Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Pitavale Jerzego Reutera 12

W przyszłym roku minie 10 lat od śmierci wybitnego tarnowskiego prozaika i poety Jerzego Reutera, autora słuchowisk radiowych i dramaturga, dziennikarza i wielkiego pasjonata historii Tarnowa. Przez lata był współredaktorem naszego portalu. Wypełniając niejako testament przyjaźni i pamięć o Nim utrwalić postanowiliśmy przypomnieć niezwykle popularny cykl jego cotygodniowych Pitavali Tarnowskich publikowanych na naszych internetowych łamach w latach 2009 – 2015. Poniżej dwa kolejne odcinki tego cyklu.

Pitaval Tarnowski nr 23 - Fałszywe małżeństwo oszukiwało rządnych miłosnych przygód obywateli.

Od kilku tygodni po Tarnowie włóczyła się para dziwnie zachowujących się ludzi. Najczęściej odwiedzali miejscowe restauracje i wchodzili w zażyłe znajomości z miejscowymi mężczyznami, odpoczywającymi przy wyszynku po trudach codzienności. Przysiadali się do stolika i po krótkiej konwersacji przedstawiali jako dyrektorstwo kopalni nafty w Borysławiu. Domniemany dyrektor Jan Góralik sprawiał wrażenie człowieka poczciwego, więc zaczepiani panowie bez żadnych podejrzeń częstowali zacnie wyglądające małżeństwo alkoholami i jedzeniem. Gdy po jakimś czasie Góralik odchodził od stolika na stronę, jego żona przystawiała się do fundatora i bez zbędnych ceregieli proponowała intymne spotkanie na zapleczu lokalu. Najczęściej poczciwy obywatel wyrażał zgodę i popierał to odpowiednim banknotem. Po powrocie męża zmówiona para przyszłych kochanków czekała na odpowiednią chwilę. Po kolejnym kieliszku Góralik usypiał przy stole, a żądni figlów pozamałżeńskich wychodzili na tyły restauracji. Tam dochodziło do miłosnych rękoczynów, które przerywało nagłe najście przebudzonego Góralika. Zazdrosny mąż w słusznej furii obijał swoją towarzyszkę i jej kochanka na tyle dotkliwie, by nie uczynić żonie krzywdy, a bardziej dotknąć jej gacha.

Po wymierzeniu fizycznej kary przystępował do bardziej wysublimowanego „interesu”. Najpierw zastraszał ogłupiałego do reszty kochanka policją i kryminałem za uwiedzenie żony, a potem wyznaczał cenę za odstąpienie od sprawy. Większość zastraszonych panów wyciągała bez protestu odpowiednią kwotę z pugilaresu i wszyscy zgodnie powracali do przerwanej biesiady. Do czasu. Którymś razem wesoła para nie natrafiła na uczciwego klienta i wpadła w ręce policji. Pechowo zetknęli się z kapralem miejscowego pułku piechoty, który przebrany w cywilne ubranie oddawał się relaksowi przy szynkowym stoliku. Wszystko poszło zgodnie z planem, ale do sceny na zapleczu. Tam dzielny kapral nie dał się pobić, a wprost przeciwnie, złamał Góralikowi nos, a nieuczciwej kobiecie wybił dwa zęby. Powiadomiona policja odstawiła wszystkich na posterunek.

Po dokładnym przesłuchaniu okazało się, że para nie jest małżeństwem. Jan Góralik i jego kochanka Anna Sałowska są poszukiwanymi oszustami, którzy utrzymywali się z naciągania i szantażowania Bogu ducha winnych ludzi.
  
Po ujawnieniu prawdy Sałowska odegrała przed policjantami komedię teatralną godną lwowskich scen dramatycznych. Omdlewała co chwilę, wpadała w spazmy histerii i dostawała konwulsji. Góralik udawał pijanego i nie reagował na żadne pytania. Jedynie dzielny kapral tarnowskich piechurów zachował zimną krew i oświadczył, że jako wojak ma moralne prawo korzystania z usług chętnych pań, że nie robił żadnych nieprzyzwoitych propozycji, lecz takowe otrzymał od leżącej obok. Doradził też policjantom, że najlepszymi solami trzeźwiącymi w takich przypadkach jest solidna pałka. Sałowska słysząc te słowa odzyskała na chwilę przytomność i zapowiedziała krwawą zemstę na kapralu.
  
Oszuści zostali zamknięci w areszcie gdzie oczekiwali na proces, a dzielny kapral powrócił do restauracji, by dokończyć kolację.

Pitaval Tarnowski nr 24 - Morderca i gwałciciel zabił dwie osoby i zasiadł spokojnie do obiadu.

Zeznający przed Tuchowskim sądem 25 letni parobek nie okazał żadnych emocji gdy ze szczegółami opisywał podwójne morderstwo i gwałt na nieżyjącej staruszce. Jak większość takich tragedii, początek miała ona w niechcianej miłości i wypływających z tego dalszych konsekwencjach. Młody robotnik rolny, 25 letni Jakub Gargulec, od dziecka uważany był za nierozgarniętego umysłowo, co zdradzała jego nienaturalna powierzchowność i iście zbójecka mina. Wielokrotnie badany na tę okoliczność został uznany przez lekarzy jako notoryczny matołek i na tej podstawie zwolniony z obowiązku wojskowego. Gargulec był bardzo pracowitym parobkiem, stronił od trunkowych napojów i był często wynajmowany do roboty przez miejscowych gospodarzy. Życie oskarżonego upływało spokojnie do czasu poznania Maryli Ciołek, młodej dziewczyny, która wynajmowała się jako służąca u Żydów.
  
Panna z wielkim trudem ukończyła dwie klasy szkoły i zamieszkiwała z sześćdziesięcioletnią matką, trudniącą się pokątną sprzedażą alkoholu i stręczycielstwem. Wszyscy żyli spokojnie do czasu spotkania Maryli z Gargulcem. Młodzi nie bacząc na wszelkie przeciwności zapałali do siebie wielkim afektem i zaczęli się spotykać w ustronnych miejscach. Związek potęgowany dziką rządzą amanta przerodził się w gorące uczucie. Po kilku miesiącach okazało się, że panna wpadła w tarapaty w postaci niespodziewanej ciąży i nie pozostało nic innego jak tylko wyświęcić parę w kościele i pobłogosławić na nowe życie. Był jednak jeden wielki problem. Na ślub nie godziła się stara Ciołkowa, ani proboszcz dobrodziej. Ten oświadczył wprost, że nie udzieli ślubu parze, która da początek nowej dynastii wiejskich matołków, że to jest ciężki grzech i on tego nie weźmie na swoje barki. Młodzi, pomimo tak ostrych sprzeciwów, zamieszkali razem w domu dziewczyny i jak mówili okoliczni mieszkańcy - przędli złe nici.
  
Tragedia nastąpiła w dniu urodzin dziecka. Przyszło na świat w stodole za domem Ciołkówny i po chwili oddało ostatni dech. Gargulec bez zastanowienia i najmniejszych skrupułów udusił swoje dziecię i porzucił w słomie. Świadkiem dzieciobójstwa była matka Maryli, która po odebraniu porodu ukryła się za wrotami stodoły i wszystko zaobserwowała. Przerażona uciekła do domu, alarmując okolicę głośnym krzykiem, a po chwili postanowiła udać się na policję. W tym samym czasie do domu wszedł Gargulec i bez słowa pochwycił Ciołkową za gardło. Dusił aż przestała dawać oznaki życia, a potem, korzystając z okazji, dwukrotnie zgwałcił nieżyjącą już ofiarę. Gdy nadbiegli sąsiedzi morderca siedział spokojnie za stołem i zajadał ziemniaki z maślanką, nie zważając na leżące obok obnażone zwłoki. Ludzie na ten widok doskoczyli do zwyrodnialca i zanim doprowadzili go do policyjnego posterunku, dotkliwie pokiereszowali, raniąc w głowę i wybijając kilka zębów. Maryla w tym czasie leżała półprzytomna w stodole, nie zdając sobie sprawy z tego co dzieje się wokół i dzięki zimnej krwi jednej z sąsiadek przeżyła dramat. Ta poczciwa kobieta zawiozła wykrwawiającą się położnicę do lekarza czym uratowała jej życie. Gargulca aresztowano, a dochodzeniem zajął się powiatowy sąd w Tuchowie.

Jerzy Reuter

Zdjęcia pochodz ze zbiorów m.in. ze zbiorów S. Sekierskiego i archiwów miejskich oraz FB