Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Śmierć za wiersz

 Przed miesiącem, 29 stycznia minęła 105. rocznica śmierci wybitnego a niesłusznie zapomnianego poety Władysława Bełzy (ur. 17.10. 1847 w Warszawie, zm. 29.01. 1913 we Lwowie), neoromantycznego twórcy, piszącego w duchu patriotycznym, nazywanego piewcą polskości. Uznanego publicysty, animatora życia kulturalnego, oświatowego i prasowego. Zaś 1 kwietnia 2018 roku minie 99. rocznica tragicznej śmierci Ludwika Wolskiego (1895-1919), lwowiaka, szlachcica, syna Maryli Wolskiej, wybitnej poetki młodopolskiej (1873-1930) i przemysłowca, pioniera przemysłu naftowego, Wacława Wolskiego (1865 – 1922). Matką poetki była Wanda z domu Monné, (1850-1923) była narzeczona Artura Grottgera (1837-1867), współautorka znanych opowieści pt. Arthur i Wanda. Dzieje miłości Arthura Grottgera i Wandy Monné, późniejsza żona malarza Karola Młodnickiego, (1837-1900) przyjaciela A. Grottgera (1837-1867). Co łączy te dwa znane lwowskie nazwiska? Otóż, Ludwik Wolski był chłopcem, któremu Władysław Bełza poświęcił swój ponadczasowy wiersz pt. "Kto ty jesteś ? - Polak mały", którego wtedy 5-letni Wolski był pierwszym recytatorem. Wówczas nikt nie przypuszczał, że to właśnie za wiersz Ukraińcy skażą 21 lat później 24-letniego Wolskiego na śmierć! Tę niesamowitą historię przypomina na łamach dwutygodnika "Polska Niepodległa" znany publicysta "Gazety Warszawskiej" Marcin Hałaś.  

Któż z Polaków zna historię okrutnej śmierci Ludwika Wolskiego – chłopca, któremu Władysław Bełza zadedykował swój „Katechizm polskiego dziecka”? Kto zna historię zbrodni wojennej dokonanej przez Ukraińców w 1919 roku w Złoczowie? To był swoisty przedsmak Wołynia… Zaiste wielkie są obszary naszej niewiedzy, wszak Kresy wykreślane są z polskiej świadomości od 1945 roku właściwie aż po… dzień dzisiejszy.

Historię tę przypomniał nieoceniony prof. Stanisław Sławomir Nicieja. Właśnie ukazał się dziesiąty już tom jego monografii zatytułowanej „Kresowa Atlantyda. Historia i mitologia miast kresowych”. Wiodącym miastem opisanym w tym tomie jest Złoczów. A właśnie w nim został w straszny sposób umęczony i zamordowany 24-letni Ludwik Wolski. To historia wstrząsająca, ale też i niezwykła, ponieważ zaangażowane są w nią – bezpośrednio lub pośrednio – najwybitniejsze postacie polskiej kultury: od Artura Grottgera do Beaty Obertyńskiej.

Ludwik Wolski był synem poetki Maryli Wolskiej i wnukiem Wandy Monné-Młodnickiej – narzeczonej Artura Grottegera, która po śmierci malarza i długiej żałobie wyszła za mąż za jego przyjaciela i oboje do śmierci kultywowali pamięć o wielkim artyście. Maryla Wolska miała także córkę – Beatę, po mężu Obertyńską, poetkę, która w czasie II wojny światowej przeszła przez więzienie NKWD, a następnie łagier w Workucie. W swojej twórczości literackiej dała m.in. świadectwo zesłania na nieludzką ziemię i golgoty, jaką przeszli tam Polacy.

Ale powróćmy do Ludwika Wolskiego – jego ojcem chrzestnym był Władysław Bełza, autor najbardziej znanego polskiego wiersza patriotycznego: – Kto ty jesteś? – Polak mały. Jak pamiętamy, utwór ten kończy się słowami: A w co wierzysz? – W Polskę wierzę. – Coś ty dla niej? – Wdzięczne dziecię. – Coś jej winien? – Oddać życie. Ze wspomnień wiadomo, że pierwszym recytatorem tego wiersza był w 1900 roku pięcioletni wówczas Ludwiczek Wolski. Był ślicznym chłopcem – zachowała się z tego czasu jego fotografia wykonana w lwowskim atelier „Kordyan” w białym płaszczyku, stylizowanym na strój góralski. – A jakby naprawdę przyszli Moskale, to byś oddał życie­? – zapytał wówczas żartobliwie Bełza swego chrześniaka. – Tak – poważnie odpowiedział chłopczyk.

19 lat później Ludwik Wolski jest już samodzielnym gospodarzem majątku w Perepelnikach koło Złoczowa. W tamtych czasach mężczyźni dojrzewali szybciej. – Ludwik w 1914 roku wstąpił do formowanego we Lwowie Legionu Wschodniego, potem studiował na Akademii Rolniczej w Dublanach. Ale czasy wciąż były niespokojne. W nocy z 31 października na 1 listopada 1918 roku Ukraińcy opanowali nie tylko Lwów, ale także Złoczów. Swoje rządy w tym mieście zaczęli od strącenia z cokołu pomnika Adama Mickiewicza. Jak pisze prof. Nicieja: Zniszczenie monumentu mógł uzasadniać fakt, że było to miejsce, gdzie często odbywały się polskie uroczystości patriotyczne. Zrzucony posąg wieszcza przez wiele dni leżał z odbitą głową na placu jako symbol „końca rządów Polaków”.

Lwów Polacy odzyskali już 22 listopada 1918 roku. Złoczów pod ukraińskim panowaniem pozostał jeszcze ponad pół roku. Jednak 5 marca 1919 r. przeciw Ukraińcom zbuntowała się załoga tamtejszych koszar austriackich. Powodem buntu było fatalne wyżywienie („kapusta z robakami”), jednak Ukraińcy widzieli w tym inspirację ze strony polskiej. Aresztowano prawie dwustu Polaków. Relacjonuje Nicieja: Ukraińcy utworzyli „doraźny” sąd jak na froncie i poczęli skazywać na śmierć. Samozwańcza grupa sędziów, której przewodzili Konaszewicz i Feszczur, w ekspresowym tempie, w ciągu kilku minut ogłaszała wyrok przyprowadzanym do sali częstokroć zbitym i zmasakrowanym aresztantom. W sumie ogłoszono kilkadziesiąt wyroków śmierci, z których 22 wykonano natychmiast. Sprawcy tego sądowego mordu posiadali dyplomy uniwersyteckie. Państwo polskie nigdy ich nie osądziło. Muchajło Bałtarowycz – starosta ukraiński w Złoczowie z ramienia Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej otrzymał od polskiego rządu emeryturę jako były radca sądowy.

Wśród tych 22 zamordowanych był właśnie Ludwik Wolski. Tyle że on wyrok śmierci otrzymał za… wiersz. Podobnie jak matka, siostra i ojciec chrzestny – poezjował, choć raczej amatorsko. Pod wpływem wydarzeń w Złoczowie napisał satyryczną rymowankę. Oto jej fragment: W sposób zgoła barbarzyński / Obalili Mickiewicza; / Znać, że naród ukraiński / Do kulturnych się zalicza! // Pobili szyldy w Złoczowie / Niech świat cały głowy zgina / Bo już każdy teraz powie / „Tut istinna Ukraina”. Przepisany wiersz znaleziono podczas rewizji u jednej z koleżanek Wolskiego. Młodego mężczyznę aresztowano, skatowano i rozstrzelano. Kiedy Polacy pod koniec maja odzyskali Złoczów, przeprowadzili ekshumację ofiar egzekucji. Ich ciała pochowane były nago, nosiły ślady masakrowania. Oto fragment protokołu komisji przeprowadzającej oględziny zwłok Wolskiego: Zmarł śmiercią nagłą, wskutek trzech strzałów w głowę z odległości niewielkiej, które spowodowały rozsadzenie czaszki. Ponadto u denata skonstatowano liczne uszkodzenia za życia mu zadane w następstwie zadziałania narzędzia twardego, a rozległość tych uszkodzeń dowodzi, że zadano mu je ze specjalnym znęcaniem się. Śledczy zanotowali także relację osoby, która podczas śledztwa konfrontowana była z Ludwikiem Wolskim: Zauważyłam, że Wolski był już bardzo skatowany – zmieniony nie do poznania i opuchnięty. Rozglądawszy się po pokoju, w którym to przesłuchanie miało miejsce, zauważyłam, że cały był zbryzgany krwią.

Według relacji obecnego przy egzekucji kapłana – Wolski nie pozwolił sobie zawiązać oczu, a nim padły strzały, krzyknął „Niech żyje Polska”. Maryla Wolska do końca życia nie pogodziła się ze stratą syna.

Za: Marcin Hałaś (www.polskaniepodlegla.pl)