Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Tate Barozs (część 2) „A imię jego 447”

Powrót do Kabotynowa (odc. 2)

Tate Barozs, były dyrektor Mauzoleum Odkrywkowego w Kabotynowie siedział właśnie w fotelu w siedzibie Sanhedrynu przy ul. Przewałowej, by przed jednym ze Starszych i Mądrzejszych zdać raport ze swojego antysemickiego patrolu. Nie wiedzieć czemu Tate stracił całą dotychczasową pewność siebie i jeden z jego słynnych kapeluszy przesuwał się nerwowo między palcami. Od autora: Niniejsza satyra (?) powstała pierwotnie jako koncept serialu filmowego w odcinkach, który (póki co) nie doczekał się realizacji. Do pewnego stopnia jest kontynuacją tworzonego przez kilka osób cyklu „Tajemnice Kabotynowa”, przed laty zamieszczanego w formie pisanej i audio na portalu inTARnet. Opisywaliśmy w nim losy najważniejszych osobistości mitycznego Kabotynowa – miasteczka położonego nigdzie, czyli wszędzie! Teraz sprawdzamy, czy pióro nie zardzewiało. Państwa sugestie mile widziane! Aha, wszelka zbieżność istniejących postaci i wydarzeń z wydarzeniami i postaciami przedstawionymi w niniejszej serii jest wypadkowa i niezmierzona.

Barozs siedział w wygodnym fotelu, starając się zachować spokój. Nerwowo zerkał tylko na stojący opodal taboret – pamiątkę ocalałą z dawnej siedziby sowieckiej bezpieki mieszczącej się przy ul. Zmurszulańskiej, gdzie ongiś klechistańskim bohaterom walki o wolność zrywano paznokcie.
-Szalom! – powiedział Tate na widok Starszego i Mądrzejszego wchodzącego do pokoju.
-Szalom! – odpowiedział Starszy i Mądrzejszy. -Tylko słomy mi znowu nie nanieś! Ach ten słomkowy kapelusz, mógłbyś wreszcie sobie nowy kupić... I cóż tam na mieście słychać? Bo ja ucha nadstawiam nadaremno. Jak żyć, gdy nie pojawia się żaden antysemitysmus? W takiej sytuacja nie ma żaden geszeft! Nam trzeba incydent! Duży incydent! My musieć walczyć z tym, czego nie ma, a jak nie ma, to trzeba to stworzyć! Nie ma antysemitysmus, nie ma interes! Wielki interes! Interes na 70 miliardów!
-Czy to moja wina, że szukam i szukam, a tu nienawistników nawet na lekarstwo! -żalił się Tate. - Przecież za antysemitę się nie przebiorę!
-Ty mi podsunąć dobry pomysł! – rzekł Starszy i zaczął szeptać: - Ja miał nauczyciel od fizyka. On jak pisał na tablica wzór, to jedną ręką pisał, a drugą ścierał! Czy ja jestem dobrze rozumiany?!
Kiedy Tate wreszcie wyszedł, Starszy i Mądrzejszy mężczyzna wyciągnął telefon i po chwili dało się słyszeć jego głos:
-Pozbądźcie się tego goja z naszego Komitetu. Pod byle pretekstem. Przestał być użyteczny. Dajcie kogoś młodszego – powiedział, być może mając na myśli takiego jednego ambicjonera, który usłyszawszy od kogoś w odpowiedzi na swoje pytanie, że najlepszy interes robi się na antysemityźmie, niedługo później odnalazł się w takiej jednej organizacji walczącej ze „schematami” i wszelkimi „izmami” właśnie.

Cięcie
W następnym ujęciu kamera pokazuje czyjąś rękę stawiającą antysemickie litery: „Tramtadracja przeciw Starszym i Mądrzejszym #447”. A w kolejnym widać plecy Tate Barozsza zamalowującego napis na murze kirkutu.

Cięcie
W kadrze pojawia się Bogusław Wołoszański (widać tylko jego tułów, bez twarzy) i mówi:
-Czy Tate Barozs mógł sam namalować antysemicki napis? Oczywiście nie. Tym bardziej, że przecież niezawisły (jak długo jeszcze? – przyp. red.) kabotynowski sąd już w innym postępowaniu orzekł, iż niemożliwym jest, by starszy i zasłużony dla miasta człowiek dopuszczał się bezecnych czynów, mimo że część świadków w tamtym postępowaniu zeznała inaczej. Tu zaś świadków nie było. Niemniej jednak fakt, iż napis pojawił się akurat w okresie przedwyborczej gorączki, budził szereg wątpliwości i na kilometr śmierdział prowokacją. Niektórzy spekulowali, że gdyby rzeczywiście dopuściła się tego Tramtadracja, to sprawcy niewątpliwie zostaliby wykryci i przykładnie ukarani. Tu zaś mieliśmy do czynienia ze znanymi z PRL „nieznanymi sprawcami”. Biorąc pod uwagę fakt, że w USraelu zdarzały się przypadki ujęcia przez policję „Starszych i Mądrzejszych”, którzy sami malowali antysemickie napisy np na synagogach, można wysnuć tezę, że „przedsiębiorstwo holocaust” powinno być żywotnie zainteresowane tym, by przy kirkucie nigdy nie pojawił się porządny monitoring, by „nieznanych sprawców” mogło pojawiać się jak najwięcej, by tym łatwiej można było „walczyć z antysemityzmem” i przyrabiać mieszkańcom Klechistanu gębę jako tym, którzy masowo mordowali Starszych Braci i byli winnymi wybuchu II wojny światowej. Pozostawało jeszcze czekać na oskarżenia pod adresem antyislamskich fobii króla, który pod Wiedeń ruszył z odsieczą. Pytania takie i wątpliwości nasuwały się same, zwłaszcza po tym, jak jedna z telewizji, której korzenie sięgają wojskowej bezpieki, prawdopodobnie opłaciła i zaaranżowała imprezę urodzinową „Gitlera”.

Warto przy tym pamiętać, że w kulturze chrześcijańskiej wandalizm zawsze był wandalizmem, a bezczeszczenie cmentarzy czy miejsc kultu – bez względu na religię jego wyznawców – było czymś szczególnie ohydnym. W Klechistanie jednak nigdy w większych mediach nie podnosiło się larum związane z profanacjami dotyczącymi katolicyzmu. W tym konkretnym przypadku jednak, kabotynowscy funkcjonariusze, zamiast mówić o kolejnym, chamskim akcie wandalizmu, mówili o „publicznym nawoływaniu do nienawiści na tle różnic narodowościowych i religijnych”. Dlaczegóż to sprzeciw wobec hamerykańskiej ustawy wspierającej uroszczenia Starszych i Mądrzejszych względem mienia bezspadkowego miałby być „nawoływaniem do nienawiści”? Dlaczego sprzeciw wobec bezprawnego wymuszenia rozbójniczego, szacowanego na grube miliardy, miałby być antysemityzmem? Dlaczego głos (bo wandalizm pozostaje wandalizmem) w obronie Klechistanu miał być ścigany z takich paragrafów, właśnie przez kabotynowskie organy państwowe? Kto zatem był tu suwerenem? Dlaczego wreszcie w niektórych krajach nawet jakakolwiek krytyka syjonizmu czy państwa Babel stawała się przestępstwem, a wypowiedzenie jakiegoś krytycznego zdania o jakiejkolwiek grupie społecznej, przedstawicielu jakiegokolwiek innego państwa już nie? Dlaczego np Klechistańczyków można było w wielonakładowych, światowych mediach fałszywie oskarżać bezkarnie, a o tych z Babelu nie wolno było powiedzieć nic złego pod groźbą surowej kary? O cyfrowym wykluczeniu już nie wspominając, bo w mediach społecznościowych trup cenzury słał się gęsto? Wielu zadawało sobie te pytania. Póki jeszcze, choć w gronie najbliższych wolno było o Tym mówić. Zastanawiano się, czy to właśnie Starsi i Mądrzejsi, przez swój narodowy szowinizm nie uważają się za „nadludzi” wobec innych nacji, na takiej samej zasadzie, na jakiej za „rasę panów” uważali się „Gitlerowcy”? I czy my, Klechistańczycy, jesteśmy suwerennym państwem, czy tylko kolonią, po której dokazują kolejne pokolenia bezpieczniacki watach, wysługujących się mocarstwom ościennym, jak to było w okresie przedrozbiorowym? I co się stało z wolnością słowa? Bo skoro – wedle doniesień medialnych – największym problemem nie był sam akt wandalizmu, ale treść napisu, to znaczy, że jakikolwiek protest, choćby wyrażony ustnie, w manifestacji, powtarzający esencjonalną treść tego napisu, protest przeciwko bezprawnemu przejmowaniu majątku narodowego Klechistanu – stawał się nie obroną Ojczyzny, ale przestępstwem!

Sam Tate Barozs w owym czasie zapowiadał zresztą pozew przeciwko Tramtadracji – jedynego ugrupowania, które poruszało ów niewygodny temat. Temat, wobec którego rejterowali, w zgodnym chórze klękając, zarówno przedstawiciele opozycyjnej Pogardy Obywatelskiej, jak i rządzącej ekipy Proroków i Szamanów... Trzeba było robić wszystko, żeby Klechistańczycy głowy sobie tym nie zaprzątali. Zresztą, w kolejnej informacji Radia Karków z 1 października 2019, wspomniany napis uległ „skróceniu” i mniej zorientowani czytelnicy mogli się z niej dowiedzieć, że Tramtadracja jest przeciw Starszym i Mądrzejszym, a nie że chodzi o niebezpieczną hamerykańską ustawę 447. Że nie chodzi o to, że najwyraźniej Klechistan był szykowany na nową Ziemię Obiecaną, w razie gdyby na terytoriach okupowanych coś poszło nie tak – oczywiście ze Starszymi i Mądrzejszymi w roli szlachty. Tymczasem to właśnie oni masowo otrzymywali klechistańskie obywatelstwo w tempie, o którym repatrianci ze wschodu, potomkowie Sybiraków, mogli tylko marzyć. A gdzieś w tle pobrzmiewały słowa pewnego Starszego i Mądrzejszego noblisty: „”Starszy...” nie umie żyć bez antysemityzmu – jeśli go nie ma, gotów jest go stworzyć. (...) Głosi rewolucję, a jednocześnie pragnie dla siebie wszelkich przywilejów kapitalistycznych. Usiłuje zniszczyć nacjonalizm w innych ludziach, ale sam szczyci się tym, że należy do narodu Wybranego. Jak takie plemię może istnieć wśród obcych?”

Wart przytoczenia jest jeszcze jeden cytat, z dzieła zasłużonego kabotynowskiego pisarza, który wywodząc się ze Starszych i Mądrzejszych, przyjął klechistańską wiarę. To sceniczny dramat, którego akcja toczy się podczas II wojny światowej: „Naród wybrany, zazdrosny o Boga, podniósł swe pięści przeciw swemu Bogu, krzycząc, że raczej na krzyż Go przybije, a nie zezwoli, aby On miał zrównać czas  (jego) z czasem innych ludów. (...) (Naród Wybrany) swego ukrzyżował Boga, nie wiedząc o tym, że z tą samą chwilą Pan Bóg na długie wieki ukrzyżował swój lud wybrany.”
Taki był rok 2019.

Klechistańczycy gonili za swoimi sprawami, dając się porwać tematom zastępczym. Dla wielu z nich barbarzyński akt wandalizmu na kabotynowskim kirkucie zgasł przywalony innymi sensacjami jeszcze tego samego dnia. Czy jednak wobec wytoczonych dział „nawoływania do nienawiści” nie okaże się, że już nawet nie kamienice, ale i ulice nie należą do nich? Czy atakowany na wszystkich frontach, z wykorzystaniem rodzimych renegatów Klechistan przetrwa? Czy przetrwa zniesławiającą nagonkę i oskarżenia – a to o antysemityzm i wywołanie II wojny, a to o łamanie praworządności, a to o przekop Mierzei, a to o demokratyczne wybory obywateli itd itp.? Na pytania te odpowiedzi udzieli historia...

Wołoszański wkłada myckę i wychodzi z kadru.

Mirosław Poświatowski

CDN