Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Doświadczyć granicy

Recenzja książki ,,Wymazana granica. Śladami II Rzeczpospolitej”

Tomasz Grzywaczewski bierze na swój warsztat opowieść o Kresach i ja się zastanawiam, - pisze tarnowska poetka i aktorka Agnieszka Winiarska, od lat związana z Teatrem Nie Teraz, co z tego wyniknie – zanotowałam w listopadzie, w dniu premiery reportażu, który w swym założeniu ma przeprowadzić czytelnika przez dawne granice II Rzeczpospolitej. Byłam świeżo po lekturze ,,Wędrownego zakładu fotograficznego” Agnieszki Pajączkowskiej (Wydawnictwo Czarne) i nie wyobrażałam sobie, że mogę przeczytać coś bardziej inspirującego niż jej opowieść o terenach przygranicznych. A jednak! Książka Grzywaczewskiego ma kilka niezwykle mocnych punktów, które sprawiają, że jej lektura, mimo że jest wymagająca nawet dla czytelnika obeznanego z poruszaną tematyką, to prawdziwy emocjonalny i merytoryczny rollercoster. I dlatego warto. Ale nie tylko!

"Wymazana granica” jest opowieścią o terenach, które w okresie II RP znalazły się w strefie przygranicznej. To jednak oczywiste, że celem Grzywaczewskiego nie jest opowiedzieć TYLKO o stricte geograficznym lub politycznym wymiarze linii oddzielającej od siebie dwa państwa. W ,,Wymazanej granicy” reporter skupia swoją uwagę na ludziach, którzy ,,doświadczyli granicy” – jej ewolucji, przesuwania i powrotu; jej płynności i konsekwencji, które z tą nietrwałością się wiązały.

Pretekst

Opowiadanie o polskiej granicy, która w XX wieku była niezwykle często poddawana zmianom jest w reportażu Grzywaczewskiego pretekstem do rozmowy o doświadczeniach, jakie dotknęły Polaków na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że objeżdżając przygraniczne tereny i opowiadając ich historię, Tomasz Grzywaczewski opowiada losy swojego narodu tak w ogóle – wszystkich tych rozdzielonych, odciętych od ojczyzny, przesiedlonych w nieznane i nieprzyjazne miejsca, uwikłanych w konieczność porzucenia swej tożsamości etnicznej, opuszczonych i zapomnianych, którzy musieli wybierać, kim mają być albo nie mogli pamiętać, kim są. Nie jestem pewna, czy zbudowanie tak pełnego obrazu polskiego doświadczenia narodowego, było świadomym zamiarem autora. Wydaje się jednak, że nie sposób uciec od tej zależności zwłaszcza, gdy opisuje się tereny przygraniczne, a więc miejsca styku, iskrzenia, a także przepływu społeczności i kultury. Mieszkańcy tamtej przestrzeni jako pierwsi odczuwali skutki wszelkich ,,dziejowych” zmian polityczno-historycznych; to tam narodowość (polskość) była wystawiana na największe próby, a historia, właśnie tam, jak nigdzie w równym stopniu, lubiła się powtarzać (niestety!).

Reportaż Grzywaczewskiego warto traktować jako impuls do poszukiwań informacji o miejscach i wydarzeniach, które powinny mocniej zaistnieć w polskiej świadomości. Część terenów i wydarzeń kluczowych do zrozumienia czym była II RP – i czym jest III RP –  o których przeczytamy w ,,Wymazanej granicy” jest znana szerszemu gronu odbiorców – słynne Zaleszczyki, Druskienniki  albo Kosów nad Czeremoszem, w którym prężnie działał Zakład Wodolecznictwa doktora Apolinarego Tarnawskiego. Niestety, zdecydowana większość miejsc, do których dotarł autor ,,Wymazanej granicy” ginie w pamięci o burzliwych wydarzeniach XX wieku. Tymczasem historia tych przygranicznych miasteczek, wiosek i przysiółków niesie w sobie niemniejszy ładunek wiedzy o opisywanym przez Grzywaczewskiego świecie – i co za tym idzie, również o świcie, którego doświadczamy tu i teraz.  Jest przecież tak – co pięknie pokazuje autor reportażu, że za każdą wioską czy chatą kryje się jej własna, burzliwa historia – czy zaskoczeni będziemy jeśli okaże się, że w Polsce jest wiele miejsc podzielonych na symboliczne pół? Trochę jakby przez życie ludzi, o których opowiada reporter przebiegała jakaś granica, wyobrażona lub zdefiniowana, oddzielająca to ,,przed” od tego, co ,,potem”.

Pstryczek w nos

Swoją badawczą podróż Grzywaczewski rozpoczyna na Kaszubach i kontynuuje ją przez Śląsk, tereny przylegające do rzeki Olzy, Zaolzie, okolice Wołosatego, Galicję Wschodnią, Wołyń i tereny nad Zbruczem, Polesie i jego mokradła, Zasław i granicę pod Mińskiem, Wileńszczyznę i dawne Prusy Wschodnie. Dostajemy sporo merytorycznych treści i jeszcze więcej tematów, z którymi musimy się zmierzyć samodzielnie. Reporter bardzo często oddaje głos swoim rozmówcom i to im (a potem nam) pozostawia ocenę świata, którego doświadczyli, dbając jednocześnie o to, byśmy jedną historię poznali z różnych perspektyw. Ale to zawsze czytelnik podjąć musi decyzję, jak wartościować obrazy, które dostaje i fakty, o których się dowiaduje. „Wymazana granica” daje pstryczka w nos zarówno tym, którzy chcą budować nieco idealistyczny obraz II RP oraz tym, którzy za wszelką cenę dążą do dekonstrukcji jakiegokolwiek pozytywnego jej obrazu.

„Na pograniczach każdy nosi w sercu jakąś zadrę. Pod każdą strzechą, w każdej rodzinie, w każdym miejscu czai się własny Smętek” mówi Grzywaczewskiemu jedna z rozmówczyń i myślę sobie, że oto mamy zdefiniowaną kolejną perspektywę przyjętą przez reportera. Spotkania z ludźmi, którzy ,,doświadczyli granicy”, a więc jej istnienia i przesuwania to niejednokrotnie zderzanie się z całą paletą emocji i doznań bardzo trudnych do wyobrażenia. Podczas lektury czytelnik zostaje postawiony przed koniecznością ustosunkowania się do przeczytanych treści i na próżno mu szukać gotowych interpretacji historii, o której czyta. Autor jest rzetelny w swojej pracy i przytacza konteksty poszczególnych wydarzeń, ale jednocześnie nie stara się ich spłaszczać albo obdzierać z warstwy emocji, którymi obrosły przez lata. Rozszyfrować ich znaczenie i zderzyć się ze świadomością, że jedna historia znaczyć może wiele musimy już sami. Sami dźwigamy ciężar opowieści o wojnie palikowej i niesprawiedliwościach wobec Kaszubów; samodzielnie trzeba nam zaakceptować to, jak zostali potraktowani mieszkańcy miast kipiących niekiedy od polskości; zostajemy sam na sam ze świadomością, jaki los spotkał Ślązaków zmuszonych do walki o własną tożsamość i odpieranie zarzutów o zniemczeniu; musimy przetestować własną wrażliwość, czytając o nieutulonej tęsknocie przesiedlonych spod Tarnicy.

Po naszej chyży nie został kamień na kamieniu. Wszystko się pozmieniało. Nowe domy, nowe drogi, nowe drzewa, zarośla, łąki i pastwiska. Ale ona nadal tam stała. Tarnica. Tak samo majestatyczna, tak samo moja. Stała i czekała na mój powrót. Nie pozwoliła się zabrać. Jest wieczna. Po siedemdziesięciu latach rozłąki wreszcie ją zobaczyłam. Odzyskałam moje dzieciństwo.

„Wymazana granica” jest więc bardzo przejmującą opowieścią o tęsknocie. Najczęściej o tęsknocie za tym, co było. Zastanawia mnie i frapuje to zjawisko, bo chyba KAŻDY, kto doświadczył granicy, a o którym pisze Grzywaczewski, dzieli swoje życie na pół i zmaga się z tęsknotą za przeszłością. Jedni uważają, że najlepiej się żyło za cesarza Franciszka Józefa, dla innych pewną epokę szczęścia kończy współczesność i nowe europejskie prawo oddzielające ich od tradycji zamieszkałych ziem, inni z sentymentem wspominają czasy socjalizmu. Słowem, niezależnie od obszaru, na którym swoje badania prowadził reporter, niemal zawsze tęsknota dominuje we wspomnieniach jego rozmówców. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedzi na to pytanie znajdziemy w książce, są one raczej proste i uderzają nas swoją oczywistością.

Nie wiem też, czy Tomasz Grzywaczewski jest romantykiem z natury, ale wiem, że jego książka zawiera w sobie spory ładunek sentymentalizmu. Cieszą mnie zdania i użyte w niej frazy, bo według mnie świadczą o sporej wrażliwości autora wobec ludzi, których spotkał i historii, które nam przywiózł. Chyba nie da się odkleić od siebie tych dwóch zjawisk. To ,,uroczysko zapomnienia”, które opisuje Grzywaczewski może stać się jednocześnie uroczyskiem pamiętania, pod warunkiem, że to pamiętanie będzie pełne – nieskażone polityczną poprawnością, albo narracją, jaką życzyliby sobie emisariusze różnych interpretacji historii naszego kraju.

Jesteś gotowy na doświadczenie granicy?

Podczas lektury reportażu – czułego dla podmiotu i rzetelnego w swej treści – zastanawiałam się nad nasilonym w ostatnich latach zjawiskiem odrzucania historii własnego kraju. Czy tego chcemy, czy nie – wszystko, co jest dzisiaj, wyrasta z tego, co było kiedyś. Przyjęcie wszystkich blasków i cieni przeszłości nie jest przecież równoznaczne z uwięzieniem w tożsamościowej martyrologii. Śmiesznym jest twierdzić, że pamiętanie oznacza uwikłanie i niemożność pójścia dalej. Wyzbycie się tego PAMIĘTANIA przypomina budowanie misternej konstrukcji więźby dachowej bez uwzględnienia solidnych fundamentów inwestycji. Warto przeczytać tę książkę i dowiedzieć się, czy to, co nosimy w sobie bliższe jest piaskom, które zmywa byle deszcz, czy raczej przypomina żyzną glebę, która karmi rzucone na nią ziarna.

9/10

Agnieszka Winiarska (www.kulturanacodzień.pl)

__________________

Tomasz Grzywaczewski ,,Wymazana granica. Śladami II Rzeczpospolitej”
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020

Post scriptum

Dopełnieniem książki jest strona internetowa zawierająca liczne (i niezwykle wzruszające) zdjęcia z każdego niemal regionu, który w czasie swej reporterskiej podróży odwiedził Tomasz Grzywaczewski i jego małżonka Kaja Grzywaczewski. Oboje są autorami projektu ,,Granice2RP” dostępnego pod adresem  www.granice2rp.pl , który zawiera bardzo bogaty materiał fotograficzny stanowiący zarówno komentarz do książki i jednocześnie są oddzielną opowieścią