Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

"Gorączkujący" Dagarama

Na fasadzie budynku głównegoo Muzeum Okręgowego w Tarnowie przy Rynku 20-2, pojawił się nietypowy pomnik, przy którym można się…  ogrzać. To wytłoczona w mosiądzu płyta poświęcona pamięci tarnowskiego architekta-wizjonera, Jana Głuszaka “Dagaramy”.  Wygląda niepozornie, jednak gdy jej dotkniemy, okazuje się, że wydziela przyjemne ciepło. Płyta dzięki zainstalowanej wewnątrz grzałce utrzymuje stałą temperaturę 37.5 stopnia, czyli odwzorowuje stan podgorączkowy, co ma nawiązywać do rozgorączkowanej wyobraźni cierpiącego na schizofrenię genialnego tarnowskiego wizjonera. Autorem koncepcji tej oryginalnej tablicy upamiętniającej „Dagaramę” jest krakowski malarz i grafik Rafał Bujnowski. Płyta została zrealizowana już dziesięć lat temu przez Biuro Wystaw Artystycznych w Tarnowie w ramach projektu „Tarnów. 1000 lat nowoczesności”.  Dotąd jednak była niedostępna z powodu remontu muzealnych kamienic, teraz po ich zakończeniu znów cieszy ciepłem. Co szczególne ważne podczas obecnych styczniowych mrozów. Warto przy tej okazji przypomnieć niezwykłą postać tego twórcy, wpisującego się w tajemniczy krąg tarnowskich artystów "przeklętych",    

Czytaj więcej...

Tomasz A. Żak: Elita poza siecią

Porozmawiajmy o uczeniu. Tak – o uczeniu, a nie nauczaniu. Wiem, oczywiście, że w czasach, w których wszystko ma być „zdalne”, a więc związane z wymuszoną rezygnacją z prawdziwego życia, również nauka zmieniła się  w owo przymiotnikowe nauczanie. Niemniej, chcąc poważnie myśleć o tym, co będzie pojutrze, musimy znaleźć sposób na to, jak teraz uczyć poza szkołą, a nie nauczać z wykorzystaniem zarzuconych na uczniów „sieci”.  Czegóż można nauczyć na odległość? W starych dobrych czasach powiedziano by, że odległość uczy tęsknoty. Globalny świat zredukował niemal do minut odległość jednego punktu na mapie od drugiego, ale jakoś zaskakująco oddalił nas od siebie.

Czytaj więcej...

Post scriptum do artykułu

Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata...
który zechciała skomentować na FB pani Monika Stec

Szanowna pani Moniko! Czytanie ze zrozumieniem to jednak coraz większy problem u wielu ludzi... Otóż artykuł, którego rzetelność pani kwestionuje powstał po opublikowaniu kolejnego wyroku Sądu Najwyższego dotyczącego toczącego się od 10 lat sporu rodziny Goldmanów z Izraela z Kurią Diecezjalną w Tarnowie, o czym szeroko informowały media, m.in. portal Onet.pl, tygodnik TEMI czy Gazeta Krakowska. I to były moje główne źródła informacji w tej sprawie (wymieniam je na końcu tekstu). Poza tym, nasz niegdyś stały współpracownik, red. Jerzy Reuter opisał tę historię już w 2009 roku i opublikował, także na naszym portalu. Żeby więc sprostować pani zarzuty o naszym rzekomym niechlujstwie dziennikarskim poniżej publikujemy jego tekst w całości. Poza tym, zarzucanie mi, tu cytat: "...od dawna obserwuję w pana artykułach, zaciętą chęć szkalowania dobrego imienia Sprawiedliwego, posiłkując się przekłamaniami i subiektywnymi opiniami ann drillich" (pisownia oryginalna), jest właśnie takim haniebnym przekłamaniem, bowiem to mój pierwszy w życiu tekst napisany w tej sprawie. Nie znam też żadnych, nie tylko subiektywnych, opinii na ten temat ani pani Ann Drillich, jak i pani, pani Moniko. Szalom! Ps. Zupełnie nie dawno, Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Praw Publicznych, podtrzymała wyrok Sądu Najwyższego uznając w pełni roszczenia rodziny Goldmanów, co w świetle sądowych ustaleń nadal stawia pana Jerzego Poetschke  w  niekorzystnym świetle, w żaden sposób nie podważając jego zasług w kwestii pomocy Żydom podczas wojny.

Czytaj więcej...

Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata

czy może jednak sprytny geszefciarz

Takim prestiżowym wyróżnieniem został w 1995 roku uhonorowany przez Instytut Pamięci w Jerozolimie Yad Vashem Jerzy Poetsche z Tarnowa. To dzięki niemu żydowska rodzina Goldmanów przeżyła wojnę. To właśnie w piwnicy domu przy ul. Kołłątaja 9, gdzie wtedy mieszkała rodzina Poestschów, ukrywała się do końca wojny m.in. Blanka Goldman, którą Jerzy spotkał po jej ucieczce z tarnowskiego getta i przyprowadził do domu. Przy rodzinnym obiedzie zapytał czy mógłby przyprowadzić żydowską dziewczynę i ukryć ją przed Niemcami. Wiedział jak wielką odpowiedzialnością obarcza swoich bliskich i jaka kara grozi za przechowywanie Żydów. Ojciec Jerzego, Hubert, bez zastanowienia wyraził zgodę. Przeprowadzka nastąpiła w 1943 roku. Rodzina Poetschke traktowała ją jak każdego domownika, a Jerzy urządził w piwnicy schowek na wypadek najścia Niemców. Wyuczył też Blankę na pamięć kilku adresów gdyby nie wiedziała gdzie ma pójść po ewentualnym aresztowaniu i śmierci rodziny. Blanka była osiemnastolatką, gdy po powrocie ze szkoły znalazła swoją matkę zamordowaną przez nazistów. Zabito ją w jej łóżku, gdzie leżała zmożona chorobą. Przeżyła w domu Poetschke likwidację tarnowskiego getta i w styczniu 1945 r. wraz z rodziną Poetschów wróciła do rodzinnego domu - neogotyckiego pałacyku przy ul. Gumniskiej (do niedawna mieścił się tam Pałac Ślubów). Najstarszy syn Huberta Jerzy szybko zaprzyjaźnił się z Blanką, dwa lata starszą córką Goldmanów. Na początku ubiegłego wieku nikomu nie przyszłoby do głowy jak bardzo spolszczona rodzina niemieckich Poznaniaków - Poetschów może wpłynąć na życie żydowskiej rodziny Goldmanów. Ostatnio wypowiedziała się w tej sprawie... Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Praw Publicznych, podtrzymując wyrok Sądu Najwyższego!  Niezwykłe losy tych dwóch rodzin interesująco opisywał przed laty, m.in. na naszym portalu, tarnowski prozaik Jerzy Reuter.

Czytaj więcej...