Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Bzykanie po tarnowsku

Ach ten wspomnień czar czyli wakacje za nami...

Wrażliwi niech tego tekstu nie czytają. Wrażliwi i ortodoksi. Z bzykaniem nasze babki i prababki miały wielki problem. Szczególnie te koszarowe, „siatkary”, zadające się ze stacjonującymi w Tarnowie ułanami… . Niesamowicie bały się ciąży. Mówię o okresie, w którym były jeszcze panienkami. Przybywały do Tarnowa z bliższych lub dalszych wsi, najmowały się na służbę w domach mieszczańskich, inteligenckich, często żydowskich. Jeżeli były pracowite i miały szczęście poznawały w Tarnowie chłopaków z innych wsi, którzy także w mieście szukali szczęścia. Wychodziły za mąż dając podwaliny pod tysiące dzisiejszych tarnowskich rodzin. Oczywiście, zanim wyszły za mąż, często zachodziły w ciążę. Wtedy sytuacja była dramatyczna – pisze w swoich smakowitych esejach znany tarnowski historyk i filantrop Antoni Sypek...

W końcu XIX w. najłatwiej w Tarnowie było pobzykać sobie pod koszarami. Prawie 2 tysiące młodych chłopaków stacjonowało w Tarnowie, w piechocie i w ułanach, 2000 byczków z wieczną, kilkadziesiąt razy dziennie, erekcją. Dlatego tamte celebrytki z II połowy XIX w. zbierały się pod koszarami na Pogwizdowie albo na Strusinie. Wiecznie zaniedbane, chore, przeżarte chorobami wenerycznymi. Chłopcy z całej monarchii c.k. Franciszka Józefa po odbyciu służby w Tarnowie zawozili tarnowski syfilis czy trypra po całej Galicji, do Czech, na Węgry, do dalekiej Chorwacji, na Śląsk, do północnej Italii, czyli po całej monarchii. Dziewczyny koło 30-tki umierały, wcześniej lądowały w tarnowskim szpitalu. Czy wiecie, ze do I wojny światowej większość pacjentów stanowili w tarnowskim szpitalu chore wenerycznie, w ostatnim stadium. I one ledwo dychając, nie mając grosza, wychodziły po kryjomu w nocy ze szpitala i jeszcze zarabiały grajcary od dziarskich żołnierzyków i nad rankiem wracały do szpitala, aby tam umierać. U progu I wojny światowej choroby weneryczne były wielkim problemem, także w Tarnowie. Co trzeci mężczyzna był zarażony. A jeżeli on był zarażony, to zarażał swoją stateczną matronę. Zaś dzieciom swoim przekazywał w genach owego trypra. Jeżeli dzisiaj tumaństwo nas ogarnia, dajemy się oszwabiać bankom i postkomunistom, nie mówiąc o genderowcach, jeżeli jakieś nowe choroby pokazują się w rodzinie po paru pokoleniach, to niechybnie owe bzykanie naszych babć i dziadków daje o sobie znać.

Dozwolone od 24 lat.

Tak więc przez cały XIX w. i połowę XX bzykano w Tarnowie najsolidniej na Grabówce i Pogwizdowie. Tam były koszary i tam „siatkary” miały największe wzięcie. W połowie XIX w. sodomą i gomorą w mieście był Hotel Krakowski przy Wałowej 2. To był bardzo solidny burdel dla szlachty, przepijającej i przegrywającej w karty okoliczne wioski. Królowała Rachela, piękna Żydówka z Grabówki. Podobnie jak większość Żydóweczek preferowała seks oralny, co przyciągało do niej nieśmiałych młodych mężczyzn, marzących o tych doznaniach. Wreszcie porwał Rachelę do Wiednia jakiś porucznik ułanów i tam zmarniała i skończyła na ulicy. Liczne tarnowskie burdele były poza rynkiem. Królowały te na Zabłociu, w okolicy Łaziennej, Bernardyńskiej, nad Wątokiem. Panowie radzili sobie z bzykaniem bardzo dobrze. To był jeszcze okres patriarchatu, kobiety były ofiarami, zdobywało się je, a nie bzykano. Mężczyźni raz na tydzień odwiedzali tarnowskie zamtuzy znudzeni seksem małżeńskim. Biedne kobitki radziły sobie jak umiały. Dopiero od XIX wieku nie musiały się bać grzechu masturbacji. Od średniowiecza spowiednicy mieli kłopot. Czy mężatka może się masturbować, aby dokończyć przerwany w połowie stosunek małżeński, i osiągnąć wymarzoną satysfakcję? Stosunek przerwany przez fajtłapę męża. To był problem jak cholera przez całe pięć wieków, zarówno dla spowiedników, jak i dla mężatek. Dopiero jeden z papieży w XIX w. odpowiednim dekretem kanonicznym wykreślił z listy grzechów masturbację mężatki po nieudanym stosunku. Panienki nadal nie mogły się onanizować. To był przywilej mężatek. Ale ja pisze o skrajnych przypadkach. Niezaspokojone mężatki, nawet największe kocmołuchy, zawsze znajdowały sobie kochanków. Czapliński w swoim pamiętniku opisuje kapitalną scenę z bzykaniem w tle. W klasie maturalnej mieli kolegę Marke van Lumena o wzroście bardzo niskim. Pewnej niedzieli dla jaj zaczaili się niedaleko kościoła oo. Bernardynów. Otoczyli kumpla, który darł się w wniebogłosy, trzymając się za brzuch. Wychodzące z kościoła po sumie matrony tarnowskie podbiegły do chłopców. Ci tłumaczą, że tego małego boli bardzo brzuch, a nawet niżej brzucha. Oczywiście któraś z zacnych kobitek sięgnęła dłonią poniżej pępka tego małego chłopca i z okrzykiem przerażenia (pewnie podziwu raczej) porwała swoją dłoń, natrafiwszy w spodniach maturzysty ptaszka, całkiem, całkiem, niepasującego do wzrostu wrzeszczącego naszego maturzysty. Czy widzicie tę scenę, bo ja tak i nie mogę przestać się śmiać. Takie jaja sobie robili nasi dziadkowie. 

Dozwolone tylko dla dorosłych.

Czy zauważyliście koledzy, że na starość doskonale pamiętamy te dziewczęta z okresu naszej młodości, które bardzo chętnie bawiły się z nami w doktora, a z upływem lat bzykały się z każdym z nas, prawiczków? To były nasze koleżanki, których imiona po 60 latach jawią się nam jak żywe. Te zaś nasze rówieśniczki z sąsiedztwa, które miały muchy w nosie, były jak mimozy, do których wzdychaliśmy bezskutecznie, nie ostały się w naszej pamięci zupełnie. Tak to było z bzykaniem za naszych młodych lat. Dziś bzykają się wszyscy dookoła od najmłodszych lat. Genderowcy zaś już w przedszkolu mówią o płci i seksie. Naser mater. Nawet takie maszkarony jak Środzina czy Czubaszkowa, mówią jak najęte o bzykaniu hetero i homo najchętniej. Wracając do galicyjskiego Tarnowa. Najlepiej udawało się bzykanie na plantach kolejowych, w pobliżu koszar, czy na Pogwizdowie lub na dolnych koszarach od strony pól w pobliżu dzisiejszego Mc Donalda na Szujskiego, gdzie kończyły się koszary piechoty. Jak już nie miałeś grosza przy d… to szedłeś na Hutę, za most kolejowy. Tam można było pobzykać na kredyt, ale też i tryper był pewny. Za moich czasów już w PRL-u na kredyt można było poruchać na melinach z wódą na Wekslarskiej czy Żydowskiej. Wódka była na szklanki, prawdziwy kiszony ogórek ze słoika na przekąskę gratis i jakieś nieletnie, rozczochrane panienki w kącie izby, które swoje ciało dawały na kredyt. W dawnym Tarnowie panie z tzw. dobrego domu, stateczne mężatki albo ich rozhisteryzowane dorastające córki, czekały z bzykaniem do ślubu. O bzykaniu przed ślubem nie było mowy. Po ślubie, jeżeli byłeś fajtłapą, także nie było mowy, no może do czasu spłodzenia potomstwa, później już odstawiany byłeś do lamusa. Pamiętacie Dulskiego, jaki z niego był mebel? Bzykał służącą jego synek, ale Dulski już nie miał sił do niczego, taki był stłamszony przez kocmołucha, czyli przez panią Dulską. Tzw. zacne matrony rozpoczynały po paru latach małżeństwa okres kochanków i bzykania studencików z tarnowskiego gimnazjum, którym wynajmowało się stancję. W okresie PRl-u o konduktorkach z PKS-u, krążyły legendy. Na początku lat 70. dojeżdżałem codziennie do szkoły w Chojniku, gdzie uczyłem. Pierwszy kurs autobusowy był o 6 rano. Po godzinie byłem więc w Chojniku, to była moja pierwsza praca nauczycielska. Tym porannym kursem często jeździła konduktorka Melania. Zawsze w eleganckiej fryzurze, z włosami zapiętymi w wysoki lukrowany kok, włosy miała po pas chyba. Była fertyczna, zawsze uśmiechnięta, kokietka, seksowna 40-latka. Mini pod uda spodniczka czarna, mundurowa, biała bluzeczka, której guziku trzaskały pod naporem piersi i czarny żakiecik z metalowymi guzikami PKS. Nieustannie zagajałem panią Melę, co robi, że o 6 rano ma taki renesansowy kok, jakby prosto z fryzjerni. Śmiała się i obiecywała, że kiedyś mi zdradzi. Zbliżał się koniec roku szkolnego i koniec dojeżdżania wesołym kursem autobusowym z konduktorką Melanią, zjawiskiem hiper seksualnym dla wygłodzonego wiecznie 20-letniego mężczyzny. Wtedy w czerwcu się nade mną zlitowała i zaprosiła na Graniczną, gdzie mieszkała. Nareszcie poznałem tajemnicę jej misternie ułożonego wczesnym rankiem koka. Tyle moi drodzy o bzykaniu w Tarnowie. Reszta będzie w książce…

Źródło: Facebook
Antoni Sypek (zdjęcia ze zbiorów autora)