Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Post scriptum do artykułu

Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata...
który zechciała skomentować na FB pani Monika Stec

Szanowna pani Moniko! Czytanie ze zrozumieniem to jednak coraz większy problem u wielu ludzi... Otóż artykuł, którego rzetelność pani kwestionuje powstał po opublikowaniu kolejnego wyroku Sądu Najwyższego dotyczącego toczącego się od 10 lat sporu rodziny Goldmanów z Izraela z Kurią Diecezjalną w Tarnowie, o czym szeroko informowały media, m.in. portal Onet.pl, tygodnik TEMI czy Gazeta Krakowska. I to były moje główne źródła informacji w tej sprawie (wymieniam je na końcu tekstu). Poza tym, nasz niegdyś stały współpracownik, red. Jerzy Reuter opisał tę historię już w 2009 roku i opublikował, także na naszym portalu. Żeby więc sprostować pani zarzuty o naszym rzekomym niechlujstwie dziennikarskim poniżej publikujemy jego tekst w całości. Poza tym, zarzucanie mi, tu cytat: "...od dawna obserwuję w pana artykułach, zaciętą chęć szkalowania dobrego imienia Sprawiedliwego, posiłkując się przekłamaniami i subiektywnymi opiniami ann drillich" (pisownia oryginalna), jest właśnie takim haniebnym przekłamaniem, bowiem to mój pierwszy w życiu tekst napisany w tej sprawie. Nie znam też żadnych, nie tylko subiektywnych, opinii na ten temat ani pani Ann Drillich, jak i pani, pani Moniko. Szalom! Ps. Zupełnie nie dawno, Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Praw Publicznych, podtrzymała wyrok Sądu Najwyższego uznając w pełni roszczenia rodziny Goldmanów, co w świetle sądowych ustaleń nadal stawia pana Jerzego Poetschke  w  niekorzystnym świetle, w żaden sposób nie podważając jego zasług w kwestii pomocy Żydom podczas wojny.


                                                                                                                                    Goldmanówka
     
 Na początku dwudziestego wieku, zbankrutowany właściciel neogotyckiej kamienicy przy ulicy Gumniskiej (dzisiejszy Pałac Ślubów) przedsiębiorca Nalepa powiesił się w górującej nad budynkiem wieżyczce, a rodzina nieboszczyka wystawiła nieruchomość na sprzedaż. Do pałacyku przylegały wielkie połacie ziemi i kilka fabryk. Efraim Goldman syn Izaaka odkupił od Nalepów majątek wraz z cegielnią, fabryką świec i kaflarnią, po czym zamieszkał z całą rodziną w budynku. Piękny pałacyk zmienił nazwę z Nalepówki na Goldmanówkę, a nowi właściciele wraz z majątkiem trwałym przejęli ciążące nad kamieniczką fatum.

Z początkiem pierwszej wojny rosyjskie aeroplany zbombardowały cegielnię i przylegające do niej zabudowania. Goldmanowie uciekli do Wiednia i powrócili po odejściu z Tarnowa Rosjan. Efraim Goldman był mądrym człowiekiem, ale w latach dwudziestych wdał się w interesy z nieuczciwymi wspólnikami i stracił fortunę. Wszystkie dochody z fabryk szły na spłatę weksli, a Goldmanowie utrzymywali się z przydomowego gospodarstwa i wynajmu mieszkań w pałacyku. Przewrotny los zdjął przekleństwo ciążące na pałacyku, gdy wprowadziła się tam rodzina Poetschke. Był koniec lat dwudziestych i nikomu nie przyszło do głowy jak bardzo spolszczona rodzina niemieckich Poznaniaków może wpłynąć na życie Goldmanów.

 W 1917 roku Hubert Poetschke po ciężkich ranach odniesionych w bitwie pod Verdun postanowił nie wracać na front w mundurze niemieckiego freitra. Uciekł do Kongresówki, gdzie zaciągnął się do Legionów Piłsudskiego i w 1920 roku wziął udział w kampanii kijowskiej. Po wojnie polsko – bolszewickiej zmęczony wojowaniem i odniesionymi ranami, postanowił założyć rodzinę i rozpocząć spokojne życie. Ożenił się z Niemką, która stanowczo opowiedziała się przy polskości Huberta i nie zgodziła się na przesiedlenie do Niemiec.

Hubert Poetschke był fachowcem młynarstwa i posiadał po rodzicach młyn wiatrowy, ale gdy otrzymał propozycję pracy w Tarnowie, nie odmówił. Został zatrudniony na bardzo korzystnym kontrakcie u Szancera i po niedługim czasie wynajął mieszkanie w pałacyku. Najstarszy syn Huberta Jerzy szybko zaprzyjaźnił się z Blanką dwa lata starszą córką Goldmanów, a Efraim spłacił ostatnią ratę długu. Na ulicę Gumniską zawitało nowe, radośniejsze życie.

 Nadszedł 1939 rok i nowa wojna. Po wejściu Niemców do Tarnowa Goldmanowie zostali przesiedleni na ulicę Lwowską, a rodzina Poetschke do małego domu na ulicy Kołłątaja 9. Hitlerowcy wtłoczyli w jednopokojowe mieszkania, na kilkunastu ulicach, tysiące żydowskich rodzin, skupiając w jednym miejscu ofiary nadchodzącego holokaustu.    Goldmanówkę zajęła rodzina ślązaków z Wadowic, a stary i schorowany Efraim Goldman zmarł ze zgryzoty w nowym miejscu zamieszkania, pozostawiając rodzinę na łasce okupacyjnego losu. Jerzy Poetschke i Blanka Goldman spotykali się co raz rzadziej. Hitlerowcy z dnia na dzień zawężali swobodę poruszania się po mieście, wyznaczając ulice i miejsca dla Żydów, tworząc powoli getto. Ojciec Jerzego nawiązał współpracę z Armią Krajową, czego nie ukrywał przed najstarszym synem.   

Po śmierci Efraima rodzinę Goldmanów przeniesiono bliżej planowanego getta, na ulicę Nową, skąd coraz częściej hitlerowcy wyprowadzali ludność żydowską na pobliski kirchoł. Odbywały się tam masowe egzekucje. Na wiosnę 1942 roku Niemcy rozpoczęli przygotowania do największej hekatomby żydowskiej w Tarnowie, co nie uszło uwadze mieszkańców. Blanka ostrzeżona przez swojego przyjaciela Jerzego, urządziła w piwnicy skrytkę i postanowiła walczyć o swoje życie. 11 czerwca hitlerowcy wymordowali kilkanaście tysięcy Żydów. Masakra odbyła się na rynku, w lesie pod Zbylitowską Górą i na żydowskim cmentarzu. Rodzina Goldmanów spoczęła w masowej mogile, obok grobów przodków, na starym kirchole.

 Kilka tygodni po tym masowym mordzie Jerzy spotkał na ulicy Blankę Goldman.    Ocalała dzięki ostrzeżeniom Jerzego i jego radom. Przesiedziała w piwnicy najgorsze dni i po wyjściu z ukrycia wmieszała się w ostałych przy życiu mieszkańców getta. Po tym wydarzeniu Jerzy Poetschke postanowił pomóc Blance w sposób bardziej zdecydowany. Przy rodzinnym obiedzie zapytał czy mógłby przyprowadzić do domu żydowską dziewczynę i ukryć ją przed Niemcami. Wiedział jak wielką odpowiedzialnością obarcza swoich bliskich i jaka kara grozi za przechowywanie Żydów. Kilka dni wcześniej hitlerowcy rozstrzelali za ukrywanie zbiega z getta, znaną w Tarnowie rodzinę Żelazów. Ojciec Jerzego bez zastanowienia wyraził zgodę. Przeprowadzka nastąpiła w 1943 roku. Do Tarnowa przyjechał wtedy Amon Goeth, nazwany „rzeźnikiem z Płaszowa”, bezwzględny SS- man i morderca. Nie było wątpliwości, że szykuje się kolejna masakra. Blanka ukrywała się w domu przy Kołłątaja 9 do końca wojny. Rodzina Poetschke traktowała ją jak każdego domownika, a Jerzy urządził w piwnicy schowek na wypadek najścia Niemców. Wyuczył też Blankę na pamięć kilku adresów gdyby nie wiedziała gdzie ma pójść po ewentualnym aresztowaniu i śmierci rodziny. Przeżyła w domu Poetschke likwidację tarnowskiego getta i wielką samotność spowodowaną śmiercią najbliższych.

 W sierpniu 1944 roku do domu Jerzego Poetschke przyszli dwaj wysłannicy Armii Krajowej, Stanisław Wodziński i nieznany ksiądz. Wodziński był mężem zaufania AK na okręg tarnowski i dobrze znał się z Hubertem. Po długiej rozmowie wyszli, a następnego dnia uzbrojeni partyzanci przyprowadzili dwóch angielskich lotników.    Philip J. Anderson i Walter Charles Underwood, oficerowie RAFu zostali zestrzeleni przez niemiecki myśliwiec nad Nowym Sączem, gdy wracali z akcji zrzutowej nad powstańczą Warszawą. W domu przy Kołłątaja 9 zrobiło się weselej. Anglicy zdawali sobie sprawę z trudnej sytuacji mieszkańców i do końca wojny nie zgodzili się zmienić mundurów na cywilne ubrania. Obawiali się, że w przypadku dekonspiracji zostaną uznani za szpiegów, co skończyłoby się niechybną śmiercią. W tym trudnym okresie rodzina Huberta Poetschke prowadziła normalne życie. Przyjmowali gości i znajomych, ale nikt nie zauważył co dzieje się w pokojach za szczelnie zasłoniętymi kotarami.

Przyszedł styczeń 1945 roku i długo wyczekiwane wyzwolenie. Lotnicy z oczywistych powodów musieli jak najprędzej powrócić do swojej ojczyzny, więc postanowili zgłosić się do radzieckiego dowództwa. Zanim to jednak uczynili odwiedzili tarnowskiego adwokata Kryplewskiego i złożyli na jego ręce pisemne podziękowania za uratowanie życia przez rodzinę Poetschke. Był to jednocześnie swoisty glejt, mówiący o bezinteresowności ich wybawicieli. Anglicy zostali przewiezieni do Odessy, skąd powrócili do Anglii.

Jeszcze w tym samym miesiącu Blanka i cała rodzina Poetschke powrócili do swojej Goldmanówki i zamieszkali tam na stałe. Po dwóch latach Blanka wyjechała do Szwecji. Odszukał ją wujek, który cudem przeżył wojnę i obóz koncentracyjny. Blanka wyszła za mąż i zamieszkała w Australii. Zmarła w 1972 roku i do końca swoich dni utrzymywała kontakt z Jerzym. Hubert wyemigrował w latach 60 tych do USA i zmarł w 1974 w Detroit. Jego małżonka zmarła w Tarnowie w 2002 roku i oboje są pochowani na Starym Cmentarzu. Jerzy mieszkał w Goldmanówce do 1975 roku i został przekwaterowany do małego mieszkania w bloku. Żyje do dzisiaj w Tarnowie.

 W 1995 roku do Jerzego Poetschke przyszło pismo z Ambasady Izraela w Polsce. Ambasada informowała, że pan Jerzy został uhonorowany przez Instytut Pamięci w Jerozolimie Yad Vashem medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

Jerzy Reuter

Artykuł został opublikowany na portalu www.tarnowskikurierkulturalny.pl w 2009 roku