Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Naprzeciwko i na przekór - Piąta pocztówka z Fatimy

Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie!

Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć.

1 List św. Piotra

Okna domu, w którym mieszkaliśmy w Fatimie, wychodziły na północ - pisze w swojej najnowszej, nadsyłanej zawsze 13 każdego miesiąca pocztówce z Fatimy Tomasz A. Żak, ceniony reżyser i wzięty publicysta. Na prawo, ponad dachami pensjonatów i hoteli zobaczyłem bielejącą strzelistą wieżę bazyliki. A na lewo, zdecydowanie na lewo sterczało coś czarnego, pokracznego niczym jakiś dźwig portowy. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że to stalowy krzyż, ultra modernistyczna rzeźba, która przerażała mnie już na ilustracjach oglądanych na długo przed podróżą do Portugalii. W rzeczywistości to przedstawienie ukrzyżowanego Chrystusa jest jeszcze bardziej straszne.

Przez sto lat, jakie upłynęły od objawień Matki Bożej na Cova da Iria, miejsce to nie tyle się zmieniło, co stało się kompletnie innym. I nie chodzi tutaj o to, że dawne pastwiska, pólka uprawne, oliwne sady zanurzone w lasach i krzakach „stały się Fatimą”, przejmując niejako nazwę własną wsi położonej ok. 6 km dalej. Rzecz również nie w tym, że ziemię przykrył tutaj asfalt i beton, a horyzont ze wszystkich stron zasłaniają wielopiętrowe budynki, których partery zajmują sklepy z dewocjonaliami. I nawet nie o to chodzi, że niektórych rażą tłumy ludzi przybywających tutaj z całego świata, co ma przeszkadzać – tym pięknoduchom - w obcowaniu z sacrum oraz w kontemplacji miejsca. O ile takie odczucia jakoś pasują do wycieczki w góry, to w przypadku kultu religijnego nijak się mają do idei powszechności wiary i wspólnoty katolickiej liturgii.  

Od samego początku, od 13 maja 1917 r. to, co zdarzyło się na Cova, przyciągało ludzi. Miesiąc później z Łucją, Franciszkiem i Hiacyntą było tutaj ledwie kilka osób, ale w czerwcu już dziesiątki, później tysiące, a w październiku liczba ta sięgnęła 70 tysięcy. Oczywistym jest, że te miliony współcześnie odwiedzając miejsca święte, to niestety raczej tzw. turystyka religijna niż pielgrzymowanie. Tak jest i Fatimie, i w Częstochowie.  Ale równie oczywistym jest, że w takich miejscach, w takich okolicznościach wielu może nie tylko odnaleźć wiarę, ale nawet się nawrócić. Tutaj chodzi o coś zupełnie fundamentalnie innego. O to, co zapisane zostało w księdze proroka Daniela, a co określa się, jako „ohydę spustoszenia”.

Franciszek, jak wspomina Łucja, nigdy nie był strachliwy, sam szedł nocą bez żadnych trudności do każdego ciemnego kąta. Bawił się jaszczurkami i wężami, które znajdował (…) Wsuwał się do grot, szukając jam lisich, króliczych lub zajęczych. Ze dwa tygodnie po objawieniu z 13 lipca, kiedy to Matka Boża ukazała dzieciom piekło, trójka pastuszków była gdzieś w okolicach Ajustrel, koło miejsca zwanego Pedreira. I Franciszek, swoim zwyczajem, wszedł do jakiejś skalnej jamy, choć Hiacynta mu to odradzała. Po dłuższej chwili słyszeliśmy, jak krzyczał, wołając nas i Matkę Boską (…) Nareszcie odnaleźliśmy go, drżącego ze strachu, ciągle klęczał i był tak przerażony, że nie był wstanie wstać. Dwie dziewczynki ledwie wtedy usłyszały jego chrapliwy, ściśnięty strachem głos: To było jedno z tych zwierząt piekielnych, które pluło na mnie ogniem.

Wchodząc na wielki plac sanktuarium starałem się nie patrzeć ku zachodowi, tam, gdzie na początku XXI wieku wycięto las i kosztem około 100 mln euro wybudowano COŚ nazwane Kościołem Trójcy Przenajświętszej, a co w swej konstrukcji dokładnie naśladuje celtyckie pogańskie wzorce. To właśnie obok tej budowli stoi to stalowe COŚ, które tak przeraża, a które widziałem z okna. Ale przecież nie da się wciąż i wciąż odwracać głowy i zamykać oczu.  Zresztą strona wschodnia Placu Piusa XII, gdy podejdziemy bliżej, także „zadziwia” znakami wywołującymi nie tylko estetyczny dyskomfort, ale i dreszcz niepokoju.

Kapliczkę, postawioną zgodnie z wolą Niepokalanej w miejscu objawień, w roku 1922 zniszczyli ładunkiem wybuchowym masoni. Odbudowana przez wiernych, z czasem została przykryta wraz z otoczeniem większym dachem. Dzisiejsza Kaplica Objawień, to takie szklane akwarium (powstało w 1982 r.), które przy szlachetnej architekturze bazyliki razi swym wyglądem kojarzącym się bardziej z jakimś dworcem autobusowym, niż z miejscem świętym. Kaplica posadowiona jest nieco w bok od osi symetrii tego wielkiego placu, a po drugiej stronie, w zasadzie na wprost niej umieszczono COŚ, taką instalację-interpretację Stajenki Betlejemskiej. Ostatnimi czasy nader często mówi się o bluźnierczych dziełach sztuki w galeriach i teatrach. Powiedzmy sobie otwarcie – to, co ustawiono dokładnie naprzeciwko miejsca Objawień fatimskich, a co ma przedstawiać Świętą Rodzinę, jest wręcz kwintesencją bluźnierstwa i to z elementami symboliki masońskiej.   

Sama bazylika Matki Bożej Różańcowej powstała szczęśliwie przed rewolucją modernizmu lat 60-tych XX wieku, a więc począwszy od klasycznej orientacji, po podkreślającą podstawę kościoła półkolistą kolumnadę i wskazującą „drogę do Nieba” 65-metrową wieżą, ta neobarokowa świątynia swą architekturą po prostu wielbi Boga.  Z wystrojem jest już gorzej, ale szczęśliwie umieszczone w kaplicach transeptu grobowce trojga pastuszków skutecznie skupiają uwagę wiernych i odwiedzających to miejsce. Centralnie, na monumentalnych schodach wiodących do bazyliki posadowiono plenerowy ołtarz, czy raczej zadaszone miejsce odprawiania nabożeństw dla ludzi zgromadzonych na tym wielkim placu. Na ścianie za stołem ołtarzowym mamy kolejne „dzieło” – znów zdecydowanie bluźnierczo przedstawioną postać Chrystusa, który wygląda jak jakiś złoty Apollo, a na dodatek „odlatuje z krzyża”.   

Tych „dzieł”, tych znaków „naprzeciwko” jest po prostu zbyt wiele, aby były przypadkiem. Największym jest oczywiście owa „celtycka” świątynia wybudowana naprzeciwko bazyliki. Byłem tam tylko raz i nie chciałbym kiedykolwiek to powtórzyć. Sala widowiskowa na 9 tysięcy miejsc może i jest imponująca, ale w niczym - podkreślam to - w niczym nie przypomina świątyni katolickiej. Nie ma tu Matki Bożej Fatimskiej, nie ma nic świętego, nie ma nawet konfesjonałów, i nie ma też Pana Jezusa, bo nie ma tabernakulum. To święte świętych umieszczono gdzie indziej i poza tym ogromnym obiektem. W podziemiach otaczającego placu jest specjalne, sterylne do bólu pomieszczenie z przyczepioną do ściany żółta szafką. Tutaj, wedle informacji umieszczonej na stojaku, ma znajdować się Najświętszy Sakrament. W tychże podziemiach chcący się wyspowiadać mają wydzieloną inną salę, a w niej specjalne kabiny. Elektroniczna tablica wyświetla, gdzie można podejść (trochę jak na dworcu rozkład jazdy). Niektórzy zwą to miejsce „pokojem zwierzeń”… Wszędzie wokoło rządzi brzydota i antysztuka. Ani tu uklęknąć, ani się pomodlić.

Łucja dokładnie opisała swoje największe dziecięce przeżycie, które miało miejsce nim objawiła im się Pani z Nieba. Tak bardzo pragnęła przystąpić do Pierwszej Komunii Świętej, że pomimo młodego wieku (6 lat) ks. Proboszcz w końcu wyraził na to zgodę. Po latach siostra Łucja wciąż dokładnie pamiętała, co kapłan powiedział jej po pierwszej spowiedzi: Moje dziecko, twoja dusza jest świątynią Ducha Świętego. Zachowaj ją zawsze czystą, aby On mógł w niej prowadzić dalej święte działanie.

A potem Łucja uklęknęła przed figurą Matki Bożej. W kościele w Fatimie było kilka figur Maryi. Dziewczynka wybrała tę z bocznego ołtarza Matki Boskiej Różańcowej. I tam, z całą żarliwością 6-letniego dziecka prosiła, aby Matka Najświętsza zachowała tylko dla Boga jej serce: Kiedy powtarzałam kilkakrotnie to pokorne błaganie z oczyma utkwionymi w statuę, wydawało mi się, że nasza Dobra Pani uśmiecha się do mnie, i że przytakuje spojrzeniem i gestem dobroci. Byłam tak przepełniona radością, że nie mogłam powiedzieć słowa.

Tomasz A. Żak - PCh.24.pl