Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

TARNÓW I OKOLICE: TARNOWIANIE BEZ TARNOWIAN

czyli
JAK TO SIĘ STAŁO

 Idea była wspaniała. Szumnie zapowiadany – także przeze mnie – pisze w swojej korespondencji Katarzyna Cetera, festiwal TARNOWIANIE miał stać się miejscem spotkań, integracji i najpiękniejszych emocji. Impreza, która w założeniu miała połączyć mieszkańców – miała być świętem „ludzi stąd”, łączyć ze sobą różne dyscypliny naukowe, dziedziny sztuki, aktywności i osobowości. Organizatorzy zapowiadali, że wspólnym mianownikiem wszystkich działań mają być LUDZIE. Niestety - właśnie ludzi – widzów, uczestników – a choćby gapiów i obserwatorów – na tej imprezie zabrakło.

Tarnowianie - osoby związane z naszym miastem w różny sposób: ci pochodzący z Tarnowa i ci, którzy, właśnie tutaj znaleźli odpowiednią dla siebie przestrzeń, przyjaźń czy miłość i zaznaczyli swój ślad – mieli być bohaterami tego wydarzenia. Każdy z nas, dziennikarzy promujących tę imprezę medialnie czy w jego kształt bezpośrednio zaangażowanych – jak Łukasz Maciejewski czy Krzysztof Borowiec – przekonywał, że impreza taka jest potrzebna i gorąco wierzył w to, że organizatorom – Centrum Sztuki Mościce - uda się stworzyć prawdziwe święto, w którym tarnowianie chętnie wezmą udział, w którym każdy z nas znajdzie propozycję skierowaną do siebie.

Tak się jednak nie stało.

Dotarłam na festiwal w ostatniej chwili, niemal rzutem na taśmę, pierwszego dnia o godzinie 17.30. Zaskoczyły mnie... cisza i pustka w foyer. Sala widowiskowa świeciła pustkami – a przecież za chwilę inauguracja – zaproszeni goście, powitania, życzenia, adresy... Inauguracji festiwalu nie było w ogóle. Dyrektor Centrum Sztuki Mościce piastująca tę funkcję już od kilkunastu miesięcy, pani Anna Chmura oraz dyrektor festiwalu Tarnowianie, Grzegorz Gawlik – znany w mieście muzyk, twórca i animator - przedstawili się, powitali około dwudziesto-, może trzydziestoosobową grupę widzów i oddali głos Łukaszowi Maciejewskiemu.

Pierwszy punkt programu przewidywał spotkanie z Wilhelmem Sasnalem (Anna Sasnal nie mogła być obecna tym razem) oraz projekcję filmu pt. HUBA, stworzonego przez tych artystów w 2013 roku. Obraz powstawał w Mościcach i jest tu silnie osadzony. Niestety – spotkanie i projekcję na Sali Widowiskowej CSM obejrzała garstka tarnowian. A szkoda.

Program pierwszego festiwalowego dnia skonstruowano w taki sposób, że poszczególne wydarzenia odbywały się w różnych miejscach i – o zgrozo! - w tym samym czasie. O 19.30 Krzysztof Borowiec – legendarny niemal specjalista i znawca tarnowskiej sceny muzycznej – poprowadził spotkanie z Janem Ożgą, bratem Kazimierza Ożgi, twórcy tarnowskiej sceny muzycznej lat 60 oraz jego żoną Janą Tarnowską, która w tych latach wraz ze swymi siostrami występowała m.in, jako support przed warszawskim koncertem The Rolling Stones. Podczas rozmowy zaprezentowano archiwalne nagrania i fotografie. Widownia tym razem dopisała bardziej – Sala Kameralna Centrum Sztuki Mościce była wypełniona mniej więcej w połowie. Miałam jednak nieodparte wrażenie, że większość uczestników to znajomi Jana Ożgi oraz tarnowscy twórcy muzyczni.

  

Nie było mi dane uczestniczyć w tym spotkaniu do końca. Nie pojechałam co prawda do ratusza spotkanie poświęcone historykowi, nauczycielowi oraz działaczowi społecznemu Antoniemu Sypkowi. W rozmowie mieli wziąć udział zaproszeni goście specjalni – ale rozpoczynało się ono o godzinie 20 – właśnie wtedy, gdy w Centrum Sztuki Mościce trwało spotkanie z tarnowskimi twórcami big beatu. Ale, jak słyszałam, także w ratuszu, poza njabliższą rodzina mistrza Antoniego i grupką jego znajomych, szału nie było.

     

Z Sali Kameralnej również ja wyszłam przed zakończeniem – podobnie jak część uczestników, którzy pobiegli z powrotem do sali Widowiskowej CSM – tam właśnie odbywało się arcyciekawe spotkanie Łukasza Maciejewskiego z Jakubem Zającem oraz przedpremierowa projekcja filmu MOJE WSPANIAŁE ŻYCIE (reż. Łukasz Grzegorzek, 2021). Film bardzo dobry, zaczekam jednak z zachwytami na oficjalną premierę.

Miejmy nadzieję, że pierwsza edycja Festiwalu TARNOWIANIE, to dopiero początek, że nowe kierownictwo nauczy się jeszcze programować wydarzenia festiwalowe, promować je, zapraszać gości i zorganizować festiwal tak, aby nie przypominał szkolnej akademii „ku czci” w czasach słusznie minionych.

Osobiście oczekuję oczywiście, że festiwal TARNOWIANIE znajdzie swoje stałe miejsce w tarnowskim kalendarzu, że z roku na rok będzie udoskonalany i rozszerzany, ale przede wszystkim promowany. Że naprawdę będzie tarnowian integrował. Czasami zdarza się nam zapominać, że tak już w Centrum Sztuki Mościce było – wystarczyło nie wyważać otwartych drzwi.

Tarnów potrafi! TARNOWIANIE też potrafią – i robią to świetnie. Mamy się czym chwalić, mamy kogo promować. Przed nami jeszcze dwa festiwalowe dni, na które czekam z nadzieją, że będzie lepiej – przecież nawet pogoda tej imprezie sprzyja. Pamiętajmy jednak z pokorą, że nie ma sensu tworzyć imprez, o których mieszkańcy po pierwsze nie wiedzą, a po drugie takich, które mieszkańców nie interesują - a połowa zgromadzonej widowni to dziennikarze.

Festiwale w Polsce się odbywają i naprawdę wyglądają zupełnie inaczej – wiem bo bywam. Mam również przeogromną nadzieję, że przy okazji kolejnego festwalu, którego organizatorem (Scena Otwarta) jak i współorganizatorem (tegoroczna edycja Talii) jest Centrum Sztuki Mościce, podobne „wpadki” nie będą miały miejsca i racji bytu.

Katarzyna Cetera

Zdjęcia - organizatorzy