Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Poświatowskiego Zapiski czasów zarazy

"Zanim z ludzi zrobisz mydło, wpierw zrób z ludzi bydło"

Połowa XIX wieku. Małe, senne miasteczko galicyjskie... Cadyk Bildenberg, którego sława niosła się szeroko i daleko, słuchał właśnie żalów ubogiego Mosze, od spotkania z którym nie mógł się już dłużej wymawiać. - Drogi Rebe, ja już dłużej tak nie wytrzymam! Dzieciska wrzeszczą, moja Rachela wrzeszczy i jeszcze te kury w domostwie – gwar, ścisk, tłok nie do wytrzymania – żalił się Mosze. - Nie do wytrzymania, powiadasz? - zapytał retorycznie Cadyk. -To wiesz ty co? Ja mam dla ciebie dobra rada. Ty weź jeszcze kozę z podwórka i wprowadź do obejścia. I przyjdź do mnie za miesiąc.

Miesiąc później biedny Mosze znów stawił się u cadyka Bildenberga.
- O najmądrzejszy Rebe! Jest jeszcze gorzej niż było! Dzieci, Rachela, kury, a teraz jeszcze koza! Jak żyć?! Toż wytrzymać nie idzie! - żalił się Mosze.
- Wytrzymać nie idzie, powiadasz – zadumał się Cadyk. -Ty wiesz co zrób? Wprowadź do domu pozostałe kozy. I przyjdź do mnie za miesiąc.

Upłynął miesiąc. Biedny Mosze, cały zalany łzami, znów żalił się Cadykowi.
- O ja nieszczęsny! - biadolił. -Dzieci, Rachela, kury i jeszcze to stadko kóz w chałupie. Jak żyć!?
- To ja mam dla ciebie najlepsza rada – odparł Cadyk. -Ty wróć do domu i wyprowadź stamtąd wszystkie kozy. I przyjdź do mnie jutro!

Następnego dnia Mosze, cały szczęśliwy, już z daleka woła do Cadyka: -Rebe! Jakiś ty mądry i dobry człowiek! Bez kóz w chałupie ja się czuje szczęśliwy jak nigdy dotąd! Ja będę chwalił imię twoje na wszystkie strony świata – powiedział Mosze, pozostawiając cadyka Bildenberga w zadziwieniu nad własną mądrością i nad tym, jak niewielkim kosztem uszczęśliwić można człowieka, nie zmieniając w jego położeniu nic!

Początek dwudziestego pierwszego wieku. Nadwiślańskie Terytorium Zależne.
Cadyk Pisenberg słynął cudami na całą okolicę. Nic dziwnego – w odróżnieniu od swoich poprzedników, dzielił się z pospólstwem częścią tego, co im wcześniej zabrał. A zabierać musiał coraz więcej, bo i więcej niż poprzednicy obiecywał. Słuchał teraz żalów pewnego Mośka, od którego nie udało mu się opędzić.
- Łaskawy Rebe Pisenberg! Odkąd dla dobra nas wszystkich wprowadziłeś zakaz wychodzenia dzieciaków i zamknąłeś szkoły, cierpię ja w domu niepomiernie. Ja dopiero teraz zrozumiał, kogo ja sobie wziął za żonę! I w tych kolejkach trzeba stać godzinami. I dystans trzymać. Rebe, ratuj!
- Ty wiesz ty co? Ja mam dla ciebie dobra rada. Ja z dniem jutrzejszym, dla dobra nas wszystkich – tu cadyk mimowolnie zerknął na swoje odbicie w wiszącym na przeciwległej ścianie lustrze – zamierzam wprowadzić rozporządzenie, by większość sklepów i zakładów usługowych zamknąć do odwołania. Poza tym będzie taki zakaz, by nie wychodzić z domu bez ważnej potrzeby. Ty bądź dobrej myśli, idź do domu i przyjdź do mnie za miesiąc.

Miesiąc później Mosiek znów łomotał do drzwi Cadyka Pisenberga.
- Rebe! - szlochał od progu! Ja już nie mam za co żyć! Zakład zamknąłem, ludzi zwolniłem, a gęba jeść woła! A jak chciałem umyć samochód, to mi mandat taki wlepili że hej!
- Ty się nic nie martw – odparł spokojnie litościwy Cadyk. -Ty lepiej pomyśl, co by to było, gdyby rządzili tamci! Ty byś wtedy nawet nie wiedział, że jest jakaś epidemia! Ja przygotował dla ciebie rozwiązanie. Jak spełnisz warunki, wypełnisz stos formularzy za kilka lat wstecz i jak dożyjesz, to ja za czas jakiś wypłacę ci zapomoga. A poza tym, dla twojego dobra, ja od jutra wprowadzam takie rozporządzenie, że wszyscy mają nosić maseczki. Idź spokojnie do domu i przyjdź do mnie za miesiąc.

Po upływie miesiąca Mosiek ponownie stawił się u Cadyka. Całą maseczkę miał we łzach. I coś próbował powiedzieć, charchocząc. A idąc, co jakiś czas przystawał, poprawiał rękami maseczkę i uchylał jej brzeg, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Wszyscy mieszkańcy Terytorium Zależnego robili to samo, starając się nie zauważać, że robią to inni. Niektórzy mieli w maseczki wszyte wenflony, służące do zapalenia papierosa.
- Rebe! Teraz to ja już całkiem nie wiem czy żyję i czy ja dożyję dnia jutrzejszego – szlochał Mosiek. -Ratuj!
Rebe słysząc te słowa zadumał się, po czym rzekł po chwili: -Ty się nic nie martw! Ja ci zaraz dam dobra rada! Tylko najpierw oddalę się, zobaczyć co Kabała powie.

Chwilę później łaskami słynący Cadyk łączył się ze sztabem Kabały.
- No co tam słychać w WHO? - zwrócił się do kogoś po drugiej stronie ekranu.
- W Światowej Organizacji Zdrowia na razie zadowoleni, że wszystko idzie zgodnie z planem. Wbrew obawom, nie trzeba było znów zmieniać definicji pandemii, jak wtedy, w 2009, gdy postanowiliśmy z wirusa A/H1N1 zrobić wielkie halo i w tym celu musieliśmy tę definicję zmieniać. Obecna jest wystarczająca. No i panika tym razem jest wreszcie większa, są większe szanse, że wystraszeni ludzie łykną wszystko, jak dziadek suplementy, hi hi – głos po drugiej stronie zaśmiał się. -W WHO tylko trochę denerwują się, że podrywamy ich autorytet, że nic nie robią. Ale rozumieją, że ludzie sami muszą zacząć domagać się wprowadzenia światowego porządku. Liczą na to, że to oni będą jego podstawą, o resztę za ich plecami zadbają farmaceutyczne koncerny. Poza tym mają obawy, żeby walka z pandemią nie przyćmiła walki o prawa reprodukcyjne kobiet. W USA już zamknęli parę klinik aborcyjnych z tego powodu. Nawiasem mówiąc, to chyba dziś jedyni, przepraszam za wyrażenie, lekarze, którzy są bezrobotni...

- A jak tam walka z dezinformacją? - pytał Rebe.
- Spokojnie, media społecznościowe są nasze, prawie każdy mieszkaniec planety jest w naszym portfolio. Nawet na tutejszym Terytorium Zależnym jest strona rządowa do walki z „fejkami” i „mową nienawiści”. Kogo trzeba to się go paragrafami utemperuje. Albo uderzy po kieszeni. Albo zdemonetyzuje, zmniejszy zasięgi, zabanuje... Mądrzejsi będą siedzieć cicho. A ci od spiskowych teorii dziejów... Kto im uwierzy? Zrobi się z nich oszołomów. A właśnie, byłbym zapomniał, najnowsze aktualizacje Windowsa i Androida zostały już zainstalowane na większości urządzeń.
- Dobra. A system finansowy? – dopytywał Cadyk.
- No tutaj to na Morawieckiego możemy liczyć – odparł Głos. -On sam postulował, żeby wprowadzić nowe podatki, na szczeblu unijnym. Chyba przeczuwa, co jest grane i chce się znaleźć w awangardzie. Mieliśmy też swojego człowieka w ministerstwie finansów, co to publicznie mówił o odejściu od papierowego pieniądza, ale trochę przelicytował. Jak bardziej postraszymy ludzi wirusami, to chętniej się zgodzą, by cały ich dorobek był tylko wirtualnym zapisem na kawałku plastiku. I wtedy każdy człowiek będzie nasz. Bo gdzie bez gotówki pójdzie? A tak - będzie broczył, jak krwią, swoim śladem, nawet jak nie weźmie komórki. Morawieckiemu to nawet powinno się podobać, to będzie jego „walka z szarą strefą”. Na razie testowo zwiększyliśmy limit wypłat bezgotówkowych do 100 zł. A poza tym – cóż, wielu mniejszych i większych szaraków ma nóż na gardle. Prawie każdy spłaca jakieś kredyty. Są nasi... Tak samo upadające przedsiębiorstwa
- Przestań się już chwalić, przecież to był nasz plan – odparł Cadyk. -

A jak tam nasze łapiduchy?
- Te uczone durnie? Wiedzą tyle, ile wyczytają z naszych periodyków i publikacji. Trzymają się procedur, ustalonych przez nasze koncerny. I zgodnie z wytycznymi, jako przyczynę zgonu mają wpisywać tego wirusa. Nawet wtedy, gdy ktoś był tylko nosicielem, a zmarł na co innego. Bez dodatkowych badań. Statystyka to piękna rzecz!
- Właśnie. Zapomniałbym zapytać, jak tam rozwój pandemii? – indagował Cadyk.
- Bez zmian. Docelowo nosicielami będą wszyscy – odpowiadał głos.
- Kiedyś trzeba będzie to wszystko odwołać i odtrąbić sukces – zadumał się Rebe. -Ale przepisy stanu wojennego pozostawimy! - uśmiechnął się. -A jak tam śmiertelność ogółem? - zapytał.
- Statystycznie umarło w tym kwartale tyle samo osób, co w tym samym kwartale roku ubiegłego – mężczyzna po drugiej stronie ekranu również się uśmiechnął.
- Najczęstsza przyczyna zgonów?
- Od lat bez zmian. Aborcja. Materiału biologicznego nam nie zabraknie. Z eutanazją też robimy postępy. Niepotrzebnie tylko w tylu krajach kazali starym ludziom siedzieć w domach, no ale nie każdy z przywódców jest wtajemniczony. Sami pozbawili się szansy na poprawę systemu emerytalnego.
- Tu, w nadwiślańskim terytorium zależnym podnieśliśmy im te głodowe emerytury jak nikt dotąd. Ty lepiej pomyśl – ktoś musi na nas głosować. Samo 500 plus może nie wystarczyć. A później się pomyśli... Dobra. Możemy chyba przejść do kolejnego etapu. Powiadom pozostałych. Zobaczymy się później – powiedział Rebe i ekran zgasł.

Niedługo później Cadyk Pisenberg znów siedział w swoim fotelu, a naprzeciwko niego łapczywie powietrze łapał Mosiek.
- Ty się nic nie martw – powiedział Rebe. -Kabała była dla ciebie łaskawa. Jeszcze dziś wydam rozporządzenie, pozwalające na otwarcie wszystkich sklepów, zakładów usługowych i kawiarni. Tego wszystkiego, co zamknąłem. Ale pozostałe obostrzenia pozostają!
- Rebe – Mosiek rzucił się Cadykowi Pisenbergowi do nóg. -Jakiś ty łaskawy! Ja będę chwalił imię twoje na wszystkich ulicach. Ty możesz być pewien, że ja będę na Ciebie głosował! Na kogo wskażesz, ja będę głosował i rodzina moja cała!

Kiedy Mosiek wreszcie sobie poszedł – ech stary Mosiek, kolega ze szkoły – wielki Cadyk zadumał się nad własną łaskawością. Po czym o czymś sobie przypomniał i sięgnął po telefon.
- Gates? Dobra, słuchaj, będziesz miał te swoje elektroniczne certyfikaty szczepień uprawniające do podróży zagranicznych. Szykuj się do masowych szczepień i czipowania! Przechodzimy do drugiego etapu!
Kiedy wielki i łaskawy, słynący cudami Cadyk odłożył słuchawkę, nie wiedzieć skąd przyplątała mu się piosenka z dzieciństwa, którą czasami nucił jego dziadek. - Zaraz zaraz, jak to leciało? - zastanowił się Rebe, a po chwili dziarsko maszerował po swoim gabinecie, cicho nucąc: „Zanim z ludzi zrobisz mydło, wpierw zrób z ludzi bydło...”

„(..)Potem ujrzałem inną Bestię wychodzącą z ziemi:
miała dwa rogi podobne do rogów Baranka,
a mówiła jak Smok.
(…)
I sprawia, że wszyscy:
mali i wielcy,
bogaci i biedni,
wolni i niewolnicy
otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło
i że nikt nie może kupić ni sprzedać,
kto nie ma znamienia -
imienia Bestii
lub liczby jej imienia.
Tu jest mądrość.
Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy:
liczba to bowiem człowieka.
A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.(...)”
Apokalipsa Św. Jana

P.S. Znaczna część informacji zawartych w tej opowiastce jest prawdziwa. Niech sobie każdy sam wybierze, która...

Mirosław Poświatowski