Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Dzieci - Trzecia pocztówka z Fatimy

Nie wiem, jak ty – Drogi Czytelniku - pisze na łamach Polonia Christiana Tomasz A. Żak, ale ja już dawno temu zwróciłem uwagę na to, że najważniejsze objawienia nowożytnego świata (La Salette, Lourdes, Fatima) charakteryzują dwa tożsame fakty. Po pierwsze są to objawienia maryjne, a po drugie odbiorcami tych objawień były dzieci. I jest jeszcze coś - każde z tych trzech niezwykłych wydarzeń miało miejsce na tzw. głębokiej prowincji; a gdyby napisać dosadniej, obrazowo i po staropolsku, to: „we wsiach zabitych dechami”. To już trzecia, po "Wiatraku" i "Studni" pocztówka fatimska pióra cenionego publicysty i twórcy Teatru Nie Teraz, który aktualnie jest w trakcie pracy nad kolejną swoją premierą pt. "Koniec świata" nawiązującego do objawień fatimskich. Pierwszy pokaz tego niezwykłego spektaklu zaplanowany jest dokładnie w rocznicę ostatniego objawienia Matki Bożej w Fatimie, tzw. Cudu słońca - 13 października 2017 roku w Tuchowie. Warszawska premiera trzy dni później w Katedrze Wojska Polskiego o godz.18

Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”. I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je. (Mk 10, 13-16)

Dzieci, którym objawiła się Matka Boża, patrząc na to z narzucanego obecnie Europejczykom punktu widzenia, żyły w czasach na wskroś niepoprawnych politycznie. Od najmłodszych lat pomagały w domu i w pracach polowych lub pasterskich, a więc ciężko pracowały. Nie uczyły się w szkołach, a ponadto chrzczono je bez ich zgody i - o zgrozo! - od najmłodszych lat uczono pacierza oraz uczestnictwa w niedzielnej Mszy św. Najprawdopodobniej ich rodzice mieliby dzisiaj poważne kłopoty, z odebraniem praw rodzicielskich włącznie. W tym kilkuosobowym gronie dziecięcych depozytariuszy słowa Bożego byli oczywiście Łucja, Franciszek i Hiacynta – fatimscy pastuszkowie. W niczym ich dziecięce życiorysy nie odbiegały od przedstawionego powyżej siermiężnego schematu, choć trzeba tu dodać, że rodziny Santos i Marto nie żyły w biedzie.

Dziecięca wiara zachwyca i zadziwia. Nic dziwnego, że właśnie taką żarliwość połączoną z radością Pan Jezus wskazał, jako drogowskaz do Królestwa Bożego. Góra Cabeço, gdzie po raz pierwszy objawił się dzieciom Anioł, pełna jest kwiatów, szczególnie wiosną. Ale nie to zbieranie kwiatów, co zresztą najbardziej lubiła Hiacynta, jest symboliczną alegorią wiary tych dzieci. Jest ważne, ale to nie to. Valinhos – to opadające ku wsi Ajustrel pochyłości Góry Cabeço, pełne sadów oliwnych i poletek uprawnych poprzedzielanych, jak wszędzie tutaj, murkami kamiennymi układanymi przez całe pokolenia. To tam, wyjątkowo, w sierpniu i nie 13-go, spotkała się z trójką małych pastuszków Matka Boża. To tam, na tych kamiennych murkach lubił przysiadać Franciszek i grać na fujarce. Jak wiatr był w stronę wsi, to było go słychać nawet koło domu Łucji. Ale i ta piękna alegoria wiary, to nie to. Również tajemnice różańcowe odmawiane wśród karłowatych dębów przez Łucję na Cova da Iria, w miejscu, które Niepokalana wybrała, aby przekazać światu Tajemnicę, a w zasadzie konkretne zalecenia - JAK ŻYĆ, to nie to. Co więc najbardziej definiuje wiarę dzieci fatimskich w Boga? Męczeństwo. Ale także umartwienie, wyrzeczenia i ofiary. Ale pamiętajmy – to wszystko dotyczy dzieci, małych dzieci, w tym dwóch dziewczynek. I pamiętajmy – te dzieci nie oglądały telewizji, przed 1917 rokiem nigdy nie były w kinie i – to zapamiętajmy najbardziej – wszystkie przed objawieniami nie umiały ani pisać, ani czytać.

Od roku 1910 w Portugalii rządzili masoni. Wolnomularzem był szef rządu. Większość parlamentarzystów była również członkami lóż. Do 1926 roku nie mniej jak połowa ministrów była wolnomularzami. Już trzy dni po objęciu władzy przez masonerię dokonano kasaty wszystkich kongregacji zakonnych, a jezuitów wydalono z kraju. Niedługo potem odwołany został ambasador Portugalii przy Stolicy Apostolskiej, a nuncjusz papieski musiał opuścić Portugalię. Z budynków publicznych usunięto symbole katolickie, a w szkołach zakazano nauczania religii.  Zamknięto większość seminariów duchownych i zniesiono święta katolickie, jako dni wolne od pracy. Niedziele nazwano „dniami odpoczynku”, a Boże Narodzenie „Świętem Rodziny”. Wszystko to i jeszcze więcej zrobiono w ciągu jednego roku. 

A w kolejnym, wzorem zlaicyzowanej do cna Francji, przeprowadzono całkowity rozdział Kościoła od państwa, znacjonalizowano własność kościelną (w tym świątynie i ich wyposażenie) oraz wprowadzono nadzór administracyjno-policyjny nad praktykami religijnymi. Zakazano również osobom duchownym noszenia publicznie sutann i habitów, a wszelkie procesje stały się nielegalne. Alfons Costa, minister sprawiedliwości (sic!) zapowiedział, że katolicyzm w Portugalii zostanie wykorzeniony w ciągu dwóch pokoleń… Sześć lat później duża delegacja z Portugalii wzięła udział w rzymskich obchodach 200-lecia masonerii. M.in. to ich wygrażających Bogu widział kleryk Kolbe pod Watykanem… Sześć lat później, daleko od Rzymu, daleko od Lizbony, w prowincjonalnej Fatimie trzem dzieciom objawiła się Maryja, Matka Boża.

Spotkania z Panią z Nieba zmieniły Hiacyntę, Franciszka i Łucję. Nie tylko rodzice, ale i rówieśnicy ich nie poznawali. Dzieci ukryły w sobie głęboko powierzone tajemnice, czego nikt pojąć nie był w stanie; podobnie zresztą, jak nie dawano wiary w ich spotkania z Niepokalaną. Traktowano to, jako dziecięce fantazje i fanaberie. Tymczasem najbardziej niesamowitym, widocznym efektem czasu objawień były składane przez dzieci osobiste ofiary za nawrócenie grzeszników. Świadomość zniewag, jakie ludzie Bogu wyrządzają oraz przerażająca wizja piekła wyryły w ich sercach niezatarte piętno. I tak jak umieli, jak pozwalała im wyobraźnia, starali się cierpieć za „biednych grzeszników”. Rozdawali biedniejszym dzieciom swoje jedzenie (Dajmy tym biedakom nasz posiłek za nawrócenie grzeszników), a głód oszukiwali niedojrzałymi oliwkami i żołędziami. Łucja wspomina, jak kiedyś przestrzegała: Hiacynta, nie jedz tego, to bardzo gorzkie. A ta odpowiedziała: Jem właśnie dlatego, że gorzkie. A tę ofiarę ponoszę za nawrócenie grzeszników. Kiedy odkryli, jak parzą pokrzywy, celowo się nimi chłostali po nogach. Kiedy chciało im się pić, to pili wodę, ale z brudnego stawu. Jak znaleźli na drodze jakiś sznur, to tak się nim przewiązali, że płakali z bólu… Głupie, prawda? Infantylne jakieś, prawda? Jakieś niedzisiejsze, niecywilizowane.

A co powiecie na taką sytuację? Rodzice Łucji, szczególnie matka, zdecydowanie jej nie wierzyli. Była odtrącona, a nawet bita. Jej kuzyni, wspomina Łucja po latach: cierpieli ze mną, płakali widząc mnie załamaną i upokorzoną. Pewnego dnia powiedziała mi Hiacynta: „Jakby to było dobrze, gdyby moi rodzice byli tacy jak twoi, aby ludzie mogli mnie też bić, gdyż wtedy mogłabym więcej ofiar Bogu złożyć”.

A przecież to nie wszystko. Burmistrz Vila Nova de Ourém, pod którą to gminę administracyjnie podlegała Fatima i otaczające ją wioski, był masonem, a więc z definicji wrogiem Pana Boga. Wieści o objawieniach szybko się rozeszły. Pomimo dyskrecji dzieci, ludzie coraz liczniej podążali do Cova da Iria, a o całej sprawie zaczęły pisać krajowe gazety. Był to oczywisty policzek dla zateizowanej władzy, która postanowiła „wyplenić tę ciemnotę” i zapobiec rozprzestrzenianiu się wymysłów małoletnich, jak to nazywano. Przed kolejnym objawieniem (13 sierpnia) dzieci zostały podstępem aresztowane i wywiezione do Ourém. Tam zamknięto je w więzieniu: upokarzano, zastraszano i przesłuchiwano, chcą wybić im z głowy „tę Piękną Panią”, ale też (jakby dopuszczając jednak, że ta Pani istnieje), dowiedzieć się, o tajemnicach, które dzieci od „tej z nieba” usłyszały.

W więzieniu spędziły dwa dni w zbiorowej celi razem z dorosłymi przestępcami. Ku zaskoczeniu strażników, inni więźniowie zaczęli modlić się z dziećmi. Wspólnie odmawiano różaniec, a ponadto Łucja, Hiacynta i Franciszek uczyli tych z nimi uwięzionych katechizmu, tak jak zapamiętali katolickie nauczanie z domu i z kościoła. To był czas, w którym katolik naprawdę mógł być za swą wiarę zamordowany. Takie ofiar w czasach masońskich rządów liczono w Portugalii w setki. Dzieci też się tego bały i o tym ze sobą rozmawiały. Ale ich dziecięcy strach zadziwia czymś, co można by po prostu nazwać bezgraniczną ufnością w Bogu. To w więzieniu właśnie Franciszek powiedział: Jeżeli nas naprawdę zabiją, będziemy niedługo w niebie!

Tomasz A. Żak /www.pch24.pl/