Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

"Ewangelia gruzu"

Taki, nieco szokujący tytuł nosi skromny tomik wierszy oryginalnego poety w habicie, krakowskiego augustianina O. Piotra Lamprechta OSA, którego promocja odbyła się w Galerii Niebieskiej MBP przy ul. Krakowskiej w Tarnowie, w piątek 26 stycznia. „Spotkanie w tajemnicy przed Północnym wiatrem” z udziałem autora i reprezentacji tarnowsko-krakowskich poetów szybko przemieniło się w interesujący dyskurs o poezji i religii, ich wzajemnym przenikaniu się, obecności sztuki i powinności artysty w świecie współczesnym. Nie mała w tym zasługa prowadzącego to spotkanie cenionego tarnowskiego poety Maksymiliana Tchonia. „Ewangelia gruzu” - pisze we wstępie tomiku Ewa Sonnenberg, jest książeczką wieloznaczną. Tytułowe „gruzy” nie są miejscem czy sytuacją ale ciemnością, w której wiersze są jak światło.  W swej, moim zdaniem nazbyt wyrafinowanej intelektualnie prostocie, niektóre utwory Lamprechta przypominają nieco haiku. Nie ma w nich też poetyckiego malowania. Autor nie zdobi, nie deformuje, nie stosuje emocjonalnych chwytów. Wydaje się, że przede wszystkim chce być uczciwy wobec słowa do granic samowyniszczenia. «Ewangelia gruzu» – drugi tomik poety – to przede wszystkim praca w słowie, ze słowem, z zestawieniami słów i z przestrzenią między nimi”. A tę przestrzeń znakomicie wypełniają ascetyczne prace warszawskiego awangardowego twórcy Bartosza Kokosińskiego pożerające rzeczywistość… No cóż, artyści, wbrew pozorom, bywają niekiedy jak mnisi. Nie trzeba wstępować do klasztoru by żyć jak w klasztorze. Tworzenie jest takim klasztorem, wymagającym dyscypliny, systematyczności i posłuszeństwa temu w co się wierzy i do czego się zmierza. Warto pamiętać, że Piotr Lamprecht, podobnie jak Luter jest augustianinem.… czyżby „groziła” nam kolejna, tym razem poetycka rewolucja? Poniżej prezentujemy dwa ciekawe spojrzenia na twórczość tego mnicha-poety: wywiad S. Srokowskiego i esej M. Tchona.

O. Piotr Lamprecht OSA (ur. 1983 we Wrocławiu) – augustianin (śluby wieczyste złożył 28 sierpnia 2012 r., na kapłana został wyświęcony 12 grudnia 2014r.), poeta, duszpasterz, sekretarz Polskiej Prowincji Zakonu Świętego Augustyna, doktorant Instytutu Badań Literackich PAN, członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Publikował m.in. w Więzi i Kwartalniku Artystycznym. Jest autorem dwóch tomików poetyckich: „Dyspensa” (2008) i „Ewangelia gruzu” (2015). Pracuje w parafii anglojęzycznej dla cudzoziemców w Warszawie. Wikariusz w parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Krakowie.


ISTNIEJĄ ŚWIATY POZA JĘZYKIEM

(Stanisław Srokowski rozmawia z Piotrem Lamprechtem)

Jesteś poetą i kapłanem. Czy ten fakt jakoś determinuje Twoją twórczość?

Kapłaństwo to tajemnica. Poezja bywa apoteozą tajemnicy. Boję się pewności, jednoznaczności, być może dlatego jeszcze na studiach filozoficzno-teologicznych moje zainteresowania zmierzały w stronę fenomenologii… Trudno nazywać po imieniu wzajemne zależności pomiędzy byciem kapłanem i byciem poetą, gdyż oba sposoby bycia wykraczają poza logikę formalną, poza zbiór oczywistości. Gdyby zacząć nazywać „rzeczy po imieniu”, co pewnie w ogóle nie jest możliwe, zaczęłyby się pojawiać pewne partykularyzmy, a przez to ja przestałbym być sobą.

Jak powstają Twoje wiersze?

W procesie powstawania wierszy kluczową rolę odgrywa intuicja i słuch. Nasłuchuję siebie i języka. W tworzonym języku musi panować ład i porządek organizowany dzięki intuicji. Skomponowane zestawienia zaczynają przenosić gdzie indziej, w nowe krainy i baśnie. Uważam na pułapki językowe - przede wszystkim przymiotniki - podpory zgubnego opisu szkodzącemu wykraczaniu poza świat. Próbuję tworzyć metafory; one są podstawą organizującą całość kompozycji. Zdarza się, że zarejestrowane słowa czekają latami na połączenie z innymi słowami. W procesie tym dużą rolę odgrywa zachwyt na dźwiękiem słów, potem uporczywe sprawdzanie tych słów, czy nie są uwikłane w jakiekolwiek aksjologie i kulturowe kontekstualności, doprowadzanie do językowej alienacji, wyobcowania i osamotnienia, swoistej językowej trampoliny, dzięki której możliwe jest wybicie poza obszar oczywistości.

Co pragniesz wyrazić przez strofy poetyckie?
 
Istnieją światy poza oczywistością, poza pozornym sensem, poza językiem. Na drugim brzegu istnieje jeszcze inna kraina, gdzie człowiek jak dziecko może na nowo odkryć coś najbardziej pierwotnego i bliskiego. Być może sens istnieje poza myśleniem, być może przestrzenią sensu jest cisza i kontemplacja. Chciałbym wyrazić granicę, gdzie po drugiej stronie jest już tylko świat mistyki. Moje wiersze, choć będące z tego świata, mam nadzieję, że mogą być formą zaproszenia do świata mistyki. Opowiadam też historię czasu, historię świata. Ocieram się o granicę języka, przechadzając się po rubieżach języka.

Do jakiej tradycji w poezji nawiązujesz?

Nie czuję się związany z żadną tradycją w poezji, choć największe wrażenie robi na mnie polski ruch awangardy oraz poezja lingwistyczna. Pochodzę z Wrocławia i w tym mieście czytywałem poezję trzech poetów Rafała Wojaczka, Christiana Belwita i Tymoteusza Karpowicza. U Wojaczka zachwycił mnie autentyzm, u Belwita dyscyplina języka, a po lekturze Karpowicza nie jestem w stanie czytać już praktycznie żadnej poezji (no może z wyjątkiem twórczości Janusza Stycznia, a to z racji opracowywania przeze mnie monografii poświęconej temu poecie). Poetycka lektura zakończyła się na Karpowiczu.

Czym jest dla Ciebie poezja?

Świat na krawędzi ciszy, problematyka czasu, metafory gruzu i makulatury organizujące tomik, motyw dzieciństwa oraz starości, jako przestrzenie otwartości i łagodności. Poezja jest dla mnie strażnikiem tajemnicy, powinna pomagać człowiekowi odkrywać, że sam człowiek stanowi tajemnicę, a to już tylko jeden krok do zachwytu, od którego wszystko się zaczyna…

„O Piotrze Lampechtcie słów kilka”, Maksymilian Tchoń

Szukając kawałka muru, który mógłby odgrodzić sacrum od profanum, ojciec Lamprecht wyraża zgodę na przemilczenie „Głosu realności”. Jest szarością, z której wypływają najszczersze i najszlachetniejsze emocje w symbolu litery, dając wyraz stanowiska wobec minimalizmu, w taki sposób, aby każda litera była precyzyjną konstrukcją potęgi i siły fantazji. Jego głos – za nadto bystry, pozwala na szukanie motywów, etosów, archetypów, pierwowzorów, które na co dzień wydają się nam zmarginalizowanym literackim fantazmatem. Wydają się zmitologizowane… Jednak czy każdego dnia nie spotykamy się z przemijaniem, ubóstwem, cierpliwością, pogardą i zachętą? Czy gruz prozy codzienności nie spada nam na głowę jak popiół?
Cieszy mnie u Lamprechta obecność ducha, zakorzenionego w fundamencie dochodzenia prawdy względem fundacji działających na rzecz człowieka. Nie jest to bowiem pusta gra, gdyż dla kapłana bardzo ważnym czynnikiem aktywnej formy współczucia jest świadectwo – miłosierdzia. To On, ojciec, powinien w pierwszej kolejności wzbudzać i wskazywać w nas poczucie dobra, realizowanie dobra na tle religii, nauki, sztuki, czy filozofii. Materia z jaką się mierzy na pewno go nie przerasta. A wręcz przeciwnie jest sposobem na stawianie czoła sceptycyzmowi świata, jego egoizmu. Strofy, w przeważającej części krótkie, lapidarne, najczęściej kilkuwersowe oddają sposób losów tych wielkich niedocenionych przez współczesnych rzemieślników, figur literackich w sztuce.


I tak pojawia się na początku wiersza zdanie: „porozmawiaj ze mną o piłce”, by dalej poczuć astronomiczną podróż przez przypadki padołu ziemskiego. Poeta pyta, jak to się stało, że dopiero później na starość, dobiega do ludzi świadomość przemijania (Vanitas), a teraz za życia wznoszą mu/nam pomniki? Czy jest to kondycja współczesnych prawideł rządzących światem, a może przekonanie o nieuchronnej nieśmiertelności, długowieczności?
Jednak jeśli taki tok myślenia, taka aorta pędząca prosto do serca napotyka po drodze miraże stentów i krztyn moje rozważania na temat „utopii” i beztroski – ducha wyobraźni, może być spokojna o swoją przyszłość, podążając za tęsknotą gruntu zmarzliny dobra, gdyż każdy strzęp, ślad pozostawiony po sobie będzie brał udział w misternym planie dochodzenia do nieśmiertelności. Jest to pasja i zaangażowanie. Żar i predestynowana fala, chęć i zaparcie oraz słabość do uczucia, które jest największym skarbem naszej egzystencji – do miłości.
Jest w tych wierszach egzystencjalizm, ale niepodległy regułom, artykułowany przez wszystkie gardła profesji – danych nam od czasów pierwszych. Na fundamentalnym krzyku zrelacjonowana bitwa o duszę Człowieka.


Nie chcę wartościować poezji Lamprechta, ale z pewnością symbolika języka, kunszt myśli i poszukiwanie środków wyrazu, są kiełkami, które oryginalnie wprowadzają nas w filozofię charyzmatycznego mówcy, estety, retoryka. Księdza, który ważąc każde słowo i każde zdanie, pozwala nam Czytelnikom smakować strofy (piękno tajemnicy Północnego wiatru i nocy) w całej ich obfitości, przepychu, ale nie przepychu formy, a treści.
Ojciec Lamprecht, każdym haiku waży każdy dzień, ubrany w symbolikę, alegorię, peryfrazę, co z pewnością daje nową jakość, wśród „owoców tropików”, które „pachną słowami”. Liryka ożywienia daje kolejny zabieg, aby sprostać ewangelii, tej Biblijnej ale także prywatnej, wewnętrznej, indywidualnej.

Przygotował – Ryszard Zaprzałka