Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Cała Polska w drodze do Częstochowy

Polska sanktuariami maryjnymi stoi. Matka Boża czczona jest w nich pod wieloma różnorakimi tytułami: Maryja Zwycięska, Matka Pocieszenia, Matka Nieustającej Pomocy, Matka Trudnego Zawierzenia, Szkaplerzna, Uśmiechnięta, Cierpliwie Słuchająca, Brzemienna… Zgodnie z definicją, sanktuarium to święte miejsce, gdzie Bóg w sposób szczególny udziela swych łask. W sanktuarium maryjnym udziela ich za pośrednictwem Matki Bożej. Jesteśmy narodem pielgrzymów, który można poznać, gdy zobaczymy jak się modli przed obliczem Matki Bożej. W tym jubileuszowym roku 100-lecia objawień Maryi w Fatimie szczególnie licznie odwiedzane są miejsca poświęcone Fatimskiej Pani. Oczywiście nie każdy może udać się w daleką podróż do Portugalii, możemy jednak nawiedzać polskie sanktuaria poświęcone Matce Bożej Fatimskiej. Znajdziemy je m.in. w: Trzebini, Wadowicach, Turzy Śląskiej, Braniewie, Węgrowie, Rzeszowie i na zakopiańskich Krzeptówkach oraz w Tarnowie. Ale od zawsze najznamienitym z nich pozostaje Częstochowa, z unikalnym zespołem klasztornym zakonu paulinów na wzgórzu Jasna Góra, gdzie znajduje się cudowny obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który według legendy namalował św. Łukasz Ewangelista na desce ze stołu z Wieczernika w Jerozolimie. Jasna Gora to jedno z ważniejszych miejsc kultu maryjnego na świecie oraz najważniejsze centrum pielgrzymkowe katolików w Polsce. To tam bije serce Polski. Przybywali tam i nadal przybywają wielcy tego świata, śweccy i duchowni, m.in. sanktuarium na Jasnej Górze odwiedziło do tej pory trzech papieży: św. Jan Paweł II (sześciokrotnie), Benedykt XVI i Franciszek. Od ponad 600 lat milionowe rzesze pątników, szczególnie liczne w sierpniu, modlą się u stóp Czarnej Madonny powierzając Jej siebie i Polskę... Także jutro i pojutrze (14 i 15 sierpień) w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny spodziewanych jest ich tam ponad 100 tysięcy. Wkrótce dotrze tam również jubileuszowa XXXV Tarnowska Piesza Pielgrzymka. Aliści mało kto wie, że Częstochowa to nie tylko sacrum ale i profanum, o czym interesująco pisał znany tarnowski prozaik Jerzy Reuter.   

Świętokradztwo i zbrodnia na Jasnej Górze

 W 500 lecie bitwy grunwaldzkiej, na krakowskich Plantach, padły 3 pistoletowe strzały, a na trotuar upadł z przestrzeloną głową Stanisław Rybak. Morderca nie uciekał i spokojnie oczekiwał na przybycie policji. Pistolet oddał przypadkowemu przechodniowi i stwierdził, że zabił właśnie szpiega. Stanisław Rybak został zamordowany z wyroku partii Narodowy Związek Robotniczy, której był prominentnym działaczem. W trakcie śledztwa i późniejszego procesu okazało się, że Rybak miał bardzo poważne powiązania z zakonnikiem jasnogórskim Kacprem Macochem vel Damazym. Według zeznań świadków zamordowany Rybak często spotykał się z ojcem Macochem i przypuszczalnie – nigdy nie zostało to udowodnione – prowadzili razem na terenie klasztoru komórkę NZR, której zadaniem było wyławianie z tłumu pątników carskich szpiegów i pozyskiwanie pieniędzy na działalność partii. Ta wielowątkowa historia zaczęła się kilka lat wcześniej. Wieści o życiu jasnogórskiego klasztoru dochodziły do Tarnowa sporadycznie. W czasie zaborów, z powodu kłopotów granicznych i konieczności posiadania paszportów (Częstochowa była w zaborze rosyjskim), nie istniały pielgrzymki, a klasztor odwiedzało rocznie zaledwie dwa tysiące wiernych, pochodzących z Galicji. Jedynym źródłem informacji była gazeta Pogoń, na bieżąco relacjonująca co ciekawsze wydarzenia. W 1909 roku czytelnicy Pogoni zostali poinformowani o mrożącym krew w żyłach świętokradztwie.
  
23 października tegoż roku, bracia Paulini Jasnogórscy zauważyli z przerażeniem, że cudowny obraz zmatowiał. Jak potem opowiadali oficerom rosyjskiej policji śledczej - nawet nie śmieli się zbliżyć i zbadać co się stało, podnieśli tylko krzyk, na który zbiegła się reszta zgromadzenia. Złote korony nad głowami Matki Boskiej i Dzieciątka, wysadzane drogimi kamieniami, zostały odłamane, a z obrazu Matki Boskiej złodzieje zdarli perłową sukienkę. Zniknęły drogocenne vota. Ogrom przestępstwa mierzono nie tylko śmiałością świętokradców, ale też ilością łupów. W tarnowskich kościołach księża odprawiali żałobne nabożeństwa i modlili się z wiernymi o odzyskanie świętych precjozów.

Policja natychmiast wszczęła intensywne śledztwo i odtworzyła drogę złoczyńców do kaplicy. Dostali się tam skomplikowanymi zakamarkami budynków klasztornych, wybierając jednocześnie najdogodniejszą trasę. Było więc jasne, że kradzieży dokonali ludzie znający dobrze rozkład budowli. Przy bliższym badaniu śladów okazało się, że złodziejom znane były najtajniejsze szczegóły konstrukcji kaplicy. 
   

Winą za świętokradztwo biskupi obciążyli ruch robotniczy, a jednocześnie było ono wykorzystywane przez część hierarchii kościelnej w Polsce w rozgrywkach wewnętrznych. Od dawna przeor klasztoru jasnogórskich Paulinów o. Euzebiusz Rejman popadł w niełaskę u hierarchów katolickich, próbując uniezależnić się od nich i uznawać tylko zwierzchnictwo Rzymu. Stolica apostolska odnosiła się do przeora przychylnie, co jeszcze bardziej gniewało obrażone pomijaniem "drogi służbowej" polskie władze kościelne. Okradzenie obrazu nie przynosiło Paulinom chwały i ułatwiało zadanie wrogom – rosyjskiej cerkwi - oraz obciążyło o. Rejmana szeregiem zarzutów. Wreszcie odwołano długoletniego i zasłużonego dla chwały klasztoru przeora. 

 W połowie roku 1910 tarnowska Pogoń doniosła o innym i bardzo ważnym wydarzeniu, które całkowicie odwróciło bieg śledztwa. W pobliżu wsi Zawady, w powiecie radomskim, dokonano makabrycznego odkrycia. Miejscowi wieśniacy zauważyli, że na powierzchni kanału pływa duża drewniana skrzynia. Była nią ceratowa sofa obszyta matą uplecioną z rogoży. Do sofy, skrępowany i owinięty w stare futro, przywiązany był trup mężczyzny. Dziennik "Świat" pisał: 
 „Zamordowany to wysoki blondyn, około lat 35, cokolwiek ryży. Rany zostały zadane ręką pewną i śmiałą. Sekcja wykazała, że pierwszą ranę otrzymał zamordowany podczas snu. Oprócz zadawania ciosów morderca dusił ofiarę.”
 

Do przeprowadzenia śledztwa przyjechał specjalny wysłannik carskiej policji kapitan Czernogołowkin. Jednak, pomimo intensywnych poszukiwań, sprawa stała w miejscu, a wszystkie wątki upadały w miarę postępowania. Czernogołowkin postanowił zmienić metody śledcze i odniósł sukces. Skonstatował, że wybite na rogożu insygnia są numerem kwitu kolejowego i krok po kroku odnalazł nadawcę i odbiorcę sofy. Przesyłka numer 7744 wysłana była 27 czerwca 1910 roku z Krzemieńca przez kupca Borensztajna. Natychmiast przerzucił agentów do Częstochowy. Śledczy z największą ostrożnością badali, kto odbierał w Częstochowie ładunek 7744. Funkcjonariusz stacji kolejowej pokazał listę pokwitowań; gdzie figuruje kupiec częstochowski, handlujący wyrobami z wikliny, nazwiskiem Potok. Poddany przesłuchaniu Potok stwierdził, że rogoże sprzedał jako dodatek do wielkiego kosza nieznanemu klientowi, który odjechał dorożką.

Po kilku dniach, badając wszystkie okoliczności związane z sofą, rosyjski kapitan odkrył, że odbiorcą i późniejszym właścicielem sofy był nie kto inny, a wspomniany na wstępie ojciec Damazy, czyli Kacper Macoch. 
   

Ofiarą mordu był Wacław Macoch, stryjeczny brat Damazego. W celi zakonnika zostaje znaleziona korespondencja z niedawno poślubioną żoną Wacława, Heleną z Krzyżanowskich, mieszkającą w Warszawie przy ul. Żelaznej 31. Niestety, w warszawskim mieszkaniu Krzyżanowskiej policja nie zastała podejrzanej pary, a wszystko wskazywało, że ścigani zbiegli w nieznanym kierunku.  Wszczęto pościg. Potem wyszło na jaw, że Damazy i Helena zostali ostrzeżeni telegramem wysłanym z Częstochowy od nieznanego nadawcy. Helena zostaje aresztowana u siostry, w powiecie miechowskim. Ojciec Damazy, przebrany w sutannę świeckiego księdza i okulary, dotarł do znajomego proboszcza w Niegowonicach, prosząc go o konie. Stąd miał blisko do Olkusza, gdzie nawiązał kontakt z pewnym przemytnikiem. Po wypiciu kilku wódek i ustaleniu zapłaty Damazy przekroczył granicę. Dotarł do Trzebini, tam nocował i zniszczył część papierów, a rano poszedł na dworzec. Wsiadł do międzynarodowego pociągu i w Krakowie wpadł w ręce oczekujących na niego policjantów. Po aresztowaniu oświadczył, że chce wyznać całą prawdę o świętokradztwie, o innych kradzieżach na terenie klasztoru i morderstwie.

Proces rozpoczął się w końcu lutego 1912 roku i wywołał wielkie poruszenie. Niektórzy upatrywali bowiem w sprawie Macocha prowokację Ochrany - carskiej policji politycznej, która chciała w ten sposób skompromitować polski Kościół. Wykorzystując to kryminalne wydarzenie, nacjonalistyczne gazety rosyjskie gwałtownie zaatakowały polskie duchowieństwo, jako rzekomo zepsute do szpiku kości. Liczono na to, że przez rozgłos o morderstwie dokonanym przez zakonnika osłabnie rola Kościoła w krzewieniu polskości.


Macoch przyznał się do morderstwa i zmieniając często zeznania skierował całą sprawę na wątek miłosny. Opisał romans jaki miał z Krzyżanowską, doprowadzenie do fikcyjnego ślubu Heleny z jego krewniakiem i ujawnił proceder okradania klasztoru. Zabił w trakcie kłótni o Krzyżanowską, co do której zaczął rościć pretensje Wacław. Pieniądze pochodzące z kradzieży przeznaczał na utrzymanie kochanki.
 

Opisany wcześniej Stanisław Rybak był bardzo aktywnym emisariuszem partii i często objeżdżał Galicję, zbierając od przedsiębiorców pieniądze przeznaczone na tłumienie strajków robotniczych, organizowanych przez polityczną konkurencję. Często bywał w Tarnowie. Przyjaźnili się z Macochem i spotykali, co nasuwało podejrzenia o zbieraniu pieniędzy również przez zakonnika, ale wątek polityczny tej sprawy został całkowicie zlekceważony przez sąd. Macoch otrzymał wyrok 15 lat więzienia. 

Dzisiaj już nie da się odpowiedzieć na pytanie dlaczego sąd w ogóle nie rozpatrywał procederu okradania klasztoru, chociaż Macoch do wszystkiego się przyznał. Rosyjskie gazety pisały o strachu przed ujawnieniem jakichś ważnych i kompromitujących faktów i ukrycie tajemnicy pod płaszczykiem pospolitego zabójstwa. Zamordowany stryjeczny brat Macocha też był zaangażowany w prace partyjne ZNR.
/za Krzysztof Kąkolewski „Rozkaz zabić”/

Jerzy Reuter