Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

XVI Memoriał bł. o. Zbigniewa Strzałkowskiego

 7 czerwca przypada w liturgii wspomnienie bł. Michała Tomaszka i bł. Zbigniewa Strzałkowskiego - Męczenników z Pariacoto, małej miejscowości wśród andyjskich gór, a ich parafia obejmowała ok. 70 osad i wiosek, do których można było dotrzeć konno lub pieszo. Z tej okazji w Bazylice św. Franciszka w Krakowie została odprawiona Msza Święta z uczczeniem relikwii Błogosławionych, a po niej na spotkanie z o. Stanisławem Olbrychtem, franciszkaninem i świadkiem misji i życia Męczenników. Data wspomnienia liturgicznego – 7 czerwca – to dzień, w którym (w 1986 r.) bł. Michał Tomaszek został wyświęcony na diakona, a bł. Zbigniew Strzałkowski na kapłana. Przypomnijmy, że dwaj polscy misjonarze franciszkanie o. Zbigniew Strzałkowski /33 lata/ wywodzący się z podtarnowskiej Zawady i o. Michał Tomaszek /31 lat/ z Rychwałdu k. Żywca zginęli męczeńską śmiercią w peuwiańskim Pariacoto, zastrzeleni przez lewacką bojówkę "Świetlistego szlaku" (hiszp. Sendero Luminoso). Ciała misjonarzy znaleziono kilka kilometrów od wioski, twarzą do ziemi. Mieli roztrzaskane głowy, przestrzelone czaszki. Na plecach o. Zbigniewa terroryści położyli kartkę z napisanymi jego krwią słowami: "Tak giną pachołki imperializmu". Komunistyczna bojówka zamordowała franciszkanów, kierując się nienawiścią do wiary, do praktyk religijnych. Obaj męczennicy zostali przez papieża Franiszka beatyfikowani 5 grudnia 2015 roku w Chimbote w Peru, wraz z włoskim misjonarzem, ks. Aleksandrem Dordi, także zamordowanym przez terrorystów na terenie diecezji Chimbote (do której należy Pariacoto). Kult bł. o. Zbigniewa najbardziej rozwija się w jego rodzinnej Zawadzie k. Tarnowa, w którym ukończył Technikum Mechaniczne przy ul. Staszica. W kościele w Zawadzie przechowywane są relikwie męczennika, niedawno został tam konsekrowany nowy ołtarz, w którym również umieszczono relikwie o. Zbigniewa. Drugim miejscem związanym z naszym męczennikiem jest tarnowska katedra, gdzie o. Zbigniew został ochrzczony i gdzie także znadują się jego relikwie. Drugim takim miejscem jest kościół pw. Miłosierdzia Bożego w Tarnowie. Wspomnienie bł. o. Zbigniewa obchodzone jest w Zawadzie w pierwszą niedzielę czerwca, wtedy też odbywa się tam doroczny, cieszący się ogromnym powodzeniem Memoriał im.o. Zbigniewa Strzałkowskiego. W swej pracy duszpasterskiej w dalekim Peru zasłynął on m.in. jako przyjaciel i obrońca dzieci, dlatego też został wybrany na patrona  szkoły w Zawadzie, do której uczęszczał. To właśnie młodzież z tej szkoły organizuje co roku „Memoriał o. Z. Strzałkowskiego” (pierwszy miał miejsce 20 czerwca 2004 r.), masowy bieg ku czci misjonarza rozgrywany na trasach położonych na pobliskiej Górze św. Marcina. Bieg tradycyjnie rozpoczyna o godz.12 Msza św. w kościele parafialnym w Zawadzie, a kończy festyn.

Jest piątek, 9 sierpnia 1991 roku. W misji w Pariacoto przebywa dwóch polskich misjonarzy – o. Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek, siostra zakonna i kilku postulantów. Ich przełożony o. Jarosław Wysoczański przebywa w tym czasie na urlopie w Polsce. Po południu w wiosce pokazują się uzbrojeni i zamaskowani terroryści z Sandero Luminoso (Świetlistego Szlaku), lewaccy partyzanci o skrajnej orientacji marksistowsko-maoistycznej. Wchodząc do przypadkowych domów, podsycają atmosferę zagrożenia. Nie śpieszą się do klasztoru, choć to on będzie ich celem. Jest godz. 15, kiedy o. Zbigniew dowiaduje się od kucharki o obecności terrorystów w wiosce. „Nie mamy nic do ukrycia. Jeśli przyjdą, damy świadectwo prawdzie” – odpowiada.

Tradycyjnie o 19.00 odprawiają Mszę św. i przeczuwając, co się za chwilę zdarzy, ofiarowują ją za siebie. „Przyjmij naszą krew, która będzie wylana za Ciebie, mój Panie” – modlą się. Po Mszy św. ojcowie, a także s. Berta ze Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusa i młodzież gromadzą się w jednej sali. Słychać wystrzały z broni maszynowej. Dzieci boją się wracać do domów. Ojciec Zbigniew wychodzi z chłopcem do innego pomieszczenia, by opatrzyć mu ranę. Po chwili stukanie do drzwi. Do klasztoru wchodzi trzech uzbrojonych terrorystów w kominiarkach. Szukają misjonarzy. Chcą zabrać ze sobą także trzech obecnych tam postulantów, czemu stanowczo sprzeciwia się o. Zbigniew: „Nie, oni nie. Tylko my dwaj jesteśmy kapłanami” – mówi. Związano im ręce i zapakowano do furgonetki. Wsiadła z nimi s. Berta: „Nie chciałam ojców zostawić samych” – wyjaśnia w późniejszej relacji.

40-minutowa rozmowa między misjonarzami a terrorystami w samochodzie to – jak pisze Nijak – „parodia sądu mająca uprawomocnić przyczyny pojmania”. Padają obelgi i zarzuty. „Jeżeli uważacie, że źle pracowaliśmy, powiedzcie, w czym popełniliśmy błąd?” – pyta ich o. Strzałkowski. Przestępstwem według terrorystów było głoszenie Biblii, karmienie głodnych, głoszenie pokoju, sprawiedliwości i miłości. W końcu terroryści każą s. Bercie wysiąść z samochodu. Ta się wzbrania, w końcu wypychają ją lufami karabinów. Sami z misjonarzami odjeżdżają. Widząc, jak ta jeszcze biegnie za nimi, dodają gazu, za chwilę się zatrzymują, ale tylko po to, by podpalić drewniany mostek, który przejechali, odcinając jej drogę.

Około godz. 21 zatrzymali się na wysokości Pueblo Viejo, w miejscu, w którym dawniej była kaplica kolonialna poświęcona Chrystusowi Wywyższonemu na Krzyżu, i tutaj zabijają z zimną krwią leżących twarzą do ziemi misjonarzy, a także sołtysa Justino Masa. Na plecy o. Zbigniewa rzucają tekturkę z napisem w języku hiszpańskim: „W ten sposób umierają lizusy imperializmu”. Odręcznie narysowany jest na niej jeszcze sierp i młot, a nieco niżej „Viva…” – trudno odczytać napis, bo litery zamazuje krew o. Zbigniewa.

Misjonarze - męczennicy wyjechali do Peru pod koniec listopada 1988 i zatrzymali się na pół roku w Limie. W stolicy państwa jeszcze lepiej poznawali zwyczaje i specyfikę pracy duszpasterskiej tego regionu świata. Dopiero w lipcu 1989 r. dołączył do nich o. Michał Tomaszek. Ich zadaniem było stworzenie nowej placówki w Pariacoto u podnóża Andów Wysokich. Pariacoto było pierwszą misją franciszkanów w Peru. Z tego miejsca trzech ojców obsługiwało ponad 60 miejscowości. Niektóre z nich znajdowały się na wysokości 4,5 tys. m n.p.m. Do wielu nie dało się dojechać samochodem i, jak można przeczytać we wspomnieniach o. Jarosława Wysoczańskiego, niekiedy trzeba było dojeżdżać tam konno, spędzając nawet sześć godzin w siodle. Do licznych wiosek z posługą docierali tylko raz w roku w okresie tzw. fiesty. Przebywali tam kilka dni i udzielali sakramentów. Na co dzień katechizacją zajmowali się specjalnie przygotowani świeccy. Praca misjonarzy nie była skierowana tylko na ewangelizację ale także prowadzili szeroko zakrojoną działalność charytatywną wśród tamtejszej ubogiej ludności.

Ludzi wysoko w górach trzeba było uczyć czasem wszystkiego. Franciszkanie sprowadzali inżynierów, specjalistów różnych branż z Limy i Chimbote, żeby mieszkańcom jakoś ułatwić życie. Zbudowali instalację wodną, doprowadzając wodę z górskich potoków do centralnych placów w wiosce, żeby ulżyć doli, zwłaszcza kobiet, które wcześniej musiały tę wodę nosić po górskich, stromych ścieżkach. Zbudowali kanalizację oraz uruchomili agregat prądotwórczy. Sprowadzili pielęgniarki i lekarzy, by uczyli miejscowych Indian profilaktyki związanej z niebezpieczną w tamtym rejonie cholerą.
Miejscowi bardzo dobrze przyjęli swoich duszpasterzy. Byli wdzięczni za pomoc i chętnie z nimi współpracowali. Wkrótce do ojców dołączyły siostry zakonne. Niestety, początek lat 90. w Peru był bardzo niespokojny. Już od lat 60. aktywnie działały bojówki komunistyczne Sendero Luminoso – Świetlistego Szlaku. Ich celem było zastąpienie ówczesnej władzy peruwiańskiej chłopskimi rządami rewolucyjno-komunistycznymi. W swej ideologii odwoływały się do Mao Tse-tunga. Dla terrorystów wszelkiego rodzaju autorytety, które się pojawiały, były bardzo niewygodne. Przywódcy Świetlistego Szlaku, którzy sami siebie nazwali Komunistyczną Partią Peru, oskarżyli misjonarzy o prowadzenie działalności "usypiającej świadomość rewolucyjną Indian".

 

Pogrzeb ojców stał się wielką manifestacją wiary mieszkańców Pariacoto i okolicznych miejscowości. Tłumy ludzi żegnały swoich misjonarzy. Wśród obecnych na Mszy św. pogrzebowej było ponad 60 kapłanów z Peru oraz franciszkanie z Limy, Boliwii i Polski. Uroczystościom przewodniczył bp Luis Bambaren z Chimbote. Ciała o. Zbigniewa i o. Michała zostały pochowane w kościele w Pariacoto. Męczeńska śmierć franciszkanów poruszyła bardzo wiele osób. Już w sierpniu 1991 r. rząd Peru uhonorował pośmiertnie ojców Zbigniewa i Michała najwyższym odznaczeniem państwowym - Wielkim Oficerskim Orderem "El Sol del Peru" (Słońce Peru).

Same okoliczności śmierci, ale także liczne deklaracje sprawców zabójstwa, którzy chlubili się dokonanym czynem, tudzież ideologia i praktyka rewolucyjna komunistycznego Świetlistego Szlaku, przekonały Kościół, że franciszkanie zginęli jak męczennicy. Proces beatyfikacyjny, rozpoczęty w 1996 r., toczył się w trzech państwach: w Polsce (Kraków), Peru (Chimbote) i we Włoszech (Bergamo). Trybunał rogatoryjny w Chimbote przesłuchał 34 świadków, w Krakowie 29, a w Bergamo 26. Wszystkie trzy trybunały powołały komisje do zbadania dokumentów. W 2002 r. proces zakończył się na szczeblu diecezjalnym. Dokumentacja została przesłana do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie. Tam opracowano tzw. Positio. Po jego zatwierdzeniu nic już nie stało na drodze ich beatyfikacji. Słudzy Boży o. Michał i o. Zbigniew należeli do krakowskiej Prowincji św. Antoniego Padewskiego i bł. Jakuba Strzemię.  Ich współbracia nadal prowadzą tam swoją działalność. Chociaż wówczas wydawało się, że to już koniec posługi franciszkanów w tym miejscu.

Ryszard Zaprzałka