Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

10th Tarnów Jazz Contest 2017/3

WARSZTATY

Dziesiąta edycja tarnowskiego festiwalu jazzowego ledwie zaczęła się w ubiegły weekend - pisze Katarzyna Cetera, a już zmierza do nieuchronnego finału. W ciągu trzech minionych dni w Zespole Szkół Muzycznych w Tarnowie mogliśmy spotkać zaproszonych z tej okazji mistrzów gatunku – wybitnych instrumentalistów, muzyków, którzy tworzą współczesne trendy w jazzie. Przez ostatnie dni trwały tam warsztaty jazzowe: choć przeznaczone były głównie dla młodzieży, to z pewnością skorzystaliby z nich również dorośli dżezmeni – gdyby oczywiście zechcieli przybyć. Niestety – w prowadzonych przez artystów konsultacjach, zwanych gdzie indziej kursami mistrzowskimi, uczestniczyli głównie uczniowie – oni skorzystali na pewno - i chyba trochę szkoda, że nikt poza nimi.

W formule warsztatowej brakuje mi chyba tylko podsumowania tej części imprezy, jej zwieńczenia – być może koncertu adeptów trudnej sztuki jazzu, a może po prostu próby wspólnego, improwizowanego – a bardziej publicznego – muzykowania, z towarzyszeniem zaproszonych artystów, swoistego jam session. Ile radości dają takie wspólne, muzyczne chwile, zdążyłam zauważyć obserwując tegoroczne warsztaty.

Organizatorzy festiwalu zapewniają wielkie emocje warsztatowe co roku, 10th Tarnów Jazz Contest to bowiem chyba najlepsza okazja do szlifowania umiejętności muzycznych. Tym razem taką szczyptą perkusyjnego szaleństwa przyprawione zostało spotkanie z Grantem Calvinem Westonem – charyzmatycznym perkusistą, którego mogliśmy posłuchać podczas koncertu inaugurującego festiwal. Z Calvinem Westonem spotkamy się jeszcze podczas koncertu finałowego Tribute to… Buddy Rich, który odbędzie się w piątek na tarnowskim rynku.

Wielkim zaszczytem były z pewnością warsztaty prowadzone przez Reggie Mooore’a. Artysta rozpoczął je od kilku prostych pytań – na które Leonard Bernstein odpowiadał amerykańskim dzieciom już dawno: Co to jest melodia? Co to jest motyw muzyczny? Jak ewoluuje motyw muzyczny w jazzie? Dla mnie odkrywcze było wskazanie związku pomiędzy muzyką Chopina czy Sonatą Księżycową Beethovena z koronną chyba kompozycją Theloniusa Monka ‘ROUND MIDNIGHT z 1944 roku. Reggie Moore to fenomenalny artysta, otwarty na młodzież. Bardzo sobie ceni muzykę klasyczną, o czym sam mówił. O tym, że miał świetnego nauczyciela tej muzyki wspominał podczas warsztatów wielokrotnie. Myślę, że młody tarnowski pianista, Michał Niedbała - który miał okazję chwilę pograć pod czujnym okiem nowojorczyka, wiele skorzystał grając z nim w duecie – dla słuchaczy było to na pewno niesamowite przeżycie.

O Michale kolejny prowadzący, Bogdan Hołownia, który poprowadził w tych dniach warsztaty z harmonii jazzowej powiedział: Masz chłopie talent i będziesz musiał z tym żyć. Tu mogliśmy się dowiedzieć, że pianista jazzowy lewą ręką gra Chopina lub Ravela, że największym wrogiem pianisty dżezowego jest wokalistka dżezowa, że moll harmoniczny to tajemnicza skala. Młodzież licznie i ochoczo przysłuchiwała się historii o tym, co się dzieje, kiedy przychodzi gama C-dur na operację plastyczną. Takich olśnień i wzruszeń nie brakowało podczas spotkań z mistrzem nie tylko pianistyki dżezowej, ale również… szachów błyskawicznych.

W ostatnim dniu warsztatów spotkał się z młodymi gitarzystami także wybitny wirtuoz tego instrumentu, Marek Raduli. Podczas tego popołudnia można było się przekonać, jak wielkim talentem pedagogicznym i estymą obdarzony jest ten artysta. Potrafił skutecznie wskazać sposoby budowania napięcia w utworze, przedstawił budowę najbardziej drapieżnych rytmów i akordów, zwrócił uwagę na podstawowe techniki gitarowe. Część swojego czasu artysta poświęcił innym instrumentalistom: pianiście, basiście i perkusistom. Pianista miał okazję nauczyć się wykorzystania tzw. akordów zawieszonych (ang. suspended chords) – zwanych popularnie akordami susowymi, perkusiści mogli spróbować nauczyć się grać inaczej niż forte, a gitarzysta basowy – cóż, ten dostąpił chyba największego zaszczytu akompaniowania.

Festiwalową środę zakończył wyjątkowy koncert zorganizowany we wnętrzach Biura Wystaw Artystycznych. Wśród obrazów Doroty Bernackiej zabrzmiał jazz w wykonaniu laureatów ubiegłorocznego konkursu, P.E. Quartet. Zespół w składzie: Jerzy Mączyński (saksofon), Szymon Wójcik (gitara), Rafał Różalski (kontrabas) i Bartosz Szablowski (perkusja) powiada o sobie: P.E. Quartet to eksperyment muzyczny powstały wiosną 2016 roku na gruncie długotrwałej przyjaźni członków zespołu. Ich muzyka w większości nie ma jednego autora, lecz wynika ze wspólnego poszukiwania. Swoje inspiracje czerpią z każdego źródła, od nowojorskiego jazzu po muzykę klasyczną. Poprzez najróżniejsze próby szukają własnego, orginalnego brzmienia zespołu. Są laureatami Blue Note Jazz Competition 2016 oraz Zwycięzcami Tarnów Jazz Contest 2016. (ortografia oryginalna – KC). Muzycy zagrali kompozycje ze swojej nagranej już, a jeszcze niewydanej płyty, było też kilka nowości. Tego nurtu jazzu rzadko w Tarnowie słuchamy, na pewno więc warto było. Obdarzony iskrą boża basista, natchniony saksofonista (czasem przygrywający na klawiszu), charyzmatyczny gitarzysta, który przypomina mi muzyka punkowego a nie dżezowego (jak to pozory mylą). Utwory skomponowane w oparciu o wyczyny perkusji, a czasem wbrew jej wskazówkom, tarnowskiej publiczności niewątpliwie się spodobały się, choć stanowiły niewątpliwie percepcyjne wyzwanie.

Gwiazdą wieczoru był jednak kwartet Zbigniewa Jakubka, wykładowcy Instytutu Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego – ważna muzycznie formacja istniejąca od trzynastu lat, efekt doświadczeń wielu lat scenicznej i muzycznej egzystencji. W składzie, który wystąpił przed tarnowską publicznością, poza liderem, zagrał Tomasz Grabowy (gitary basowe), Wojciech Fedkowicz (perkusja) oraz niewiarygodnie wymiatający na gitarze Marek Raduli. Usłyszeliśmy kompozycje Zbigniewa Jakubka -historie opowiedziane dźwiękami – perfekcyjnie wykonane. Te bezbłędne „wejścia” – zgrane co do ułamków sekund, improwizacje brzmiące czasem jak ballady rockowe (JUNGLE), a czasem jak kompozycje Satanowskiego. Usłyszeliśmy jazz grany lirycznie (BALLADA O POKUSZENIU), ale i przejmującą BALLADĘ GARAŻOWĄ – miejsce niepozbawione dobrych fluidów i alikwotów.

Koncert w BWA to element nowej formuły festiwalu, który, mam nadzieję, na stałe wejdzie do festiwalowego programu. Pałacyk Strzelecki, w którym mieści się galeria, to przytulne, przyjazne, kameralne wnętrze, w którym spotkały się wczoraj dzieła sztuki – muzycznej i malarskiej. I takich spotkań nam potrzeba.

Katarzyna Cetera