Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Koniec świata

czyli Teatr Nie Teraz pracuje nad nowym spektaklem.

Rok 2017 sygnuje się magią jubileuszowych okrągłych dat, odsyłających nas do wydarzeń decydujących o losach świata. Z jednej strony schizma Marcina Lutra, powstanie masonerii, apogeum I wojny światowej i rewolucja bolszewicka, a z drugiej objawienia fatimskie i utworzenia Rycerstwa Niepokalanej przez św. Maksymiliana Kolbe. Tak naprzeciw piekła staje Niebo i Ta, której szatan boi się najbardziej – Niepokalana. I tak koniec staje się początkiem. Każde z naszych przedstawień zdaje się być najważniejsze. Każde jest odpowiedzią na czas, w którym powstawało, ale jednocześnie każde kolejne w ostatniej dekadzie prowadziło nas mniej lub bardziej świadomie do „Końca świata”. Czy o tym będzie spektakl Teatru Nie Teraz? Najpełniej odpowiemy na to pytanie w dniu premiery – 13 października 2017 roku. Ale zanim to nastąpi, zapraszamy w niezwykłą podróż, która zaczęła się w Harmężach... Ps. A  znajdujące się tam unikalne oświęcimskie "Klisze pamięci" wielkiego polskiego artysty Mariana Kołodzieja wołają o pomoc...

To właśnie jest ten trop, który zaprowadził Teatr Nie Teraz do Harmęży, małej miejscowości koło Oświęcimia, skąd do obozowych drutów i stojących za nimi baraków jest może kilometr. Drugi trop to rekomendacja naszego Przyjaciela, prof. Kazimierza Brauna, który kilka lat temu, właśnie tam, we franciszkańskim Centrum św. Maksymiliana pisał swój dramat o św. Ojcu Kolbe, a teraz, znając plany TNT, zasugerował to miejsce, jako najlepsze na rozpoczęcie pracy nad „Końcem świata”.

W okresie okupacji niemieckiej podobóz KL Auschwitz Harmense, były gospodarstwem hodowli drobiu i ryb. Na okolicznych polach oraz na wałach stawów rozsypywano popioły z ciał spalonych w obozowym krematorium. A wszystko odbywało się przy pomocy niewolniczej pracy więźniów. Jednym z nich był Marian Kołodziej, artysta plastyk i scenograf, jeden z największych współczesnych polskich artystów. I to jest trop trzeci.

W historii współczesnej sztuki polskiej, w niezbyt licznym gronie artystów naprawdę wielkich, niewielu jest takich, którzy mając talent prawdziwy, nie rozmienili go na drobne życiem paskudnym, komunistycznym odurzeniem czy wręcz podłą zdradą wiary swych ojców i Ojczyzny samej. Mariana Kołodzieja możemy spokojnie wymienić obok takich twórców prawdziwie europejskiej kultury jak Dürer, Bosch, Grünewald, Memling. Nie tylko dlatego, że jego malarski, graficzny warsztat nie ustępuje tym mistrzom, ale również dlatego, że jego twórczość wyrasta z dogłębnej wiedzy o piekle.

Kołodziej, numer 432, przeżył obóz, aby po kilkudziesięciu latach milczenia na ten temat, stworzyć niezwykłą, genialną artystycznie ekspozycję plastyczną opisującą piekło, które ludzie potrafią tutaj, na ziemi zgotować innym ludziom. W swej pracy kierował się słowami Herberta: „Ocalałeś nie po to, aby żyć – masz mało czasu – trzeba dać świadectwo”. Stała wystawa „Klisze pamięci – Labirynty Mariana Kołodzieja” znajduje się właśnie w Harmężach.

„Dramat, który nie ma końca” – taki jest podtytuł naszego przedstawienia. Kołodziej, rok przed śmiercią, tak podsumował swoje tego świata widzenie: Patrząc z góry na ten nasz XX wiek poprzez schyłek mojego życia, widzę, że po Oświęcimiu na tej ziemi nie tylko nic się nie zmieniło – a miało – lecz jest jeszcze gorzej. Światem dalej rządzą prawa lagru. Fabryka śmierci – unowocześniona, skomputeryzowana. Spotworniała Apokalipsa z moich rysunków – trwa.

Koniec tego dramatu jednak istnieje, ale nie w ludzkim wymiarze. Matka Boża podczas objawień fatimskich dała ludziom tę pewność, mówiąc do trójki pastuszków: „Na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.

Teatr, ograniczony tym wszystkim, co ludzkie, może jednak nas do tego choć odrobinę przygotować. Nawet, jeżeli pracuje poza wielkimi miastami z ich licznymi instytucjami kultury i poza tzw. mainstreamem. Nawet, jeżeli pracuje w małej wsi Burzyn, położonej koło małego miasta Tuchów w Małopolsce.

 

A puki co, Franciszkanie szukają funduszy na ratowanie wystawy byłego więźnia Auschwitz Mariana Kołodzieja w Centrum św. Maksymiliana w Harmężach. Niszczy ją szkodnik zwany kołatkiem. Gwardian ojciec Piotr Cuber powiedział, że zakonnicy nie mają pieniędzy na dezynsekcję.

- W pierwszej części wystawy "Klisze pamięci. Labirynty", gdzie znajduje się prowizoryczny wagon kolejowy wykonany ze starych desek przez prof. Kołodzieja, wykryliśmy szkodniki. Żerowisko zrobił sobie w nich kołatek. Owad niszczy ekspozycję. Niestety, dezynsekcja to koszt ok. 20 tys. zł. Nie mamy takiej kwoty. Możemy jedynie mieć nadzieję, że znajdzie się dobroczyńca, który nas wesprze - powiedział ojciec Cuber.


Duchowny dodał, że ekspozycję zbadali niedawno przedstawiciele firmy, która potrafi wyeliminować szkodniki. - Można je usunąć, stosując specjalny żel. To preparat, który nakłada się na powierzchnię i zostawia do wyschnięcia. Substancja penetruje drewno na sporą głębokość, eliminując szkodniki. Praktycznie, jeśli nie wniesie się ich później z zewnątrz, to już się nie odrodzą - powiedział ojciec Cuber.

Franciszkanin dodał, że na wystawie wykryte zostały także mole, które niszczą znajdujące się tam koce. Ojciec Cuber podkreślił, że cały ciężar utrzymania ekspozycji spoczywa na barkach zakonników.

Marian Kołodziej był plastykiem i scenografem. Jako młody człowiek po wybuchu II wojny próbował przedostać się do polskiego wojska we Francji. Został aresztowany przez gestapo. 14 czerwca 1940 r. Niemcy deportowali go do Auschwitz w pierwszym transporcie polskich więźniów. Do 1945 r. był więziony także w Gross-Rosen, Buchenwaldzie, Sachsenhausen i Mauthausen-Gusen.

Wystawa składa się z ponad 200 kompozycji rysunkowych oraz elementów dodatkowych, jak prycze, drewniane sylwety, krzyż z desek. Artysta tworzył je 16 lat. Prace przedstawiają wizję gehenny obozowej w niemieckim obozie Auschwitz, a jednocześnie uwypuklają heroiczne zwycięstwo odniesione tam przez polskiego franciszkanina, św. Maksymiliana Kolbego, który oddał życie za współwięźnia Franciszka Gajowniczka.

Po wojnie ukończył wydział scenografii krakowskiej ASP. Współpracował z teatrami w Gdańsku i Warszawie. Stworzył dekoracje m.in. do "Tragedii o bogaczu i łazarzu" Anonima Gdańskiego (1968 i 1971), "Sztukmistrza z Lublina" Isaaca Singera (1988), wielu inscenizacji Adama Hanuszkiewicza, Kazimierza Kutza, Stanisława Różewicza oraz ok. 40 filmów fabularnych, m.in. "Westerplatte", "Krzyż Walecznych", "Ludzie z pociągu", "Miejsce na ziemi", "Wolne miasto". Był twórcą ołtarzy w Gdańsku podczas pielgrzymek papieża Jana Pawła II w latach 1987 i 1999.

W ostatnich latach twórczości zaczął poruszać tematykę obozową. W 1992 r. mieszkający w Gdańsku artysta doznał udaru mózgu. Rehabilitacją w chorobie stało się tworzone od tego czasu dzieło życia: "Klisze pamięci. Labirynty".

Prof. Kołodziej przed śmiercią ofiarował dzieło franciszkańskiemu Centrum św. Maksymiliana. Zostało umieszczone w podziemiach tamtejszego kościoła. Artysta zmarł w 2009 r. Jego prochy spoczęły w krypcie w Centrum.
Rokrocznie ekspozycję zwiedza kilka tysięcy osób z różnych stron świata. Większość stanowi młodzież. Dzieło Mariana Kołodzieja zobaczyć można w Internecie (wystawa.powiat.oswiecim.pl).

Centrum św. Maksymiliana jest ośrodkiem pamięci i modlitwy, a zarazem wotum wdzięczności za życie, dzieło oraz ofiarę Maksymiliana Marii Kolbego. Prowadzą je franciszkanie oraz Misjonarki Niepokalanej Ojca Kolbego. Podczas II wojny światowej w Harmężach istniał podobóz Harmense należący do KL Auschwitz.

Źródło: "Małopolskie: franciszkanie szukają funduszy na ratowanie wystawy b. więźnia Auschwitz" - Marek Szafrański (PAP)

Tekst: Agnieszka Rodzik, Tomasz A. Żak (Teatr Nie Teraz)