Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Stan niezwyczajny wg. M. Poświatowskiego

Radiowóz stał na parkingu opodal Biedronki przy ul. Słonecznej w Tarnowie. Dwóch funkcjonariuszy – jeden w wieku dawno emerytalnym i drugi młody, rozmawiało ze sobą żywo gestykulując. Kłęby dymu od zapalonego szluga wypełniały kabinę, bo okna były zamknięte. - No i co ja mam z tymi nowymi wytycznymi zrobić? Zaglądać każdemu do koszyka, żeby sprawdzić, czy kupuje tylko podstawowe produkty? Czym się różnią podstawowe od nie podstawowych? – denerwował się młodszy policjant. - Aktor jest od grania, d...pa od srania, a my od tego, żeby nie gryźć ręki karmiącej, tylko wykonywać polecenia – skarcił młodego starszy. - Widzisz tu jakiegoś aktora? No widzisz. Nie widzisz. Ale jesteśmy my, ci ludzie tam pod sklepem i rozkazy do wykonania. Ech, czego was teraz na tej szkółce uczą... Mnie kształcił jeszcze sam generał Jedynak! Chodź, pokażę ci, jak to się robi...

Dżony właśnie wychodził z „Biedry”, gdy coś na kształt „halt!” zatrzymało go w miejscu. - Pokażcie no, co tam macie, obywatelu! - powiedział funkcjonariusz i zajrzał do reklamówki. - No, widzę tu alkohol! A konsumpcja jest!? -Tak jest – potwierdził Dżony, strzelając obcasami na baczność. - Mam tu śledzie w śmietanie, jajka, majonez i meduzę, znaczy się, galaretę chciałem powiedzieć!
- W porządku – powiedział funkcjonariusz. - Ale pamiętajcie, żebyśmy następnym razem nie musieli wam tego zarekwirować! I jeszcze jedno – policjant zerknął na trzymaną w rękach kartkę z instrukcją, zawierającą nowe formuły, które należało wypowiadać do obywateli. „Uwaga, pragniemy was zapewnić, że to nie jest stan wojenny!” - przeczytał głośno.

Dżony odchodził powoli, zżymając się w myślach, że odkąd wyjście po alkohol jako przedmiot pierwszej potrzeby stało się karalne, trzeba było dla niepoznaki robić całe zakupy. Albo zacząć samemu „pędzić”. Ręce mu drżały na myśl, co by to było, gdyby wyszedł po paczkę fajek! No bo co miałby do tego kupić? Rajstopy? Podpaskę? Pampers do każdej paczki? Dżony zapalił papierosa i z oddali obserwował. Funkcjonariusz tymczasem dopadł następnego klienta. - Co to ma być, obywatelu? Ojczyzna na kwarantannie, a wy kupujecie sobie alkohol? Zamiast siedzieć w domu i oglądać wiadomości? Że co? Że to dla was towar pierwszej potrzeby? A zaświadczenie jakieś macie? Skąd mam wiedzieć jakie? Może z klubu AA!
Następny zaczepiony przez mundurowych mężczyzna był cwańszy. Niesioną przez niego torbę wypełniały dwie butelki spirytusu. „Obywatel” tłumaczył się, że to do dezynfekcji. Starszy funkcjonariusz był wyraźnie zawiedziony.

Przy drugim papierosie Dżony obejrzał jeszcze akcję z taśmą mierniczą. - Stać, nie ruszać się! - ryknął megafon i po chwili młodszy policjant odmierzał, czy klienci przed „Biedronką” zachowują właściwe odstępy.- Co to za nielegalne zgromadzenie! - wrzasnął policjant parę minut później na widok grupki trzech zamaskowanych mężczyzn.
- Jesteśmy wolontariuszami – powiedział wyższy z nich, chowając coś do torby. - Postanowiliśmy walczyć społecznie z koronawirusem. Na bazie naszego komitetu blokowego stworzyliśmy Inspekcję Robotniczo-Chłopską i walczymy ze spekulacją. Teraz poszliśmy sprawdzić, czy sklepy nie zawyżają cen. W torbie mamy, te, no, fanty. To znaczy dowody rzeczowe, chciałem powiedzieć. Mężczyzna odsłonił na chwilę twarz.
- A, to pan – zdziwił się starszy policjant, rozpoznając byłego sekretarza Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR w jednym z zakładów. -To zmienia postać rzeczy...
- Zawsze na służbie! - powiedział stary towarzysz z dumą. - Ale w domach też nie próżnujemy. Kolega obok monitoruje przez lornetkę proces wyrzucania i segregacji śmieci. A ten trzeci notuje, kto i ile razy dziennie wychodzi z domu. Mamy już pewne osiągnięcia!
Dżony już prawie odchodził ale zdążył jeszcze załapać się na brawurowy pościg za jakimś 15-latkiem, który wyszedł zrobić babci zakupy. - Łapaj gówniarza! Młodszy jesteś – wrzasną starszy funkcjonariusz.

Później w domu Dżony przeczyta newsa o pierwszym wniosku o ograniczenie praw rodzicielskich skierowanym do sądu rodzinnego właśnie z tego powodu. Ale to później... Teraz, zanim przekroczył próg klatki, zdążył jeszcze usłyszeć szczekaczkę z przejeżdżającego radiowozu: „Zostańcie w domach...” - echem odbijał się komunikat, niknąc gdzieś między blokami. „Członkowie komisji wyborczych stawią się na odprawie pod groźbą kary...”. „Uwaga, pragniemy was zapewnić, że to nie jest stan wojenny!”.

Wchodzącemu po schodach Dżonemu piknął na ręce powiadamiacz. Informował go, że nie obejrzał jeszcze dzisiaj obowiązkowej porcji wiadomości. Bez tego nie dało się oglądać żadnych innych kanałów. Kolejną linię zaporową stanowił komputer. Nowa aplikacja systemu Windows, news bar, odpalała się automatycznie po jego uruchomieniu i żeby móc skorzystać z urządzenia, trzeba było najpierw zapoznać się z porcją starannie wyselekcjonowanych wiadomości.

Wreszcie Dżony uporał się ze wszystkim i mógł zacząć pisać. Dla wielu obywateli, epidemia koronawirusa była doskonałą okazją do wyrównywania rachunków z nielubianymi sąsiadami. Zwłaszcza Tarnów nie był tu wyjątkiem. Dżony walczył przez chwilę ze sobą, aż w końcu machnął ręką. -A, co mi tam – mruknął. - Jak to się teraz ładnie nazywa, „latarnik”?
I zaczął pisać: „Uprzejmie donoszę...”

W tym samym czasie, jeden z lokalnych „pisowskich” latarników – oficjeli pisał swój donos. Domagał się walki z „hejtem” i „dezinformacją”, „rozsiewaniem nieprawdziwych informacji”; skarżył się na brak entuzjazmu wobec działań „dobrej zmiany” i na obniżanie morale, narzekał na „wichrzycieli” zagrażających walce z epidemią i żądał podjęcia stanowczych kroków. Chodziło konkretnie o jedno, niszowe medium. Taaak. Tarnowski Kurier Kulturalny czekały duże nieprzyjemności...

Mirosław Poświatowski