Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Dorota Bałuszyńska-Srebro

Z elementów rzeczywistości buduję nowy świat

To pisarskie credo dzisiejszego gościa Miejskiej Biblioteki Publicznej Doroty Bałuszyńskiej-Srebro, bardzo dobrze oddaje istotę jej twórzości, zanurzonej także w historii Tarnowa. W siedzibie biblioteki przy ulicy Staszica w piątkowe popołudnie 20 lipca zgromadziło się liczne grono znajomych i przyjaciół pisarki aby uczestniczyć w promocji jej najnowszej książki „Czarowne opowieści". Będącej dość swobodną kontynuacją „Imiru”. To pełna humoru powieść przygodowa osadzona w świecie słowiańskiej mitologii i polskich baśni ludowych. Odkrywającej przed czytelnikiem bogactwo Wiary Przyrodzonej, w której każde zjawisko przyrody, każdy deszcz, śnieg czy wiatr miały swojego Stworza, a w welańskich Zaświatach na swoich Tynach – jak na Olimpie – zasiadali bogowie i popijali sołwę dającą nieśmiertelność. Odkrywana na nowo przez Dorotę Bałuszyńską-Srebro wiara naszych przodków jest przestrzenią dla wartkiej opowieści, której bohaterowie są nam niezwykle bliscy – bo chociaż od czasu modlitw w świętych gajach minęły wieki, to charakter Słowian pozostał niezmienny. Dorota Bałuszyńska-Srebro jest absolwentką Filologii Polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim (specjalność teatrologia) oraz Reżyserii Teatrów Dzieci i Młodzieży w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. L. Solskiego w Krakowie, Filia we Wrocławiu. Na początku swojej drogi zawodowej pracowała jako nauczyciel języka polskiego i reżyser teatrów dziecięcych i młodzieżowych. Od kilku lat zajmuje się twórczością literacką.

Dorota Bałuszyńska-Srebro dziesięć lat temu otrzymała Grand Prix I Ogólnopolskiego Konkursu Na Scenariusz Teatralny „Nie do szuflady” - Inowrocław, marzec 2008. Otrzymała też nominację w konkursie „Książka Roku 2010” Polskiej Sekcji Stowarzyszenia IBBY za powieść „Księga Julii”. W roku 2016 dwie książki Doroty Bałuszyńskiej-Srebro” „Ostatni rycerz czyli opowieść o Mieście” oraz „Mikołaj i Droga św. Jakuba” zostały wyróżnione prze Bibliotekę Polską w Londynie i umieszczone na liście Eurotoolbox jako dwie spośród 11 najlepszych książek dla dzieci i młodzieży roku 2016.


Jej twórczość obejmuje:

Księga Julii (2010)
Ostatni rycerz (2013)
Imir (2013)
Julia i Miasto (2014)
Bohaterowie zaczarowani (2014)
Ostatni rycerz (2015)
Mikołaj i Droga św. Jakuba (2016)

   

Z Dorotą Bałuszyńską-Srebro - cenioną autorką książek dla dzieci i młodzieży - o powstawaniu literackich opowieści, rozmawia Barbara Lekarczyk-Cisek.

Jak to się stało, że zaczęła Pani pisać książki?

Dorota Bałuszyńska – Srebro: Moją przestrzenią życiową od dzieciństwa była literatura. Siedziałam z nosem w książkach od rana do wieczora. I zawsze miałam wewnętrzne przekonanie, że sama też kiedyś będę pisać. Stało się to jednak znacznie później, niż sądziłam wówczas. Dopiero po ukończeniu studiów polonistycznych, a później podyplomowych reżyserii teatru dzieci i młodzieży, po wyjściu za mąż i urodzeniu mojej ukochanej córki, kiedy ta już podrosła. Zaczęłam pisać, gdy zamieszkałam w Kielcach. Żartuję czasem,  że to za sprawą Henryka Sienkiewicza, Stefana Żeromskiego i innych, którzy właśnie w tym mieście tworzyli,  i mnie się ta atmosfera pisania udzieliła. W rzeczywistości, po przeprowadzce do Kielc musiałam zostawić pracę w Tarnowie, gdzie prowadziłam teatr dla dzieci i młodzieży i poszukiwałam dla siebie jakiejś aktywności. Uznałam wtedy, że przyszedł czas, aby spełnić dawne pragnienie dotyczące pisania. I tak się zaczęło.

Czy pisanie jest łatwe, czy można się go nauczyć?

Paradoksalnie, pisać nauczyłam się na studiach reżyserskich. Oczywiście nie dosłownie, ale studia te nauczyły mnie warsztatu, tzn. umiejętności konstruowania dobrego opowiadania. Co ciekawsze, nauczyłam się tego na podstawie teatru plastycznego. W tym miejscu chciałabym z wdzięcznością wspomnieć moich mistrzów – nieżyjącą już, niestety, panią prof. Beatę Pejcz oraz prof. Jerzego Bielunasa, którzy uczyli nas myśleć twórczo i niekonwencjonalnie.

Skąd czerpie Pani tematy do swoich powieści?

Tematy, jak wyraziła się w jednym z wywiadów Roma Ligocka, czerpię „z materii życia”.  Zazwyczaj dzieje się tak, że nasza wyobraźnia próbuje wypełnić miejsca, które stanowią rodzaj portalu – wejścia do innego świata. Każdy z nas ma od dzieciństwa takie światy, do których może wniknąć za pomocą wyobraźni. Pięknie opisuje to Pamela Travers  w swoich powieściach o Mary Poppins. Przedmiot lub miejsce stają się u niej drogą do innej rzeczywistości.

Od dzieciństwa towarzyszyło mi przeczucie, że „coś tam jest” i postanowiłam zapełniać te przestrzenie wyobraźnią – pisząc. W mojej pierwszej powieści, w ”Księdze Julii” znajdują się miejsca, które mijałam w dzieciństwie: piękne ruiny zamku, związane z nazwiskiem Zawiszy Czarnego[1]. Zawsze mnie frapowało, co się tam kiedyś działo, czy może ukryto tam skarb… W ten sposób wszystkie te obrazy dzieciństwa „zapełniłam” swoimi wyobrażeniami. To jakby zrobienie kroku naprzód – poza rzeczywistość.

W niektórych Pani książkach można rozpoznać prawdziwe miejsca, np. Kraków w ”Julii i Mieście” czy Tarnów w ”Ostatnim rycerzu”. Czy gromadzi Pani dokumentację do swoich książek, szczególnie w przypadku miejsc historycznych? I jakie są wówczas proporcje między faktami a wyobrażeniami?

Różnie z tym bywa. Moja pierwsza powieść – ”Księga Julii” powstała z wyobraźni. Natomiast ”Ostatni rycerz” – historia z czasów hetmana Tarnowskiego - jest w pewnej mierze oparta na źródłach. Opowiadam w niej o podziemnym przejściu między zamkiem a miastem na podstawie zachowanej dokumentacji. Dziś jednak nie można tego miejsca odnaleźć, więc powołałam tę przestrzeń do życia za pomocą wyobraźni.

Obecnie piszę drugą część ”Ostatniego rycerza” i jest to powieść o drodze św. Jakuba. Bohater – Mikołaj - przechodzi poszczególne jej etapy i w tej opowieści zawarłam dużo faktów historycznych. A przy tym historia ta, tak samo jak nasze życie, jest punktem wyjścia dla wyobraźni. Tego się na nauczyłam na krakowskich studiach teatrologicznych. Otóż uczono nas, że teatr nie powinien być odwzorowaniem rzeczywistości, ale wykreowanym, autonomicznym światem. Podobnie traktuję pisanie książek: z elementów rzeczywistości buduję nowy świat, który rządzi się swoimi prawami.

Skąd czerpie Pani inspirację do pisania?

Inspiracje pojawiają się nagle: jakieś fascynujące miejsce lub czyjaś historia. Moje książki są bardzo różne. ”Imir” jest baśnią, zrodzoną z fascynacji słowiańszczyzną, ”Ostatni rycerz” powstał pod wpływem opowieści moich przyjaciół, podobnie jak opowieść o drodze do Santiago de Compostella. Z kolei książka ”Bohaterowie zaczarowani” powstała z fascynacji literaturą dla dzieci. Znalazłam takie skarby w polskiej literaturze, które mnie głęboko poruszyły i zachwyciły. Znamy i lubimy angielskiego Kubusia Puchatka, a tymczasem mamy w literaturze polskiej wspaniałą galerię fantastycznych postaci – od Koszałka Opałka, przez Pyzę, Pchłę Szachrajkę, Dziadka Szyszkowego po Skrzata Hałabałę… To jest cudowny, niezwykły świat! Dlaczego tego nie pokazujemy? Próbowałam więc coś zrobić, aby te postacie ożyły, bo zasługują na naszą pamięć.

Czy nie wydaje się Pani, że pisanie jest nie tylko rodzajem przygody, ale również niezwykle wzbogaca? Rzadko się zdarza, aby tak mocno wpłynęła na nas książka napisana przez kogoś innego… Opowiadając historie, poszukuje Pani zapewne własnych słów, swojej narracji.

Tak, pisanie to przygoda i niesamowita frajda, przeżycie wspanialsze niż czytanie. Jeśli natomiast mowa o sposobach narracji, to nie wiem, czy jestem aż tak świadoma materii słownej. Dla mnie ważniejsza jest wyobraźnia, a pisanie staje się poniekąd czynnością automatyczną.  Dopiero kiedy czytam to, co napisałam, pracuję nad stylem.

Ponieważ w dzieciństwie bardziej przebywałam w świecie książek niż w rzeczywistym, język mojej narracji czerpię z tego, co przeczytałam. Czasami łapię się na tym, że naśladuję styl moich ulubionych pisarzy z tego okresu. Jestem bardzo mocno osadzona w tradycyjnej narracji, szczególnie w literaturze polskiej. Myślę, że wszyscy jesteśmy spadkobiercami tych, którzy tworzyli przed nami.

Obecnie większość pisarzy toczy grę z konwencją. Nic w tym złego, tak opowiedziana historia bywa nawet zabawna. Jednak na tym tle Pani książki mają tradycyjną narrację, która niczego nie udaje, lecz  jest podjęciem dawnej opowieści, bez mrugania do widza.

Być może ciągle jeszcze szukam swojego sposobu opowiadania. Książka ”Julia i Miasto”, której akcja rozgrywa się bardziej na płaszczyźnie duchowej, spotkała się z krytyką młodych czytelników. Zarzucano jej brak akcji. Sądzę, że młodzi ludzie nie chcą eksperymentów, lecz poszukują pięknej historii, dzięki której mogą przenieść się do innego świata, oderwać od własnych problemów. Zarazem jednak musi się coś dziać. Taka jest też cała współczesna kultura, np. teledyski, gry komputerowe czy filmy akcji.

Poza tym jestem zdania, że książka powinna przywracać właściwy porządek: dobro musi być dobrem, a zło złem. Powinna być nośnikiem wartości: dobra i piękna.

Wprawdzie tradycyjną książkę zaczyna wypierać elektroniczna, ale mam nadzieję, że może kiedyś papierowa literatura znowu stanie się czymś rzadkim i drogim, a przez to szczególnie cennym.

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad został opublikowany na portalu Kulturaonline

tekst - Ryszard Zaprzałka
zdjęcia - Artur Gawle (www.tarnow.pl)