Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

10th Tarnów Jazz Contest 2.

Wieczór z Theloniusem Monkiem w Lusławicach

Spotkania w Lusławicach podczas festiwalu Jazz Contest są już swoistą tradycją. W tym roku - pisze Katarzyna Cetera, mieliśmy tam okazję do konfrontacji ze światową pianistyką jazzową przy okazji koncertu „Tribute to… Thelonius Monk”, który odbył się w piątek, 3 listopada, na scenie Europejskiego Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w ramach jubileuszowego, X Festiwalu Tarnów Jazz Contest. Zobaczyliśmy (i usłyszeliśmy) czterech wybitnych pianistów jazzowych, świetnego puzonistę Grzegorza Nagórskiego, niewiarygodną wprost sekcję rytmiczną w składzie: Michał Heller (perkusja) i Wojciech Kowalewski (bas) oraz – tradycyjnie już – Big Contest Band pod dyrekcją Piotra Pociaska. Uzupełnieniem części muzycznej był pokaz multimedialny „W setną rocznicę urodzin… Thelonious Monk” przybliżający postać i twórczość genialnego artysty oraz laudacja wygłoszona tym razem przez Wojciecha Groborza.

Tłumnie przybyłych do Lusławic miłośników jazzu przywitali tarnowianie: Leliwa Jazz Band. Jako wykonawcy jazzu tradycyjnego zaprezentowali w foyer kilka jazzowych standardów, między innymi – tak korespondujący z tematyką koncertu i bezpośrednio nawiązujący do nostalgicznej atmosfery minionych właśnie świąt – WHEN THE SAINTS GO MARCHING IN. Zasiedliśmy w wygodnych fotelach sali koncertowej, Magdalena Drobot przywitała zgromadzonych… i zaczęło się.

O bohaterze wczorajszego wieczoru mówi się na ogół niewiele, a przecież ten genialny (choć niesforny) pianista ma na swoim koncie wiele znanych kompozycji jazzowych. Thelonius Monk związany był z Nowym Jorkiem od piątego roku życia. Wtedy zamieszkał z rodzicami na Manhattanie, gdy miał pięć lat. Już jako sześciolatek zaczął uczyć się gry na fortepianie. Był znany z niepowtarzalnego stylu improwizacji, przyczynił się do znacznego poszerzenia repertuaru jazzowych standardów. Pomimo tego, że jest on często postrzegany jako inicjator bebopu, jego styl grania nie był z tą formą związany. Miał niewiarygodną dziś technikę gry na fortepianie – grał „płasko”, prostymi palcami uderzając w klawisze (a raczej „wciskając” je w instrument). Jego palce na klawiaturze wyglądały zazwyczaj, jakby były złączone. Za tę technikę każdy z dzisiejszych nauczycieli instrumentu wyrzuciłby ucznia z lekcji. Monk był jednak genialnym samoukiem, pomimo że otrzymał kilka lekcji gry na instrumencie. Nie ukończył szkoły. Jeszcze jako uczeń grał na organach w lokalnym kościele. Później akompaniował podczas objazdowej trasy grupie śpiewaków gospel. Dopiero później zaczął występować w lokalnych klubach jazzowych.

W pierwszej części koncertu mieliśmy okazję usłyszeć kompozycje Theloniusa Monka czterech świetnych pianistów z towarzyszeniem sekcji rytmicznej w składzie: Michał Heller (perkusja) i Wojciech Kowalewski (bas). Najpierw wystąpił Wojciech Groborz – muzyk związany z tarnowskim festiwalem od początku, od pierwszych warsztatów. W jego wykonaniu usłyszeliśmy liryczny utwór HACKENSACK oraz dynamiczną kompozycję LOCOMOTIVE – z towarzyszeniem sekcji. Dobre frazowanie nie zastąpi jednak techniki – po tym fragmencie koncertu pozostał mi spory niedosyt. Joachim Mencel – znany również tarnowskim miłośnikom jazzu bardzo dobrze, zagrał THINK OF ONE oraz liryczną balladę PANNONICA. A potem nastąpił fortepianowy duet dwóch mistrzów. Znamy się „dzieści” lat, ale nigdy ze sobą nie graliśmy – zapowiedział ten utwór Joachim Mencel. I zagrali – i brawurowo wykonali tę „prostą” kompozycję opartą na dwunastotaktowym schemacie harmonicznym.

   

Leszek Kułakowski - profesor zwyczajny Akademii Muzycznej w Gdańsku, prowadzi klasę kompozycji, jest także kierownikiem i założycielem kierunku „Jazz i muzyka estradowa” Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku. Ten pedagog, kompozytor, pianista, wizjoner jazzu i miłośnik muzyki Krzysztofa Komedy zaprezentował nam utwory Theloniusa Monka jako trzeci. Zobaczyliśmy i usłyszeliśmy wirtuoza, który nigdy się nie myli, który potrafi zagrać akord prostymi palcami („z dłoni” a nie „z przegubu”), który potrafi pokierować sekcją w sposób tylko sobie wiadomy – a bezwzględny. To Leszek Kułakowski zagrał w duecie z Reggie Moorem – nowojorczykiem, gwiazdą wczorajszego wieczoru. Reggie Moore gra Monka tak, jak Rosjanie Czajkowskiego a Polacy Chopina – naturalnie, bez „zadęcia”, w sposób może najbardziej „klasyczny” – i pewnie dlatego najbardziej wyszukany i chwytliwy, a technicznie pewnie w sposób najbardziej zbliżony do obiektu naszych wczorajszych hołdów. Jazzowa uczta miała jednak dopiero nadejść po krótkiej przerwie.

Smutno trochę, że w czasie przerwy nie można w Lusławicach napić się kawy. Jedyny wyszynk – jeden dystrybutor z wodą znajdujący się w foyer – był oblegany do ostatniej jej kropli. Napoje lepiej wziąć ze sobą. Trzeba je przywieźć: Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego to ogromny budynek zbudowany pośrodku głuchej wsi, dokąd nie dojeżdżają niestety z naszego miasta żadne bezpośrednie pojazdy komunikacji publicznej. I tu należałoby zadbać o publiczność – ale my nie o tym…

Po przerwie Wojciech Groborz wygłosił laudację, w której przybliżył nam nieco postać bohatera wieczoru, po czym wystąpił Big Contest Band pod dyrekcją Piotra Pociaska, a następnie pianiści. Towarzyszył im Grzegorz Nagórski na puzonie, Joanna Ważna-Pociask na flecie oraz sekcja rytmiczna, mająca podczas całego koncertu „pełne ręce” roboty. W finale wystąpili wszyscy czterej wirtuozi fortepianu grając naraz, na przemian i na cztery ręce. Nie mogło być lepszego finału – gratulujemy sukcesu i dziękujemy za ekstremalne wrażenia muzyczne oraz za fenomenalną fortepianową jazdę bez trzymanki.

Katarzyna Cetera

zdjęcia - Artur Gawle (tarnow.pl)