, aby nadal służył Chrystusowi, diecezji i Kościołowi. Prośba ta nie została przyjęta przez Biskupa Tarnowskiego (ks. Stanisław nadal pozostał zawieszony). Pokrzywdzony otrzymał natomiast propozycję pomocy ze strony diecezji, w tym pomocy psychologicznej. Należy w tym miejscu zaznaczyć, iż każdy pokrzywdzony zgłaszający się do kurii diecezjalnej jest pytany o to, jakie są jego oczekiwania i jakiej pomocy potrzebuje.

Ponadto, ówczesny biskup tarnowski Wiktor Skworc już w piśmie z dnia 27 kwietnia 2010 r. skierowanym do ks. Stanisława zobowiązał go do pokrycia kosztów terapii, którą chciał podjąć Pokrzywdzony. Środki na ten cel, w wysokości 5 tysięcy dolarów, zostały faktycznie przekazane Pokrzywdzonemu przez ks. Stanisława. Kolejny raz gotowość do udzielenia pomocy została wyrażona wobec Pokrzywdzonego podczas spotkania z ówczesnym Kanclerzem kurii w dniu 5 listopada 2013 r. Ks. Kanclerz zaproponował dalsze podjęcie pomocnej terapii psychologicznej. Także już w obecnym roku podczas rozmowy z jednym z duszpasterzy do spraw pomocy ofiarom wykorzystania seksualnego została zaproponowana Pokrzywdzonemu pomoc m.in. poprzez Fundację Świętego Józefa.

Z Pokrzywdzonym spotkali się osobiście zarówno poprzedni biskup tarnowski Wiktor Skworc, jak i obecny biskup Andrzej Jeż, który w dniu 13 maja 2019 r. jeszcze raz poinformował Pokrzywdzonego o całym przebiegu sprawy.

Faktem jest, że ks. Stanisław złamał kilkakrotnie nałożony na niego zakaz sprawowania Mszy świętej poza Domem Księży Emerytów. Za każdym razem, gdy docierała o tym informacja do władz kościelnych, był on konsekwentnie pisemnie upominany. Ponieważ nie odniosło to zamierzonego efektu, ostatecznie została nałożona na niego kara suspensy.

Aktualnie, Kongregacja Nauki Wiary w piśmie z 2 lipca 2020 roku nakazała – na skutek zawiadomienia złożonego przez Biskupa Tarnowskiego – prowadzenie kolejnego procesu karno-administracyjnego w sprawie ks. Stanisława. O możliwości popełnienia przestępstwa przez duchownego podczas jego posługi na Ukrainie (lata 2003-2008) poinformował diecezję tarnowską Biskup kamieniecko-podolski. Po zakończeniu dochodzenia wstępnego akta sprawy (w dniu 27 czerwca 2019 roku) zostały przekazane do Kongregacji Nauki Wiary. Oskarżonemu grożą surowe kary, nie wyłączając wydalenia ze stanu duchownego. Delegat Biskupa Tarnowskiego ds. wykorzystywania seksualnego małoletnich złożył również w sprawie ks. Stanisława zawiadomienie do polskich organów ścigania.

Kierujemy słowa przeproszenia, zwłaszcza do Osób Pokrzywdzonych i ich rodzin, a także wyrażamy żal, iż sprawa zgłoszona w roku 2002 nie została doprowadzona do końca. To nie powinno się nigdy zdarzyć. Mamy świadomość tego, że fakt ten rzutuje negatywnie na zaufanie co do prowadzenia innych spraw. Pragniemy jednak zapewnić, że zarówno sprawa zgłoszona w roku 2010, która była przedmiotem procesu zakończonego w roku 2013, jak i wszystkie późniejsze sprawy były i są podejmowane oraz prowadzone z wielką dbałością i należytym wyczuleniem na dobro Pokrzywdzonych.

Żywimy głębokie przekonanie, że tylko pójście drogą poznania pełnej prawdy może doprowadzić do rzeczywistego wyzwolenia. Dlatego też zwracamy się z usilną prośbą i zachętą, aby wszelkie Osoby Pokrzywdzone a także ci, którzy posiadają jakąkolwiek wiedzę zarówno w sprawie przedstawionej w tym komunikacie, jak i w każdej innej ewentualnej sprawie, skontaktowały się z Delegatem Biskupa Tarnowskiego ds. wykorzystywania seksualnego małoletnich: tel. 14-631-73-31 lub 693 449 917; ul. Legionów 30, Tarnów; e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. (więcej: www.diecezja.tarnow.pl zakładki: Instytucje/Ochrona dzieci i młodzieży).

Istnieje też możliwość kontaktu z biurem Delegata KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży: e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.; tel. +48 22 530 48 04; tel. kom. +48 726 888 112.

Pomocą służy również Centrum Ochrony Dziecka działające przy Akademii Ignatianum w Krakowie e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.; telefon: +48 785 032 106.

Ks. Ryszard St. Nowak

Rzecznik Prasowy Biskupa Tarnowskiego

Tarnów, 24 sierpnia 2020 r.

Uwagi do komunikatu diecezji tarnowskiej, który dziś został opublikowany w sprawie molestowań małych chłopców przez ks. Stanisława P oraz zaniedbań i zaniechań ze strony władz owej diecezji.

Po pierwsze, ówczesny ordynariusz tarnowski bp Wiktor Skworc, a dziś arcybiskup Archidiecezja Katowicka, po otrzymaniu zgłoszenia od rodziców uczniów (według mojej wiedzy także nauczycieli) ze szkoły w Woli Radłowskiej w jesieni 2002 r. nie podjął kroków prawnych, które były jego obowiązkiem. To znaczy nie wysłał do Watykanu stosownego powiadomienia, o którym mówił pismo ówczesnego szefa Kongregacji Nauki Wiary, kard. Josepha Ratzingera, rozesłane 18 maja 2001 roku do wszystkich biskupów na świecie. Jest to ewidentne niepodporządkowanie się decyzjom papieża Jana Pawła II.

Po drugie, biskup Skworc, choć odwołał księdza-pedofila z funkcji proboszcza, to jednak skierował go do posługi duszpasterskiej Gródku Podolskim na Ukrainie, mając pełną świadomość, że może dojść tam do kolejnych molestowań. I rzeczywiście do nich doszło, o czym świadczy wspomniany w komunikacie list diecezji podolsko-kamienieckiej.

Po trzecie, ks. Stanisław P. po powrocie do Polski został przez biskupa Skworca skierowany do pracy duszpasterskiej w Krynicy-Zdroju, gdzie nadal uczył w szkole podstawowej, co było sprzeczne z przepisami tak kościelnymi, jak i świeckimi.

Po czwarta, po zamieszkaniu w 2010 r. w Domu Księży Emerytów w Tarnowie, duchowny ów nadal brał udział w pracy duszpasterskiej, między innymi w parafii w B., gdzie miał kontakt z dziećmi i chodził do domów po kolędzie. Działo się to przez kilka lat przy pełnej aprobacie tamtejszego proboszcza ks. Marka. O. W tym miejscu krótki fragment listu od jednego z tamtejszych parafian o zachowania księdza P. na kolędzie. „Brał chętnie dzieci na kolana i kontrolował wspólnie zeszyty do religii. Oprócz tego po powitaniu z nastolatkiem nienaturalnie długo patrzył mu w oczy trzymając jego dłoń i nie chciał jej puścić.”

Po piąte, w komunikacie, choć ma być on chronologią wydarzeń, nie podano dwóch zasadniczych dat, czyli daty wymierzenia kary suspensy i daty powiadomienia władz świeckich. Jest to ważne, bo dopiero ujawnienie tych dat pozwoliłoby ocenić, czy następca biskupa Skworca, biskup Andrzej Jeż reagował szybko i właściwie na krzywdy wyrządzone młodym chłopcom ze swojej diecezji.

Po szóste, pokrzywdzonych chłopców, dziś już dorosłych mężczyzn, jest przynajmniej kilkunastu. Także z parafii w Ł., M., P. i W., czyli wszędzie tam, gdzie pracował ów ksiądz. Dla przykładu fragment kolejnego listu: „Miałem wtedy 14 lat , byłem kilkakrotnie zapraszany na plebanię , gdzie ks. P. mnie molestował , zabrał mnie ze sobą również do K. na „wakacje” z których udało mi się uciec po 1 dniu pobytu (zadzwoniłem z poczty do mojego Taty z prośbą żeby mnie zabrał).”

Po siódme, stwierdzenie, że ekspertyza psychologiczna „nie stwierdzała u niego (czyli u ks. P.) tendencji o charakterze pedofilskim” jest sprzeczne faktami, gdyż prawie wszystkie czyny tego duchownego dotyczyły chłopców przed 18 rokiem życia.

Tyle na razie. Reszta na rozprawie sądowej.

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Dla osób, które chciałyby do mnie napisać w tej sprawie, podaję e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Oświadczenie sekretarza abp. Skworca niczego nie wyjaśnia, stanowi natomiast poważne oskarżenie wobec osoby, którą miało bronić.

Albo biskupowi nie wystarczyło pół roku, by zrozumieć, że ma obowiązek zgłaszać sprawy wykorzystywania seksualnego Watykanowi. Albo nie wiedział on, czy jasne zalecenia traktować poważnie, czy też postępować po staremu.

Czy podobne jak abp Skworc trudności ze zrozumieniem dokumentów papieskich mogło mieć więcej polskich biskupów?

 – komentuje Tomasz Terlikowski

Czy podobne jak abp Skworc trudności ze zrozumieniem dokumentów papieskich mogło mieć więcej polskich biskupów?
 
Zacznijmy od kilku faktów, bo to one są dla tej sprawy kluczowe. Kilkanaście dni temu ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski opisał na swoim blogu sprawę chłopaka wykorzystanego seksualnie na Ukrainie przez ks. Stanisława P. Wskazał, że pierwsze informacje o molestowaniu przez owego kapłana małoletnich trafiły do kurii tarnowskiej już w 2002 roku (ordynariuszem tej diecezji był wtedy biskup Wiktor Skworc). Nic wówczas z nimi nie zrobiono. Sprawa nie została zgłoszona, wbrew ówczesnemu prawu, do Kongregacji Nauki Wiary, a księdza skierowano na Ukrainę.

Odzew tarnowskiej kurii był natychmiastowy. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że władze diecezji przeprosiły i zapewniły o woli wyjaśnienia sprawy. Zamiast tego ks. Ryszard Nowak, rzecznik kurii, zaatakował ks. Isakowicza-Zaleskiego, uznając, że jego wpis „zawiera osąd wydany z pominięciem dowodów i (jest) oparty na jednostronnej relacji”. Kuria zapowiedziała nawet podjęcie kroków prawnych w celu obrony dobrego imienia diecezji i jej ówczesnego ordynariusza.

Nie minęło wiele czasu, a okazało się, że nie bardzo jest czego bronić, bo z dokumentów kurii wynika wprost, że odpowiednich działań nie podjęto, informacje zlekceważono, zaś decyzje biskupa sprawiły, że ksiądz P. wykorzystał kolejnych chłopców. Dwa dni temu kuria tarnowska zdecydowała się więc przeprosić skrzywdzonych (ale już nie ks. Isakowicza-Zaleskiego, nie wspomniała też nawet słowem o formułowanych wcześniej groźbach wkroczenia na drogę sądową).

Z kolei wczoraj późnym wieczorem (co już samo w sobie pokazuje, że sprawa została potraktowana jako niebezpieczna, i że metropolita katowicki uznał, że jest pewien problem z jego ówczesnymi decyzjami) oświadczenie wydał rzecznik i sekretarz arcybiskupa Skworca, ks. Tomasz Wojtala. Jego tekst jednak nie tylko niczego nie wyjaśnia, ale wręcz stanowi poważne oskarżenie wobec osoby, której miał w założeniu bronić. Wystarczy uważnie przeczytać oświadczenie, by to zrozumieć. 

„Po otrzymaniu na początku 2002 roku informacji o podejrzeniu nadużyć wobec małoletnich, ordynariusz zlecił przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego. Zbadanie wiarygodności oskarżenia przekazano osobom kompetentnym, w tym, zgodnie z przyjętą praktyką, także osobie posiadającej wiedzę z zakresu psychologii. Jednocześnie podejrzewany duchowny przestał sprawować funkcję proboszcza. Przepisy motu proprio «Sacramentorum sanctitatis tutela», promulgowane pół roku wcześniej stanowiły, iż jeżeli «ordynariusz lub hierarcha otrzyma wiadomość, przynajmniej prawdopodobną, o popełnieniu przestępstwa zastrzeżonego, po przeprowadzeniu badania wstępnego winien powiadomić o tym Kongregację Nauki Wiary». W wyniku postępowania wyjaśniającego oceniono sprawę jako niespełniającą warunków do przekazania jej do Kongregacji. W konsekwencji nie było przeszkód do wyrażenia zgody na posługę księdza P.  na Ukrainie” – czytamy.

Co wynika z tych słów? Otóż ni mniej, ni więcej, a tyle, że sprawy nie przekazano do Kongregacji Nauki Wiary, choć na biskupie ciążył taki obowiązek, jeśli tylko miał on „przynajmniej prawdopodobną” informację o molestowaniu czy wykorzystywaniu seksualnym. Jeśli biskup uznał ją za „nieprawdopodobną” (a tylko w takiej sytuacji wydaje się, że mógłby on sprawy nie zgłaszać), to warto zadać pytanie, na jakiej podstawie decyzja taka (jak przyznaje teraz sam arcybiskup – błędna) została podjęta? Co takiego sprawiło, że wiarygodne obecnie doniesienie okazało się wówczas „nieprawdopodobne”? Kto za to odpowiadał? Odpowiedzi na te pytania są istotne dla zrozumienia ówczesnej decyzji i tego, czy można uznać ją za błąd w rozeznaniu czy raczej za świadome tuszowanie.

Trudno też nie zadać jeszcze innego pytania: jeśli sprawa była na tyle nieprawdopodobna, że nie zgłoszono jej do Watykanu, to dlaczego ks. P. wysłano na Ukrainę, a nie przywrócono na parafię, gdzie był wcześniej proboszczem, albo nie powierzono mu innej placówki?

Wiarygodności arcybiskupa nie zwiększają poza tym kolejne zdania oświadczenia. „Nie można wykluczyć, iż bardzo krótki czas, jaki upłynął od promulgacji nowych przepisów, i brak doświadczeń w dziedzinie ich stosowania mogły wpłynąć na podjętą ocenę sprawy, czy wiarygodności oskarżeń” – pisze jego rzecznik. Jeśli miało to wyjaśniać cokolwiek czy kogokolwiek usprawiedliwiać, nie udało się. Można nawet powiedzieć mocniej – słowa te jedynie pogarszają sytuację.

Albo bowiem jest tak, że doktorowi nauk humanistycznych (a taki tytuł ma arcybiskup Skworc) i jego współpracowników nie wystarczyło pół roku, by zrozumieć, że mają obowiązek zgłaszać sprawy wykorzystywania Stolicy Apostolskiej. Albo – i to jest sytuacja jeszcze gorsza – słowa te znaczą, że nie wiadomo było wówczas, czy jasne zalecenia płynące z Watykanu traktować poważnie, czy też postępować po staremu. I – z braku doświadczeń – potraktowano je jak zwykle.

Cieszy mnie oczywiście, że arcybiskup bierze na siebie odpowiedzialność za dawne decyzje i przeprasza ofiary, ale martwi treść oświadczenia jego rzecznika. Uświadamia ona bowiem, nie po raz pierwszy zresztą, że podobne trudności z właściwym zrozumieniem dokumentów papieskich mogło mieć więcej polskich biskupów.

Dotychczasowe doświadczenia związane z tego rodzaju sprawami pozwalają mocno uwiarygodnić owo podejrzenie. A to oznacza, że problem ma nie tylko arcybiskup Skworc (który powinien bardzo rzeczowo wyjaśnić Watykanowi, jak również wiernym, dlaczego nie dopełnił swoich obowiązków), ale także wielu innych – emerytowanych i obecnych – polskich hierarchów.

Za te zaniedbania przyjdzie nam wszystkim jeszcze srogo zapłacić.

Do sprawy ks. Stanisława P. odniósł się ks. Tomasz Wojtal, rzecznik abp. Wiktora Skworca, biskupa tarnowskiego w latach 1998-2011, obecnie metropolity katowickiego.

„Po otrzymaniu na początku 2002 roku informacji o podejrzeniu nadużyć wobec małoletnich, ordynariusz zlecił przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego” – czytamy w oświadczeniu zamieszczonym wczoraj wieczorem na stronie archidiecezji katowickiej. Dowiadujemy się, że „w wyniku postępowania wyjaśniającego oceniono sprawę jako niespełniającą warunków do przekazania jej do Kongregacji [Nauki Wiary]. W konsekwencji nie było przeszkód do wyrażenia zgody na posługę księdza P. na Ukrainie”.

Przepisy stanowiące o tym, że biskup po otrzymaniu „przynajmniej prawdopodobnej” informacji o przestępstwie podwładnego ma powiadomić Kongregację, zostały ogłoszone pół roku wcześniej – podkreśla rzecznik abp. Skworca. „Nie można wykluczyć, iż bardzo krótki czas, jaki upłynął od promulgacji nowych przepisów, i brak doświadczeń w dziedzinie ich stosowania mogły wpłynąć na podjętą ocenę sprawy, czy wiarygodności oskarżeń” – pisze. „W świetle aktualnej wiedzy i zebranych informacji dokonana 18 lat temu pierwotna ocena zdarzeń może być oceniona jako błędna” – przyznaje.

„Abp Wiktor Skworc wyraża ogromny żal i ubolewanie z powodu krzywdy wszystkich ofiar ks. Stanisława P. Do takich sytuacji nigdy nie powinno było dojść. Jak każdy podejmujący decyzje, czuje się odpowiedzialny za ich konsekwencje, również wówczas, gdy decyzje te podejmowane są w dobrej woli, ale ze względu na niewłaściwą ocenę przesłanek okazują się błędne. Jednocześnie przeprasza ofiary za krzywdy wyrządzone przez podległych mu duchownych” – czytamy w oświadczeniu.

Rzecznik arcybiskupa zapewnia, że ten „podejmował i podejmuje bezzwłoczne działanie, natychmiast reagując na zgłoszenia dotyczące nadużyć duchownych pozostających pod jego jurysdykcją. Sprawy tego rodzaju nie są zaniedbywane ani wyciszane, lecz załatwione według obowiązujących norm”.

Ps. Komunikat Rzecznika Arcybiskupa Katowickiego

W dniu dzisiejszym tj. 27.08.2020 r. na Jasnej Górze metropolita katowicki abp Wiktor Skworc zwrócił się z pisemną prośbą do abp. Marka Jędraszewskiego metropolity krakowskiego o podjęcie procedur ustanowionych w motu proprio „Vos estis lux mundi” papieża Franciszka w celu wyjaśnienia sprawy księdza Stanisława P.

Kopie pisma otrzymali nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio oraz biskup tarnowski Andrzej Jeż. O fakcie został poinformowany także delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży abp Wojciech Polak.

Ks. Tomasz Wojtal
 Rzecznik Arcybiskupa Katowickiego

Katowice, 27.08.2020 r.

Na podstawie m.in.: www.tarnow.gosc.pl / www.niedziela.pl

Ryszard Zaprzałka