Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Zaduszki Dżemowe Wojtka Klicha

W atmosferze zbliżającego się święta Wszystkich Świętych, w klimacie jesiennej nostalgii muzyka zmarłych artystów robi wyjątkowe wrażenie. Zainicjowane przed laty przez Wojtka Klicha Zaduszki Dżemowe, dedykowane liderowi zespołu Dżem Ryszardowi Riedlowi - Bluesowemu Chrystusowi, są jedną z najbardziej wyczekiwanych imprez cyklicznych w Tarnowie, są niezwykłym "spotkaniem" z nieżyjącymi muzycznymi gwiazdami. W tym roku, na dwóch koncertach 27 i 28 października odbywa się 24. edycja tej kultowej imprezy. Podczas dubeltowych koncertów w piwnicach Tarnowskiego Centrum Kultury usłyszeć można muzykę wyłącznie polskich artystów, w tym także utworów zmarłego w tym roku Zbigniewa Wodeckiego. Tegoroczne Zaduszki Dżemowe wypełnił zespół w składzie: Wojtek Klich - gitara, wokal; Arek Boryczka - gitara; Daniel Grupa - instrumenty klawiszowe; Jakub Wach - instrumenty perkusyjne oraz tradycyjnie goście Wojtka Klicha. Było bardzo kameralnie i elitarnie, piwnicznie i charyzmatycznie...

Pomysł na Zaduszki Dżemowe narodził w kilka miesięcy po śmierci Ryszarda Riedla - lidera grupy Dżem, był to rok 1994 r. W hołdzie Riedlowi w TCK zorganizowano pierwszy koncert. Od tamtej pory impreza stała się corocznym kultowym wydarzeniem muzycznym Tarnowa, które każdego roku przybiera nowego charakteru. Każda edycja wywołuje niezwykłe emocje i wspomnienia o bliskich nam zmarłych. Słuchając utworów nieżyjących artystów, granych na żywo, można poczuć, jak bardzo bliskie jest to, co po nich zostało. Na przestrzeni siedemnastu lat, na zaproszenie Wojtka Klicha, podczas „Zaduszek Dżemowych" swoją obecność zaznaczyli m.in.: Jerzy Styczyński (Dżem), Adam Otręba (Dżem), Sebastian Riedel - utalentowany syn R. Riedla z zespołem Cree, Marek Piekarczyk (TSA), Krzysztof „Zalef" Zalewski, Jacek Dewódzki (ex. Dżem), Piotr Lubertowicz, Maciej Maleńczuk, Liam McMurray (Irlandia), Robert Lubera, Żaneta Lubera.

ON sam  brał i dawał. Przetwarzał i tworzył. Kroczył ścieżką wydeptaną przez innych, lecz zawsze była to jego ścieżka. Przemawiał dobrze znanym, uniwersalnym, globalnym językiem muzycznym - który dzięki niemu stał się nasz polski. Dzięki niemu Dżem stał się czymś więcej niż polskim odpowiednikiem The Rolling Stones, The Doors i Led Zeppelin, a on sam kimś więcej niż narodowym Mickiem Jaggerem, Robertem Plantem a także - niestety - Jimem Morrisonem w jednej postaci. 30 lipca tego roku minęła kolejna 23. rocznica jego odejścia. Chociaż to nie najlepsze określenia bowiem wielcy artyści tak naprawdę nigdy nie odchodzą, nigdy nie umierają… .

Olbrzymi głos o ciemnej barwie, głos - co zupełnie niesamowite - jednocześnie aksamitny i szorstki, niezwykle sugestywne interpretacje utrzymane w na pozór przerysowanej manierze, która stała się wyrazistym stylem. Takich wokalistów jak ON znajdzie się - w skali światowej, bo polska tu za wąska - jeszcze kilku, ale z wyszukaniem równie wielkich osobowości scenicznych już mogą być kłopoty. Charakterystyczne, niemalże zmitologizowane powitanie publiczności Sie macie ludzie ! , długie zlepione włosy, nierzadko broda, znoszone dżinsy, przepocona koszulka, trampki albo kowbojskie buty, no i jeszcze kapelusz na głowie… Charakterystyczne, jakby epileptyczne ruchy nie do podrobienia. Trans. Dopracowany spektakl, w którym nic nie jest wyćwiczone. Jak nikt inny potrafi wyrazić egzystencjalny ból, jak nikt inny potrafi wyśpiewać to wszystko, co przeżył - a przeżył bardzo wiele , łącznie z oglądaniem świata od tamtej strony krat, i łącznie z zatopieniem się w najstraszliwszym nałogu. Kolejny rockowy poeta przeklęty. Ostatnie dziecko-kwiat naszych czasów - i świadom tego że ostatnie… Hippisowski bard, hippisowski guru. Do wywołania aplauzu wystarczyło samo jego pojawienie się na scenie. Posiadacz charyzmy wybranych, charyzmy dotkniętych palcem Boga. Król improwizowanych dialogów z publicznością. To showman bez cienia prozy. To aktor, który nie grał. To kapłan odprawiający rockowe msze.

Kim był Ryszard Riedel? Urodził się. 7 września 1956 roku w Chorzowie, zm. 30 lipca 1994 w Chorzowie. Powszechnie uznawany za jednego z najlepszych wokalistów w historii polskiej muzyki rockowej. Początkowo Riedel był siłą napędową Dżemu. Nie tylko śpiewał, ale i pisał teksty piosenek, grał na harmonijce ustnej, miał wkład w komponowanie muzyki, projektował okładki płyt.

Do zespołu Dżem (ówczesna nazwa: Jam) dołączył w grudniu 1973 roku. Już od początku swojej kariery zaskakiwał wszystkich swoim głosem, który był zarazem szorstkim jak i aksamitnym oraz oryginalnym. Wśród fanów ceniona była także jego charyzma, którą potrafił wprowadzać oryginalną atmosferę, z pogranicza teatru życia i śmierci. W pierwszych, trudnych latach, Riedel nie dopuścił do rozpadu zespołu. Charakterystycznym brzmieniem głosu (wzorował się na wokaliście zespołu Free, Paulu Rodgersie oraz… Czesławie Niemenie), a sobie tylko właściwą manierą wokalną szybko zwrócił uwagę słuchaczy.

Przez wiele lat współpracował z wieloma artystami polskiej sceny muzycznej, m.in. z Ryśkiem Skibińskim, Leszkiem Winderem, Józefem Skrzekiem, Nocną Zmianą Bluesa itp. Ryszard Riedel określany był przez niektórych jako Ostatni hippis naszych czasów. I tak chyba było naprawdę.

Prowadzony przez niego tryb życia miał wiele negatywnych stron, naznaczony był między innymi przez narkotyki (głównie heroinę), a ponieważ zdominowały one jego życie, dochodziło do wielu spięć między nim, a zespołem, który nie mógł zrozumieć skomplikowanej psychiki swojego lidera i wokalisty. Pierwsze kontakty z narkotykami szacowane są na koniec lat '70. Prowadził życie typowego outsidera, często opuszczał próby nagrań, nie przychodził na własne koncerty. Pomimo narastających problemów zdrowotnych Riedla, jego współpraca z zespołem trwała nadal, aż do momentu, kiedy wyniszczony narkotykami został zmuszony do kolejnego leczenia detoksykacyjnego (w 1994), które jednak nie dało rezultatu.
Riedel kilka razy wcześniej przechodził takie leczenia, jednak za każdym razem wracał do brania narkotyków. Miał odwagę wyśpiewywać historię swojego życia, swojej choroby, euforii i destrukcji. Teksty miały bardzo często charakter autotematyczny. Riedel jednak nigdy nie zachęcał do brania, a wręcz jawnie ostrzegał przed i odradzał eksperymentowania z narkotykami i innymi używkami.

W maju roku 1994 został usunięty z Dżemu. Jako przyczynę członkowie zespołu w jednym z wywiadów radiowych podali niemożność dalszej współpracy i ciągłego dostosowywania występów do niedomagającego i przegrywającego z nałogiem Riedla. Zespół zawiesił swojego lidera gdy ten przebywał w szpitalu (od 13 lipca). Już wtedy, strasznie wychudzony organizm wokalisty był podatny na wszelkie choroby. Członkowie zespołu później wstydząc się tej decyzji próbowali ją zatuszować, miedzy innymi w filmie o Riedlu nie ma na ten temat jakiejkolwiek wzmianki.

Zmarł 30 lipca 1994 roku. Bezpośrednią przyczyną śmierci była niewydolność serca . Pogrzeb odbył się 3 sierpnia 1994 roku w Tychach na Wartogłowcu. Na nagrobku wykuto słowa piosenki W życiu piękne są tylko chwile.... W nocy z 3 na 4 maja zmarła Małgorzata Riedel. Została pochowana razem z mężem. Obok poprzedniego napisu wykuto drugi "Tylko Ja i Ty..." Corocznie od 1999 na tyskich Paprocanach odbywa się poświęcony mu festiwal. Co roku w kolejne rocznice odejścia Ryśka nad jego grobem spotykają się tłumy jego wielbicieli, a raczej czcicieli…odprawiając tam swoiste bluesowe Dziady.

W roku 2004 nakręcony został film dokumentalny opowiadający historię życia wokalisty pt. Sie macie ludzie. W roku 2005 nakręcono głośny film fabularny opierający się na życiu Riedla pt. Skazany na bluesa. Główną postać zagrał popularny aktor Tomasz Kot, a jego żonę - Jolanta Fraszyńska. Wokalista doczekał się książki biograficznej autorstwa Jana Skaradzińskiego pt. Rysiek /korzystałem z niej przygotowując ten tekst/ oraz dotyczącej całego zespołu pt. Ballada o dziwnym zespole.

Na podstawie materiałów organizatorów - Ryszard Zaprzałka