Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Święty, a nie pulchny krasnal

Poznaj prawdę o św. Mikołaju

Puszysty, czerwony krasnal wchodzący przed Świętami przez komin, by zostawić prezenty dla dzieci? Popkulturowa wersja Mikołaja (coraz rzadziej nazywanego nawet świętym), chociaż pasuje do konsumpcyjnej rzeczywistości, nie wiele ma wspólnego z faktami. Wydawałoby się, że nie ma popularniejszego świętego niż św. Mikołaj. Niemal przez cały grudzień imię biskupa Miry odmieniane jest w mediach przez wszystkie przypadki. Jednak czy rzeczywiście przedmiotem tego kultu jest patron żeglarzy i dzieci? Należy żywić obawę, że osoba, której niecierpliwie wygląda polska dziatwa (i nie tylko) już wieczorem 5 grudnia, dla sporej jej części jest mieszkającym na biegunie północnym przerośniętym krasnalem, dla pozostałych to biskup przebierający się, nie wiadomo dlaczego, w śmieszny skrzaci strój. Niestety, w dzisiejszej kulturze dominuje zlaicyzowany i przesłodzony wizerunek świętego Mikołaja. Często funkcjonuje on w oderwaniu prawdziwej postaci świętego. Tymczasem żyjący w III wieku biskup Myry to postać z krwi i kości. To człowiek wyjątkowo hojny dla ubogich, a jednocześnie mężnie znoszący prześladowania za wiarę. Dlatego też warto 6 grudnia, w liturgiczne wspomnienie św. Mikołaja, przypomnieć prawdę o tej postaci.

Święty Mikołaj, późniejszy biskup Miry (obecnie Demre) urodził się w Patarze w Licji (na terenie dzisiejszej Turcji) ok. 270 roku. Był jedynym dzieckiem zamożnych rodziców, którzy gorąco prosili Boga o potomstwo. Od najmłodszych lat Mikołaj wyróżniał się pobożnością. Był także bardzo wrażliwy na niedolę bliźnich. Ponadto okazał się bardzo pilnym i zdolnym uczniem. Duży wpływ na jego wychowanie i duchowość miał jego stryj, biskup Miry, z rąk którego nasz święty otrzymał święcenia kapłańskie.

Czasy, w jakich żył święty Mikołaj nie należały do łatwych. Szaleli barbarzyńcy i zarazy. Jedna z nich pochłonęła rodziców przyszłego świętego. Został on sierotą, jednak odziedziczył ogromny majątek. Rozdawał go mądrze i hojnie potrzebującym i unikał rozgłosu. Nie chciał, by inni wiedzieli o jego dobroci i publicznie go chwalili.

Jak bowiem mówi Pan Jezus „kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” [Mt 6; 2-3].

Jedna z licznych legend głosi, że Mikołaj miał zamożnego sąsiada, który jednak drwił sobie z wiary i pobożności późniejszego świętego. Gdy bezbożny mężczyzna stracił majątek, nie miał jak wydać za mąż swych córek, gdyż koniecznym był do tego posag. Na ten jednak rodzina bankruta nie mogła sobie pozwolić, dlatego ów mężczyzna postanowił... sprzedać swoje córki do domu publicznego. Wtedy do akcji – zgodnie z jedną z wersji legendy – wkracza Mikołaj. Zatroskany o cnotę niewinnych dziewcząt postanawia... dać pieniądze złemu sąsiadowi. Jednak nie daje ich oficjalnie, na oczach bijącej mu brawo gawiedzi. Podrzuca je przez okno do domu kpiącego z wiary, by ten miał za co wydać swoje córki za mąż, nie narażając je na hańbiący los prostytutki.

Święty w pewnym okresie życia rozważał oddanie się życiu zakonnemu. Stwierdził, że najlepiej służyć Stwórcy za klasztornym murem. Udał się do Ziemi Świętej, a następnie dołączył do zakonników z Patras. Długo jednak tam nie zabawił, zamierzając powrócić do ludzi. Dlatego też opuścił klasztor i zdecydował się trafić do licyjskiego miasta Myry.

Myra przeżywała żałobę wskutek śmierci biskupa. Zastanawiano się nad wyborem następcy. Jak głosi tradycja pewnego dnia jednemu z obradujących nad wyborem przyśnił się Bóg. Polecił on, by na stanowisko biskupa wybrać tego, kto jako pierwszy pojawi się w Kościele. Osobą tą okazał się nieznany tutejszym mieszkańcom Mikołaj – i on właśnie objął funkcję biskupa Myry.

Święty Mikołaj dożył 70 lat – wyjątkowo sędziwego wieku w owych czasach. Jednak nie wszystko w jego życiu było proste. Z powodu głoszenia słowa Bożego wśród pogan został aresztowany wskutek edyktu Dioklecjana. Ten pogodny święty spędził lata w lochu. Nie wyrzekł się jednak wierności swemu Zbawicielowi.

Święty Mikołaj uczestniczył w Soborze w Nicei w 325 roku. Debatowano wówczas nad poglądami Ariusza negującego Boskość Chrystusa i istnienie Trójcy Świętej. Bluźnierstwa herezjarchy tak zdenerwowały świętego Mikołaja, że ów dał mu w twarz. W odpowiedzi Ariusz złamał jego szczękę. Tyle w kwestii przesłodzonego wizerunku świętego.

Mikołaj jest świętym, a więc wysłuchuje naszych próśb o wstawiennictwo. Czy nie warto uświadomić tego dzieciom, gdy przestają wierzyć w świętego Mikołaja? Wszak człowiek ten nie tylko istnieje, ale kiedyś spotkamy się z nim osobiście – o ile umrzemy w stanie łaski uświęcającej!

San Nicolò wcale nie kojarzy się wenecjanom z brodatym, dobrotliwym staruszkiem w czerwonym kubraczku. Jest to bowiem potężny opiekun wszystkich żeglarzy i jeden z patronów miasta, szczególnie zaś jego floty.

Pragniesz odwiedzić świętego Mikołaja? – Nie wybieraj się ani do Laponii, ani na promocję do supermarketu. W tzw. „Wiosce św. Mikołaja” (to po prostu tematyczny park rozrywki) natkniesz się na krasnala z przyklejoną brodą i przyszywanym brzuchem, a w galerii handlowej – co krok rubasznym „Ho-ho-ho!” nawoływać cię będzie do zakupów podobny jegomość stylizowany na coca-colowy wzór Santa Clausa, często spersonalizowany według identyfikacji wizualnej firmy – a to fioletowy, a to niebieski…

R.Z.
Źródła: www.pch24.pl /niedziela.pl / telewizjarepublika.pl / kosciol.pl