Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

PostCovidowa Świniokalipsa (1)

Trybunał Norymberski dopiero rozpoczynał obrady. Nazwa była nieprzypadkowa: miała nawiązywać do trybunału sądzącego niemieckich zbrodniarzy po II wojnie światowej. Nieprzypadkowa była również lokalizacja: Tarnów, pierwsze niepodległe miasto, nadawał się do tego znakomicie... (UWAGA, niniejszy tekst jest fikcją literacką i czytasz go na własną odpowiedzialność. W razie wątpliwości skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą). Tak anonsuje swój literacki powrót, tym razem na portalu Salon24.pl , znany niegdyś tarnowski dziennikarz i członek zespołu Teatr Nie Teraz  - Mirosław Poświatowski.

Posiedzenie dopiero miało się zacząć. Marek Ciesielczyk, wieczny kandydat do wszystkiego, właśnie prężył się dumnie przed lustrem. Wreszcie go doceniono, wreszcie czuł się spełniony. Jako jeden z oskarżycieli, odziany w togę - prezentował się znakomicie, równie dobrze, jak niejeden stalinowski prokurator.

Wreszcie posiedzenie rozpoczęło się. Lista zarzutów była długa, długa też była ława oskarżonych, obejmując niemal wszystkich posłów, senatorów, ministrów i wszelakiej maści „ekspertów”. Osobny sektor zajmował kwiat dziennikarstwa polskiego. Funkcjonariusze wszystkich trzech telewizji: reżimowej TVPiS, tej zakładanej przez bezpiekę cywilną oraz tej zakładanej przez bezpiekę wojskową choć z pozoru zjednoczeni w covidowej propagandzie, patrzyli na siebie spode łba. Ale wielu z oskarżonych musiało uczestniczyć w procesie on-line. Niektórzy spośród obecnych próbowali „zasłabnąć” metodą „na Giertycha”. Amatorzy symulowali, zawodowi przestępcy mieli zawczasu przygotowaną ampułkę z jakimś neuroleptykiem. Wielu było też nieobecnych. Jednych zlinczował tłum, inni uciekli do swej prawdziwej ojczyzny: posłowie PO wybierali Niemcy oraz Rosję, co znaczniejsi reprezentanci PiS szturmowali ambasady USA i Izraela, ale niepotrzebnych już lokajów nie przyjęto, w myśl jakże rasistowskiego powiedzenia: Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść”. Tak czy siak, nieobecnych zbiegów reprezentowały naprędce przygotowane portrety, dziwnie nawiązujące do słynnego obrazu przedstawiającego wieszanie portretów zbiegłych uczestników Konfederacji Targowickiej.

Ogólnie, wiele polskich miast przedstawiało sobą opłakany widok. Płonęły fasady Sanepidów, mocno oberwało się też urzędom skarbowym, które świeciły teraz pustymi oczodołami powybijanych okien. Przed Komisariatem Policji w Tarnowie płonęła barykada złożona z policyjnych radiowozów; z bliżej nie znanych jeszcze powodów podpalili je sami funkcjonariusze. Pomazane czerwoną farbą fasady budynków oznaczały lekarzy nie dość odważnych, by przyjmować w dobie mniemanej pandemii pacjentów w ramach publicznej służby zdrowia, ale dość odważnych, by czynić to prywatnie. Żądna krwi tłuszcza, w pierwszych godzinach i dniach zamieszek i tak obeszła się z nimi łagodnie, czego nie można było powiedzieć o parlamentarzystach, na których urządzano regularne nagonki. Przynależność partyjna nie miała znaczenia, choć podobno można było ocalić skórę krzycząc: „jestem z Konfederacji”. W Tarnowie nieznany pozostawał los m.in. posłanki PO Urszuli Augustyn, którą rozpoznano na ulicy. Według relacji świadków ktoś krzyknął: „patrzcie, ona też jest posłem”, po czym tłum zawył i ruszył w pościg. Podobno w ostatniej chwili posłanka chciała schronić się w siedzibie radia RDN Małopolska, ale nie miała przy sobie maseczki, więc jej nie wpuszczono. Oczywiście, wstępu nie odmówiono jej tak od razu – najpierw odbyła się stosowna dysputa teologiczna kierownictwa stacji, trwającej dokładnie tyle czasu, ile czasu w jednym z tarnowskich szpitali czeka pacjent potrzebujący natychmiastowej reanimacji – dopóki nie nadejdą z Krakowa wyniki covidowego wymazu.

Jednak do prawdziwie dantejskich scen dochodziło w Warszawie: przed bunkrem na Nowogrodzkiej zebrał się ogromny tłum – wtedy Towarzysza Naczelnika widziano po raz ostatni. Według niepotwierdzonych relacji ostatni raz widział go ktoś z pracowników - jak szykował trutkę dla siebie i swoich kotów mrucząc pod nosem: „nie po to zrobiłem tę „Piątkę dla zwierząt” by teraz oddać was w ręce jakichś barbarzyńców”.

Opinia międzynarodowa szykowała się oczywiście do jakichś reakcji, ale szło to niezbornie, bo do coraz poważniejszych zajść dochodziło na całym świecie: w wielu krajach rozwścieczone tłumy skandowały hasło: „wolni ludzie, chodźcie z nami, pójdziem za Polakami”. ONZ, Unicef i WHO rozważały udzielenie pomocy humanitarnej Polsce, ale utonęły w sporze, czy – tak jak wcześniej w przypadku głodującej Afryki – problem rozwiązać poprzez dystrybucję darmowych pigułek antykoncepcyjnych i usług aborcyjnych, czy też może depopulację rozwarcholonych Polaków osiągnąć szczepionkami powodującymi bezpłodność.

Tymczasem rozruchy stopniowo dogasały, rząd upadł, a ciąg zdarzeń doprowadził do powołania Trybunału Norymberskiego w Tarnowie. Jego posiedzenia śledził z zapartym tchem cały świat, śląc noty protestacyjne i majstrując, jakby tu za pomocą zbiegłych z Polski renegatów, utworzyć kolejny, marionetkowy rząd. Na razie „na obczyźnie”. Rychło się jednak okazało, że każdy większy kraj miał już własny, „polski” „tymczasowy” rząd i trudno było ustalić, który jest ten „prawdziwy”. W tej sprawie mocarstwa musiały się porozumieć i raz jeszcze ustalić skład – tym razem wspólnego, „polskiego” rządu. A tu jeszcze trzeba było walczyć z nienawistnikami w sieci – deklaracje google, youtube, facebooka i innych monopolistów, że cenzurować będą krytyczne wpisy o koronopanice oraz zachwalać szczepionki, z jednej strony wywołały skutek odwrotny od zamierzonego, z drugiej, otworzyły „puszkę Pandory” – bo indeks tematów „zakazanych”, to znaczy jakich tam zakazanych – po prostu takich, o których można mówić tylko dobrze, stale się powiększał; w kolejce za LGBTNSDAP stali pedo- i zoofile, za Żydami – Muzułmanie itd itp. No i te cholerne transmisje z obrad Trybunału, cieszące się rosnącą popularnością, zjednujące rosnącą sympatię dla Polaków ze strony zwykłych ludzi... Kiedy jednak zablokowano transmisje z Polski, niedługo później renesans zaczęły na zachodzie przeżywać analogowe odbiorniki radiowe – a to za sprawą nowo utworzonego Radia Wolna Europa, nadającego w wielu językach, z Tarnowa, na cały świat. Gdzieniegdzie wyciągnięto z piwnic nawet radia pamiętające czasy niemieckiej okupacji...

Trybunał obradował, a lista zarzutów była długa. W atmosferze gwizdów i buczenia na salę wprowadzono ministra Szumowskiego...

Ciąg dalszy wkrótce...

Mirosław Poświatowski  - www.Salon24.pl