Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Jan Maniak zaprasza na „Koniec świata” cz. II

Gorąco polecamy! To dla nas zaszczyt móc drukować takiego autora. 

Kim jest z kolei piękna Abir (arab. zapach) tresowana w pierwszej scenie przez Lutra, komendanta koncentracyjnego obozu dla katolików. Nie jest katoliczką, ma urodę arabską, jak Fatima z legendy, a może i prawdziwej historii, nawiązującej do nazwy miejscowości. Abir jest (w drugiej odsłonie) zbiegiem z obozu. Można powiązać ucieczkę Abir z wyjazdem Fatimy z zamku Alcacer do Sal wraz z grupą kawalerzystów arabskich, towarzyszących damom dworu. Było to - jak głosi legenda - rankiem 24 czerwca 1158 r. „Niespodziewanie orszak został otoczony przez rycerzy chrześcijańskich pod dowództwem Goncalo Herminquesa, zwanego Pożeraczem Saracenów. W krótkiej potyczce większość Arabów ginie. Pozostali przy życiu rycerze wraz z damami zostają doprowadzeni do miasta Santarem, gdzie rezyduje Alfonso Henriques - pierwszy król monarchii portugalskiej. Król pragnie wynagrodzić dzielnego rycerza i pyta go o jego życzenie. Kawaler prosi o rękę jednej z dam arabskich, szlachetnie urodzonej Fatimy, córki Vali z Alcacer. Alfonso obiecuje spełnić prośbę swego wasala pod warunkiem, że Fatima wyrazi zgodę na małżeństwo i przejdzie na chrześcijaństwo. Szlachcianka, będąc pod urokiem pięknego rycerza, przystaje na propozycję króla, przyjmuje chrzest i zmienia swe imię na Oureana. Piękna Arabka umiera w kwiecie wieku, a rozgoryczony Goncalo szuka zapomnienie w klasztorze”.

Aleksandra Pisz, Tomasz A. Żak (reżyser) i Maciej Rutkowski

Tak więc sceniczne spotkanie Abir (Fatimy) z Michałem (Któż jest jak Bóg) jest pełne znaczeń. Michał vel Kleryk (clericus – w szerszym znaczeniu osoba duchowna) przy pierwszym spotkaniu pomaga dziewczynie, bo ta nie ma sił wytoczyć wózka (wozu). Mamy więc onomastycznie przywołaną Fatimę, zakochanego Pożeracza Saracenów, których łączy „wóz”, a konkretniej - jego bogata symbolika. Wóz, jako miłość cielesna, zbawienie, Kościół Katolicki, czy „nowy wóz”, jako nosiciel Arki Przymierza. Okryty później pledem symbolizującym niebieski firmament „wóz” nabywa astralnej symboliki. Warto dopowiedzieć, że reżyser Tomasz Żak jest również autorem książki „Siedmiokroć wysławiam Ciebie Maryjo”, która jest wnikliwym mariologicznym komentarzem historyczno - liturgicznym do Godzinek. Możemy więc mieć pewność, że studia mariologiczne zaowocowały zapewne i w tym spektaklu.  

Abir przekazuje też Michałowi niejasną wiedzę o „dżumie”. Z książki swojego profesora Michała (też Michał!) czyta, dukając: „zaraza (bakcyl) nigdy nie umiera…”.  Przywołany tu ostatni akapit z „Dżumy” Alberta Camusa poszerza nam pole interpretacji. „Profesor Michał” wie, że odpowiedź na unde malum (skąd zło), wirus zła, pozostanie dla nas ludzi tajemnicą, ale wie też, że zło jest nieśmiertelne. „Wirus” jest wieczny, dzieli się, rozprzestrzenia, lecz nie umiera, bo ma naturę duchową. Granica między dobrem a złem przebiega przez nasze serca. Oczywiście jest to też nawiązanie do Fatimy. Pamiętamy, że grypa hiszpanka zabiła około 40 milionów osób. I Hiacynta umarła również na hiszpankę. 85% amerykańskich ofiar wojny to efekt grypy, a nie walk. Symboliczny wirus, to również masoneria, czerwona gwiazda Portugalii, którą w przeciągu paru lat pokonała Matka Boża Fatimska.  

Aleksandra Pisz

Abir - nawrócona muzułmanka - zmienia imię na Maria. Kult Marii jest również rozpowszechniony zwłaszcza wśród muzułmanek. Wypada tu wspomnieć, że arcybiskup Fulton Sheen (1895-1979) wiązał wielkie nadzieje z Matką Boską Fatimską. Przytoczmy jego słowa: „Wierzę, że Najświętsza Dziewica wybrała sobie miano „Matki Boskiej z Fatimy”, jako obietnicę i znak nadziei dla ludów muzułmańskich i jako zapewnienie, że ci, którzy okazują jej tak wiele szacunku, pewnego dnia przyjmą również Jej Boskiego Syna”. 

Matka Boska Fatimska przez Cud Słońca („obleczona w słońce”) to apokaliptyczna, brzemienna Niewiasta, która ma wieniec z gwiazd dwunastu i księżyc (dokładniej półksiężyc) pod stopami. Symbol grzechu, a zarazem godło islamu. Jeżeli istnieje jakaś nadzieja w pokojowym pokonaniu islamu, a w gruncie rzeczy szatana, to tylko poprzez Matkę Boską. To istotny przekaz w z związku z ostatnią sceną spektaklu, w której słyszymy inwokację z Apokalipsy św. Jana i znany egzorcyzm Maryjny.          

Dodajmy, że to wszystko zostało opowiedziane muzyką, gestem, rekwizytami i słowem. I oczywiście subtelną, lecz wyrazistą kreacją Aleksandry Pisz, której w tej roli naprawdę „do twarzy”. Premiera bez oznak tremy. I głos, jak u siostry Łucji. Gratulacje. (Za podpowiedzią odnalazłem we wspomnieniach Łucji Santos piosenkę o góralce. Udana parafraza). 

 Wielkim nietaktem byłoby przy tej okazji pominąć twórcę muzyki do spektaklu Seweryna Partyńskiego. Spektakl uzyskał dzięki pracy tego artysty jakby swoje tętno - po prostu żyje; od zawodzenia do tragicznego patosu, przez chorał gregoriański i przebijający się akcent portugalskiego fado. Godna uwagi ścieżka dźwiękowa.

 Kleryk Michał – poznaliśmy go, jako „templariusza” (Pożeracza Saracenów). Intrygująca postać - wędrowny komediant, czy może ubogi franciszkanin głoszący (na cały świat) apologetyczne mowy? Czemu został przy tej okazji przywołany cyrk, skoro „wiara musi być rozumną”?  Wszystko nabiera sensu, jeżeli pamiętamy, że jesteśmy w teatrze, a nie na wykładzie z teologii. Tu nie tyle słowo jest ważne, ale każdy rekwizyt, scenografia i kontekst. Cyrk to sztuka zręczności, stworzenia pozoru, czyli także umiejętność manipulacji widzem. Taką rolę pełnią też media. Wygłoszony „cyrkowo” przez Kleryka tekst, to rozmowa między księdzem, prawnikiem i izraelitą w obecności pasażerów – gapiów,  przywołana z Rycerza Niepokalanej (numer styczniowym z 1923 roku). Jej autorem jest jeden z najwybitniejszych ludzi mediów pierwszej połowy XX wieku, o. Maksimilian Kolbe.

Przypomnijmy, jego słowa: „Kina, teatry, literatura, sztuka kierowane w wielkiej części niewidzialną ręką masonerii, zamiast szerzyć oświatę, gorączkowo pracują w myśl uchwały masonów: „My Kościoła katolickiego nie zwyciężymy rozumowaniem, ale zepsuciem obyczajów”. Dlatego mamy ten atak na rozum, na logikę, na prawdę. Jakimś sposobem zamieniła się tamta dyskusja w dzisiejszy „dyskurs”, sztukę sofisterii i politycznego uwodzenia. Słowa stały się jak piłeczki, którymi można żonglować, lub jak króliki, które można wyciągać z kapelusza. Na zegarek Paley’a odpowiedzią jest „Ślepy Zegarmistrz” Dawkins’a. Jeśli zrelatywizuje się prawdę, mówienie o Bogu staje się niemożliwe. Jezus powiedział o Sobie: „Jam jest… Prawda…”.  Stąd podstawowe pytanie o byt, o własne istnienie, bo istnienie implikuje Prawdę. W rozszerzającym się w nieskończoność kosmosie Bóg się oddala i kurczy aż do niewidzialnego, nieuchwytnego bozonu Higgsa, do boskiej, czy jak inni ją nazywają - bezbożnej cząsteczki materii.  Nauka stała się magią, mnoży hipotezy, nie szuka już prawdy.

Maciej Rutkowski

I taki sens tej „apologetyczno – prestidigitatorskiej” scenie nadał – jak się zdaje - reżyser  Tomasz Żak. Poza tym jest to ciekawe intermezzo ożywiające spektakl. W roli mentalisty – iluzjonisty wystąpił Maciej Rutkowski. Duże brawa. Ciekawa kreacja - popis nie tylko żonglerki, dobrej gry aktorskiej, ale i talentu muzycznego. Ta postać przez świetnie zagraną „dykteryjkę z RN” przywołuje św. Maksimiliana. Jego szczególna więź z Niepokalaną zaakcentowana jest przez chorał gregoriański Salve Mater Misericordae, który Michał zaczyna śpiewać w odpowiedzi na pytanie Abir o matkę. Sądzę, że również Psalm 22 (pojawia się w innej scenie) można powiązać z męczeńską śmiercią o. Maksymiliana. Oczywiście ten Psalm ma i szerszą interpretację.
  
Św. Maksimilian Kolbe obecny jest również przez kolejną postać dramatu - Rajmunda.  Rajmund (germ. ten, który jest pod osłoną losu) to imię, które święty otrzymał na chrzcie. Kiedy miał 12 lat objawiła mu się Najświętsza Maryja Panna. To imię określa psychiczny profil postaci, przywołując na myśl męczeńska śmierć świętego w Auschwitz - piekle stworzonym przez ludzi, których opętał szatan. Przez ludzi uważających siebie za bogów. Postać Rajmunda, jako „widzącego”, musi być naznaczona jakimś Bożym stygmatem, wybraństwem. Czy „widzący” ma być remedium na bakcyla „dżumy”, który się wokół szerzy?

Karol Zapała i Anna Warchał

Odwołanie do trzeciego objawienia z dnia 13 lipca zdaje się być dla Tomasza Żaka bardzo istotne. Rajmund, w którego wcielił się Karol Zapała, z przejęciem i z nieudawaną trwogą mówi do nas tekstem Łucji. Aktorstwo bardzo sugestywne, ekspresyjne, przekonujące. Niepojawiająca się na scenie, jego brutalnie zgwałcona w szkole siostra, staje się wyraźnie obecna. Przywołany w związku z tą siostrą katolicki sakrament bierzmowania, gwałt i lobotomia są bardzo znamienne i symboliczne.  Paradoksalnie wizja piekła wyrywa Rajmunda z emocjonalnego letargu. Znajduje on w sobie siłę, by przeciwstawić się przewodzącej grupie uciekinierów Sarze i powiedzieć jej, co o niej myśli; wyspowiadać się z grzechu nienawiści i przebaczyć tej kobiecie. Jeżeli w objawieniach fatimskich Matka Boże nie boi się dzieciom pokazać piekła, zobrazować im w krótkiej wizji tragedię ludzkich dusz, to może piekło jest ważniejsze niż tajemnice przyszłości. Gdyby piekło nie istniało, nie byłyby potrzebne objawienia. A ten spektakl byłby - bez tego eschatologicznego odniesienia – tragedią, pieśnią kozła ofiarnego, którego rolę mają pełnić katolicy. Wizja piekła pozwala nam uświadomić sobie, że to nie fatum, los - jak w antycznej tragedii, jest źródłem śmiertelnego konfliktu, ale właśnie Piekło. Dlatego – wszystko na to wskazuje – „widzący”, jako znak dany przez Opatrzność, ocaleje, również, jako świadek dla nas. 

Sara (Kowalska) – to imię pochodzenia hebrajskiego znaczy - księżniczka. Mieliśmy już symbolicznie przywołaną muzułmankę Abir, vel Marię.  Zastanawiając się nad znaczeniem imienia „Sara” w spektaklu, należałoby umieścić to imię w kontekście Objawień Fatimskich i spojrzeć na biblijną relację pomiędzy imieniem Sara, a imieniem Maryja/Miriam. U początków Starego Testamentu stoi Sara, żona patriarchy Abrahama, od którego zaczyna się historia Izraela. Piękna Sara, to matriarchini Izraela.  Początek Nowego Testamentu otwiera  Miriam, Niepokalana Maryja, Matka Jezusa Chrystusa, Matka Kościoła.  Mimowolnie nasuwa się alegoria Synagogi i Kościoła. Jeżeli przyjmiemy taką interpretację, to ambiwalentny związek Sary z Lutrem nabiera sensu. Zauroczenie Sary Lutrem ma podstawy zakorzenione głęboko w kulturze obu nacji. Synagoga z luteranizmem współpracują przeciwstawiając się Eklezji – Kościołowi. Walczą z Nim.  Przywołajmy archetyp tego duchowego aliansu, by lepiej zrozumieć jego istotę, czyli Karola Marksa. To Żyd, luteranin, satanista i na dodatek nienawidzący własnej rasy antysemita. Te dwie postacie - Luter i Sara, są obrazem tego kulturowego mariażu. Oczywiście, masoneria to ich potomstwo, dziedzictwo.  

Dlaczego ta postać jest tak istotna w spektaklu? Stanowi, jak myślę, nawiązanie do książki A. Socciego „Czwarta Tajemnica Fatimska”, czyli opisanej tam, a przemilczanej w oficjalnych komentarzach Objawień Fatimskich wielkiej apostazji wśród hierarchów Kościoła. Sugestie, że Matka Boża w Fatimie mogła ostrzegać przed Soborem, przed jego skutkami, nie są pozbawione sensu. Widać to po owocach Soboru Watykańskiego II.  W dużej mierze chodzi o judaizację i protestantyzację katolicyzmu. Szerzący się kryptojudaizm, to zjawisko nierzadkie nawet wśród purpuratów. Pojawia się w związku z tym coraz częściej pytanie, czy Kościół Katolickie nie jest aby filią Synagogi?  To nie koniec analogii. Pamiętamy, że biblijna Sara wypędziła Hagar i kazała Abrahamowi pozbyć się pierworodnego Izmaela, praojca Arabów. Luter, w jednej ze scen, Sarę, ochrzczoną Żydówkę, przechrztę na niby, odprawia słowami Koranu: „ Nie bierzcie sobie za przyjaciół żydów i chrześcijan; oni są przyjaciółmi jedni dla drugich. A kto z was bierze ich sobie za przyjaciół, to sam jest spośród nich”. (Sura Al-Maida 5, 51; tłum. Józef Bielawski). Kościół rzymskokatolicki tkwi w nowoczesnej herezji ekumenizmu. Nie próbuje już nawracać na jedynie prawdziwą religię ani Żydów, ani muzułmanów. Zdaje się akceptować nawet tą największą herezję stworzoną przez Mahometa.  Trzecia Tajemnica Fatimska ukazuje to bardzo obrazowo, że „ohyda spustoszenia” będzie ukarana śmiercią. I wszystko wskazuje na to, że tą ręką Bożej sprawiedliwości będą muzułmanie.

Maciej Małysa i Ewa Tomasik-Adamczak

Gratulacje dla Ewy Tomasik–Adamczak, kreującej postać Sary, za plastyczną grę, umiejętność zmieniania „maski”, za dobry głos, tembr i dyskretnie zaznaczenie dyktatorskich zapędów.  Ciekawe żeńskie odbicie władczego Lutra. Trudna rola odtrąconej kobiety, zdrajczyni sprzedającej za srebrniki swoich współtułaczy. I w końcu pogodzonej z losem przechrzty – męczennicy.

6.
 Ostatnia scena spektaklu to nawiązanie do śmierci 21 Koptów, egipskich chrześcijan, którzy odmówili przejścia na islam i z zawołaniem” „O mój Panie Jezu”, ponieśli śmierć od miecza islamskich fundamentalistów. Odwołanie się do tej sceny jest niemym pytaniem rzuconym w stronę widzów: Czy miałbyś tyle determinacji i odwagi, by z imieniem Jezusa na ustach umrzeć za wyznawaną wiarę?

Jeżeli myślimy, że spektakl Tomasza Żaka jest jedynie futurystyczną wizją, to niewiele zrozumieliśmy. My już żyjemy w obozie dla katolików. Przestrzeń dla wierzących w Boga prawdziwego powoli się zawęża do ram tej symbolicznej scenografii z „Końca Świata”.  Jeżeli Luter rzuca nam pod nogi pomarańczowe kombinezony i każe się nam w nie ubrać, to nie jest to tylko teatralny gest bez realnego znaczenia. Czyżbyśmy byli więźniami nie wiedząc o tym?  Tak. Odrzucając tradycyjny katolicyzm tracimy zdolność orientacji.

Przeanalizujmy od innej strony teatralną wymowę postaci Lutra odzianego w galabiję. W teokracji władza duchowa jest tożsama z władzą cywilną. Pokój augsburski 1555 roku zakończył się porozumieniem, uznającym zasadę: „czyj kraj, tego religia” (łac. cuius regio, eius religio). Tak więc, władca narzucał swoją „religię” poddanym. Nieprzyjęcie „oficjalnej religii” narażało poddanego/obywatela na kary - niższy status społeczny, haracz, banicja. Podobnie w islamie - niewierni płacą podatek religijny, tzw. dżizja i podatek od gruntu – haradż albo czeka ich śmierć. Nie inaczej jest w Unii Europejskiej, w której oficjalną „religią” jest marksizm kulturowy z niepisanym kodeksem poprawności politycznej. A na niektórych europejskich ulicach obowiązuje już szariat.  Katolicyzm będący jedynym antidotum na tą zarazę, dżumę XXI wieku, został od środka zainfekowany i ten trujący jad dotarł już do głowy. Czy Tomasz Żak chce nam powiedzieć: „Witajcie w Piekle”, czy coś więcej?

Ten fatimski spektakl odebrałem także, jako rezolucję w sprawie ludobójstwa chrześcijan.  Prześladowanie chrześcijan, tak jak wielkie odstępstwo, są zapowiedzianymi znakami zbliżającego się Końca Świata - tego świata zarządzanego przez Lucyfera.  Słyszeliśmy jego imię w scenie symulującej (bardzo oryginalnie) wizję piekła. Kościół, Mistycznie Ciało Chrystusa będzie trwał. I jak za czasów starożytnych potwierdzają się słowa Tertuliana, że „krew męczenników jest zasiewem nowych chrześcijan”. Na tej samej libijskiej plaży przesiąkniętej krwią męczenników, „libijski misjonarz Shahid (występujący pod zmienionym imieniem ze względów bezpieczeństwa) wyznał w chrześcijańskim programie Leading The Way, że osobiście udzielił chrztu muzułmanom nawróconym na chrześcijaństwo.

Jan Maniak

Scenariusz i reżyseria: TOMASZ A. ŻAK
 Scenografia: JACEK KUCABA
 Muzyka: SEWERYN PARTYŃSKI
 Technika: RYSZARD ZAPRZAŁKA
 Współpraca: ALEKSANDRA ŻAK
 Zdjęcia: ARTUR GAWLE

Aktorzy:
 EWA TOMASIK-ADAMCZAK, KAROL ZAPAŁA, ANNA WARCHAŁ, MACIEJ RUTKOWSKI, ALEKSANDRA PISZ, MACIEJ MAŁYSA