Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Jan Bielatowicz i jego "Książeczka"

lektura na czas zarazy

Autor i jego dzieło są już prawie zupełnie wyparte z patriotyczno-literacko-historycznej świadomości Tarnowian, szczególnie tych jeszcze podlegających obowiązkowej edukacji. A szkoda, bowiem nikt, tak jak on nie znał i nie kochał swojego miasta. Ostatnim, co tak historycznego poloneza wodził był zmarły nie dawno Antoni Sypek - zanany i kochany tarnowski historyk i filantrop, pedagog i publicysta. Dzieło jego życia, monumentalny "Mój Tarnów", to dziś obowiązkowa lektura każdego lokalnego  dziejopisa i konesera dobrej literatury, podobnie, jak kiedyś słynna "Książeczka" Jana Bielatowicza.  Pandemia, to dobry czas na przypomnienie tego wybitnego prozaika i publicysty, żołnierza 2 Korpusu i działacza emigracyjnego w Londynie. Tym bardziej, że w tym  mija 55 lat od śmierci jednego z najznamienitszych tarnowian.

Nie jest to ani monografia, ani tym bardziej dzieło ujmujące całość historii oraz pradziejów Tarnowa. Więcej – nie znajdziemy tutaj dat ani faktów. Nawet tytuł taki skromny, jakby niepoważny – „Książeczka”. Cóż jednak, jeśli owa „Książeczka” weszła przebojem do kanonu tarnowskiej literatury i niejeden historyk sięga do niej, by z barwnych obrazów przeszłości wyciągnąć postaci i fakty, nie mogąc nieraz się bez niej obejść. Nie zdziwcie się zatem, jeśli postanowicie zapytać takiego historyka, jaką lekturą wzbogacić wiedzę o Tarnowie, podsunie wam „Książeczkę” Jana Bielatowicza. Nie zdziwcie się też, kiedy otwierając jej karty przywita was na wstępie Owidiusz (Publius  Ovidius  Naso (ten właśnie rzymski poeta) słowami: „Mała, beze mnie idziesz do Miasta, nie bez mojej zazdrości, książeczko!”…

Jan Bielatowicz, autor owej „Książeczki”, która powinna być tarnowskim bestsellerem i pozycją obowiązkową nie tylko dla zakochanych w Tarnowie, znał Tarnów od podszewki, cała jego bujna i intensywna młodość, przewróciła na nice tarnowskie zaułki, szła za pan brat uliczkami starówki i śmiało spoglądała (od tego spojrzenia rumieniły się tarnowskie dziewczyny, a stateczne panie ze zgrozą kreśliły nad nim znak krzyża) spod daszka czapki, mrużąc oczy od słońca odbijającego się w oknach kamieniczek przedwojennego miasta w widłach Białej  i Dunajca.

„...Weszliśmy więc do Tarnowa od zachodu i od południa, podobnie jak historia, która przywędrowała tu z Krakowa, Tyńca i Melsztyna, siadając najpierw na kopcu góry Świętego Marcina i pilnie się przyglądając wzgórzu tarnowskiemu. Zanim się namyśliła zbudować miasto, widać jeszcze było na dalekim widnokręgu Górę Piaskową – za naszych czasów Lasek Buloński Tarnowa, cel wycieczek i majówek, zbieraczy śnieżyczek i fiołków, orzechów laskowych i kasztanów, traszek i kijanek, pawików i modraszków, piżmówek i węgratek, miki i kwarcu, przygód i błocka na obuwiu…”

Bielatowicz nie był rodowitym tarnowianinem, nie tu przyszedł na świat. Po Rzeszowie i Pilźnie, całą rodziną, ze względu na otrzymaną przez ojca pracę, przybył do Tarnowa. Przybył, i na kilka lat pozostał, już jako uczeń gimnazjum im. Kazimierza Brodzińskiego. Było to zaledwie kilka lat, zanim, po zdaniu matury, przeniósł się do Krakowa i podjął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Później było już dorosłe życie i wybuch drugiej wojny światowej, walka na wielu frontach, emigracja do Włoch i do Wielkiej Brytanii – resztę życia wraz z żoną spędzili w Londynie. Tam cztery lata przed śmiercią powstała „Książeczka”.

O tych straszliwych wydarzeniach wojennych pisał: „Jedni z pierwszych więźniów oświęcimskich to byli tarnowiacy, a najpierwsi inżynierowie z Mościc. Do pieców gazowych poszli wszyscy Żydzi. I Klar z żoną Rebeką, ten od znaczków pocztowych i przyborów szkolnych, i Leser od lodów cytrynowych i śmietankowych, i Fenichel od starych książek i bryków, i Flatto od ciastek i bywalcy kawiarń Secesja, Avenue i Weissa, i wychowankowie gimnazjum hebrajskiego, i wszyscy mieszkańcy uliczek śródmieścia i Rynku, Wekslarskiej, Krętej, Żydowskiej, Pilzneńskiej Bramy, Placu pod Dębem…”

Znał ich przecież. „Książeczka” opisuje więc niedługi czas, który Jan Bielatowicz spędził w Tarnowie, a także kilka wydarzeń poprzedzających przeprowadzkę do miasta książąt Sanguszków, o których szczególny, kiedy najwięcej poznajemy i kiedy najsilniej wrastamy w nasz rodzinny, przydomowy pejzaż.

Historycznie rzecz biorąc, to fragment dwudziestolecia międzywojennego. Przede wszystkim to jednak fantastycznie pisany, zbeletryzowany pamiętnik, pełen anegdotek, tarnowskiego folkloru i humoru, opowieści z tarnowskiej ulicy, wydarzeń wesołych i smutnych, czasem tragicznych, jednym słowem – prawdziwa kopalnia wiedzy i naszym mieście.

Jan Bielatowicz spisując pamiętnik swej młodości na emigracji, nie miał już nadziei na powrót do ojczyzny, ani do tego, co zamknęła wojna. „Ale gdy czasy przeminą, może wszyscy spotkają się na tarnowskich Polach Elizejskich, może się dla nich otworzą drzwi rajskiego kinoteatru Marzenie” A jeśli nie? „…to znaczy, że szczęście ludzkie musi być zagrzebane, jak skarb w ziemi, w przeszłości. Tym zaś przeszłość przewyższa marzenie, że przecież kiedyś była”.

Agata Żak