Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

PostCovidowa Świniokalipsa (3)

W poprzednim odcinku: Trybunał Norymberski dopiero rozpoczynał obrady. Nazwa była nieprzypadkowa: miała nawiązywać do trybunału sądzącego niemieckich zbrodniarzy po II wojnie światowej. Nieprzypadkowa była również lokalizacja: Tarnów, pierwsze niepodległe miasto, nadawał się do tego znakomicie. Lista zarzutów była długa, podobnie jak i liczba oskarżonych. Jako pierwszy przed Trybunałem stanął były Minister Zdrowia Łukasz Szumowski, sławny aferą maseczkową i nie tylko... Jaki zapadnie wyrok? (UWAGA, niniejszy tekst jest fikcją literacką i czytasz go na własną odpowiedzialność. W razie wątpliwości skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą). Tak anonsuje swój literacki powrót, tym razem na łamy portalu Salon24.pl, znany niegdyś tarnowski dziennikarz i członek zespołu Teatru Nie Teraz - Mirosław Poświatowski.

- (...) Ale tu już nawet nie chodzi o buble prawne, do egzekwowania których zaprzęgnięto cały policyjny aparat represji – grzmiał kolejny prokurator. - Wyście dopuścili się zdrady stanu! Wyście dopuścili się bezprawnego ograniczania praw obywatelskich! Wyście złamali Konstytucję, wprowadzając obostrzenia, które przypisane są do stanów wyjątkowych! Wyście wyprowadzili wojsko na ulicę! Wyście wprowadzili stan wojenny bez jego formalnego wprowadzania! Ilu ludzi przez was umarło w imię kłamstwa? Jesteście winni zbrodni przeciw ludzkości!

Niektórzy z oskarżonych próbowali się bronić argumentując, że oni tylko wykonywali rozkazy, albo że nie wiedzieli, nie mieli świadomości, że zaufali „ekspertom”, z których wszelako żadnego na razie nie można było przesłuchać, bo wszyscy przebywali poza granicami kraju, zażywając wczasów na koszt koncernów farmaceutycznych. Bill Gates z jego fundacją był z kolei poza zasięgiem; jedyna nadzieja spoczywała na Węgrzech, gdzie Wiktor Orban powołał specjalną agencję, wzorowaną na izraelskich służbach łowiących nazistów, by uprowadzić i osądzić żydowskiego grandziarza Georga Sorosa.
W międzyczasie oskarżony Szumowski, próbując udowodnić, jak bardzo wierzył w to, co robi i że nie miał świadomości oszustwa, próbował „popełnić samobójstwo” zażywając wymaz z Covidem, którego uprzednio odcharchał mu kolego spod celi, Mateusz Morawiecki, ale nic to nie dało, bo jeden z Prokuratorów, dając odpór argumentacji w rodzaju „nie wiedziałem, działałem w dobrej wierze” stwierdził m.in.: „Brak wiedzy, której się wymaga na odpowiedzialnym stanowisku nie jest żadnym usprawiedliwieniem, nie zwalnia z odpowiedzialności. Niekompetencja na najwyższych stanowiskach – i to w dziedzinie, której jest się twarzą, w której jest się autorytetem, jest tożsama w skutkach ze zdradą stanu. Nie wiem, co jest gorsze – ta niekompetencja, głupota, czy też świadoma zdrada na ministerialnym stołku, świadome złe działanie. Jeżeli zostanie pan na ulicy śmiertelnie potrącony przez samochód, to będzie panu wszystko jedno, czy kierowca zabił pana z powodu swojej niekompetencji, głupoty, niechcący – czy też z premedytacją. Skutek jest ten sam! Zachowalibyście trochę godności i odwagi cywilnej panowie, zwłaszcza teraz, gdy patrzy na was cały świat, bo na razie tłumaczycie się jak ci niemieccy naziści średniego szczebla w Norymberdze – oni też „nie wiedzieli”! Ja jednak pragnę zwrócić uwagę Wysokiego Trybunału na jeden istotny szczegół – otóż oskarżeni, przynajmniej od pewnego momentu, doskonale zdawali sobie sprawę że kłamią, że swymi działaniami zabijają, niszczą, straszą, bezprawnie ograniczają prawa, zniewalają ludzi! Inaczej nie próbowaliby wprowadzić potworka prawnego, ustawy słusznie nazywanej „bezkarność plus”, na mocy której można złamać każde przepisy, każde obowiązujące prawo, usprawiedliwiając to koniecznością walki z pandemią, której nie ma. A więc wiedzieli, że cały czas łamią prawo, naruszają obowiązujący porządek prawny – ba – dokonują gwałtu na konstytucji! Oskarżeni mieli dość czasu by ochłonąć, by się wycofać ze swoich zbrodniczych działań, a mimo to brnęli wciąż dalej, szykując sobie przy tym paragrafy zapewniające im kompletną bezkarność! Ja rozumiem, że w starożytności senatorem był koń, a współcześnie posłem Grodzka, ale na Boga, to psucie prawa to wpisywanie się w najbardziej despotyczne okresy w dziejach, to krok w ich kierunku! Za waszą sprawą, waszych wadliwych decyzji, wadliwych ustaw, wadliwych rozporządzeń – co ja mówię wadliwych – bezprawnych, bo wadliwe to były wasze testy, za sprawą których niektórzy miesiącami siedzieli na kwarantannach – my, naród Polski, ponieśliśmy tak niepoliczalne straty, gospodarcze, mentalne, organizacyjne, ludzkie – że najniższy wymiar kary jaki sobie wyobrażam, to dożywotnia kwarantanna dla niektórych z was i członków waszych rodzin – a to w ramach wprowadzonych przez nas zmian w kodeksie karnym, które my nazywamy „Odpowiedzialność plus”...”

Mowy oskarżycielskie trwały dłuższy czas, uszczegóławiano zarzuty, aż wreszcie padły te oto historyczne słowa: „Panie i Panowie! Z lewicy lewej, środkowej i kościółkowej! Przecież myśmy was wybrali, byście nam i Polsce godnie służyli. Co wyście zrobili? Patrzy na was historia! Macie krew na rękach! Nic was nie usprawiedliwia. Dlatego wnoszę o najwyższy wymiar kary!”

Po tych słowach zapadła złowróżbna cisza. Oto bowiem dopiero co nowy rząd przywrócił karę śmierci, wprawiając cały postępowy świat w oburzenie, a umiłowanych przywódców wszystkich krajów w głęboki niepokój, rosnący wraz ze wzrostem niepokojów społecznych w ich własnych krajach.
A potem już poleciało.

Skazanym na karę główną dano wybór: ocalą głowy, otrzymując dożywocie, jeśli tylko wyrzekną się wiary. Jakoż ochoczo do aktu apostazji zgłosiła się większość skazanych: na mistrza ceremonii wyznaczono księdza Nergala, namaszczonego na tę funkcję przez redakcję „Tygodnika Powszechnego” wespół z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim, co to wyedukował przecie tak wiela polityków wszystkich opcji – cóż, że bezobjawowo. „Czy wyrzekacie się Boga, w Trójcy Jedynego...” –„Wyrzekamy się” – popłynęło w eter. Później okazało się, że tych, którzy wobec groźby śmierci, wiary się nie wyrzekli – uwolniono.

Europa stanowczo nie mogła takich bezeceństw przepuścić. „W duchu traktatów”, „w obronie praworządności, praw człowieka i demokracji”, ruszyli z bratnią pomocą niemieccy krzyżowcy. Ze wschodu „w obronie wartości” ruszyli na Polskę „bracia Słowianie”. Tyle że Niemcy musieli się szybko i ze wstydem wycofać, bo na zachodzie Europy, Muzułmanom i miłującym pokój uchodźcom, co to przed wojną uciekali, nie chciało się już czekać te ledwo parę dekad na zdobycie przewagi demograficznej i jak na jakiś sygnał rozpoczęło się wyrzynanie „niewiernych”, czyli rdzennych mieszkańców Niemiec, Francji itp – no chyba, że się „nawrócą” na Islam. Jakoż wkrótce ruszyła na Polskę fala uchodźców – najpierw obywateli niemieckich, a potem innych krajów, proszących o azyl. „Uwaga, przekraczacie granice kraju, w którym nie ma praworządności” – przez megafony próbowano odstraszyć uchodźców, ale nic to nie dawało. Dla przykładu zatrzymano więc Timmermansa i jakiegoś gościa, co wyglądał jak mop i mówił, że jest z Belgii. Rozgorzał spór, czy obu panów należy najpierw poobwozić w klatkach po całym kraju, a potem wypuścić, czy też może poobwozić w klatkach po całym kraju, a potem odstawić z powrotem do granicy, ale...

Ale w międzyczasie coś pierdyknęło w Azji. Chińczycy od dawna mieli na pieńku z Rosjanami, bo mieli chrapkę na rozległe, wschodnie tereny, których więź z Moskwą słabła. Uznano więc, że taktycznie będzie wykorzystać zamieszanie, zrzucić parę niewielkich ładunków nuklearnych tu i ówdzie i wziąć co jest do wzięcia. W imię pomocy Polsce oczywiście, żeby nie mogli pomóc nam Rosjanie, których siły były teraz pośpiesznie z Polski wycofywane.
Erdogan w Turcji też nie zamierzał pozostawić biegu wydarzeń samemu sobie. Teoretyczny członek NATO, był w narastającym konflikcie z Grecją, a czas do wzięcia tego, co jest do wzięcia, był po temu najlepszy – każdy zajęty był własnymi problemami. Generalnie w basenie Morza Śródziemnego coś poszło nie tak. I wielu innych punktach globu. I to wtedy, gdy wydawało się że pokój został zawarty. I skrzyżowały się rakiety i spadły do morza i obudziły bestię. Kontakt z USA został zerwany. Znaczna część Europy – w tym niemieckie Prusy – zalana. W odmętach zginęli również ci parlamentarzyści, którzy nie osądzeni – uciekli z kraju. Kto mógł ratował życie, a Polska – o dziwo, pozostała prawie nietknięta, nie licząc części położonej nad Bałtykiem. Uchodźców przybywało, Polacy z sercem udzielali schronienia, dzieląc się tym, co mieli. Niektórzy mówili jednak, że gdy wyły alarmy, a wielka woda była coraz bliżej, ostatni posłowie Parlamentu Europejskiego wciąż debatowali. Nad praworządnością w Polsce...

Paradys nagle został wyrzucony ze snu. Różnica między snem, a zastaną rzeczywistością była tak ogromna, że usiadł na łóżku i rozpłakał się.
-Jadźka, ale miałem piękny sen...
-Cicho bądź, telewizję oglądam.
(głos z telewizora) „...postanowił wprowadzić stan wojenny, na terenie całego kraju”.'

Foto: Fragment "Piekła" z tryptyku "Sąd Ostateczny" Hansa Memlinga
Mirosław Poświatowski  - www.salon24.pl